Artykuły,Publicystyka

P. Nowosad: Tajlandia: Król, Isańczycy i problem z generałami

Tajowie zmagali się w XXI w. z wieloma problemami: łamaniem ich praw przez rządzące wojsko, politycznym chaosem, śmiercią uwielbianego władcy. Teraz doszedł kolejny: powrót do rządów cywilnych stoi pod znakiem zapytania.

Sirawith, młody tajski aktywista, przebywał owego feralnego dnia na terenie kampusu jednego z uniwersytetów w Bangkoku. Bliżej nieokreślona jednostka wojskowa zatrzymała go bez podania przyczyny.

„Funkcjonariusze zawiązali mi oczy, zakryli głowę i przewieźli w jakieś miejsce” – opowiada niezależnej gazecie „Prachatai”. „Zaciągnęli mnie w zarośla. Gdy stawiłem opór, zaczęli mnie kopać”. Wojskowi zażądali odpowiedzi, dlaczego ten nie domagał się śledztwa w okresie rządów Yingluck Shinawatra. Była premier – i polityczny rywal wojskowych – była wówczas krytykowana za nierozsądną politykę subsydiowania rolnictwa.

„Gdy miałem zakryte oczy i klęczałem, funkcjonariusze przystawili mi do głowy obiekt, który określiłbym jako broń palną. Usłyszałem wtedy dźwięki przypominające pociągnięcie za spust. Byłem też wielokrotnie bity po głowie”. Po kilku godzinach Sirawith został przewieziony na posterunek policji, a następnie do sądu wojskowego. Sędzia, co zaskakujące, odrzucił wniosek policji o objęcie go nadzorem.

Sirawith jest członkiem organizacji, która opisuje korupcję oraz nadużywanie władzy przez reżim. Obecnie zamierza podjąć kroki prawne wobec żołnierzy, którzy bezprawnie go uprowadzili. Rzecznik junty wojskowej zapytany, czy ci oficerowie działali na podstawie rozkazów płynących z góry, wydał oświadczenie: „Żołnierze traktowali go z szacunkiem. Nie było przemocy; ktoś próbuje budować nieprawdziwą historię…”

Armia rządzi Tajlandią od maja 2014 r. Wtedy to obaliła demokratycznie wyłoniony rząd na czele z Yingluck Shinawatra. Opracowała nową konstytucję, co akurat nie jest niczym niezwykłym: to już dwudziesta ustawa zasadnicza w ciągu ostatnich 85 lat! Ta najnowsza umożliwia juncie sprawowanie władzy bez parlamentarnej i sądowniczej kontroli.

Jej głównym przeciwnikiem jest klan polityczny Shinawatra. Ten konflikt nasilił się na początku XXI w. – zdaniem Duncana McCargo, znawcy Tajlandii, jest to jeden z najbardziej spolaryzowanych systemów politycznych na świecie. Po jednej stronie tego sporu są „żółte koszule” – zwolennicy monarchii, głównie wywodzący się z klasy średniej i żyjący najczęściej w większych miastach. Z drugiej strony stoją „czerwone koszule” (zwolennicy b. premiera Thaksina Shinawatry (2001-2006) oraz jego siostry, również szefowej rządu (2011-2014) Yingluck) reprezentujące biedną, roszczeniową część społeczeństwa.

Po niedawnym spotkaniu z prezydentem Donaldem Trumpem w Białym Domu, premier i były dowódca armii Prayuth Chan-ocha zasugerował, że mieszkańcy Królestwa mogliby wypowiedzieć się na temat przyszłości kraju w wyborach parlamentarnych pod koniec bieżącego roku (najprawdopodobniej w listopadzie). Podczas rozmów z dziennikarzami nigdy jednak nie powiedział o tym wprost, próbując zręcznie ominąć temat. Biorąc pod uwagę fakt, iż jest to najważniejszy dziś polityk w Tajlandii, nic nie jest jeszcze przesądzone.

Wśród Tajów narasta niezadowolenie. Na znaczny spadek popularności wojskowego rządu miała z pewnością wpływ afera korupcyjna z ministrem obrony w roli głównej. Media ujawniły, że ma on w swojej kolekcji 25 luksusowych zegarków o wartości ponad miliona dolarów. Wywołuje to oburzenie zwłaszcza na północnym Wschodzie, gdzie biedni rolnicy – należący do mniejszości etnicznej Khon Isan i od dziesięcioleci manifestujący swoją odrębność kulturową i językową – z trudem wiążą koniec z końcem.

Jest to region ważny politycznie, bastion znajdującego się obecnie na emigracji Thaksina Shinawatry. Isańczykiem jest mniej więcej co trzeci z 67 mln Tajów. Są oni spokrewnieni z Laotańczykami, sąsiadami żyjącymi po drugiej stronie Mekongu. Obie nacje są zresztą dość protekcjonalnie traktowane przez dumnych Tajów… Laotańczycy są tanią, nieraz nielegalną siłą roboczą w Tajlandii. Znajdują zatrudnienie w budownictwie czy służbie domowej, bo tam ich etniczni krewni Tajowie nie chcą pracować. Pracodawcy decydują o ich życiu, a sądy tajskie nigdy nie wezmą ich strony.

Sytuacja Isańczyków jest porównywalna. Jak sami twierdzą, nie skorzystali z dynamicznego rozwoju państwa w latach 60. i 70. Zacofanie ekonomiczne regionu zmusiło wielu z nich do migracji na południe, do Bangkoku – wciąż pracują tu jako kierowcy, na budowie. Wiele kobiet, wyczerpanych trudami pracy za marny grosz, skończyło w przemyśle usług seksualnych.

Władze centralne od zawsze zwalczały ich tożsamość etnoregionalną. Celem Bangkoku było wykorzenienie lokalnej kultury i narzucenie tajskiej tożsamości narodowej. Budziło to opór, który początkowo był wyrażany werbalnie – poprzez działalność tzw. wędrownych śpiewaków mo lam. Od stuleci wędrowali oni po isańskich wioskach, a w XIX w. w ich pieśniach pojawił się motyw nadejścia świątobliwego męża, który zabije urzędników przysłanych z Bangkoku i uwolni od ucisku wieśniaków.

W 1902 r. wybuchło tu powstanie, na którego czele stanęli mistycy buddyjscy, cieszący się autorytetem wśród miejscowych. Szybko upadło, a Isańczycy pod przymusem uznali zwierzchnictwo króla ówczesnego Syjamu. W czasach zimnej wojny region ponownie stał się areną walk – tym razem za sprawą komunistycznej partyzantki, która poniosła ostatecznie klęskę (inaczej niż u sąsiadów – w Wietnamie, Laosie i Kambodży w 1975 r. tryumfował komunizm).

Głosy wyborcze biedoty północnego Wschodu mogą przyczynić się do zwycięstwa prospołecznej Pheu Thai Party w nadchodzących wyborach. Z pewnością liczyć się będą też konserwatyści oraz partia budowana podobno przez wojskowych – opozycja nie ma wątpliwości, w jakim celu. „Dopóki rząd i armia nie mają pewności utrzymania władzy po wyborach, dopóty nie zostaną one przeprowadzone” – stwierdził w tajskich mediach Chaturon Chaisaeng, minister edukacji w obalonym przez wojsko gabinecie. Słowa te potwierdzają ostatnie wydarzenia polityczne: przyjęcie przez parlament ustawy opóźniającej de facto głosowanie o 90 dni, a także wypowiedź premiera o woli pozostania na stanowisku po ewentualnym głosowaniu.

Z jednej strony wojsko umacnia więc swoje polityczne wpływy, z drugiej czuje wzrastający nacisk, oczekiwanie demokratyzacji systemu – międzynarodowe i, przede wszystkim, wewnętrzne. Scenariusz na najbliższą przyszłość pozostaje trudny do przewidzenia. Ważną rolę może odegrać tu monarcha. Chociaż Rama X formalnie pełni głównie funkcje ceremonialne i reprezentacyjne, jego faktyczna władza wykracza poza ramy wskazane w konstytucji. Jest on ostatnią instancją podejmującą decyzje polityczne w sytuacjach kryzysowych. Tak było np. w 1992 r., kiedy jego ojciec – ubóstwiany przez rodaków Rama IX – mianował premierem osobę niemającą poparcia ówczesnej większości parlamentarnej. Należy dodać, że spotkało się to z całkowitą akceptacją poddanych, król posiada bowiem w Tajlandii w zasadzie status półboga.

Zmarły niedawno Rama IX (na tronie Tajlandii przez okrągłe 70 lat!) bywa porównywany do władców państwa Sukhotai, które istniało w XIII – XV stuleciu i uważane jest za pierwsze państwo Tajów. Monarcha pełnił wówczas rolę ojca narodu i był uosobieniem wszelkich cnót.

W owym czasie Tajowie zetknęli się z kulturą Khmerów. Ta fascynująca cywilizacja pozostawiła w Tajlandii liczne zabytki, wywarła wpływ na sztukę, a nawet zainspirowała Tajki do większej swobody seksualnej (khmerskie kobiety nie stroniły od przyjemności cielesnych). W państwie Khmerów istniał też kult władcy (Devaraja). Władca był „bogiem nad bogami” oraz uosobieniem wartości, które stanowiły dla jego podwładnych wzór właściwego życia. Tu należy szukać korzeni „boskości” tajskiej monarchii.

Rama IX urodził się w amerykańskim Bostonie. W poniedziałek. A według tajskiej tradycji, przypisującej każdemu dniu określony kolor, poniedziałek to kolor żółty. Dlatego też współcześni zwolennicy monarchii („żółte koszule”) do tej barwy się odwołują, mając na myśli tego konkretnego króla.

Niełatwo jest w jednym zdaniu opisać przyczyny Jego ogromnej popularności. Towarzyszył rodakom nierzadko przez całe życie, przez te długie lata zyskiwał coraz większe zaufanie, sięgając po najwyżej cenioną przez Tajów u władcy cnotę – baramee. A więc charyzmę i autorytet, które wymuszają z kolei wierność.

Dał Tajom poczucie stabilności i spokoju, tego, czego naród tak bardzo potrzebował w czasach wojskowych przewrotów, politycznych zawirowań i zimnowojennej rywalizacji w regionie. Podkreślał: „Możemy być zgnieceni przez obydwie ze stron [konfliktu zimnowojennego], dlatego nie powinniśmy angażować się [po stronie żadnej z nich]”. Taki był: neutralny, pragmatyczny, rozważny – i taki był charakter jego panowania.

Obok monarchii, wielką rolę w życiu mieszkańców Tajlandii odgrywa buddyzm theravada (czyli jego wersja konserwatywna i archaiczna). Istnieje tu niezliczona liczba klasztorów, a każdy mężczyzna powinien tradycyjnie spędzić w takim miejscu trzy miesiące w charakterze mnicha (w okresie świątecznym). Ta „ateistyczna religia” pełni również ważną rolę poprzez popularyzację postaw tolerancji, akceptacji i szacunku.

Nie jest to jednak kompletna mapa religijna Tajlandii. Wpływy cywilizacji Indii sprawiły, że w wielu miejscach można spotkać hinduskie bóstwa (sam król swój przydomek zawdzięcza siódmemu wcieleniu boga Wisznu, którego losy opisuje sanskrycka „Ramajana”). Są też wierzenia chińskie, a na północy buddyzm łączy się z rdzennym animizmem (czyli przekonaniem, że zwierzęta, rośliny – nawet przedmioty – posiadają duszę). Ten synkretyzm sprawia, że Tajlandia jest państwem jedynym w swoim rodzaju.

Buddyjski spokój nie jest jednak tym, czego Tajowie obecnie potrzebują. Demonstranci coraz odważniej domagają się przywrócenia rządów cywilnych. Minister obrony (bohater afery zegarkowej) zwrócił się do nich: „My jesteśmy suwerenną władzą. W czym tkwi problem?”

Problem tkwi choćby w konstytucji opracowanej przez wojskowych, która w sekcji 3. wskazuje: „Suwerenem jest naród”.

 

Paweł Nowosad

 

Bibliografia:

1) Druzgała P., Co Kryje Tajski Uśmiech?, Wydawnictwo Asian Century, Warszawa 2017.

2) Góralczyk B., Zmierzch i Brzask. Notes z Bangkoku, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2010.

3) Jelonek A.W., Wielokulturowość, Separatyzm i Budowa Państwa Narodowego w Tajlandii, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011.

4) Ochwat M., Modern Monarchy in Thailand, w: Marszałek-Kawa J. (red.), The Changing Role of Asia. Selected Political, Security and Economic Aspects, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2017.

5) http://abcnews.go.com/amp/International/wireStory/thai-military-government-readies-election-delay-52622396 (dostęp: 15.02.2018)

6) https://asia.nikkei.com/Viewpoints/Duncan-McCargo/Will-Thailand-return-to-electoral-democracy-in-2018 (dostęp: 15.02.2018)

7) https://www.bangkokpost.com/opinion/opinion/1408294/sovereignty-belongs-to-the-people (dostęp: 02.03.2018)

8) https://thaipoliticalprisoners.wordpress.com/tag/military-dictatorship/page/57/ (dostęp: 02.03.2018)

9) http://time.com/2948172/thailand-isaan-province-identity/ (dostęp: 15.02.2018)

 

Udostępnij:
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    1
    Udostępnij
P. Nowosad: Tajlandia: Król, Isańczycy i problem z generałami Reviewed by on 8 kwietnia 2018 .

Tajowie zmagali się w XXI w. z wieloma problemami: łamaniem ich praw przez rządzące wojsko, politycznym chaosem, śmiercią uwielbianego władcy. Teraz doszedł kolejny: powrót do rządów cywilnych stoi pod znakiem zapytania. Sirawith, młody tajski aktywista, przebywał owego feralnego dnia na terenie kampusu jednego z uniwersytetów w Bangkoku. Bliżej nieokreślona jednostka wojskowa zatrzymała go bez podania

Udostępnij:
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    1
    Udostępnij

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź