Komentarze

Piotr Czerwiński: Moda czy dziejowa konieczność? Dlaczego warto uczyć się chińskiego?

henhao_baner2Piotr Czerwiński właściciel szkoły językowej „Henhao”, po pobycie w Chinach, wrócił do Polski, ściągnął swoich chińskich przyjaciół i założył szkołę języka chińskiego „Henhao”. W poniższym artykule wylicza powody dla których warto rozpocząc naukę mandaryńskiego.

Wiek XXI rozpoczął się na dobre ale wydaje się, że w Polsce nadal nie do końca wierzymy, że należy on do Chin. Po blisko trzech dekadach rozwoju, o którym trąbił cały zachodni świat, osoby zajmujące się tematyką Chin traktuje się w Polsce nadal jak pionierów. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje, ale najbliższa prawdy wydaje się być teza, że Chin w Polsce i Polski w Chinach zasadniczo nie ma. Jeśli nie będziemy wzajemnych relacji liczyć tylko za pomocą sprowadzonych z Państwa Środka kontenerów to okaże się, że Polska nie ma zbyt wielu gospodarczych atutów a w Chinach nie ma wielkiej presji by współpracę gospodarczą z Polską zacieśniać. Jak zatem w takiej sytuacji przekonywać, że nauka chińskiego mam sens i przyniesie wymierne korzyści w przyszłości?

Kariera w Polsce? Mimo wszystko warto.

Patrząc na zmieniający się profil gospodarki chińskiej nie sposób oprzeć się wrażeniu, że już niedługo, na dobre zagoszczą w Polsce duże chińskie korporacje o międzynarodowym zasięgu. Może też w końcu, biznesmeni znajdą sposób na zaistnienie w Chinach z polskimi towarami czy usługami. Kto wtedy będzie potrzebny? Sinologowie ze swoim kierunkowym wykształceniem stanowią niewątpliwe grupę ekspertów, ale nie zapełnią miejsc pracy przeznaczonych dla finansistów, księgowych, inżynierów czy specjalistów od marketingu. Znajomość chińskiego na tych stanowiskach, nawet jeśli nie konieczna, będzie z pewnością dodatkowym atutem. A przecież sam proces nauki też zabrać musi nieco czasu. Będąc w Państwie Środka, chińskiego na poziomie komunikatywnym można nauczyć się w ciągu roku. W Polsce, ten sam poziom osiągniemy ucząc się kilka lat. Nawet jeśli nie dziś, język chiński będzie potrzebny za kilka lat. Właśnie te kilka lat można poświęcić na jego naukę.

Handel międzynarodowy z Azją. Obowiązkowo.

Tymczasem w Azji język chiński jest już językiem międzynarodowym, językiem handlu. Pośrednio dzięki ogromnej diasporze chińskiej rozrzuconej po całej Azji Południowo-Wschodniej generującej olbrzymie przepływy kapitału i towarów. Pragnąc odnaleźć się w tym układzie koneksji i zależności należy po chińsku mówić i myśleć. Tylko tą metodą można zasłużyć sobie na szacunek i uznanie biznesowych partnerów z tego rejonu świata.

Rozwój osobisty? Zdecydowanie tak.

Nauka chińskiego jak rzadko którego innego języka rozwija nas na wielu płaszczyznach. W proces nauki zaangażowane są obie półkule mózgowe. Tonalność języka wyczula nasz słuch i umuzykalnia. Sztuka kaligrafii rozwija nasze umiejętności artystyczne. Wraz z nauką języka, mimowolnie poznaje się prastarą chińską kulturę, gdyż jest ona z językiem nierozerwalnie związana. Tylko dzięki tej wiedzy człowiek zachodu jest w stanie zrozumieć obce zwyczaje i filozofię życia, zaakceptować ją, z czasem polubić. W tym sensie, przygoda z chińskim jest przygodą na całe życie.

Chiński dla Polaków? Kto nie spróbuje ten się nie dowie.

No i na koniec argument narodowy. Polska w wyobrażeniach Chińczyka jest najczęściej białą plamą. Wśród najbardziej znanych Polaków wymienić należy nie Jana Pawła II czy Lecha Wałęsę, ale raczej Chopina i Marię Curie-Skłodowską. Z drugiej strony, Polska nie kojarzy się z niczym negatywnym co samo w sobie jest już sukcesem. Ludzie, których kraj doznał w ostatnich dziesięcioleciach wielu upokorzeń ze strony zachodnich mocarstw są na tym punkcie szczególnie wyczuleni. No i przy całej swej inności, Chińczycy są do Polaków po prostu podobni. Otwartość i bezpośredniość, przywiązanie do tradycji rodzinnych i wspólne biesiadowanie to wartości bliskie obu narodom. Wszystko to sprawia, że Polak w Chinach może czuć się naprawdę dobrze. A gdy już raz tam pojedzie, najczęściej nie może przestać myśleć o ponownym wyjeździe, bo Chiny wciągają jak rzadko które miejsce na świecie. Stąd też, z okazji niedawno rozpoczętego Chińskiego Nowego Roku spod znaku Tygrysa, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Państwu odwagi w podejmowaniu nowych wyzwań i wielu udanych wyjazdów do Państwa Środka.

Piotr Czerwiński

właściciel HENHAO Akademii Języka Chińskiego

www.henhao.pl

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Piotr Czerwiński: Moda czy dziejowa konieczność? Dlaczego warto uczyć się chińskiego? Reviewed by on 21 lutego 2010 .

Piotr Czerwiński właściciel szkoły językowej „Henhao”, po pobycie w Chinach, wrócił do Polski, ściągnął swoich chińskich przyjaciół i założył szkołę języka chińskiego „Henhao”. W poniższym artykule wylicza powody dla których warto rozpocząc naukę mandaryńskiego. Wiek XXI rozpoczął się na dobre ale wydaje się, że w Polsce nadal nie do końca wierzymy, że należy on do

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 84

  • Mój system solarny dostarcza energii, która latem całkowicie ograniczyła zużycie prądy! Zainstalowane są dwa kolektory próżniowe i planuję jeszcze dokupić jeden panel. Zimą wydajność jest mniejsza ale i tak jestem zadowolony.

    • OK, ale co to ma wspólnego z Chinami? Z Chin Pan (Pani?) je sprowadza? :-)

  • Jesli chodzi o nauke chinskiego, to w Polsce o przydatnosci zadecyduje wymiana handlowa polsko-chinska, oraz obecnosc chinskich inwestycji w Polsce. Jesli inwestycji bedzie wiecej niz obecnie, to oczywiscie dla osob znajacych jezyk bedzie to spora przewaga. Ilosc instytutow Konfucjusza w Polsce swiadczy, ze zainteresowanie ze strony Chin jest i oczywiscie ich sukces w zaznajamianiu Polakow z Chinska kultura bedzie zachecal samych Chinczykow do lepszego spogladania na Polske. Do tego jeszcze w tej chwili droga daleka, ale kazda podroz zaczyna sie od pierwszego kroku.
    Obecnie jednak chyba wazniejsze jest, aby tak zwana mase krytyczna Polakow zaznajomic z jezykami sasiadow (niemiecki oraz nielubiany rosyjski plus angielski). Wynika to z prostego powodu, ze wiekszosc handlu odbywa sie wlasnie z sasiadami (z pozostalymi latwiej jest sie dogadac po angielsku). Dodam tylko swoje prywatne zdanie, ze z checia widzialbym ogol spoleczenstwa mogacy sie porozumiec w chociazby dwoch z tych jezkow, tak jak jest to w Holandii, czy Belgii (gdzie kazdy policjant i konduktor w pociagu dogada sie po angielsku i niemiecku). Natomiast jezyk i kulture chinska nalezy, jak najbardziej promowac, bo na obecna chwile sporo jest stereotypow. Poza tym historycznie Polska jako kraj zyskiwala w wymiarze ekonomicznym na otwartosci i ciekawosci innych kultur. Dodam tylko, ze jesli Chinczycy nieco tlumniej sie pojawia w Polsce to zapewne beda tez chcieli tworzyc jakies placowki, ktore zapewnia ich wlasnym dzieciom nauke jezyka i ich kultury. To obecnie mozna zaobserwowac wsrod Koreanczykow, ktorzy prowadza sobotnie szkoly np. w Belgii, a przy okazji Belgom oferuja nauke jezyka, czy Japonczykow w Dusseldorfie. Pewnie podobnie bedzie z Chinczykami, a to daje juz wieksza mozliwosc obcowania z kultura i jezykiem.

  • Avatar Damian Stawarski

    @ Ciekawe:
    to tylko pokazuje, ze niechec do Chinczykow wzrasta, co mnie cholernie cieszy :)
    Jesli przyjac za prawde ub.roczne badanie przeprowadzone na zlecenie Gazety Wyborczej, blisko 80 proc.Polakow wyraza niechec do Chin, chinskiej polityki oraz leki przed panchinizacja oraz przed imperialnymi zapedami tego molocha. Tak wiec nawiedzony Zyggi nalezy do diaspory, ktora to diaspora jest nawet diaspora diaspory. Na jednego zapalenca Chinami – Zyggiego przypada 400 tys. Polakow – przeciwnikow Chin, czy wrecz nienawidzacych tego panstwa. Kto ma szanse? :) :) :) :)

    • Lepiej byłoby dla jakości dyskusji, gdyby unikać sformułowań typu „nawiedzony”. Po 1. GW sprawdza w ankiecie jak bardzo udana jest jej propaganda – jak widać udana… Po 2. jakie ma znaczenie, że większość jest niechętna polityce prowadzonej przez ChRL jak i tak w supermarkecie wybierze produkt tamże wyprodukowany ?

    • Panie Damianie,
      Czy moglby Pan odniesc sie do pytania jak to Chinczycy w Malezji antagonizuja spoleczenistwo? Z ciekawoscia przeczytam Panska odpowiedz. Natomiast uzywanie epitetow przede wszystkim swiadczy o Panskiej kulturze, wiec moze jednak skupimy sie na merytorycznej wymianie pogladow (co jak najbardziej pozwala krytykowac poglady danej osoby), jednak w ramach kultury osbistej ogolnie przyjetej za europejska.

    • Bo Michnik tym 400,000 Polakom wypral mozgi przez ostatnie 20 lat na temat Chin.

    • Polacy o Chinach nie maja pojecia wiec nie wiem jakim cudem moga byc negatywnie nastawieni. Zgadzam sie z ciekawym, ze Michnik sprawdza jak dziala jego anty-chinska propaganda na Polakach.

      • Avatar Wiesław Pilch

        Proszę o kontakt mailowy.

  • Avatar Damian Stawarski

    Malajom moze Pan wiele zarzucic, ale nie zawisc. Jesli ma Pan na mysli zawisc w polskim rozumieniu, to na prozno jej szukac w Malezji. Malajowie to cudowny narod, bardzo uczciwy i akceptujacy INNEGO. Sposrod tego INNEGO wiekszosc Malajow wyklucza jednak Chinczykow. Powodow jest wiele: Chinczycy antagonizuja poprzez glownie to, ze chca uczynic Malezja mozliwie najbardziej chinska, chocby poprzez naciski na rzad aby wprowadzac do kalendarza imprez kolejne i kolejne chinskie festiwale (dni wolne od pracy). Czesto tez protestuja jesli w poblizu ich dzielnic w KL rozpoczyna sie budowa nowego meczetu. Muzulmanie ich wrecz nienawidza.Bardzo czesto dochodzi do napasci na Chinczykow szczegolnie w nocy.Powoli staja sie oni tak nielubiani w Malezji jak kolorowi w Moskwie. W paru dzielnicach KL ,opanowanych juz calkowicie przez Chinczykow, nie wynajmie Pan mieszkania. Akurat w jednej z tych dzielnic bartzo chcialerm zamieszkac, poniewaz mam stamtad blisko do pracy.Na prozno. Wydzwonilem w ponad 50 miejsc. Wszedzie ten sam tekst: mieszkanie wylacznie dla Chinczykow . Te dzielnice to: Kepong, Cheras, Bukit Bintang, Old Klang Road, Sri Petaling, Pudu, Segambut. Integruja sie chinole poprzez tworzenie sublokalnych wspolnot. W ten sposob tworza poczatki panchinizmu, co zauwazyl Anwar Ibrahim w ostatynim numerze „The star” . Ponadto, Chinczycy najmniej tutaj przestrzegaja prawo obyczajowe. Np. pala papierosy w restauracjach gdzie wyraznie tabliczka zakazuje palenia. A jesli im zwrocic uwage, awanturuja sie. W handlu sa nieuczciwi, co potwierdzi Panu niejeden turysta i kazdy Malaj. Oszukuja ile moga. Po prostu sa nielubiani i kropka. Gdyby byli mili, byliby libiani to oczywiste.Dlaczego np. Indusi sa tak wspaniali, serdeczni i nawiazuja przyjaznie z turystami, a Chinczycy (lubie ich nazywac chinolami) nie?! Jednak najbardziej uwiera to,ze chinole juz nosza glowy zadarte do gory, juz czuja sie panami swiata, nakazdymkroku podkreslaja,ze stali sie potega. Ich cynizm i pycha nie zna granic. Tak sobie mysle, ze mioec zone Chinke to chyba za jakas straszna kare…Ta mentalnosc i ten wrzask o wszystko, brak kultury osobistej, brak manier. Prosze mnie nie prowokowac abym zaczal mowiac ostro.
    Na prozno ich bronic Panie Zyggi.
    Gdyby Pan pomieszkal z nimi pare lat zmienilby Pan zdanie. Tu znajdzie Pan wiele opinii nt. tej zoltej rasy panoszacej sie z Azji poludniowo-wschodniej.
    http://www.freemalaysiatoday.com
    Wiem, ze Panow z CSPA ,ktorzy zakochali sie w Chinczykach (Chinkach?) nie przekonam, nie pisze tez poto aby przekonywac Redakcje portalu. Moja intencja jest naswietlenie sprawy dla czytelnikow niekoniecznie zabierajacych glos na forum. Tak aby przeczytali moj post i nie mieli zludzen, co do prawdy o Chinczykach…

    • Chińczycy w Malezji to głównie potomkowie dawnych imigrantów z okolic Kantonu (prow. Guangdong), więc po cóż uogólniac ich ewentualne wady (nie twierdzę, że ich nie mają) na całe Chiny i pozostałych Chińczyków – tych z Hebei, Szanghaju, Henanu, Syczuanu, Mandżurii etc.?

    • Pozwolę, podzielić się własnymi impresjami z kilkunastoletniego doświadczenia w handlu z Chińczykami, jakie miałem swego czasu.
      Chińczycy jakich spotkałem różnią się miedzy sobą nie tylko ze względu na cechy indywidualne (jak każdy z nas), ale także z zależności z jakiego kraju pochodzą.
      Chińczycy z Tajwanu byli uprzejmi, stanowczy w interesach i w pewnej
      mierze z europeizowani (z amerykanizowani). Łączyli najlepsze cechy
      cywilizacji konfucjańskiej i zachodniej.
      Chińczycy z Singapuru byli również uprzejmi. W samym mieście zau-
      ważyłem nienaganny porządek.
      Najtrudniej prowadziło mi się rozmowy z Chińczykami z Malezji. Miałem
      wrażenie, że to zupełnie inni ludzie niż ich rodacy z Tajwanu i Singapu-
      ru. W negocjacjach byli trudni, niektórzy z nich mało uprzejmi, niektórzy
      z nich wręcz chłodni. Żaden też nie zaprosił mnie ani na lunch czy
      obiad, czego nie mogę powiedzieć o Chińczykach z Singapuru, którzy
      potraktowali mnie z typową polską gościnnością.
      Byłem zbyt krótko w Malezji, żeby wyciągać jakieś zasadnicze wnioski,
      niemniej muszę powiedzieć, że wszyscy nasi klienci byli Chińczykami.
      Jak mi powiedziano przysłowiowy cały biznes w w tym kraju jest
      chiński. a Chińczycy jak się zorientowałem stanowią 35-40% populacji. Jeśli się jest tak znaczącą ilościowo mniejszością narodową i dominuje się ekonomicznie to następnym krokiem będzie próba zdobycia dominacji politycznej i urządzenia państwa po swojemu. Tego należy się spodziewać i jest to oczywiste, ze kiedy ma się sukcesy ekonomiczne, występuje wtedy chęć przekucia tego na władzę polityczną. Dodatkowo, sukces ekonomiczny macierzy dodaje im animuszu.
      Gdybyśmy, my mieli ca. 10% corocznego wzrostu PKB, też chodzilibyśmy z głowami zadartymi do góry.
      Co do chińskich żon, jest to pewnie sprawa indywidualna. Ja znałem
      paru Europejczyków, którzy mieli żony Chinki i nie narzekali (być może
      nie były one z Malezji).

      • Avatar rysiek

        tez odbieram Tajwanczykow jako praworzadnych i zokcydentalizowanych, wlasnie w pewnej mierze, laczacych to co dobre od siebie i z zachodu.

        nie wiem kiedy prowadzil Pan interesy z Chinczykami na Tajwanie, ale warto uaktualnic wiedze. dokladne dane przytaczalem tu niedawno na forum. wynika z nich, ze nie mozna mowic na Tajwanie o Chinczykach. 3 na 4 uwaza sie za Tajwanczykow, nie zas Chinczykow (majac do wyboru taka wlasnie wybor), 2 na 4 ma o Chinczykach niepochlebne zdanie, kilka procent spoleczenstwa chce natychmiastowego polaczenia z Chinami.
        wiec w zaleznosci czyja opinie Pan podziela i na kim opiera, moze Pan mowic o Chinczykach (witamy w swiecie KPCh i KMT) lub o Tajwanczykach (witamy w swiecie realnym)

      • Avatar wute

        Biznes prowadziłem do roku 2005.
        Rozumiem, że jest to wybór polityczny a nie etniczny, ponie-
        waż etnicznie nadal pozostaną Han.

        Podobny problem występuje też w Korei. Kiedyś rozmawia- łem z Koreańczykami, którzy stwierdzili, że u nich w republi- ce Korei już większość ludzi też nie chce zjednoczenia. Jednak nadal uważają się za Koreańczyków i nie odmawiają tego też miana braciom z Północy.
        PS.
        Ostatnio na pewnym sympozjum poświęconym setnej
        rocznicy rewolucji 1911 r. spotkałem przemiłą dziewczynę,
        doktorantkę na UW, która przedstawiła się jako: Chinka
        z Tajwanu. Była ona jak najbardziej realna.

    • Ciekawe obserwacje Panie Damianie. Jesli chodzi o zwiekszajaca sie asertywnosc Chinczykow to z mojego doswiadczenia takze moglem to zaobserwowac, wiec tutaj sie z Panem zgadzam. Dla mnie osobiscie nie byl to jakis problem, gdyz przyznam ze sa nacje ktore te asertywnosc potrafia prezentowac w duzo bardziej demonstracyjny sposob. Natomiast na ile wynika to z charakteru indywidualnej osoby, a na ile kulturowego aspektu, tego nie potrafie do konca okreslic. Na przyklad swietnie rozmawia mi sie w moich biznesowych kontaktach z Japonczykami, ktorzy sa bardzo uprzejmi (bez wzgledu na wiek), podobnie z Kanadyjczykami (to podaje dla przykladu). Jesli chodzi o Malezje, to trzymanie sie Chinczykow w swoim gronie ma podloze historyczne, ale tez uwarunkowania obecne. Jak sam Pan napisal nie sa mile widziani przez rodowitych Malajow (i tak rzeczywiscie jest), wiec nie ma sie co dziwic, ze trzymaja sie razem. Natomiast nic nie wspomina Pan o istnieniu w konstytucji Malezji statusu „bumiputra”, ktory jawnie preferuje w wielu aspektach socjo-ekonomicznych Malajow kosztem innych grup etnicznych, nie tylko Chinczykow, ale takze Indusow (ktorych to Malajowie tez nie daza sympatia).

  • Avatar Damian Stawarski

    dziekuje za odpowiedz, nie wiem tylko dlaczego nazwal mnie Pan wezem…?
    CSPA czytam w miare regularnie i ogolniejestem zorientowany w dyskusji. Ja poprzednio z Panem nie dyskutowalem. To jakas pomylka. Moje nazwisko Stawarski. Co do czasu to ma Pan oczywisciew racje.w Malezji jest obecnie 15.00.
    A Chinczykow nie lubieponiewaz w Malezji ani muzulmanie ani indusi ich nie lubia, bo oni antagonizuja spoleczenstwo. Najbardziej sa nielubianiw Kotabaru,wpolnocnej czesci kraju.
    Ja przed kilkoma tygodniami napisalem krytyczny post wobec Zyggiego ale mnie zaatakowal wiec umilklem.
    Osobiscie uwazam, ze Azjapoludniowo-wschodnia jest ciekawszym polem zainteresowan niz Chiny,ale to kwestia gustu oczywiscie.
    Przepraszam jesli Pana urazilem, mam alergie na Chiny i reaguje bardzo emocjonalnie na wszystkie teksty gloryfikujace ten kraj czy jego historie. Boje sie panchinizmu i tego, ze za 10-15 lat Polak bedzie pracowal w Warszawie u Chinczyka. Nosze sie z zamiaremutwoprzenia strony o nazwie krytykachinska .
    Bylbym wdzieczny gdyby Pan kiedys do niej dolaczyl.
    uprzejmie pozdrawiam

    • Cyt. „A Chinczykow nie lubieponiewaz w Malezji ani muzulmanie ani indusi ich nie lubia, bo oni antagonizuja spoleczenstwo.”
      Pozwoli Pan, że będę dociekliwy i zapytam: w jaki sposób Chińczycy antagonizują malezyjskie społeczeństwo? I czy źródła antychińskich postaw u Malajów nie biorą się z zawiści wobec sukcesów nacji bardziej przedsiębiorczej i wykształconej – tak jak ongiś w Europie wobec Żydów czy w Turcji wobec Ormian?

    • Był tu już taki, który zamierzał stworzyć stronę nastawioną sceptycznie do ChRL i Chińczyków i na zapowiedziach się skończyło.

      Czy administracja nie przemyślałaby umieszczenia na stronie zegarów z czasem polskim i kilkoma czasami azjatyckimi ? Miałoby to wartość praktyczną i estetyczną.

      • Avatar Zyggi

        Był taki facet parę miesięcy temu, pamiętam, podpisywał się bodajże „Jacek”. Ciekawe: znikł czy zmienił nick? :-)

    • Nie musi Pan nic tworzyc. Wystarczy otworzyc pierwsza lepsza gazete na czele z Gazeta Wyborcza lub portal internetowy. Narazie to stworzono anti-CNN, a nie odwrotnie.

      Amerykanie chetnie sfinansuja taka anty-chinska inicjatywe. Tak jak chetnie finansuje anty-chinskie media w Europie, chinskich dysydentow za granica, uniwersytety w Europie w imie „walki o demokracje” i wprowadzanie „praw czlowieka”.

      Z Pana komentarza wynika, ze nie ma Pan pojecia jak dziala miedzynarodowa machina propagandowa dowodzona przez Amerykanow.

      Zreszta Japonczykow tez demonizowano jak Japonia stawala sie swiatowa potega.

    • Przepraszam, wziąłem Pana za p.Snake, z którym miałem ostatnio
      „gorącą” dyskusję, a który również mieszka w Azji Wschodniej.
      Na pewno nie gloryfikuje Chiny w obecnej strukturze politycznej.
      Natomiast przyznaję jestem fanem cywilizacji chińskiej tej ukształtowanej ostatecznie za czasów dynastii Han (2 w. B.C.) trwającej de facto do połowy XX w. i ostatecznie dobitej w czasie rewolucji kulturalnej przez Mao.
      Tamta cywilizacja była oparta na harmonii, wzajemnym szacunku ludzi,
      propagowała konsensus społeczny zamiast przemocy, opiekę nad
      ludźmi starymi (dzieci miały obowiązek opiekowania się rodzicami aż do śmierci – w Europie oddaje się do przytułku), umiłowanie wiedzy.. Jedną z największych osiągnięć tamtej cywilizacji był wprowadzony na stałe od VII w. system egzaminów, który umożliwiał niemal każdemu, w tym milionom chłopów możliwość zostania urzędnikiem (zawód cieszący się w cesarskich Chinach wielkim prestiżem) i faktycznie zdarzało się niejednokrotnie, że kanclerzami państwa zostawali chłopi, rzecz niewyobrażalna w ówczesnej średniowiecznej Europie, gdzie np. uważany za ojca Europy, cesarz Karol Wielki był analfabetą.
      Rzecz jasna tamta cywilizacja, jak każda, miała swoje wady jak np.:
      odpowiedzialność zbiorowa czy krępowanie nóg dziewczynkom.
      Tej cywilizacji już nie ma, została zniszczona w XX w., a struktura
      społeczna na której się opierała (rodzina wielopokoleniowa) została
      ostatecznie rozbita polityką jednego dziecka.
      Na wszystko należy spojrzeć chłodnym okiem i obiektywnie analizować.
      Obecny stan cywilizacyjny w Chinach to efekt przede wszystkim kultu-
      ry politycznej komunizmu, systemu, który niczym rak wszędzie niszczy
      zdrową tkankę społeczną. Kiedy Chińczycy ostatecznie pozbędą się
      komunizmu (na razie zaczęli pozbywać się w gospodarce) to staną się
      stopniowo innym państwem i narodem, bardziej otwarte na problemy
      innych.
      Nie boję się stanu, że za 10-15 lat Polak będzie pracował w Warszawie
      u Chińczyka. Jak każdym zagranicznym inwestorom należy uważnie
      patrzeć na ręce,dobrze kontrolować i nie dopuszczać do nadmiernego wzmocnienia się danej nacji w konkretnej dziedzinie gospodarki. Jednym ze sposobów ochrony tak pojętego interesu narodowego jest
      umiejętność rozumienia mentalności, systemu wartości, kultury drugiej
      strony. To się nabywa m.in. przez studiowanie ich cywilizacji i ich
      języka.
      Jeżeli chodzi o zaproszenie do Pana strony, to ja, w moim przekonaniu
      staram się pisać obiektywnie, więc nie wiem czy pasowałbym do strony
      która, jak przynajmniej wskazuje tytuł, miałaby mieć charakter bardziej
      jednostronny, krytyczny. Poza tym ja bardziej koncentruję się na
      dawnych Chinach, a nie obecnych, więc nie wiem czy byłoby to intere-
      sujące dla internautów. Niemniej za zaproszenie dziękuję.
      Również uprzejmie pozdrawiam.

  • Avatar Damian Stawarski

    to tylko jeden z tysiecy przykladow na slusznosc opinii o Chinach.

    Chińskie dzieci trują się ołowiem
    U 247 dzieci w prowincji Fujian we wschodnich Chinach potwierdzono wysokie stężenie ołowiu we krwi – podały w sobotę chińskie media. Jest to najnowsze z doniesień o wielu takich przypadkach w całych Chinach……
    Chińskie dzieci trują się ołowiem

    Badania dzieci ze szkoły podstawowej w Qili, przeprowadzone przez chińskie służby sanitarne, wykazały w ich krwi wysoki poziom ołowiu. Z powodu umiarkowanego zatrucia hospitalizowano siedmioletniego chłopca.

    Jak podała Xinhua, o skażenie środowiska ołowiem podejrzewane są zakłady hutnicze Meiheng w Qili.

    W Chinach wraz z prężnym rozwojem gospodarczym nasilają się ostatnio problemy związane ze skażeniem środowiska, co prowadzi do gwałtownych protestów przeciwko lokalnym władzom.
    zrodlo gazeta.pl

    • Zgadzam się, że zatrucie środowiska jest ogromnym problemem współczesnych Chin. Kapitalny film „Sfabrykowany krajobraz” kanadyjskiego reżysera Edwarda Burtynsky’ego wymownie pokazuje ogrom uprzemysłowienia i dewastacji środowiska, zwłaszcza na południu Chin.
      Jednak żeby uniknąć skrajności i demonizowania Chin (a także Indii, bo taki Al Gore – amator prywatnych odrzutowców i wielkich Cadillaków – czepia się także Indii) trzeba wziąć pod uwagę jeden „drobny” szczegół: Chiny emitując tyle samo zanieczyszczeń co USA, liczą blisko 5 razy więcej ludności niż Stany. I to w sytuacji, gdy Chiny produkują stali, cementu czy różnego rodzaju wyrobów kilkakrotnie więcej niż USA. Jak widać, zanieczyszczenie w Chinach bierze się z ogromnej produkcji, a w USA – z rozpasanej konsumpcji. W tej sytuacji trochę nieładnie i nieuczciwie „wieszać psy” na Chińczykach i czynić ich odpowiedzialnymi za trucie planety.
      Chiny i Indie również wytwarzają turbiny wiatrowe (Dongfang, Goldwind, Sinovel w Chinach, Suzlon w Indiach), kolektory słoneczne. Toteż zarzut jakoby były krajami, które w ogóle nie dbają o środowisko, nie jest obiektywny. Tym bardziej, że Zachód nauczył się dbać o środowisko dopiero wtedy, gdy je niemal utracił. W Anglii, kraju, gdzie kiedyś rosły potężne lasy (jak choćby słynny Sherwood w Nottinghamshire), dziś jest ich niespełna 10% ogólnej powierzchni. A któż nie słyszał o londyńskim smogu, który jeszcze w 1952 r. uśmiercił tysiące ludzi? Chiny są na podobnym etapie rozwoju jak Wielka Brytania ileś tam dekad temu, Indie jeszcze bardziej w tyle. Więc nie oczekujmy, że od razu założą wszędzie filtry i oczyszczalnie ścieków, bo być może tamtejsze firmy zwyczajnie nie poradziłyby sobie ze związanymi z tym kosztami.

      • Avatar ciekawy

        Dokładnie. Zachód słusznie apeluje o ochronę środowiska, ale zapomina o tym, że Chiny czy Indie są na znacznie niższym poziomie rozwoju. Indii nie stać na pełną alfabetyzację społeczeństwa, a co dopiero na ochronę środowiska na poziomie europejskim. Wprowadzenie podobnych norm znacznie ograniczyło by rozwój. Oczywiście nie uważam, że należy całkowicie zrezygnować z ochrony środowiska, ale dopasować jej skalę do stopnia rozwoju kraju. Jednocześnie trzeba pamiętać, że konsekwencje skażenia środowiska ponoszą głównie sami Chińczycy i Indusi. Produkcja CO2 ma marginalny (lub żaden) wpływ na zdrowie, natomiast szkodliwe związki siarki, pestycydy czy metale ciężkie są zagrożeniem głównie na terenach, gdzie są emitowane/produkowane.
        Jeżeli Chińczycy (uczciwiej byłoby napisać KPCh) zgadzają się ponieść zdrowotne konsekwencje w zamian za szybszy rozwój to niech tak będzie.

      • Avatar ril

        @ciekawy
        Akurat w Chinach jedni zyskują na szkodliwej produkcji przemysłowej a inni za nią płacą. I raczej nic nie mają do powiedzenia.
        Ale poza tym zasadniczo zgadzam się z Panem i z Zyggim

    • Zrodlo to Gazeta Wyborcza, ktora koncentruje sie tylko na przekazywaniu skrajnie negatywnych informacji o Chinach. I wszystko jasne. A Kruczkowska siedzi w pizamie i pisze „genialne” teksty o Chinach i robi tam swietne reportaze. Szczegolnie, ze ma zakaz wjazdu. Polakow karmi sie wybranymi przez Kruczkowska negatywnymi informacjami na polecenie Michnika.

  • Avatar Damian Stawarski

    Panie wute!
    chce pan poznac moja sdzkole, czy radczej szkole znamienitejwiekszosci Polakow?
    Oto ona:
    1. Chiny to najwiekszy na swiecie truciciel srodowiska i lamacz praw czlowieka
    2. Chiny to brud, brak kultury, jedzenie psow
    3. Chiny to praca ponad sily za glodowe stawki
    4. Chiny to PRZELUDNIENIE, co sprawia, ze ludzie nie wytrzymuja i sa bardzo niemili wzajemnie
    5. Studenci sinologii w Polsce to bardziej nawiedzona grupa niz studenci teologii. Na UJ za moich czasow, nikt z nimi nie chcial trzymac ha ha ha W zasadzie jednak to ofiary. Zamiast byc rzetelnie informowani i realiach Chin,podswiadomie wpaja imsie milosc do tak zwanego panstwa srodka.
    I panie wute, nic tego nie zmieni, chopcbys pan napisal tysiac artykulow chwalacych Chiny.Ludzie wiedza swoje. Czytajac np. Gazete Wyborcza czy „Polityke” mozemy dowiedziec sie prawdy o Chinach. A zajmowanie sie dynastiami, no wybacz panie wute. Lepiej juz pomoc zonie przy gotowaniu, przynajmniej kobieta sie ucieszy. a pan siedzi zapewne przy ksiazkach o starozytnych chinach , tylk PO CO? Do grobu chce pan zabrac te „wiedze”? :)
    Tyle jest ciekawych rzeczy na swiecie, a tu gosc sie dynastiami para i jezie na forum z mysla, ze inni powiedza waw!
    panie te wszystkie wiadomosci o dynastiach jakbym chcial znac, moge miec z netu z solidnym opracowaniem. po cvo mam sluchac tego od pana?
    lepiej pan skomentuj ten fakt:
    CHINY TO NAJWIEKSZY NA SWIECIE TRUCICIEL WODY, LASOW I KILLER PTACTWA.
    adioue :)

    • Witam Panie Snake, jednak się Pan odezwał. Dość wcześnie Pan
      napisał, ale biorąc pod uwagę różnicę czasu pomiędzy warszawą a
      Azją Wschodnią to u Pana musiała być już normalna pora dnia.
      Odniesienie się do moich zainteresowań dynastiami Chin wskazuje, że
      jest Pan dobrze zorientowany w poprzedniej dyskusji. Jedno pytanie, czy Damian Stawarski to prawdziwe imię i nazwisko, czy kolejny nick.
      1. Nigdy nie chwaliłem Chiny za rzeczy, które Pan powyżej wymienił.
      Odnośnie praw człowieka zająłem jasne stanowisko w dyskusji
      z p.Zyggi w sprawie Ai Weiweia, o czym, Pan dobrze wie.
      2. Każdy zabierze swoją wiedzę do grobu, Pan też
      3. Zapewniam Pana, że dobrze gotuję i lubię gotować
      4. Nie znam studentów sinologii i nie wiem jaka jest ich pozycja.
      5. Moja pasja dotycząca badania historii Chin, jest pasją jak każda inna
      i nie wiem dlaczego Pan ją wyśmiewa.
      Nie znam problemów związanych zabijaniem ptaków.
      Odnośnie zatrucia środowiska naturalnego w Chinach to jest to problem
      powszechnie znany i budzący grozę. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem zatruwania przez Chiny środowiska naturalnego, zresztą
      nie tylko przez nich. USA i Chiny to najwięksi obecnie truciciele
      środowiska na świecie.
      Jak Pan widzi nie jestem bezmyślnym sinofanem.
      Dziękuję Panu za post i życzę mniej emocji, mniej wycieczek osobistych, więcej dyskusji merytorycznej i nie obrażam się.
      Pozdrawiam.

    • „Czytajac np. Gazete Wyborcza czy “Polityke” mozemy dowiedziec sie prawdy o Chinach.”

      Michnik Panu mozg wypraw Panie Stawarski.

    • „Czytajac np. Gazete Wyborcza czy “Polityke” mozemy dowiedziec sie prawdy o Chinach.”

      Michnik Panu mozg wypral Panie Stawarski.

  • WPIS USUNIETY ZE WZGELDU NA WULGARYZMY

    • Niech rozkwita sto szkół….

  • @Zyggi:
    a jesli nawet jestem lewicowy to co w tym złego? widzę, że Zyggi to prawica (PIS pewnie),.zdradził się tym postem. widziałem slumsy w Chinach jak chcesz wiedzieć. poczytaj sobie krytykapolitryczna.pl to się dowiesz ile dziadostwa jest w Chinach. zreszta jak ma nie być syfu w Chinach skoro tam mieszka 1.3 miliarda.przecież każdy obywatel śmieci, sika, wydala i konsumuje. Zyggi pewnie jest zdania, że Chiny są tak czyste jak 15 milionowa Kanada? ha ha ha
    jeszcze raz ci mowię Zyggi, nie prowokuj mnie, nie bedę z tobą dyskuytować .
    odwal się stary. nie nazywaj mnie sinofobem bo nim nie jestem. i nie ciesz ryja, bo to tani tekst.

    • Nie karmić trolla.

  • @yanusz1988:
    Uderzającą rzeczą w znacznej większości obszaru Chin jest brud: wszędzie leży piasek, którym posypywano drogi, odchody zwierząt, niedopałki papierosów, papiery, butelki po winie – pełen przegląd śmieci. I błoto, błoto, błoto. W środku miasta nie brak też dzikich wysypisk i gruzowisk, które wypełniają powoli ciągnący się przez część miasta pokaźny wąwóz. Patent jest prosty: najpierw usypać płaską powierzchnię z odpadów, przykryć je ziemią, a jak się uleży, to budować chatę/slums raczej. Oto argument na TAK za tym by uczyc się chinskiego!

    • A sinofob Maciek to oczywiście widział, te „slumsy”. Ciekawe tylko gdzie. :-D

      • Avatar jg

        „odchody zwierząt, niedopałki papierosów, papiery, butelki po winie – pełen przegląd śmieci.”

        Identycznie jak w Polsce.

  • @Zyggi
    a w ogóle prosił cię ktoś o zdanie w tej sprawie, cwaniaczku?! wypad ze swoimi pouczeniami. nie do ciebie była ta dyskusja. nie mieszaj nochala tam gdzie cię nikt nie prosi. tym bardziej jak nie rozumiesz związku cieżkiej charówy z głodowymi pensjami, tym bardziej jak nie kapujesz metafory „miska ryzu”.
    odwal sie koles!

    • Kóltura rodem spod budki z tanim winem. Wszyscy lewacy tak macie?

  • szkoda, ze nic Pan nienapisal o wypowiedzi W4Bird , jest ok. tylko dlatego, ze napisalpo angielsku?

  • WYPOWIEDZ USUNIETA ZE WZGLEDU NA WULGARYZMY

    • @ Maciek.
      Nikt w Chinach nikomu nie każe „zap***dalac”, w ogóle nie ma przymusu pracy. Natomiast jeśli ktoś chce pracowac, musi to robic wydajnie – tak samo zresztą jak w USA i gdziekolwiek indziej (jedynie w Europie Zachodniej mniej, ale też nie zawsze). Co do misek ryżu, dawno temu płacono nimi w czworakach białych właścicieli niewolników, natomiast nie w dzisiejszych Chinach. A w ogóle to nie wiem, co mają zarobki w Chinach do tempa pracy w fabryce kart do gry? Skąd Pan wiesz, że tam ludzie słabo zarabiają w porównaniu do miejscowych kosztów utrzymania? A może zaglądałeś im Pan w kwity od wypłat? ;-) Poza tym, co z tego, że szybko pakują? W bydgoskiej Pollenie (dziś Unilever) też ludzie muszą się uwijac i nikt z tego nie robi problemu. Mają się ruszac jak muchy w smole? Praca to praca, a zabawa to zabawa, miły Panie.
      I jeszcze jedno, proszę Administratora o ustosunkowanie się do wpisów internauty Macka: „obejrzyj palancie…”. Dobrze, gdy są tu różne poglądy, ale źle się dzieje gdy dochodzi do słownych zaczepek i inwektyw tylko dlatego, że ktoś ma inne poglądy. Wstyd, Panie Maciek!

      • Avatar wute

        @p.Zyggi
        Patrząc chłodnym okiem to nauka chińskiego stanie się koniecznością dla tych którzy będą robili biznes albo pracowali w firmach gdzie są Azjaci z tzw. Far East.
        Przy całym szacunku dla prężnie rozwijającej się gospodarki
        Chin to jednak trzeba przypomnieć, że Polska leży w Europie
        i największe obroty ma z krajami Unii, a szczególnie z naszym sąsiadem, z Niemcami. Inwestycje chińskie jak duże by były nie przewyższą inwestycji z krajów starej Unii. „Zachodniacy” są w naszym kraju z inwestycjami od 20 lat.
        Myślę, że, mimo całej mojej sympatii do liczącej 5 tysięcy lat cywilizacji chińskiej, język chiński nie stanie się przepustką
        niezbędną do kariery tak jak w przypadku angielskiego w
        naszym kraju, poza pewnymi segmentami..
        Niemniej namawiam do nauki chińskiego, bo jak śpiewał
        Rosiewicz to: „bo to może się przydać…lepiej teraz trochę wydać, by w przyszłości uniknąć przykrości”

  • @do entuzjastow praw czlowieka w Chinach, PAP, 09.04.2011:
    „Dwudziestu młodych blogerów rzuciło w Chinach wyzwanie rządzącej partii komunistycznej. Stworzyli poza granicami kraju opozycyjną organizację, nauczyli się obchodzić cenzurę w internecie i przekazywać informacje dla swoich stronników w Chinach; tych ostatnich przybywa – pisze serwis ng.ru. Władze Chin zdecydowanie tłumią wszelkie protesty.

    Siedem tygodni temu grupa wykształconych Chińczyków, którzy doskonale znają się na komputerach, zaczęła poprzez internet rozsyłać odzewy do swoich rodaków. Wzywali do wyjścia na pokojowe demonstracje pod hasłami demokratyzacji.

    Chińskie władze zareagowały natychmiast. Policja uniemożliwiła młodzieży organizację zgromadzeń w miejscach publicznych.

    Na placach w Pekinie i Szanghaju, gdzie miały odbyć się manifestacje, zjawili się nie tylko reporterzy, ale także dyplomaci z USA i innych krajów. Demonstracje jednak się nie odbyły.”

    • „Dwudziestu młodych blogerów”, „grupa wykształconych Chińczyków”.
      Niestety ale tekst PAPu to zero wiarygodnosci.

      „zjawili się nie tylko reporterzy, ale także dyplomaci z USA”
      Widzimy wiec kto za tym stoi. Identyczna sytuacja jak podczas protestow w 1989 na Tiananmen kiedy to CIA finansowalo chinskich studentow, zeby wszczeli protesty. Chinczykow wyksztalconych w USA.

  • WYPOWIEDZ USUNIETA ZE WZGLEDU NA WULGARYZMY

  • Shut up noob ! ! ! ! ! ! !

  • Mit „Chińskiego Raju na Ziemi” zamiast „Amerykańskiego Raju na Ziemi”? Niewielka różnica. …Poza tym, że komunistyczna.

    • Chint są tak komuistyczne jak demokratyczne są Stany Zjednoczone Ameryki. Świat nie jest czarno-biały, ama wiele odcieni szarości. Pozdrawiam serdecznie.

  • Większość ludzi postrzega Chiny jako zło. A nie widzi że Chiny, Japonia, Korea Mogą być Alternatywą wobec Ameryki. Ale no cóż dopóki w Polsce będzie się propagować Mit „Amerykańskiego Raju na Ziemi” to w życiu nie dojdzie do czegoś konstruktywnego mając klapki na oczach.

  • Skracając ten koreański offtopic i inne dywagacje i odpowiadając na pytanie postawione w temacie:
    TAK, warto się uczyć chińskiego, bo to język przyszłości. Kropka.

    • W pełni się zgadzam z moim przedmówcą. Obecnie jesteśmy świadkami że samym Językiem Angielskim świata się nie zawojuje. Warto się uczyć nie tylko Chińskie ale i pozostałych języków Azjatyckich ponieważ już wkrótce może się okazać że władanie tymi językami może się stać właściwie rozumianą koniecznościom.

    • Rozsądny człowiek powie, że zawsze warto nauczyć się czegoś nowego. Ale z perspektywy osoby rozważającej podjęcie nauki, pytanie zabrzmi „co da mi nauczenie się tego arcytrudnego języka”? Według mnie istnieją dwa stereotypy związane tym językiem. Pierwszy, że chiński jest arcytrudny. A drugi, że po jego opanowaniu każdy znajdzie pracę. Sinolodzy się czasem śmieją, że pracy to dla nich jest dużo, ale… w Chinach.

      • Avatar W4rbird

        No tak, ale kto by nie chciał pracować w Chinach? To raz. Po drugie, odrzuć stereotypy – źródło największego dziadostwa na świecie. A po trzecie właśnie, to chiński nie jest arcytrudny, bo np. japońsi jest znacznie trudniejszy, a zdaje się, że w Polsce więcej ludzi uczy się japońskiego (i tak wciąż nie dużo w porównaniu do ang.) niż chińskiego. Pewnie dlatego, że manga i przyjmują japoński takim jaki jest, bo myślą, że on nie jest trudny. Wiesz, placebo.
        “co da mi nauczenie się tego arcytrudnego języka”?
        No cóż – wszystko.

      • Avatar Autor Widmo

        Wszystko? To za mało :-) Co konkretnie? Każdy zakochany w Chinach sam znajdzie powód dla siebie. Ale co z tymi, którzy tam nie byli i myślą o chińskim jako o języku, który tylko potencjalnie może im się przydać? Dodasz coś?

      • Avatar W4rbird

        Przestań, jak jesteś uprzedzony to przecież nikt cię nie będzie zmuszał do nauki tego przyszłościowego języka. Ja tego tym bardziej nie zmienię. Ale zobaczysz, za kilkanaście lat, dzieci twoich dzieci będą pracowały U Chińczyka, a ci wszyscy, „inni”, którzy opanują tenże język, będą pracować Z Chińczykiem. Także, wybór należy do Ciebie, ziom!

      • Avatar Autor Widmo

        Nie uprzedzony a dociekliwy. I nie chodzi o mnie tylko o ludzi, którzy chińskiego jeszcze nie doceniają. Przydałoby się ruszyć to towarzystwo. Z korzyścią dla nich i Polski. Przy tak mizernym bilansie handlowym, naszym „towarem eksportowym” mogliby stać się ludzie mówiący po chińsku.

      • Avatar jg

        Tez kiedys swoje uprzedzenia usprawiedliwialem dociekliwoscia i checia wyjasniena w typowo polski sposob „albo cos jest czarne albo biale”. Polacy sa niestety mocno ograniczeni i o Chinach maja raczej blade pojecie. Powinni ale uczyc sie angielskiego, zeby po angielsku mogli sie dogadac z Chinczykami.

      • Avatar jg

        Niestety trzeba przyznac, ze Wyborcza robi krzywde wlasnym obywatelom ograniczajac ich wiedze do tylko negatywnych, wypaczonych informacji o Chinach.

  • Avatar wiesz mam paru przyjaciół w Korei i to są bardzo wartościowi ludzie najbardziej mnie zadziwiło to że zadawali dużo pytań jeśli chodzi o Historię Polski zwłaszcza o Średniowieczna Polskę.

  • Avatar ja też uważam że Korea jest historycznie podobna do Polski ponieważ Korea też ma dwóch mocnych Sąsiadów Chiny i Japonię. Gorliwie również wierzę że Naród Koreański się Zjednoczy.

    • Zgadzam się, też to podobnie widzę, ale większość polaków na pewno nie ma pojęcia o sytuacji Korei. Ja byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak wielu koreańczyków wiedziało coś o historii polski, rozumiało nasze położenie i potrafiło się z nim identyfikować. Nie wyobrażam sobie, by zwykli polacy (nie tacy, którzy szperają po portalach dotyczących Azji) tak łatwo zauważyli analogię.
      Wierz mi, że to też i moje marzenie, by doszło do zjednoczenia.

      • Avatar V.P.

        To byc moze oboje wciaz zbyt wiele o historii Korei nie wiecie.
        Koreanska historia jest podobnie jak polska nacechowana tragicznymi okresami, ale spowodowane bylo to nie wylacznie agresja i okrutnoscia sasiadow, ale w duzym stopniu konfliktowym i egoistycznym charakterem Koreanczykow, czyms co siedzi gleboko w Koreanczykach do dzisiaj. Nie bez przyczyny Niemcy po upadku ZSRS potrafili zjednoczyc sie niemalze natychmiast, podczas gdy zolnierze obu Korei wciaz mierza do siebie z karabinow. Wsrod politologow popularny jest zart, ktory mowi iz gdzie dwoch Koreanczykow, tam trzy partie polityczne. Rozbicie na wrogie, rywalizujace i nieufne sobie grupy jest tak koreanskie jak kimchi i hyunday. Jak juz wczesniej pisalem, ich narodowy charakter jest zarowno ich blogoslawienstwem jak i przeklenstwem. Rywalizujace ze soba chaebole wyniosly koreanska ekonomie do swiatowej pierwszej ligi, ale rywalizacje na innych polach nie zawsze znajduja uzasadnienie. Przykladowo, z ogromnym prawdopodobienstwem Korea jest jedynym panstwem na swiecie gdzie koscioly nawet tej samej denominacji sa do siebie wrogo nastawione.
        Niedaleko mojego miejsca zamieszkania znajduja sie dwa duze koscioly, zlokalizowane po przeciwnych stronach malego parku. Do braku rozsadku Koranczykow juz sie zdazylem przyzwyczaic, wiec niewiele zdziwil mnie fakt iz chodnik ulicy przy jednym z nich zostal nagle oddzielony od tej ulicy parkanem a przejscie zlokalizowane okolo 50 metrow od glowego, wychodzacego bezposrednio na ulice wejscia do tego kosciola, co zmusza wiernych do szybkiego przebierania nozkami pomiedzy jadacymi samochodami by dostac sie do tego przejscia, lub plotu celem przedostania sie na chodnik. Jakkolwiek zabawnie to moze czasami wygladac, nie bardzo potrafie sobie wyobrazic starsze panie skaczace przez te metalowa bariere. Moj ciekawski i troche swarliwy charakter doprowadzil mnie do tego kosciola by wypytac o przyczyny tego idiotyzmu. W jakze koreanski sposob, powalajaco mila i przyjazna grupa Koreanczykow wytlumaczyla mi iz ten rodem z piekla kosciol po drugiej stronie parku maczal w tym wszystkim swoje diabelskie lapska. Gdybym nie wiedzial iz Koreanczycy sa mistrzami perswazji i nie poznal lepiej technik manipulacyjnych, zapewne bym szybko stanal przy ich boku i rzucal gromy w strone sprzymierzencow szatana. Oba koscioly naleza do tej samej wspolnoty – prezbiterianskiej. „Sprzymierzency szatana” okazalo sie zreszta oskarzaja ten pierwszy kosciol o gloszenie falszywej ewangelii i sekciarstwo. No i w ten sposob koreanska karuzela kreci sie dalej.
        Swoja droga brak doswiadczenia i naiwnosc ludzi zachodu w Korei oraz Koreanczykow mistrzostwo w negocjacjach i perswazji to temat rzeka i z przyjemnoscia bym podjal glebsza dyskusje., zgodze sie jednakze w tym miejscu z Avatarem iz wiedza Polakow (i nie tylko) o Korei jest ponizej poziomu przyzwoitosci, zarazem jednak przypomne Tobie Avatar, iz wiedza to nie bezmyslne wchlanianie podawanych nam gotowych danych. Ja osobiscie nie uwierze w nic co uslysze od Koreanczyka, dopoty, dopoki nie sprawdze wiarygodnosci zaslyszanej informacji w wielu innych zrodlach.

        Wracajac do historii, to niewielu wladcow koreanskich zmarlo smiercia naturalna; morderstwa, otrucia to najczestsze przyczyny ich smierci. Posrod ich jakze wielu wladcow, zaledwie garstka moze cieszyc sie taka estyma jak chocby nasz Mieszko, Jagiello, Kazimierz Wielki czy Sobieski. Wiekszosc z nich to satrapy i ciemiezcy. Krol Sejong i general Lee Sun Sin stanowia wyjatki. Przykladowo krol Yonsan byl znany glownie z uprowadzania i gwalcenia kobiet, a Kwanghae zamordowal ojca i braci by zdobyc tron i miec dostep do nieograniczonej ilosci niewiast.
        Koreanczycy tak bardzo chca by swiat permanentnie potepial Japonczykow za ich (niezaprzeczalnie okrutne) zbrodnie wojenne, skrzetnie jednak ukrywja czarne plamy swojej historii – od tysiacleci niewolnictwa, zniesionego tam dopiero pod koniec XIX wieku przez !!! do okrutnosci koreanskich zolnierzy w wojnie wietnamskiej, czy masakry wlasnej ludnosci podczas powstania na wyspie Jeju, zaledwie 60 lat temu. Slyszymy iz Japonczycy zmuszali Koreanki do prostytucji, ale prostytucja byla i jest bardzo mocno zakorzeniona w ich kulturze. Jeszcze pare lat tamu, zanim rzad koreanski zdecydowal sie zdelegalizowac ten zawod, pracowalo w nim, wg. roznych zrodel (nizszych, rzadowych, czy wyzszych, organizacji spolecznych), do miliona kobiet! Wg. koreanskiej prasy ponizej 20 procent Koreanczykow zachowuje wiernosc malzenska, a rzad koreanski jako jedyny na swiecie, zdecydowal sie placic firmom premie za nieorganizowanie tradycyjnych zabaw z paniami lekkich obyczjow w okresie noworocznym (o czym zreszta mozna bylo przeczytac rowniez w polskiej prasie).

        I jeszcze pare slow odniosnie zjednoczenia obu Korei. Jak wczesniej wspomnialem, zatwardzialosc ich serc i awanturniczy charakter leza u podstaw tego podzialu, a nie wylacznie radziecka ingerencja sprzed kilkudziesieciu lat i nie jestem pewien czy Koreanczycy tak naprawde chca tego zjednoczenia. Koreanczycy wroga potrzebuja jak powietrza. Wspolny wrog ich jednoczy i bez zewnetrznego wroga ich ciagla potrzeba konfrontacji jeszcze mocniej zaznaczy sie lokalnie. Jedne z najwiekszych na swiecie demonstracji anty-amerykanskich organizowane sa w Seulu. Czasami co dla wiekszosci innych krajow byloby przyczyna do krotkiej wzmianki na dziesiatej stronie dziennika, dla Koreanczykow jest sygnalem do rozpoczecia ogolnonarodowej histerii. Nie mozna jednak zyc w ciaglym napieciu i stresie bez negatywnych tego konsekwencji. Informacje o kolejnej fali samobojstw znow zajmuja pierwsze strony gazet, a smierc kilku z nich, jak chociazby zeszlotygodniowe samobojstwa wysokiego ranga menedzera KB banku, czy w szczegolnosci doskonalego fizyka, profesora Lee Sung-ik’a, wg prasy lokalnej najwiekszej koreanskiej nadziei na pierwsza dla Korei naukowa Nagrode Nobla, ponownie zmuszaja do glebszego zastanowienia, a nie tylko bezmyslnego ubolewania nad tych ludzi trudna historia lub czucia sie upowaznionym do wyrazania wlasnych opinii na podstawie przyjazni z kilkoma tubylcami.

      • V.P., to prawda, nie wiem wiele. Nie ubolewam jednak nad niczyja historia. Raczej staram sie mysle perspektywicznie – zjednoczenie mogloby przyniesc, mowiac trywialnie, wiele dobrego dla mieszkancow Korei Pln, choc juz dla samej Korei Pld nie musi to byc korzystne gospodarczo. Szczerze mowiac to nie przypominam sobie, by ktorykolwiek z moich koreanskich znajomych badz nieznajomych wypowiadal sie specjalnie przychylnie wzgledem zjednoczenia. Wrecz przeciwnie, pamietam, jak moj koreanski profesor z „Korean Issues” relacje miedzy Koreami rozpatrywal jedynie na plaszczyznie: „wojna nam sie nie oplaca, bo zbyt duzo srodkow produkcyjnych mamy skupionych w jednym regionie, dzieki czemu latwo mozna nas unicestwic”. Nie bylo w ogole rozwazania bardziej dyplomatycznego rozwiazania problemu – skoro podbijanie ich sila niesie ze soba zbyt duze zagrozenie, to zostawmy to tak jak jest.

        Wiec uwazasz, ze podzial na dwie Koree bylby dla obu Korei zdrowszy/efektywniejszy (zakladajac, ze w Korei Pln zaczalby funkcjonowac system dajacy szanse na rozwoj), poniewaz taki uklad moze stymulowac obie strony poprzez wzajemna konkurencje? Czy nie wystarczy, ze tym „wrogiem”, ktorego koreanczycy potrzebuja, bedzie nadal np. Japonia?

      • Avatar V.P.

        Politologia to bardziej wrozenie z fusow niz nauka. Czasami najwiekszych ekspertow doglebne analizy okazuja sie w krotkim czasie byc mniej warte niz papier na ktorym zostaly spisane :) Mozemy oczywiscie przypuszczac iz obie Koree sie ponownie zjednocza, gdyz logika nam podpowiada iz jeden narod powinien byc zorganizowany w jednym panstwie ale historia lubi toczyc sie wlasnym torem.

        Troche zapewne rywalizacji pomiedzy sasiadami nigdy nie zaszkodzi, jednakze powinna ona byc ujeta w cywilizowane ramy. Koreanczycy musza dojrzec i zmadrzec. Musza nauczyc sie przyjmowac krytyke z pokora i przegrywac z godnoscia, gdyz jak na razie wszystkie ich histeryczne zapedy maja za zadanie chronic ich zranione ego. Wiele wody jednak w rzece Han uplynie zanim Koreanczycy znajda rownowage. Neurotyzm przez stulecia zapuscil w nich glebokie korzenie i jest widoczny zarowno na poziomie indywidualnym jak i spolecznym.
        Ponizszy link wskazuje iz nawet male nieporozumienia (w tym przypadku mala skala na morzu Japonskim – Tokdo) stanowia dla Koreanczykow ogromne wyzwania z ktorymi nie bardzo potrafia sobie radzic.

        http://aog.2y.net/forums/index.php?showtopic=1558

  • To kolejny znak że powinniśmy się uczyć wzajemnie Historii naszych Krajów. Być może każdy z nas znajdzie coś ciekawego w Chińskiej Historii i nie mam na myśli tutaj działalności politycznej Mao Zedonga

  • Ja mieszkam w Chinach od 8 lat i mam kontakt z mlodymi, wyksztalconymi Chinczykami. Na haslo Bolan, najczesciej reakcja jest „aaa, helan/fenlan”. Gdy wyjasniam, ze to taki duzy kraj europejski obok Niemiec, to zapada cisza… Chinczycy o Polsce i Polakach maja wyobrazeni takie jak przecietny Polak o Nepalu. Absolwentka Fudan University spytana o pierwsze skojarzenie z Polska, rzucila: ” Adolf Hitler, on był Polakiem, prawda?” Miło :)

    • Bardzo… choć pewnie Niemcom bardziej. Za to od Chińczyka studiującego historię dowiedziałem się, że podziwia Polskę bo nigdy nie daliśmy się podbić… A ponieważ moralnie zwycięstwo zawsze było po naszej stronie to mu tylko przytaknąłem.

      • Za to ciekawe jest to, że w Korei Polske kojarzy prawie kazdy. Co wiecej, wielu koreancow doszukiwalo sie duzego podobienstwa w historii Polski i Korei – my okupywani przez Niemcy, oni przez Japonie. Od razu bylem im bratem.
        Chociaz najpopularniejszym Polakiem jest bez watpienia Olisadebe i kazdy chlopak pamieta, jak Korea nas zloila 2:0. Za to na drugim miejscu pojawial sie od razu Walesa, i to wcale nie rzadko.

    • @ Songgang.
      Z tym Hitlerem to jest jeszcze pół biedy – kobietka wiedziała, że był ktoś taki w Europie. Jedna Indonezyjka (ok. 30 lat, po studiach, znająca angielski) pytała mnie, czy to prawda, że niektórzy Europejczycy mają niebieskie oczy jak Amerykanie. :-)

  • no tak, ale dla przeciętnego Chińczyka i tak jesteś Amerykaninem, nawet jeśli powiesz że jesteś z Polski – pomyśli że to jeden ze stanów.

    • Nie prawda, byłeś w Chinach? Nie wiesz. Mnie ktolwiek się pytał skąd jestem to od razu wiedzieli, że to w Europie.
      Odrzuć stereotypy.

      • Avatar Yanush1988

        Święte słowa. Co jak co ale Chińczycy wiedzą gdzie leży Polska ponieważ dawniej Polska była Komunistyczna i nasze Kraje były krajami „Zaprzyjaźnionymi” wiedzieli gdzie leży Polska.

      • Avatar Adam

        Nie byłem w Chinach, ale znajoma Chinka w UK zadała mi 2 pytania wiedząc, że jestem z Polski.:

        1. Czy Polska to wyspa? 2. Czy Polska jest częścią Rosji? Osoba ta skończyła studia wyższe w Chinach i przyjechała do UK też studiować na Uniwersytecie. Mówimy więc o osobie wykształconej znającej trochę świat. To jest tylko przykład. Mogę podać więcej. Nie oszukujmy się Polska w Chinach jest prawie nie znana albo b.mało znana :) .

      • Avatar W4rbird

        Twoja znajoma w Krainie Zmywaków ™ musiała w jakiś sposób zarazić się inteligencją lokalnych :P My tu mówimy o rdzennych Chińczykach, a nie „podlanych sosem zachodnim”. Fakt, Polska jest bardzo słabo znana w Chinach, no, ale bez przesady, ludzie tam nawet słabo wykształceni wiedzą gdzie jest taki kraj jak 波兰,ziom!

      • W Beitou w Pekinie pewien starszy pan kaligrafujacy wodnym pedzlem na chodnikach spytal sie mnie skad jestem. Powiedzialem Poland. Ten bez slowa odszedl pare krokow i wrocil do pisania. Myslalem, ze mnie zignorowal nie wiedzac, o czym mowie. Ale po chwili podniosl glowe, spojrzal na mnie, wskazal wymalowane dwa znaki, usmiechnal sie i rzekl cos w stylu: ŁARSZAŁ (czyli HuaSha, ale wtedy mialem wrazenie, ze uslyszalem wersje niemiecka nazwy naszej stolicy ;] )

      • W Chinach mieszkałem 6 lat. Mówiłem o przeciętnych Chińczykach. Zapomniałem dodać że o młodych. Bo starzy to owszem pamiętają Polskę.

      • Avatar jg

        Bez najmniejszego problemu podyskutowalem z okolo 20-letnimi Chinczykami poza trzecim ringiem w Pekinie o tym co mysla na temat przyczyn katastrofy w Smolensku. Chinczycy z prowincji Anhui.

    • Czytałem Tao w Pana przekładzie.
      Gratuluje.
      Pozdrawiam.

  • Sama prawda! Wręcz tautologia :)
    中文!

    • Tak, dla kogoś kto był i widział. Ale dla pozostałych to wciąż abstrakcja.

      • Avatar W4rbird

        To niech się douczą! Nieskromnie mówiąc, ja już wiele umiałem przed wyjazdem!
        No, ale po kraju gdzie wszyscy wyjeżdżają tylko do Krainy Zmywaków ™ czy na inny Greenpoint to wiele nie można się spodziewać…

      • Avatar V.P.

        Natomiast ty, W4bird, przestan w ten sarkasyczny i zlosliwy sposob okreslac inne kraje i ludzi tam pracujacych. Higiena i dokladne szorowanie naczyn w zmywakach znalazlo przelozenie w poprawie zdrowia ludzi krajow rozwinietych czego rowniez i tak bardzo zachwalanym przez Ciebie Chinczykom zycze. Jak na razie nawet chorobliwie otyli Amerykanie ciesza sie dluzszym zyciem od Chinczykow z ChRL.
        Juz Tobie wspomnialem iz kazdy jest egoista w jakiejs dziedzinie, rowniez i Ty i nie zmuszaj mnie do tego by twoja ignorancje obnazyc.

      • Avatar V.P.

        Moj blad. Ignorantem, nie egoista.

Pozostaw odpowiedź