Artykuły

P. Śmieszek: Indonezja – Aceh „punk’s not dead”?

Republikę Indonezji tworzą 33 prowincje z których 31 ma status klasyczny, by nie rzec zwyczajny. Dwie pozostałe natomiast cieszą się i szczycą przymiotnikiem „Daerah Istimewa” oznaczającym ni mniej ni więcej jak „Obszar Specjalny”.

Jednym z obszarów specjalnych jest sułtańskie miasto Yogyakarta w centralnej części stołecznej Jawy w którym rezyduje i z którego włada sułtan Hamengkubuwono X.

Sułtanów oraz królów i książąt jest w Indonezji grubo ponad stu, ale tylko ten z Yogyakarta jest jednocześnie błękitnokrwistym władcą i gubernatorem. Co więcej, sprawuje on urząd gubernatora dziedzicznie, a nie wskutek dekretów nominacyjnych z Dżakarty. Cieszy się przy tym ogromnym i co najważniejsze szczerym szacunkiem poddanych Jawajczyków.

Drugim Obszarem Specjalnym w Republice Indonezji jest położona na północy Sumatry prowincja Aceh. Była ona w tej dalekiej i niedalekiej przeszłości najbardziej zbuntowaną prowincją w całej obecnej republice oraz wcześniej na terytorium zamorskim Hindia Belanda. Aczinowie zawsze czuli się patriotami i walczyli o niepodległość swoich ziem. Najpierw z Holendrami, a później kolejno ze wszystkimi prezydentami młodej republiki. Poczynając od Sukarno poprzez Suharto, aż po urzędującego obecnie Susilo Bambang Yudhoyono włącznie. Dlaczego więc o tym wszystkim w czasie przeszłym?

A no dlatego że sytuacja w prowincji zmieniła się diametralnie po najtragiczniejszym kataklizmie w dziejach nowoczesnej Republiki.

Tsunami z grudnia 2004 roku uderzyło najmocniej właśnie w Aceh, równając spore połacie prowincji do poziomu powierzchni ziemi. Fale, jakie przelały się przez stolicę regionu, miasto Banda Aceh oraz inne przybrzeżne osady, uśmierciły ponad 170 tysięcy osób, a dodatkowe 500 tysięcy pozbawiły dachu nad głową.

To bardzo dużo jak na nieco ponad 4,5 miliona mieszkańców tej niewielkiej prowincji.

Oprócz ogromu ludzkich tragedii tsunami przyniosło Aczinom coś, czego sami się nie spodziewali. Fale tsunami dały prowincji pokój, jaki zbrojne ugrupowanie separatystyczne GAM (Armia Wyzwolenia Aceh) podpisało z rządem w Dżakarcie w podziękowaniu za pomoc niesioną ofiarom kataklizmu.

Jednym z podstawowych ustaleń podpisanego w sierpniu 2005 roku porozumienia pokojowego było przyznanie prowincji wspomnianego na wstępie statusu Daerah Istimewa.

Aby zrozumieć kolejny prezent, jaki niósł ze sobą status specjalny, trzeba wiedzieć, iż Aczinowie uchodzą za najgorętszych wyznawców Allaha na całym archipelagu. Północna część Sumatry posiada wśród indonezyjskich muzułmanów opinię symbolicznych wrót wiary. To właśnie tutaj pojawili się pierwsi arabscy Wali i z tego regiony islam rozprzestrzeniał się na południe Archipelagu.

W związku z tym, cała prowincja od zawsze uchodziła za obszar bardzo uduchowiony. Tragedia tsunami stała się wodą na młyn i dziejowym pretekstem dla lokalnych imamów i ustaszy, którzy wykorzystali ją na swój specyficzny sposób. Okrzyknięto jednomyślnie, iż klęska jaka dotknęła Aczinów była karą Allaha za złe prowadzenie się mieszkańców prowincji oraz ostrzeżeniem na przyszłość dla wszystkich ocalonych.

Jedyną skuteczną receptą na niedopuszczenie do powtórki podobnej sytuacji miało zaś (zdaniem owych przywódców religijnych z Aceh) stać się wprowadzenie w życie prawa islamskiego szariatu na terenie całego „Obszaru Specjalnego”.

Tak też się stało, ze wszystkimi tego prawnymi i technicznymi implikacjami.

Jednym z bardziej widocznych efektów wprowadzenia szariatu w życie stało się między innymi powołanie specjalnej policji religijnej, która od 2005 roku po dziś dzień przemierza ulice miast Aceh, rygorystycznie dbając o  przestrzeganie zasad islamu w tej części Indonezji.

O tym, że z policją wyznaniową nie ma żartów, przekonuje się codziennie wielu lokalnych grzeszników, jednak incydent z ubiegłego tygodnia przebił wszystkie dotychczasowe, dzięki czemu odbił się lokalnym, a w konsekwencji i globalnym echem.

W połowie grudnia punki z Banda Aceh zorganizowały koncert charytatywny, z którego dochód zamierzano przeznaczyć na pomoc dla lokalnych sierot. Zdaniem organizatorów koncertu odbywał się on zgodnie z obowiązującym prawem po wcześniejszym powiadomieniu odpowiednich władz miejskich. Innego zdania były jednak oddziały policji religijnej i służb porządkowych Satpol PP,  które przerwały trwającą w najlepsze zabawę młodych punków i aresztowały 64 spośród nich.

Po spędzeniu trzech dni w stołecznym areszcie całą grupę wywieziono w góry do oddalonego o 60 kilometrów od Banda Aceh, Lembah Seulawah. Mieści się tam specjalna jednostka szkoleniowa policji w której zorganizowano obóz reedukacyjny dla pojmanych młodych gniewnych.

Najwięcej kontrowersji wokół akcji policyjnej wywołało zachowanie mundurowych w stosunku do zatrzymanych członków wpisanej na cenzurowane subkultury. Punkom ogolono głowy i siłą narzucono im iście wojskowy dryl. Ponadto w piątek przymuszono wszystkich młodych mężczyzn do przebrania się w muzułmańskie stroje, a następnie nakazano uczestniczyć w tradycyjnych modłach w meczecie.

Sprawa stała się głośna, choć nie były to pierwsze kroki podejmowane przez policje wyznaniową oraz władze prowincji w stosunku do miejscowych punków. W Aczińskim „kotle wojennym” wrzało już prawie od roku. W lutym dochodziło w Banda Aceh do pierwszych aresztowań, które sami poszkodowani porównują do regularnych polowań na tutejszych punków.

Tym razem jednak front anty punkowy ruszył na niespotykaną dotąd skalę, co wywołało falę protestów obrońców praw człowieka i grup solidaryzujących się z pojmanymi.

Pierwsi swoje braterskie niezadowolenie wyrazili jak się łatwo domyśleć członkowie tej samej subkultury z Jawy. Przekonywali opinię publiczną podczas demonstracji w Dżakarcie, iż punki to nie przestępcy, a jedynie młodzi ludzie w inny sposób niż wszyscy wyrażający swoje „ja”.

Głos w sprawie zabrał również przewodniczący Krajowej Komisji Do Spraw Ochrony Dzieci, który jednoznacznie potępił i nazwał bezprawnym bezpodstawne przetrzymywanie oraz golenie głów zatrzymanej młodzieży.

Oczywiście inne głosy dochodzą z drugiej strony barykady z samego Banda Aceh, gdzie zarówno policja jak i władze prowincji zdecydowanie poparły akcję przeciwko tamtejszym punkom.

Szef policji wyznaniowej oraz jednostek porządkowych Satpol PP wyraził jednoznaczną opinię, iż ruch punk to choroba społeczna, która godzi w islam, w związku z czym trzeba się jej zdecydowanie przeciwstawić. W swoich rozważaniach posunął się nawet dalej, twierdząc iż obecność subkultury na ulicach miast prowincji działa destrukcyjnie na kulturę całego regionu. Poruszył również kwestie obyczajowe, atakując powszechne u punków wspólne przebywanie niezamężnych kobiet i mężczyzn. Łamie to podstawowe zasady prawa koranicznego, które popiera i respektuje zdecydowana większość mieszkańców Aceh.

Podobnego zdania jak dowódca policji religijnej okazał się być najwyższy rangą urzędnik państwowy w prowincji. Gubernator okręgu w swoim oficjalnym oświadczeniu poinformował, iż grupa składająca się z siedmiuset aczińskich punków deprawuje i gorszy spokojnych mieszkańców, a co gorsza łamie prawo prowincji. Członkowie subkultury nie uczęszczają do szkół i nie modlą się w każdy piątek jak wszyscy inni pobożni mężczyźni.

Ideologia Punk zdaniem pana gubernatora absolutnie nie wynika z islamu, a co za tym idzie, nie ma dla niego miejsca w Aceh. Wartości panujące wewnątrz tej subkultury są zdaniem urzędnika absolutnie obce zarówno kulturze jak i obyczajom w regionie.

Historia walki uwolnienie sumatrzańskich punków wymknęła się w tym tygodniu poza archipelag. W sieci krąży angielskojęzyczna petycja podpisana do chwili obecnej przez kilka tysięcy osób z całego świata, nawołująca do natychmiastowego zwolnienia z obozu wszystkich zatrzymanych.

Jeszcze dalej posunęły się słowiańskie punki ze stolicy Federacji Rosyjskiej. W akcie solidarności z młodymi Indonezyjczykami zamalowano mury wokół ambasady Republiki Indonezji w Moskwie hasłem „Punk to nie przestępstwo”.

Jak mówi stare przysłowie: „punkt widzenie zależy od punktu siedzenia”. Żeby dobrze zrozumieć, dlaczego do takiej sytuacji w ogóle mogło dojść,  trzeba poznać reguły szariatu i sposób podejścia twardogłowych muzułmanów do muzyki.

Jako najlepszy przykład niech posłuży tegoroczne wystąpienie jednego z liderów Frontu Obrony Islamu (FPI) z Dżakarty. Zdaniem Farida Budi Fahri cała muzyka młodzieżowa jest antyreligijna oraz inspirowana przez światowy ruch syjonistyczny, który w zakamuflowany sposób stara się przekazać młodym ludziom swoje nieczyste idee. Młodzież nie zastanawiając się nawet nad tekstami piosenek, śpiewa je nie wiedząc iż są one wymierzone ewidentnie przeciwko religii i Bogu.

Jako najlepszy przykład Fahri podał legendarny utwór Johna Lennona, który mimo iż sam nie był syjonistą, napisał piosenkę „Imagine”. Jej tekst rozpływa się w zachwytach nad światem bez religii, Boga i jakiejkolwiek ideologii. A na to pobożni muzułmanie z pewnością nigdy się nie zgodzą.

A tym czasem w górach północnej Sumatry 64 członków subkultury punk z Banda Aceh poddawanych jest reedukacji w oczekiwaniu na jak najszybsze zwolnienie.

Jednym z warunków wyjścia na wolność jest podpisanie przez rodziców osób zatrzymanych specjalnego oświadczenia. Zobowiązuje ono do przyrzeczenia, iż podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości.

A co na to sami zainteresowani? Pukowcy z Banda Aceh zapewniają, że nic nie jest w stanie złamać ich woli bycia wolnym punkiem.

Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia
P. Śmieszek: Indonezja – Aceh „punk’s not dead”? Reviewed by on 4 stycznia 2012 .

Republikę Indonezji tworzą 33 prowincje z których 31 ma status klasyczny, by nie rzec zwyczajny. Dwie pozostałe natomiast cieszą się i szczycą przymiotnikiem „Daerah Istimewa” oznaczającym ni mniej ni więcej jak „Obszar Specjalny”. Jednym z obszarów specjalnych jest sułtańskie miasto Yogyakarta w centralnej części stołecznej Jawy w którym rezyduje i z którego włada sułtan Hamengkubuwono

Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 5

  • tak jest, kolego Piotrze, urodziliśmy się i umrzemy punkami

  • Zblazowany Europejczyk pomyślałby, że bycie punkiem zatraciło już swój sens i nikogo nie szokuje, a tu proszę – są miejsca, gdzie punki mają się przed czym buntować. Świetny artykuł

  • starzy ludzie się boją o swoją kulturę… nie mają już życia, to chociaż kulturę zachowają :| lęki o swoje jestestwo… ciekawe…

  • Bardzo ciekawy tekst. Dziękuję.

  • Bardzo ciekawyy artykuł.Wg mnie widzi pan wszystko to przypomina mnie grę w karty w której jedni grają wg pewnych zasad tj.poprawni politycznie,tolerancyjni aż do absurdu a drudzy nieprzewidywalni stosujących maksymę najlepsza zasada do brak zasad ,kierujących się jedynie dobrem własnym nieotwartym na inne kultury,natomiast domagający się własnego uznania i to grożbą i prośbą w zależności od sytuacji.Generalnie kto wygra to wiadomo, dobrocią nic nie wskórasz i to nie tylko w Indonezji.

Pozostaw odpowiedź