Artykuły

P. Kłodawski: Transformacja Korei Południowej cz. II: Czas Kryzysu

Pierwsza część artykułu dostępna jest pod tym linkiem.

„W naszym kraju, rzeczywista kompetencja władzy politykow jest czwartorzędna, administracji trzeciorzędna, a korporacji drugorzędna.” Lee Kun-Hee, prezes Samsung, 13 kwietnia 1995

„W tych ciężkich dniach, my – właściciele korporacji, przedsiębiorstw, biznesmeni – nie mamy nic do powiedzenia. Cały bałagan gospodarczy powstał tylko i wyłącznie z naszej winy. Spośród wszystkich grzeszników to my jesteśmy najgorsi.”  Chey Jong-Hyon, prezes Federacji Przedsiębiorstw Korei, 24 grudnia 1997

Rok 1997 nie był łaskawy dla Korei Południowej. Niezliczone mniejsze jak i większe korporacje kompletnie zbankrutowały, a jeśli nie to ich aktywa zostały zdewaluowane na rynku w bezprecedensowej skali. Te, które zdecydowały się walczyć o przetrwanie zostały zmuszone do stosowania radykalnych rozwiązan – masowych zwolnień pracowników, a w lepszym wypadku obniżenia płac. Na rynku papierów wartościowych od maja 1997 do lipca 1998 roku odnotowano spadek łącznej wartości o 54.6%. W tym okresie liczba osób bezrobotnych sięgała od 3 do 4 milionów, co stanowiło odpowiednio  15-20% ludzi w wieku produkcyjnym.

Cud gospodarczy

Tuż przed tym jednak, większość społeczeństwa nie wierzyła lub nie chciała wierzyć, że oto kraj nazywanym dotychczas na Zachodzie „cudem gospodarczym” może dotknąć jakikolwiek kryzys. Gwałtowny rozwój na przestrzeniu paru dekad spowodował, że każdy kolejny rok był dla przeciętnego mieszkańca lepszy i to właśnie przeszłość była dla każdego głównym punktem odniesienia („dziś jest lepiej niż wczoraj, a jutro będzie jeszcze lepsze niż dziś.”) Fundusze inwestycyjne, specjalistyczne certyfikaty, dyplomy ukończenia uczelni czy kursów – Koreańczycy zawzięcie wierzyli, że te rzeczy to nic innego jak pewne inwestycje w lepszą przyszłość. Materialne i psychologiczne przywiązanie Koreańczyków do swoich dorosłych dzieci, rodziców czy rodzeństwa pozwoliło im na jednoznaczne indentyfikowanie się z sukcesami rodziny. Tak więc biedni starzy rodzice utożsamiali swój społeczny i ekonomiczny status ze statusem swoich bogatych dzieci, czy też na odwót – młodzi ludzie z brakami w wykształceniu czy brakiem niezależnego źródła dochodów utożsamali się ze statusem swoich bogatych i wykształconych rodziców.

Między innymi głównie z tych powodów Koreańczyków charakteryzował wysoce pozytywny stosunek wobec rozwoju materialnego. Ta sama postawa skłoniła ich do kontynuacji prowadzenia rachunków oszczędniościowych czy przeznaczania wszystkich swoich środków finansowych na rzecz edukacji jak i innych przyszłościowych inwestycji. Istotny jest fakt, że pomimo tego wszyscy w społeczeństwie byli w pełni świadomi, jakie niesprawiedliwości czy też potencjalne pułapki czają się w systemie swoistego „kolesiowego kapitalizmu”. Zdając sobie sprawę, jak bardzo zepsuta potrafi być natura bogactwa i władzy w swoim społeczeństwie, Koreańczycy jednocześnie starali się pozytywnie nastroić psychicznie i mentalnie dla procesu rozwoju kraju.

Bezsilność rządu

Dotychczas ludzie tolerowali często bezwzględne, chciwe, nieuczciwe zagrania korporacji jak i ich politycznych/biurokratycznych zwolenników tylko dlatego, że sami myśleli, iż pewnego dnia dołączą do tej gospodarczej parady. Gdy nadszedł kryzys i nagle wszyscy zdali sobie sprawę, że to coś nieosiągalnego mieli wszelkie powody ku buntowi. Na pytanie co państwo oferuje przeciętnemu obywatelowi w ciężkiej sytuacji finansowej, psychicznemu przygnębieniu można by odpowiedzieć krótko: Nic.

Z rozmaitych badań i ankiet przeprowadzonych wśród ludzi bezrobotnych w tamtym okresie wynika, że ludzie najbardziej potrzebujący: nie otrzymali żadnej publicznej ulgi korzyściowej, nie byli świadomi istnienia jakichkolwiek użytecznych dla nich programów pomocy, nie spodziewaliby się żadnej pomocy od rządu i tak, a ci którzy otrzymali jakąś minimalna pomoc wyrazili bardzo niski poziom satysfakcji. W mediach niemal codziennie można było usłyszeć o użytkowaniu niezgodnym z prawem a nawet dokonywania malwersacji specjalnym budżetem programu przeznaczonego dla bezrobotnych. Rząd natomiast odpowiadał, że jest zwyczajnie niedoświadczony i nie wie jak postąpić w takiej sytuacji.

Niewielu zwykłych przedstawicieli społeczeństwa miało poważne oczekiwania w zakresie ochrony socjalnej czy pomocy ze strony państwa wobec bezrobocia i ubóstwa. Wciąż dobrze pamiętali kolejne reżimy przeszłości funkcjonujące pod szyldem „wzrost pierwszy, dystrybuacja później”. W porównaniu do krajów zachodnich, rząd koreański zobowiązał się znacznie mniej do tworzenia jakiejkowliek „siatki” zabezpieczeń społecznego. Co więcej, rząd poostawał całkowicie laissez-faire – ze względu na szybki wzrost gospodarczy, państwo pozostało obojętne wobec pomocy społecznej.

Korporacyjny patriarchalizm

Jedynym społecznym uprawnieniem dla zwykłych Koreańczyków była praca. Wszyscy musieli znaleźć sobie pracę, przez którą mogliby czerpać korzyści z systemu całkowicie skoncentrowanego na gospodarce. Brak pracy oznaczał całkowita alienację społeczną. Innym równie ważnym czynnikiem rozpaczliwego oporu pracowników przed zwolnieniem jest dobro firmy – „firma jako rodzina.” Wiele prywatnych korporacji oferowało pracowników takie świadczenia jak: mieszkania, opłacanie edukacji dzieci, ubezpieczenia zdrowotne, ubezpieczenia na życie itp. Dlatego większe koreańskie korporacje, chaebol, zaczęły nazywać siebie gajok (rodzina). W ten sposób ponieważ rząd wciąż wykazywał obojętność w sprawach opieki społecznej to właśnie wszelakie firmy/korporacje stały się ważnym narzędziem poprawy warunków życia.

Gdy masowe zwolnienia stały się nieodzownym elementem programu Dostosowania Strukturalnego w gospodarce, rząd wreszcie zaczął sobie zdawać sprawę rzeczywisty koszt braku kompleksowego, dobrze funkcjonującego systemu opieki społecznej. Tzw. sahwaeanjunmang (sieć bezpieczeństwa socjalnego) stał się kluczowym hasłem dla dyskursu publicznego. W tym kontekście rząd Korei Południowej walczył o zmianę wizerunku na państwo polityki socjalnej na dość prymitynym poziomie. Problem polega na tym, że podczas gdy przywódcy polityczni i przedstawiciele rządu wprowadzali rozmaite ustawy w duchu procesu prób i błędów, każdego dnia tysiące zwykłych mieszkańców Korei traciło dochody lub zostawało bez pracy.

Dwa czynniki w szczególności nasiliły gniew Koreańczyków. W styczniu 1998 roku, związki zawodowe osiągnęły historyczne porozumienie z rządem i liderami biznesu, jak przezwyciężyć kryzys razem. Gotongboondam (podział bólu), polegało na tym, że pracownicy mają zaakceptować zwolnienia w „pewnych pilnych przypadkach kierowniczych”. W zamian rząd i korporacje miały za zadanie rozpocząć reformy organizacyjne wymazujące wszelkie niesprawiedliwe przywileje na niekorzyść pracowników. Niestety, ani rząd ani chaebol nie wykazały żadnych znaczących starań ku rozpoczęciu takich reform. W pewnym momencie nawet sama chęć wdrożenia takich reform stanęła pod znakiem zapytania.

Drugim takim głównym czynnikiem był problem pracowników urzedów państwowych. Około 50% mieszkańców sześciu największych miast Korei wolałoby, żeby mąż ich córek czy sióstr był urzędnikiem państwowym. Odnosi się to do zapożyczonego z socjalistycznych Chin terminu „żelazna miska ryżu”, gdzie mieszkańcy miasta mogą się cięszyć bezpieczniejszymi warunkami pracy. Na początku 1988 roku rząd ogłosił plan zmniejszenia liczby pracowników administracji o 10%, ale niewielu zostało faktycznie zwolnionych – a wręcz przeciwnie. Prezydent Kim Dae-Jung przyjął plan, który wymagał dodania jednego ministerstwa i jednego „pół-ministerstwa” do istniejącej już administracyjnej biurokracji pomijając całkowicie zmniejszenie jego pracowników. Nawet jeśli niektórzy pracownicy zostali zwolnieniu z finansowanych przez państwo organizacji, w tym banki, otrzymali specjalny „fundusz pocieszenia” w wysokości setek tysięcy dolarów. Niewielu spośród prywatnych pracowników mogło nawet śnić o takim przywileju.

Przeoczenia MFW wobec Korei

Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy oraz zagraniczni przywódcy polityczni zgodnie uznali nieposłuszeństwo chaebol za najbardziej poważną skazę Korei Południowej. Największe chaebol (Hyundai, Samsung, Daewoo, LG) zmonopolizowały rynek korporacyjnych obligacji gromadząc w ten sposób fundusze w ilościach wystarczająco dużych, aby przeciwstawić się rządowym groźbom wycofania kredytów bankowych w przypadku nieposłuszeństwa. Chaebol nie pozostawały w tyle w stosunku do mniejszych firm jeśli chodzi o masowe zwolnienia: od stycznia do września 1998, około 10% pracowników z pięciu największych chaebol straciło pracę. Pomimo / Ze względu na takie drastyczne zmniejszenie kosztów osobowych, chaebol wciąż cieszyły się 9.3% wzorstem na ilość pracowników od wartości dodanej i niezwykłym 20% wzrostem sprzedaży na pracownika w pierwszej połowie 1998 roku.

Roczne sprawozdania OECD z lat 1997-1998 dotyczące Korei Południowej zaatakowało błędy MFW i zaproponowało niższe stopy procentowe, a także rozszerzenie publicznych wydatków na opiekę społeczną jako niezbędne wymogi dla ożywienia gospodarczego – MFW zmodyfikował swoje stanowisko zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez OECD. Coraz większy nacisk MFW i Banku Światowego w sprawie ustanowienia solidnej sieci bezpieczeństwa socjalnego spotkał się z ciepłym przywitaniem w koreańskich środowiskach popierających reformy. Jednak obawy MFW dotyczące bezpieczeństwa socjalnego w Korei okazały się spóźnione. Życie codzienne zwykłych Koreańczyków opierało się na pracy zarobkowej (okazjonalnie na pomocy krewnych), a ich “poświęcenie” było napędzane przez zadowolenie i optymizm wywodzący się z perspektywy ciągłej poprawy sytuacji materialnej. Te podstawowe warunki socjalne rozwoju Korei Południowej rozdały starte na proch przez gospodarkę oszczędnościową opartą na programie dostosowywania strukturalnego Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który doprowadził do sytuacji, w której nagłe masowe bezrobocie zapewniające spłatę długów Korei Południowej stało się nieuniknione. Innymi słowy, MFW zignorował fakt, że cały system spoleczny w Korei działa na ekonomicznym uczestnictwie całego społeczeństwa. MFW powinien był zwrócić większą uwagę na szczególne warunki społeczne panujące w Korei. Różne potencjalnie niebezpieczne warunki społeczne, które pojawiły się jeszcze w czasie „błyskawicznego rozwoju” Korei Południowej, razem z programem MFW będącym swoistym katalizatorem sprawiły, że społeczeństwo znalazło się w martwym punkcie.

Mobilizacja społeczeństwa

Ironią jest, że następstwem braku doświadczenia i nieefektywności biurokratycznej maszyny w świadczeniu programów pomocy było tworzenie ich przez różne społeczne grupy pomcy socjalnej. Były to dobrowolne prywatne organizacje takie jak związki zawodowe, instytucje religijne, organizacje ruchów socjalnych, stowarzyszeń zawodowych, organizacji uczelni, mediów czy indywidualnych rodzin. W przeciwieństwie do rządu, wiele z tych programów z powodzeniem pomogłu wielu bezrobotnym. Poza tym to głównie te grupy naciskały na rząd, żeby lepiej przygotować rozmaite programy ulg społecznych, nagłaśniały sprawy łamania reform przez korporacje chaebol, a także wnosiły przeciwko nim akty oskarżenia. Na specjalnej konferencji zorganizowanej 20 listopada 1998 roku grupy te domagały się ujawnienia prawdziwych powodów kryzysu i ukarania osób za to odpowiedzialnych, rewizję porozumień z MFW czy wprowadzenie reform antykorupcyjnych.

Patrząc na taki obrót spraw można by powiedzieć, że w pokryzysowej Korei rysował nam się obraz swego rodzaju neoliberalno-socjaldemokratycznej hybrydy gospodarczo-politycznej. I tak też do pewnego stopnia była było, ponieważ niezależnie od osobistego stanowiska Kim Dae-Junga, społeczne, polityczne i gospodarcze struktury Korei Południowej zaczęły się przekształcać w każdym możliwym kierunku – neoliberalnym, merkantylistycznym, socjaldemokratycznym, nacjonalistycznym itp.

Dopiero po kryzysie Koreańczycy uświadomili sobie prawdziwe koszty braku stabilnej sieci bezpieczeństwa socjalnego wobec masowego bezrobocia. Po wyczerpaniu budżetu na irracjonalnie wielkie projekty bydowlane i wątpliwe dotacje biznesowe, rząd nie był już w stanie zmusić ludzi do zaakceptowania masowych zwolnień jako część programu Dostosowania Strukturalnego. Neoliberalny etos pracy jak i polityka braku interwencjonizmu ze strony państwa została pokonana nie tylko przez żywiących się władzą polityków i biurokratów, ale także przez wzajemne podejrzenia ze strony przedsiębiorstw i pracowników. Patrząc na karty historii po raz kolejny, tym razem post-kryzysowa Korea (pracownicy i pracodawcy) zażądała zdecydowanych, jeśli nie autorytarnych, rządów, choć przyczyny tych żądań różniły się diametralnie.

Niektórzy Koreańczycy zdecydowali powrócić z miast na wieś i zająć się rolnictwem, a niektórzy dalej – korzystając z „boomu” w sferze budowlanej na Bliskim Wschodzie czy w Wietnamie. Nieliczni próbowali swoich sił we wskrzeszaniu zbankrutowanych firm na własną rękę. Absolwenci uniwersytetów starali się unikać takiego losu, uciekając się do służby wojskowej (gdzie miejsc wolnych w pewnym momencie brakowało) lub starając się zostać na uczelni tak długo jak tylko możliwe. Zwiększona liczba separacji i rozwodów spowodowała wzrost liczby dzieci w potrzebie: wiele dzieci było opuszczonych, fizycznie / psychicznie maltretowanych czy dzieci w wieku szkolnym, które były zmuszane pomijać posiłki.

Czekając na odwilż

Patrząc prawie piętnaście lat w tył, Korea jeszcze nie wiedziała jaki obrać kurs, żeby podnieść na nogi nie tylko swoja gospodarkę, ale także społeczeństwo. Ojciec jednego z moich znajomych pracuje w papierach wartościowych, a więc jednego z sektorów najbardziej dotkniętych podczas kryzysu.  Z tego powodu rodzina była zmuszona zacisnąć mocno pasa. W korei wiosna i lato są nie do zniesienia – wysoka wilgotność powietrza i duchota sprawia, że często ciężko wytrzymać, dlatego większa część ludzi preferuje chłodniejszy okres jesieni czy zimy. Jednak w tamtym okresie rodzina znajomego musiała oszczędzać również na ogrzewaniu podczas pierwszej zimy kryzysu. Nie tylko spanie w kurtce stało się codziennością, ale także za każdym razem przed myciem zębów znajomy najpierw musiał pozbyć się okruszków lodu ze szczoteczki. Tamtej zimy strasznie przeżył nadejście wiosny, a potem lata, pamiętając dobrze jak zapewne większość Koreańczyków po dziś dzień, jak bardzo należy pomimo wszystko docenić obecną chwilę, jak bardzo by zła nie była, aby potem móc jeszcze bardziej docenić wschodzące wysoko słońce.

Autor: Piotr Kłodawski, student Seoul National University na kierunku Polityka i Dyplomacja. W 2009 r., podczas studiów koreanistycznych na Uniwersytecie Adama Mickiewicza został przyjęty do Programu Stypendystów Rządu Koreańskiego, co pozwoliło mu na przyjazd do Korei Południowej.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Kłodawski: Transformacja Korei Południowej cz. II: Czas Kryzysu Reviewed by on 13 stycznia 2012 .

Pierwsza część artykułu dostępna jest pod tym linkiem. „W naszym kraju, rzeczywista kompetencja władzy politykow jest czwartorzędna, administracji trzeciorzędna, a korporacji drugorzędna.” Lee Kun-Hee, prezes Samsung, 13 kwietnia 1995 „W tych ciężkich dniach, my – właściciele korporacji, przedsiębiorstw, biznesmeni – nie mamy nic do powiedzenia. Cały bałagan gospodarczy powstał tylko i wyłącznie z naszej winy.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Szanowny Panie Kłodawski.
    Uważam, że bardzo dobrze Pan uczynił wybierając koreanistykę. I wcale nie chodzi mi o Pana artykuły. Dlaczego – o tym napiszę na końcu. Doceniam Pana wysiłek włożony w ich przygotowanie. Niemniej czytając je mam wrażenie, że stanowią one zbiór luźno powiązanych ze sobą tematów: program dostosowawaczy MFW, kwestie socjalne itd. Niewiele z tego wszystkiego wynika poza pojawiającymi się tu i ówdzie zarzutami pod adresem administracji państwowej i czeboli oraz mrożącymi krew w żyłach opisami koreańskiej biedy w kryzysie anno 1997 (zamarznięta szczoteczka do zębów). Po lekturze mam w głowie mętlik. Coś niby wiem więcej, ale nie wiem, do czego tę wiedzę „przypiąć”. A może po prostu ja się starzeję i już nie potrafię tego, co czytam, ogarnąć jak należy?
    W każdym razie podtrzymuję tezę, jaką wysunąłem pod pierwszą częścią serii o transformacji Korei Pd. Rok 1997 był potknięciem a mnie upadkiem koreańskiej gospodarki. Późniejsze lata są tego dobitnym dowodem.
    Cyt. „Dotychczas ludzie tolerowali często bezwzględne, chciwe, nieuczciwe zagrania korporacji jak i ich politycznych/biurokratycznych zwolenników tylko dlatego, że sami myśleli, iż pewnego dnia dołączą do tej gospodarczej parady. Gdy nadszedł kryzys i nagle wszyscy zdali sobie sprawę, że to coś nieosiągalnego mieli wszelkie powody ku buntowi. Na pytanie co państwo oferuje przeciętnemu obywatelowi w ciężkiej sytuacji finansowej, psychicznemu przygnębieniu można by odpowiedzieć krótko: Nic.”
    A Polacy mówią o sobie, że są największymi malkontentami (to samo mówią o sobie niektórzy Węgrzy, a nawet Szwajcarzy). :-) W niejednym kraju Europy życzliwe (ale nie dla podatnika) państwo niańczy obywatela od kołyski aż do grobu. I co? I cudu nie ma! Leniwi nie nabierają ochoty do roboty. Mało tego, niejednemu niegdyś pracowitemu definitywnie się wszystkiego odechciało i postanowił dołączyć do grona „niebieskich ptaków”. Wiele krajów europejskich niegdyś słynących z etosu pracy jest tego przykładem.
    To, że Koreańczycy przez jedną zimę 13 lat temu spali w kurtkach, nie znaczy, że w wielu krajach Unii ludzie nie śpią tak, i to całymi latami. A będzie tak ich spało coraz więcej. Osobiście uważam, Panie Piotrze, iż bardzo dobrze zrobił wybierając koreanistykę. Bowiem Korea Pd. niebawem będzie (jeśli już nie jest) jednym z najlepszych miejsc do znalezienia JAKIEJKOLWIEK godziwie płatnej pracy.

Odpowiedz na „ZyggiAnuluj pisanie odpowiedzi