Artykuły

Piotr Śmieszek: Krótka jawajska historia „Playboya”

Gdy na początku 2006 roku niezależny wydawca Erwin Arnada, reprezentujący wydawnictwo Velvet Silver Media z Dżakarty, podpisał umowę franszyzy ze światowym wydawnictwem „Playboy” na jego indonezyjską edycję, sukces rynkowy przedsięwzięcia wydawał się być gwarantowany.

Indonezyjska wersja popularnego pisma – nie tylko dla panów, szczyciła się już u zarania tym, iż jest dopiero drugą po tureckiej, wydawaną w kraju islamskim.

Jak jednak od razu z nieskrywaną satysfakcją podkreślano, „turecka siostra” nie miała szczęścia, a tym bardziej siły, by odpierać ataki krytyki i zaprzestała swojej działalności w połowie lat 90-tych.

fot: cyclonebill, CCBY

fot: cyclonebill, CCBY

Można byłoby więc śmiało powiedzieć, iż pierwszy numer „Playboya” z kwietnia 2006 roku, był jedynym „Playboyem” wydawanym w kraju muzułmańskim, kraju nie byle jakim, bo największym kraju islamskim na świecie.

Chciałoby się rzec, nie lada wyzwanie, łamiące stereotypy, graniczące wręcz z odwagą, i tak też niestety na indonezyjską edycję miesięcznika należy z perspektywy czasu spoglądać.

Wkrótce po ukazaniu się kwietniowego numeru na rynku, zaczęły się protesty i „głosy twardogłowych”, nawołujące do bezkompromisowego zakazu dalszej działalności miesięcznika.

Oczywiście na pierwszy ogień poszły osoby bezpośrednio zaangażowane, bądź w wydawnictwo, bądź też obecne na łamach pierwszego historycznego numeru.

Pod zarzutem naruszenia przepisów o przyzwoitości przesłuchano dwie pierwsze modelki „Playboya”, Andharę Early i Kartikę Gunawan oraz wydawcę gazety. We wszystkich trzech  wnikliwie przebadanych przypadkach stawiane zarzuty złamania przepisów oddalono.

Na tym jednak nie koniec perypetii Erwina Arnada i miesięcznika z popularnym króliczkiem „pod muchą” w logo.
Sprawa wydawanej przez niego gazety trafiła do sądu pierwszej instancji na wniosek złożony  przez skrajne muzułmańskie ugrupowanie Front Obrońców Islamu (FPI), oskarżające E. Arnadę o  publikowanie treści pornograficznych niezgodnych z panującymi w Indonezji wartościami religijnymi.

Dodatkowo redakcja pisma oraz osoby z nią związane były non-stop naciskane w mniej lub bardziej wybredny sposób przez aktywistów spod znaku FPI. Dochodziło do licznych manifestacji niechęci w stolicy kraju i niebywałej presji na wydawnictwo, by się po prostu zlikwidowało.

Między innymi wskutek tych nacisków Velvet Silver Media otrzymało nakaz eksmisji od dotychczasowego najemcy i zostało zmuszone do przeprowadzki swojej siedziby z zajmowanych biurowców ASEAN Aceh Fertilizen Building.

Sytuacja w stolicy była do tego stopnia nieprzychylna, iż jedyną opcja dla magazynu i zarządu firmy była przeprowadzka na bardziej tolerancyjną, nie-muzułmańską, choć też indonezyjską wyspę Bali.

Zamieszanie wokół „Playboya”, nagonka na Erwina Arnadę i przeprowadzka na inna wyspę spowodowały, iż termin majowy wypadł z kalendarza nowego miesięcznika.

Było już zresztą przesądzone, że dni gazety są policzone. Dało się tę atmosferę wyczuć w drugim i zarazem ostatnim numerze, wydanym na Bali, w którym Arnada wystosował list otwarty w obronie demokracji i pluralizmu w jego umiłowanej ojczyźnie Indonezji.

Smutna dla Velvet Silver Media rzeczywistość stała się faktem. „Playboy Indonesia” wraz z czerwcowym numerem zaprzestał wydawania miesięcznika.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że na tym koniec przypadku „Playboya” w indonezyjskim życiu publicznym.

FPI nie czuło się jednak w pełni usatysfakcjonowane zniknięciem miesięcznika z półek i odwołało się od werdyktu sądu niższej instancji, który nie dopatrzył się złamania prawa przez Arnadę.

Lobbing i naciski ze strony Frontu okazały się skuteczne i doprowadziły w sierpniu tego roku, do zamiany pierwszego uniewinniającego orzeczenia sądowego, na karę dwóch lat więzienia dla indonezyjskiego wydawcy amerykańskiego periodyku dla panów.

Wyrok ten zapadł na posiedzeniu sądu najwyższego za zamkniętymi drzwiami.

W trakcie ogłaszania wyroku E. Arnada nie było na sali sądowej, stąd też osadzenie go w więzieniu po rozprawie okazało się niemożliwe.

Również przez następne dwa miesiące, aż do dnia dzisiejszego skazany był fizycznie nieosiągalny, czym ponownie naraził się ekstremistom z Frontu Obrońców Islamu, którzy wystosowali za nim swój wewnątrzorganizacyjny „list gończy”.

Wezwali w nim członków FPI do aktywnego poszukiwania na własną rękę, określonego mianem „moralnego terrorysty” E. Arnady, a po ewentualnym złapaniu, oddaniu go w ręce wymiaru sprawiedliwości.

W końcu wydawca sam „ujawnił” się w cyberprzestrzeni i zadeklarował w mediach elektronicznych chęć dobrowolnego wyjścia z ukrycia i poddania się zasądzonej karze.

Ta deklaracja spowodowała odstąpienie sądu od dalszych procedur poszukiwania prawomocnie skazanego wydawcy nieistniejącego już w Indonezji miesięcznika.

Front nie do końca wierzy w szczerość tej deklaracji i w dalszym ciągu poszukuje „moralnego terrorysty – E.A”

Ironią losu jest, iż dwa wydane w Republice Indonezji „Playboy’e”, kosztować będą wydawcę (jeżeli Arnada dotrzyma słowa i zgłosi się do odbycia kary) dwa lata w więzieniu.

Oba numery ukazały się nakładem 100 000 egzemplarzy, wszystkie egzemplarze obydwu numerów zostały – używając handlowego żargonu – „sprzedane na pniu”.

Erwin Arnada oddał się do dyspozycji sądu w Dżakarcie, a portale społecznościowe, (Twitter,FB) wspierane przez znane postacie ze świata sztuki rozpoczęły kampanię w obronie uwięzionego Arnady.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Piotr Śmieszek: Krótka jawajska historia „Playboya” Reviewed by on 14 grudnia 2010 .

Gdy na początku 2006 roku niezależny wydawca Erwin Arnada, reprezentujący wydawnictwo Velvet Silver Media z Dżakarty, podpisał umowę franszyzy ze światowym wydawnictwem „Playboy” na jego indonezyjską edycję, sukces rynkowy przedsięwzięcia wydawał się być gwarantowany. Indonezyjska wersja popularnego pisma – nie tylko dla panów, szczyciła się już u zarania tym, iż jest dopiero drugą po tureckiej,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 10

  • „Myślę że niewiele Pan rozzumie z otaczającego Go świata. Uleganie wpływom obcej kultury jest naganne i to wszędzie, w Europie też.”
    Myślę, że niewiele Pan rozumie z historii. Uleganie wpływom obcej kultury jest powszechne. Izolowane społeczeństwa nie ulegają obcym wpływom – wszystkie inne tak. Czym byśmy byli, gdyby nie obce wpływy kulturowe? Większość tego, co składa się na kulturę polską pochodzi z importu – zaczynając od chrześcijaństwa. Kuchnia polska jest w dużej mierze z importu, święta również. Kultura MOJA i tak jest obcego pochodzenia. Za jakiś czas pewnie Walentynki będą uznawane za w pełni polskie święto.
    Myśl oświeceniowa również zaimportowaliśmy. W tym liberalizm – ideę, że mam prawo korzystać z wolności jeśli nie narusza to wolności innych. Oraz wolność słowa. Ze względu na zakorzenienie tych idei w Polsce Playboy nie będzie zakazany nawet jeśli wielu uważa, że powinno być inaczej bo jest demoralizujący i szkodliwy dla społeczeństwo. Skoro w Indonezji nakład się rozszedł na pniu – widocznie też wielu ludzi chciałoby oglądać goliznę. Tam nie ma jednak takiej tradycji liberalizmu a tendencje cenzurowania i dbania o moralność innych bez ich zgody są widać znacznie silniejsze.
    Ale to się pewnie będzie zmieniać. Kultury wzajemnie z siebie czerpią i nowe rzeczy, które z tego powstają wydają mi się najciekawsze. Np. pizza z ogórkiem kiszonym :)

  • Tyle rozmawiacie Panowie o tych roznicach kulturowych, a czy nie moglibyscie pokazac chociaz kilku tych indonezyjskich kroliczkow ? :) Mysle ze wszyscy czytelnicy zwlaszcza plci meskiej byliby bardzo ukontentowani … Z pewnoscia podniosloby to temperature dyskusji :)

  • No cóż, wygląda na to ze mówiąc po polsku mówimy różnymi językami. Dla mnie jest oczywiste, że facet który chce wydawać Playboy-a w kraju muzułmańskim prosi się o kłopoty. To tak jakby w Polsce podważyć publicznie izraelski pewnik o 6 mln. żydowskich ofiar II WŚ mimo że to oczywisty absurd. Więc z pewnych oczywistych względów niektórych rzeczy się nie robi. Ale Pan twierdzi że my z naszą „kulturą” możemy pchać się wszędzie i wszędzie wchodzić w naszych brudnych europejsko-amerykańskich buciorach. Całe szczęście, nie! Tak jak ubliżające dla mahometanina jest oglądanie Playboya tak oburzające dla katolika jest plucie i kopanie starszych ludzi klęczących przed krzyżem. Tylko że tam w Dzakarcie są ludzie którzy mogą wydawcę Playboya wsadzić do mamra, a w Warszawie ci młodzi ludzie plujący i kopiący modlących się, są bohaterami mediów. I jak Pan sądzi, który z tych sposobów zachowania się symbolizuje kulturę która przetrwa?
    I jeszce jedno. Kultura nie ma bronić się swoją atrakcyjnością, ona z natury rzeczy jest Moja, Pańska, Zyggiego. Jest…albo nie jest. Dla mnie jest i może jest nieatrakcyjna ale jest MOJA i to jest coś czego chcę bronić. Bo w Tym się urodziłem i w Tym chcę umierać. Ci w Dzakarcie to samo. Nikt nie ma prawa im podsuwać ochłapów obcej kultury. Bo oni są u siebie i to oni decydują. Mają to szczęście.

  • Avatar Reinmar von Bielau

    @Zyggi, „zapewniam Pana, że pornografia czy “pochody równości” w Europie są dla nich szokującym dowodem demoralizacji, a nie wolności.” – oczywiście wierzę, ale wygląda na to, że w Indonezji są i inni. Nie wiem czy jest ich więcej czy mniej, wiem, że są mniej krzykliwi i nie mają swoich bojówek. Łatwiej byłoby zaakceptować sytuację, w której indonezyjskie prawo zabrania wszelkiej golizny, bez względu na jej „miękkość”. Wtedy sprawa jest bezdyskusyjna. Ale widać indonezyjski prawodawcy nie byli tak do końca przekonani.
    Nieco trywializując rozumiem, że niechcący wsadziłem kij w mrowisko ujmując się za prawem indonezyjskich facetów do oglądania gołych tyłków. Ale przy tej okazji będę bronił swojego poglądu, że obca kultura jest zła z definicji, bo jest obca, a tak rozumiem wywodu obu panów nt. McŚwiata i amerykańszczyzny.
    Zgadzam się jak najbardziej z takim stwierdzeniem: „Ale problem zaczyna się, gdy ludzie zaczynają bezmyślnie powielać obce kulturowo wzorce zachowań” Tylko dlaczego to robią? Bo są głupi czy bezmyślni? To trochę zbyt śmiałe założenie. Może jednak ta obce kultura (kultury) są z jakiegoś powodu atrakcyjne nawet dla tych, którzy są członkami starych, dobrze rozwiniętych kultur. I co, mamy im zabronić słuchać angielskojęzycznej muzyki? Nawet jeśli rodzime dokonania w tej dziedzinie są byc może akurat płytkie i prymitywne? Klucz jest tu (przepraszam, znowu cytat:): „gdy od czasu do czasu obejrzę amerykański (albo francuski czy chiński) film, zjem czasem Big Maca lub sushi jeszcze nie znaczy, że uległem wpływom obcej kultury”. Czy Japończycy, którzy przyswoili sobie masę angielskich wyrazów (zdaje się „toweru” to ręcznik, ale nie jestem japonistą) czy też grają niezły jazz lub jedzą hamburgery to ofiary agresji kulturowej czy tylko płytkich mód? O sile kultury decyduje m.in. to jak radzi sobie z wpływami zewnętrznymi. Te kultury, które całkowicie zamykają się na obce wpływy wydają się mniej płodne – u Hitlera socjalizm był „narodowy”, że nie wspomnę dziewiętnastowiecznych Chin. Generalnie – zostaję przy swoim zdaniu i nie boję się, że świat kiedyś stanie się homogeniczny kulturowo – nawet BigMac’a można usmażyć na oleju sezamowym :)

    • Chodzi nie tyle o to, że dana kultura jest obca, a o sytuację, gdy jest agresywna w swojej ekspansywności i szerząca obce, konsumpcyjne wzorce, przez co zagraża innym kulturom.
      Taka jest właśnie kultura amerykańska. Inne kraje mają prawo się przed nią bronic. Zwłaszcza, gdy skutkiem braku takiej obrony mogłaby byc utrata społecznej harmonii, np. wskutek szerzenia wzorców materialistycznych, konsumpcyjnych. To z kolei sprzyja wzrostowi przestępczości w ubogich krajach, jako że nie widząc innej drogi do sukcesu, mnóstwo ludzi idzie tam „na skróty”. Przykładem tego są np. Filipiny, najbardziej zamerykanizowany kraj Azji, czy też Meksyk – bodaj najbardziej zamerykanizowany kraj Ameryki Łacińskiej.

  • Avatar Reinmar von Bielau

    @Wiesław Pilch. Bez względu na mój wiek, doświadczenie życiowe i niedobór wiedzy o świecie, wolę dyskutować o sprawach a nie atakować moich interlokutorów epitetami typu „słaba osobowość”. Rozumiem, że stwierdzenie Zyggie’go „A co do 2 lat we więzieniu – to chyba nie taka straszna kara”, to nie kojarzy się ono panu z „relatywizmem kulturowym”, prawda? Cytuję: „(…) żadna praktyka kulturowa nie jest dobra ani zła sama w sobie, ale musi być oceniona w kontekście w jakim funkcjonuje.”
    I nie jest pan pierwszy, któremu relatywizm kulturowy miesza się z relatywizmem moralnym, którego bynajmniej wyznawcą nie jestem. Powoływanie się na francuskie przepisy ma dowodzić czego? Że Francuzi chronią swój język, bo jest on bezwzględną i niezmienną wartością kulturową? Ich prawo tak uważać, choć historia zwykle wyśmiewa takie sztuczne próby. Kultura albo broni się sama swoją atrakcyjnością, albo ulega wchłonięciu przez inne kultury. Przynajmniej jeśli chodzi o te rozwinięte.
    A co do tego co Chińczyk rozumie co do i tej władzy Chin nad światem to, po 5 latach studiów językowych , 4 latach spędzonych w Chinach i po 17 latach kariery zawodowej związanej z Chinami (ciągle pracuję w chińskiej firmie i mam szefa Chińczyka), pozostanę raczej, jako praktyk, przy swoim zdaniu.

  • „Playboy” nie jest wydawnictwem światowym tylko amerykańskim. W ogóle to trochę dziwi mnie takie nazewnictwo: „światowy”, „międzynarodowy” w odniesieniu do koncernów mających centrale wyłącznie w bogatych krajach. Czy to jakaś globalizacyjna nowomowa? I czy dlatego, że są „światowe” to każdy kraj ma obowiązek je wpuszczać, nawet ze szkodą dla swoich tradycji i obyczajowości?
    Po drugie epatowanie golizną w amerykańskim stylu (nawet w wersji soft i nawet w stosunkowo liberalnej Indonezji czy Turcji) w krajach islamskich jest formą pewnej agresji czy inwazji kulturowej, w każdym razie w nie mniejszym stopniu niż chusty na głowach arabskich dziewczyn we Francji. A co do 2 lat we więzieniu – to chyba nie taka straszna kara, jeśli pamiętamy, co groziłoby panu Arnadzie, gdyby spróbował wydawać „Playboya” w Iranie lub choćby w zaprzyjaźnionej z Zachodem Arabii Saudyjskiej…

    • Avatar Reinmar von Bielau

      Rozumiem, że ci Indonezyjczycy, którzy kupowali Playboya to agenci amerykańskiej agresji kulturowej i ich głos nie jest głosem „zdrowej większości moralnej” w Indonezji. A dwa lata w więzieniu to oczywiście taka kulturowa ciekawostka społeczeństwa indonezyjskiego. Szkoda, że nie wyszło więcej numerów to może byłaby okazja je spalić publicznie.
      Znajomo brzmi. Aż się zimno robi od refleksji skąd się biorą takie wspomnienia.
      Narzucanie obcej kultury siłą jest złe. Uleganie wpływom obcej kultury zdarza się ciągle i wszędzie i nie jest ani dobre ani złe.

      • Avatar Wiesław Pilch

        Myślę że niewiele Pan rozzumie z otaczającego Go świata. Uleganie wpływom obcej kultury jest naganne i to wszędzie, w Europie też. Widocznie jest Pan zbyt młody lub zbywa Panu wiedzy na temat np. antyamerykańskiego nastawienia Francuzów. Był taki czas kiedy w rozgłośnich francuskich mogła pojawić się bardzo określona- procentowo- ilość piosenek w języku angielskim. Nie zdziwiłbym się specjalnie, gdyby nieformalnie takie obostrzenia w dalszym ciągu obowiązywały. I są one właściwym remedium na agresję kulturową. A relatywizm kulturowy którego jest Pan wyznawcą jest cechą słabych osobowości. Np. Chińczyk czy Japończyk nie rozumiałby o czym Pan mówi. Nie rozumiałby SENSU tego co Pan mówi. Ale to Chińczycy będą rządzić światem nie my. M.in. dlatego że w Polsce Pański punkt widzenia jest powszechny.

      • Avatar Zyggi

        Panie von Bielau, mam znajomych w Indonezji. Są to ludzie mieszkający w Dżakarcie, wykształceni, znający języki. I zapewniam Pana, że pornografia czy „pochody równości” w Europie są dla nich szokującym dowodem demoralizacji, a nie wolności. I nie ma potrzeby, by to zmieniać. To, że Aleksander Macedoński i wielu innych Greków było biseksualistami, nie znaczyło, że w tamtym czasie inne kultury miały obowiązek powielać ten „standard”.
        Cyt. „Szkoda, że nie wyszło więcej numerów to może byłaby okazja je spalić publicznie.
        Znajomo brzmi. Aż się zimno robi od refleksji skąd się biorą takie wspomnienia.”
        Nie dokończył Pan wątku. Czyżby zabrakło odwagi, by stwierdzić, że chodzi Panu o wspomnienia dot. III Rzeszy? A czy wie Pan, że w dzisiejszej Europie też zamyka się ludzi za głoszone poglądy, np. za zaprzeczanie istnieniu komór gazowych? Nie twierdzę, że to źle. W końcu co bardziej hałaśliwych idiotów trzeba czasem odseparować od ludzi normalnych. Ale w tej sytuacji musimy pamiętać, że nie mamy JAKIEGOKOLWIEK moralnego prawa, by pouczać Indonezyjczyków.
        A jak słusznie Pan przyznaje, „narzucanie obcej kultury siłą jest złe.” Co do ulegania wpływom obcej kultury, nie zgadzam się. Rzecz jasna, gdy od czasu do czasu obejrzę amerykański (albo francuski czy chiński) film, zjem czasem Big Maca lub sushi jeszcze nie znaczy, że uległem wpływom obcej kultury. Ale problem zaczyna się, gdy ludzie zaczynają bezmyślnie powielać obce kulturowo wzorce zachowań. I to jest złe. Bo chyba nikt poważny nie chciałby świata, w którym wszyscy obchodzą halloween i walentynki, jedzą tylko w barach typu KFC i Pizza Hut, i nawet Papuasi chodzą w naszyjnikach z kapsli po Coca-Coli… Strach się bać, myśląc o takim świecie.

Pozostaw odpowiedź