Artykuły,Publicystyka

P. Szczap: Mongolia w przeddzień wyborów. Mongolia dzień po wyborach – część 3

W przededniu tegorocznych wyborów parlamentarnych duża część społeczeństwa mongolskiego przekonana była, że epoka rządów dwóch głównych partii – Mongolskiej Partii Ludowej oraz Partii Demokratycznej ma się ku końcowi, zbliża się zaś czas ugrupowań i polityków dotąd w większości pozostających na skraju sceny politycznej. W trzeciej części tekstu dotyczącego wyborów do mongolskiego Wielkiego Churału Państwowego piszę głównie o niektórych z mniejszych sił politycznych, aktywistach z organizacji młodzieżowych, okresie kampanii wyborczych oraz wyniku samych wyborów[1].

Liczne spory w mongolskich obozach władzy od wielu już lat prowadziły do stopniowego rozdrobnienia dwóch głównych stronnictw politycznych na mniejsze grupy, nowe partie i wciąż zmieniające swa postać sojusze. Jeśli więc chodzi o alternatywy dla partii głównego nurtu, na skraju sceny politycznej obserwujemy coraz aktywniejszą działalność różnego rodzaju organizacji politycznych, młodych partii czy organizacji pozarządowych. Głównymi obszarami aktywności tych głównie oddolnych (choć często posiadających wsparcie konkretnych polityków) inicjatyw są oczyszczenie sceny politycznej, walka z korupcją, zmiana polityki surowcowej i ekologia. Niektóre z nich posiadają programy zorientowane mocno nacjonalistycznie, inne zaś zainteresowane są głównie wdrażaniem mechanizmów transparentnej demokracji. Wszystkie jednak posiadają wspólny mianownik dążenia do odnowy w zarządzaniu państwem zarówno na szczeblach lokalnych, jak i krajowym. Za przykład takiej działalności na oficjalnej scenie politycznej poniekąd można uważać Partię Niepodległości i Jedności. Partia ta startująca w wyborach parlamentarnym ze wspólnych list z Zieloną Partią Odwagi Obywatelskiej, wspólnie jako Koalicja Niepodległości i Jedności)[2], jest stosunkowo nowym, bo powołanym do życia ledwie kilka miesięcy temu, ugrupowaniem, w szeregi którego weszły osoby związane uprzednio z m.in. Partią Demokratyczną oraz niedawno zawiązanym ruchem Judagt Mongol[3] postulującym odnowienie w mongolskiej polityce, szczególnie zaś w odniesieniu do gospodarowania zasobami naturalnymi, przejrzystości politycznej oraz trendów populistycznych. Na czele partii stoi będącą uprzednio członkinią PD Gantömöriin Uyanga, obecnie jedna z barwniejszych chyba mongolskich kobiet polityków. W obliczu wygranej MPL komentarz swój ograniczyła ona do wypunktowania najważniejszych jej zdaniem wyznaczników odpowiedzialności nowego parlamentu. Postawa taka będzie jednak przez Mongołów pokładających w PniJ/KniJ nadzieję na zmianę w polityce rozumiana dwojako – zarówno jako odpowiedzialne przyjęcie wyboru jakiego dokonało społeczeństwo, jak i złożenie broni w obliczu przegranej w wyborach.

Inną charakterystyczną tendencją tegorocznego okresu przedwyborczego, tendencją, która także wskazywała na potencjalny zwrot w polityce, były trwające od pewnego czasu działania mongolskich organizacji młodzieżowych, nieskojarzonych z żadną z partii, piętnujące zaś wszechobecną korupcję. Zapoczątkowany przez nie około rok temu ogólnonarodowy ruch społeczny „Mongolia bez złodziei” (mong. Khulgaichgüi Mongol), za cel obrał sobie piętnowanie nadużyć władzy celem zdobywania korzyści materialnych przez osoby na wszystkich szczeblach lokalnych i państwowych struktur administracyjnych. W ruch ten zaangażowany jest m.in. Związek Młodzieży Mongolskiej (mong. Mongol Zaluuchuudyn Kholboo) – najstarsza, bo licząca już 95 lat, mongolska organizacja młodzieżowa. Jej obecny prezydent Ayuushiin Mönkhbat stał się twarzą medialną i głównym propagatorem wyrosłej na gruncie ruchu kampanii tzw. „Czarnej Listy” (mong. Khar Jagsaalt).

Lokalna siedziba MPL na terenie jednej z dzielnic jurtowych Ułan Batoru

Lokalna siedziba MPL na terenie jednej z dzielnic jurtowych Ułan Batoru. (zdj. Paweł Szczap)

Fizycznie „Czarna Lista” jest wydanym w druku w formie gazety zbiorem 100 spraw najróżniejszego rodzaju, w wyniku których dopuszczono się defraudacji państwowych pieniędzy, popełniono w imię prywatnych korzyści materialnych poważne błędy na niekorzyść państwa czy społeczeństwa bądź inne często przemilczane bezprawne działania, w które zaangażowane były osoby obecne na mongolskiej scenie politycznej, jednak bez wymieniania nazwisk owych osób. Sprawy, które weszły w skład Listy, znalazły się na niej po uprzednim otwartym zebraniu propozycji od obywateli, następnie zaś głosowaniu na 100 najgorszych przewinień polityków od czasu transformacji ustrojowej. W akcji kompilowania listy wzięło udział w sumie ok. 20 tys. osób. Taki proces miał być gwarancją transparentności całej akcji. Informacje, które zawarto w Czarnej Liście, zostały po wyłonieniu propozycji zebrane, opracowane i opisane w szczególe przez zespół redakcyjny. Pewien czas po wydaniu Czarnej Listy opublikowano także kolejną listę, tym razem zawierającą nazwiska polityków związanych z zawartymi na Czarnej Liście przewinieniami.

Dodatkowo, równolegle z Czarnymi Listami, rozpoczęto akcję nazwaną Białą Listą. Miała ona na celu, jak nietrudno się domyślić, przedstawienie społeczeństwu alternatywnych, „czystych” kandydatów do parlamentu. Mechanizm umieszczania osób na Białej Liście również oparty jest na głosach obywateli, którzy mogą zgłaszać i krytykować umieszczenie na liście konkretnych kandydatów, nie będę jednak opisywał go w szczegółach. Należy jednak zaznaczyć, że Biała Lista, mimo iż wykorzystywana jako argument w kampaniach wyborczych niektórych polityków, ma być raczej transparentnym rejestrem prawych obywateli, a nie jedynie kandydatów do parlamentu i jako taki zapewne będzie rozrastała się i trwała jeszcze długo po wyborach, stanowiąc dalsze rozwinięcie szerszej idei rozpoczętej przez ruch „Mongolia bez złodziei”.

Opublikowanie list w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybory miało w opinii pomysłodawców gwarantować jasne przypomnienie, których kandydatów nie należy popierać w wyborach. Mimo powszechnego poparcia ze strony społeczeństwa, inicjatywy spotkały się (co nie powinno dziwić) z pewną krytyką komentatorów oraz polityków różnych stronnictw, głównie jednak ze względu na nieco błędne czy wadliwe ich zdaniem zrealizowanie pomysłu, który sam w sobie rozumiany jako rozliczenie nieodpowiedzialności decydentów oceniany był raczej pozytywnie.

Ruch skupiony dookoła „Mongolii bez złodziei” oraz list Czarnej i Białej ma jednak w kontekście tegorocznych wyborów także niemałe symboliczne znaczenie. Po pierwsze, były to swego rodzaju wskaźniki, współgrające z przewidywaną zmianą trendów na scenie politycznej, a także w samej świadomości wyborczej społeczeństwa, tj. zwiększenie aktywności i zaufania dla mniejszych, niezależnych sił politycznych. Po drugie, działalność pomysłodawców i twórców List sygnalizuje pojawienie się pewnej nowej, potencjalnie bardzo prężnej i przynajmniej w części już samookreślonej poprzez swą aktywność grupy polityków i aktywistów sceny politycznej – ludzi młodych, zaangażowanych, nieskorumpowanych, z wizją. Już nawet ich dotychczasowe działania są poniekąd świadectwem, że grupa ta chce oraz jest w stanie stać się stroną w sporach politycznych. Nasuwa to więc na myśl skojarzenia z wcześniejszymi o 26 lat staraniami młodych działaczy demokratycznych o polityczną zmianę warty.

Znajdź wszystkich kandydatów na obrazku. Krajobraz przedwyborczy w Ułan Batorze

Znajdź wszystkich kandydatów na obrazku. Krajobraz przedwyborczy w Ułan Batorze. (zdj. Paweł Szczap)

Okres kampanii wyborczych

Niecałe trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi na ulicach Ułan Batoru na dobre rozpoczęła się wyborcza gorączka. Niczym grzyby po deszczu na ulicach centralnych, jak i peryferyjnych dzielnic wyrastały kolejne siedziby sztabów wyborczych. Zazwyczaj zlokalizowane w punktach usługowych (najczęściej zaś w małych, prywatnych sklepach spożywczych), rozpoczęły następnie agresywną walkę o wyborców. Całe Ułan Bator na niespotykaną wcześniej skalę pokryło się plakatami, potykaczami i bannerami z podobiznami polityków. Oprócz tego kursy po stolicy rozpoczęły tysiące samochodów przyozdobionych plakatami wyborczymi, niektóre z nich wyposażone w megafony nieustannie nadające komunikaty wyborcze. Miały miejsce niezliczone spotkania z potencjalnymi wyborcami. Nietrudno wyobrazić sobie jak wielkie pieniądze muszą stać za tego typu kampaniami wyborczymi. Nie ma większego sensu rozpisywać się o kampaniach wyborczych w internecie, dość powiedzieć, że zarówno portale społecznościowe, jak i internetowe outlety informacyjne kipiały od agitacji politycznej. Co warto zaznaczyć, to fakt, że w wielu przypadkach zaangażowanie w kampanię wyborczą danego polityka może być traktowane na równi z biznesowymi bądź osobistymi z nim powiązaniami – tyczy się to jednak przede wszystkim większych przedsiębiorstw, w przypadku bardziej wpływowych polityków, oraz mniejszych w przypadku polityków szczebla lokalnego. Więcej informacji na temat potencjalnych powiązań tego typu zawarłem w tekście „Davkhar deel a wolność mongolskich mediów w kontekście wyborów”[4]. Oczywistym narzędziem walki wyborczej były także outlety medialne kontrolowane bezpośrednio przez polityków, bądź skojarzonych z nimi biznesmenów. Jednym ze wspomnianych w ww. tekście objawów szykowania gruntu pod walkę wyborczą były liczne skandale polityczno-społeczne, od których w ostatnich miesiącach kipiały mongolskie media. Na temat niektórych z nich pisałem we wcześniejszym tekście, o innych zaś powyżej, jednak lista ta nie byłaby kompletna bez mongolskiego echo afery Panama Papers, jest to jednak wciąż temat rozwojowy.

Oficjalne kres ciszy wyborczej nie zmienił wiele, mimo że podobizny polityków gęsto zdobiące ulice Ułan Batoru rzeczywiście zniknęły w przeciągu jednej doby. W mniejszych miasta i na prowincji kampanie wyborcze, mimo iż dużo mniej spektakularne, mają jednak stosunkowo większy wpływ na zdanie wyborców, kontakt pomiędzy wybieranym a wybierającymi jest tu bowiem zazwyczaj dużo większy niż w Ułan Batorze. Rozdanie głosów odbywa się często zgodnie ze zdaniem głowy rodziny bądź związane jest więzami rodzinnymi, zawodowymi czy sympatiami prywatnymi. Tego typu mechanizmu działają jednak także i w stolicy – często niemałe znaczenie ma wspólne miejsce pochodzenia potencjalnie gwarantujące wyborcom zadbanie o ich interesy po dostaniu się znajomego kandydata np. do władz dzielnicy. Tego typu zachowania szczególnie popularne są wśród społeczności pochodzących z obszarów odległych od Ułan Batoru, wśród nich bowiem poczucie więzi społecznej jest często starannie pielęgnowane z wielu powodów. Inną metodą, która poniekąd zastąpiła oficjalnie zdelegalizowane rozdawanie pieniędzy w ramach kampanii wyborczych, jest zatrudnianie ludzi do pracy w sztabach wyborczych oraz przy kolportażu materiałów propagandowych. Jest to rodzaj swoistej kampanii lojalnościowej – za pomoc w propagowaniu materiałów wyborczych, udostępnienie lokalu czy namawianie do głosowania na danego kandydata pracownicy tacy otrzymują oczywiście wynagrodzenia. W zamian politycy mogą liczyć dodatkowo na propagandę pantoflową – w okoliczności braku konkretnych kandydatów, którzy wyróżniają się spośród całego tłumu startujących w wyborach (o 76 miejsc w parlamencie w tym roku zmagało się prawdopodobnie blisko 500 osób) wyborcy zagłosują prawdopodobnie na tę osobę, która wsparła ich finansowo. Większość działań w ramach kampanii wyborczych Mongołowie określają jako reklamy co dobrze podsumowuje wyścig karykaturalne starania polityków o głosy wyborców. Innym zabiegiem pokroju tych wymienionych powyżej jest obecne (a rozpoczęte w drugiej połowie czerwca 2016 r.) skupywanie udziałów w państwowej spółce Erdes Tavan Tolgoi, uprzednio rozdystrybuowanych pośród społeczeństwa w przededniu wyborów parlamentarnych w 2012 r. W ten sposób rządzące partie wielkimi krokami obeszły zakaz dystrybucji pieniędzy w ramach kampanii wyborczych. W polskiej rzeczywistości wszelkie tego typu zabiegi mogą dziwić, jednak pomijając nawet kulturową specyfikę mongolskiej sceny politycznej pamiętać należy, że w krajach rozwijających się oferowanie korzyści majątkowych w zamian za głosy nie należy do rzadkości.

Termin wyborów 2016 r. był o tyle znaczący, że mija właśnie 8 lat od pamiętnych wyborów parlamentarnych w 2008 r., kiedy to 1 lipca w wyniku zamieszek powyborczych zginęły 4 osoby oraz podpalono siedzibę Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej[5]. Dla społeczeństwa mongolskiego, chełpiącego się bezkrwawym przekazaniem władzy w czasie rewolucji demokratycznej, był to duży wstrząs[6], zaś sama skala niezadowolenia społecznego mówi wiele o rozczarowaniu sytuacją na scenie politycznej, jak i w kraju w ogóle. Tym bardziej z okupionym tak poważną ofiarą zwycięstwem Mongolskiej Partii Demokratycznej w poprzednich wyborach wiązano niemałe nadzieje i oczekiwania. Skala rozczarowania przedwyborczego zdawała się według niektórych sięgać zenitu, więc i przypuszczenia dotyczące możliwej powtórki z 2008 r. nie były odosobnione, szczególnie wobec tak dużego zainteresowania małymi opozycyjnymi ugrupowaniami.

W obliczu wszystkich powyższych informacji nie powinno dziwić, iż raport BTI[7] określa Mongolię terminem deffective democracy. W praktyce oznacza to mniej więcej tyle, że mimo zewnętrznego wrażenia pozostawania jednym z głównych reprezentantów ustroju demokratycznego w rejonie, wewnętrznie Mongolia wciąż trawiona jest przez wiele problemów nieskutecznej demokracji.

Jeśli zaś chodzi o same wybory, to również i pośród mongolskich niezależnych komentatorów dało się słyszeć poważne głosy krytyki odnośnie taktyk i zachowań wyborczych, jak również i samego uchwalonego niedawno prawa. Popularny publicysta ekonomiczno-społeczny Jargalsaikhan Dambadarjaa (znany jako Jargal DeFacto) ubolewał nad czasem straconym na wyścigu wyborczym oraz tym poświęconym na gruntowną wymianę ekip rządzących, która ma miejsce po każdych wyborach. Jego zdaniem, strata miesiąca pracy członków Wielkiego Churału Państwowego, rządu oraz władz lokalnych w obecnej sytuacji ekonomicznej Mongolii, w przededniu szczytu ASEM jedynie w imię wyścigu po rządowe pieniądze jest zdecydowanie niedopuszczalna.

Wyniki wyborów

Tegoroczne wybory parlamentarne były wyczekiwane jako możliwość przeprowadzenia kolejnej zmiana warty w polityce[8]. Odpowiedzialność za dokonanie mogących zmienić rozczarowanie społeczeństwa leżała w rękach samych zainteresowanych. Jednak poziom ich niezadowolenia z obecnych rządów okazał się być jedynie na tyle wysoki by zmienić jedną z dwóch kierujących krajem od kilkudziesięciu lat partii na drugą. Niewątpliwie wpływ na taki stan rzeczy miała późna zmiana prawa regulującego ordynację wyborczą. Prawdopodobnie nie bez znaczenia okazało się również entuzjastycznie przyjęte, jednak nie posiadające wystarczającego oparcia w politycznej historii Mongolii, zatrzęsienie młodych sił opozycyjnych mających wszak zawsze utrudniony start w walce z głównymi ciałami politycznymi. W wyborach startowało w sumie 496 kandydatów, z których 69 było kandydatami bezpartyjnymi. Spośród nich do parlamentu dostał się tylko jeden – pieśniarz Javkhlan reprezentujący mocno tradycyjne (także w sensie kulturowym) wartości. Prawdopodobnie jednak temu „ostatniemu sprawiedliwemu” zapowiadającemu rozliczenie nieodpowiedzialnych polityków przypadnie niewiele więcej niż rola mongolskiego Stańczyka podsycającego niezadowolenie Mongołów z nowo wybranych parlamentarzystów.

Tekst o przyszłych inkarnacjach kandydatów do wielkiego churału państwowego na pierwszej stronie mongolskiego tabloidu

Tekst o przyszłych inkarnacjach kandydatów do wielkiego churału państwowego na pierwszej stronie mongolskiego tabloidu. (zdj. Paweł Szczap)

Mongolska Partia Ludowa i Partia Demokratyczna były jedynymi siłami politycznymi, które wystawiły kandydatów we wszystkie z 76 okręgów wyborczych, zdobywając odpowiednio 65 i 9 miejsc w parlamencie. Jedno miejsce przypadło kandydatowi Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej, która zapowiadała możliwość sformowania koalicji z MPL w wypadku uzyskania zbyt niskiej ilości miejsc przez obie partie. W sumie wśród wybranych osób 37 to osoby, których twarze widzieliśmy już w poprzednich składach parlamentarnych. Mimo przedwyborczych deklaracji dotyczących ogólnego rozczarowania rządami dwóch największych partii (którego ciężar nieprzypadkowo przypadł głównie PD, której większościowy rząd właśnie kończy kadencję), zdecydowane zwycięstwo MPL okazało się nie być dla społeczeństwa mongolskiego tak wielkim zaskoczeniem jak można się było spodziewać. Partia Demokratyczna poniosła druzgocącą porażkę, MPL zwyciężyła bowiem w większości okręgów wyborczych zarówno w wyborach parlamentarnych, jak i do władz lokalnych, w tym także w uważanym powszechnie za główną ostoję elektoratu demokratycznego Ułan Batorze, gdzie MPL zdobyła 34 miejsca, zaś PD jedynie 11.

W swoim programie wyborczym zwycięska Mongolska Partia Ludowa tradycyjnie zawarła m.in. obietnice dotyczące wsparcia finansowego dla wielodzietnych matek oraz rodzin ubogich, wsparcia finansowego dla systemu edukacji podstawowo-średniej oraz wyższej, a także wsparcia finansowego dla osób starszych. Jeśli chodzi o program dotyczący rozwoju mongolskiej gospodarki, równie tradycyjnie zapowiedziano m.in. rozwój szeroko pojętej infrastruktury, zwiększenie eksportu towarów, utrzymanie podatków na dotychczasowym poziomie, obniżenie stóp procentowych pożyczek udzielanych pasterzom, a także zwiększenie zdrowej, krajowej produkcji spożywczej, czy zwiększenie wartości rozdanych społeczeństwu udziałów w państwowej spółce Erdes Tavan Tolgoi[9]. W kwestii zarządzania krajem zapowiedziano ocalenie demokracji, zwiększenie udziału kobiet w zarządzaniu krajem, walkę z niepotrzebną biurokracją, a także zmiany w konstytucji niezbędne do spełnienia powyższych deklaracji. Inne obietnice dotyczyły lepszej kontroli budżetu stolicy czy strategii rozwojowych. Sądząc z atmosfery przedwyborczej oraz powszechnych deklaracji antypartyjnych postrzeganych dziś przez pryzmat sytuacji powyborczej, Mongołowie mimo ogólnego zniechęcenia brakiem przejrzystości i efektywności boją się rzucenia mniej znanych polityków na głęboką wodę, gdyż oczekują przede wszystkim długo oczekiwanej stabilizacji. Dla wielu bowiem stan przejściowy zapoczątkowany zmianą ustroju ponad ćwierć wieku temu trwa do dziś. Wiele przesłanek zdaje się wskazywać, iż spośród sił obecnych na mongolskiej scenie politycznej ze stabilizacją najsilniej kojarzy się Mongołom właśnie MPL. Mimo zmęczenia rządami politycznych dinozaurów obywatele zdają się być do nich niejako przyzwyczajeni. Dodatkowo, niemałe znaczenie miała z pewnością chęć rozliczenia PD za lata ich rządów, nie najlepiej podsumowywanych m.in. ze względu na trudności ekonomiczne, z jakimi przyszło zmierzyć się ich rządowi oraz pogląd głoszący, że rządy dwóch głównych partii powinny następować naprzemiennie, co zapewnia lepszą kontrolę nad kierunkiem, w którym rozwija się państwo. Czy wystarczy to by zapewnić PD zwycięstwo w roku 2020? Czy też może skala społecznego niezadowolenia osiągnie poziom zmuszający obywateli do wybrania zupełnie nowych, nieznanych parlamentarzystów? Jaki wpływ na wybory parlamentarne w 2020 r. będą miały nadchodzące wybory prezydenckie w 2017 r.? Czas pokaże.

[1] Poprzednie części tekstu dostępne są TUTAJ i TUTAJ

[2] Już samo narzucenie nazwy własnej, bardzo młodej partii koalicji zawiązanej z o wiele starszą i silnie zakorzenioną na mongolskiej scenie politycznej Zieloną Partią Odwagi Obywatelskiej (uważana za czwartą w kolejności siłę polityczną) świadczy o wysokiej sile przebicia jaką cieszy się Partia Niepodległości i Jedności.

[3] Trudno bezpośrednio przetłumaczyć tę nazwę odnosi się ona jednak do pożądanej jakości charakteru, którą można by przyrównać do prawości.

[4] http://ww.polska-azja.pl/p-szczap-davkhar-deel-a-wolnosc-mongolskich-mediow-w-kontekscie-wyborow/

[5] Wiele okoliczności związanych z wydarzeniami 1 lipca 2008 r. do dziś pozostaje niejasnych. Powodem wszczęcia zamieszek miało być niezadowolenie z rzekomego przekłamania w wynikach wyborów na rzecz zwycięskiej MPL-R. Podpalenie siedziby MPL-R otworzyło drogę dla postawienia w jej miejscu (w ścisłym centrum miasta) nowoczesnego budynku partii zwanego oficjalnie Pałacem Niepodległości. Niewykluczone, że lipcowe wydarzenia stały się jednym z powodów późniejszej zmiany nazwy partii. Również i w tym roku zwycięska MPL została przez przeciwników politycznych oskarżona o łamanie prawa w toku wyborów.

[6] Wstrząs porównywany niekiedy z morderstwem Zoriga Sanjaasürena – jednego z bardziej rozpoznawalnych polityków mongolskich lat 90. XX w., najcharyzmatyczniejszego z przywódców rewolucji demokratycznej i niedoszłego premiera, zamordowanego na kilka dni przed oficjalną nominacją na to stanowisko. Dziś jego siostra Oyun Sanjaasüren, założycielka Zielonej Partii Odwagi Obywatelskiej pozostaje jedną z bardziej rozpoznawalnych kobiet w mongolskiej polityce.

[7] http://www.bti-project.org/en/reports/country-reports/detail/itc/MNG/

[8] Za poprzednią uważana była oczywiście rewolucja demokratyczna.

[9] Tej samej, której udziały rozpoczęto skupować przed wyborami.

Udostępnij:
  • 19
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    19
    Udostępnienia
P. Szczap: Mongolia w przeddzień wyborów. Mongolia dzień po wyborach – część 3 Reviewed by on 12 lipca 2016 .

W przededniu tegorocznych wyborów parlamentarnych duża część społeczeństwa mongolskiego przekonana była, że epoka rządów dwóch głównych partii – Mongolskiej Partii Ludowej oraz Partii Demokratycznej ma się ku końcowi, zbliża się zaś czas ugrupowań i polityków dotąd w większości pozostających na skraju sceny politycznej. W trzeciej części tekstu dotyczącego wyborów do mongolskiego Wielkiego Churału Państwowego piszę

Udostępnij:
  • 19
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    19
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź