Artykuły

P. Kłodawski: Transformacja Korei Południowej cz. I – Geneza „upadku” z roku 1997

Od roku 1953 aż po dziś dzień, na przestrzeni ponad pięciu dekad, Korea doświadczyła wiele politycznych, socjologicznych i ekonomicznych przemian. W serii kilku publikacji chciałbym skupić się właśnie na tych trzech wymiarach i przedstawić po krótce rozmaite komplikacje, powody a także konsekwencje transformacji, która z państwa niemalże całkiem zniszczonego po okupacji i wojnie uczyniła 13stą potęgę ekonomiczną na świecie w ciągu zaledwie 50 lat. Pierwsza publikacja tytułem wstępu traktuje o genezie kryzysu finansowego jakiego Korea doświadczyła po agresywnej ekspansji ekonomicznej, a także zakraja ramy czasowe, polityczne, ekonomiczne i socjologiczne na których będą się opierały następne publikacje.

Słowo „upadek” niesie ze sobą wiele różnych znaczeń jesli przypniemy je do Półwyspu Koreańskiego w latach 90tych. Przede wszystkim, na początku dekady kryzys żywniosciowy u komunistycznego sąsiada z północy wywołał jednoznaczną opinię zarówno o południowokoreańskich jak i zachodnich obserwatorów: reżim upadnie. Jednak także na południu „upadek” przybierał różne formy. Koreańczycy byli zszokowowani gdy w 1994 roku zawalił się most Seongsu nad rzeką Han, centrum handlowe Sampung a także wiele wiele innych wielkich „dzieł” fizycznych wzniesionych podczas minionych dekad. Mniej wiecej od późnego roku 1996, duma Koreanczyków z odzyskanej demokracji po latach rzadów dyktatury wojskowej rownież zaczęła upadać. Miało się to za sprawą mało demokratycznych poczyniań pierwszego ‚demokratycznego’ prezydenta Kim Young-Sam. Chociażby potajemne ustanowienie nowej ustawy godzącej w prawa pracownicze czy polityczne skandale drugiego syna – Kim Hyun-Chul. A w końcu i rok 1997 a wraz z nim finansowy upadek Korei Poludniowej.

Dlaczego w ogole doszło do „upadku” Korei Poludniowej  własnie w latach 90tych?

Problem nie tylko w Korei Południowej ale w krajach Wschodu w ogóle pojawia się kiedy instytucje lub ideologie znajdują się w zasadniczej sprzeczności z własną kulturą, normami a także warunkami materialnymi. Lecz to właśnie Korea jest tego idealnym przykładem. Jeśli chodzi o instytucje, mowa tutaj o modelu działania rynku, biurokracji, reprezentacji politycznej czy praw socjalnych ktore zawiodły w procesie nagłego „przeszczepu” na warunki koreańskie. Ideologicznie natomiast chodzi przede wszystkim o wszelkie elity ślepo polegające na Zachodnich ideologiach i równie ślepo legitymujace swoje pozycje czy decyzje na takowych, które doprowadzily do stanu w którym jakiekolwiek próby politycznej, intelektualnej czy ideologicznej integracji społeczeństwa spotykają sie z cynizmem. Prezydent Kim Young-Sam początkowo był ‚symbolem demokracji’ po okresie rzadów rezimu wojskowego. Jednak po jego licznych skandalach, a takze jego drugiego syna, niechęć, a wręcz obrzydzenie społeczentwa do polityków było większe niż za czasów generala Park Chung-Hee. Zmiana kursu z demokratycznego na autorytarny odbiła sie szeroką apatią polityczną wśród Koreanczyków. Jednak jeśli spojrzeć na to z szerszego punktu widzenia, taka reakcja nie była zarówno nie do przewidzenia jak, a wręcz nihil novi w XX-wiecznej Korei.

W 1948 Republika Korei tworzyła bardzo demokratycny,  podparty konstytucyjne, system polityczny. W niczym jednak nie przypominało to aktywnego społeczeństwa obywatelskiego Tocqueville’a. Po okresie okupacji amerykańskiej, owa demokracja nie była w żaden sposób zdobyta, lecz niemalże manualnie „zainstalowana” z zachowaniem zaledwie niezbędnego minimum procedur elekcyjnych. Większość polityków było praktycznie wyznaczanych pod silnymi wpływami z zewnątrz, większość partii politycznych nie rezprezentowało w jakikolwiek sposób żadnych klas społecznych czy ideologii. Tak więc rządy pierwszego prezydenta, Rhee Syng-Man’a wkrótce przerodziły się w niechlubny i bezprawny autorytaryzm. Z drugiej strony jeśli spojrzeć na patie polityczne lat 90tych niewiele się różnią od tych z lat 40tych – mają ten sam polityczny „rodowód”. Żadna grupa polityków, nie mówiąc już o całej partii politycznej, nie próbowała zmobilizować sił w obywatelach do zbudowania swoistej bazy politycznej, która by była w stanie konkurować z „politycznymi spadkobiercami” zaszczepionej demokracji.

Rewolta społeczeństwa w 1960 roku położyła kres autorytarnemu reżimowi Rhee i ustanowiła rządy demokracji. Jednak wojskowy zamach stanu przeprowadzony przez Park Chung-Hee stłumił owe starania tego co mogło dać narodziny społeczeństwu obywatelskiego w Zachodnim tego pojęcia znaczeniu. W odpowiedzi, powstał swoisty „demokratyczny alians” pomiędzy profesjonalnymi politykami a liderami ruchu obywatelsko-intelektualnego, który przybierając różne formy trwał aż do roku 1987, roku w którym prezydent Chun Doo-Hwan, dyktatorski sukcesor Park’a, poddał się presji owego ruchu obywatelskiego i tym samym umożliwił odnowe demokracji w Korei. Po wielkim sukcesie alians ten spowodował jedynie komplikacje kiedy po jednym liderze z każdego ugrupowania wystartowało w wyborach prezydenckich w 1987 roku. Podzieliło to wyborców na tyle wystarczająca, że pozwoliło na rządy kolejnego wojskowego – generała Roh Tae-Woo. To właśnie w tym momencie dotarło do Koreańczyków, że walki „polityków z profesji” pomiędzy sobią, a także z intelektualistami nie polegało na przekazaniu władzy w ręce ludu, lecz powodowało, iż władza stała się bardziej synonimem arystokracji, a dla zwykłych obywateli został wprowadzony do niej zakaz. „Zimnym prysznicem” dla Koreańczyków okazał się także smutny fakt, że politycy i ich partie w żaden sposób nie uosabiały politycznej kultury demokracji. Partie Kim Young-Sam’a cechowała patriarchalna, despotyczna kontrola, sztywna hierarchia, a więc nic co by przypominało demokrację. Młodsi politycy z szeregów owej partii, którzy szukali jakiejkolwiek formy poparcia u swoich politycznych patrarchów np. w wyborach, musieli wykazać się absolutną lojalnością i posłuszeństwem. Krótko mówiąc, jeśli chodzi o politykę w Korei Południowej, bardziej pasuje pojęcie politycznych rodzin czy familii niż partii.

Tak bardzo jak politycy izolowali się od obywatelów, tak bardzo zaciskali więzi z przedstawicielami sektorami biznesu tzw. chaebol, wielkimi korporacjami (o których więcej poniżej). Merkantylistyczny ‚alians’ pomiedzy liderami z sektoru politycznego i ekonomicznego to nic nadzwyczajnego w kazdym spoleczenstwie kapitalistycznym, jednak przypadek Korei Poludniowej jest szczególny, jeśli nie ekstremalny. W momencie gdy politycy nie mieliby żadnego sposobu do zmbilizowania społeczeństwa relacje władzy z biznesem wydają się nieuniknione. Jednak ważnym faktem jest, że owi politycy obywatelscy swoimi nieformalnymi, często sprzecznymi z prawem a także niesprawiedliwymi patronowaniem biznesmenów nie różnili się wcale od swoich wojskowych poprzedników. Tak więc gdyby spojrzeć na polityczna historię Korei ironią losu to nie okres reżimu wojskowego doprowadził intelektualistów, uczonych czy klasę robotniczą do swoistej utraty „pędu” lecz właśnie politycy obywatelscy z lat 90tych.

Koreańskie korporacje tzw. chaebol (m.in. Samsung, LG czy Hyundai) również charakteryzuje familijna, patriarchalna struktura organizacji. Są nastawione na jak najszybszy i największy wzrost dochodów poparty przesadnym poleganiem na kredytach bankowych w jak najkrótszym terminie czasowym. Chlebem powszednim jest również działanie w zmowie z przedstawicieliami polityki i biurokracji przeważnie poprzez łapówkarstwo (co doprowadziło do całkowitego zaniku poczucia „prawowitości.”) Natomiast jeśli chodzi o samych pracowników – niemalże despotyczna kontrola nad nimi. Mentalność „Mogę wszystko bo korporacja/firma jest moja” nie jest obca szefom chaebol. W gwałtownie uprzemysławiających się ekonomiach Azji ważne jest nie to, czy można je porównywać z Zachodnimi, lecz jak i dlaczego Azjatyckie ekonomie,  porównywając z innymi reprezentantami Trzeciego Świata, tak bardzo się wyróżniają na ich tle jeśli chodzi o fazy wczesnej industralizacji. Bez wątpienia, skompresowanej czasowo do zaledwie paru dekad kapitalistycznej industralizacji Korei towarzyszyło eksploatowanie do maximum zasonó pracowniczych państwa. Właśnie tej „mobilizacji” zazdroszczą Korei Południowej inne państwa Trzeciego Świata. Jednak niewielu przedstawicieli koreańskiego świata biznesu przyznaje, że po pewnym okresie czas na zmiany. Rodzinna struktura chaebol, zamiast stropniowo przekształcać się w rodzaj demokratycznej struktury korporacji, została wręcz wzmocniona podczas pro-kroporacyjnych rządów Kim Young-Sam’a.

W takiej sytuacji kluczowym pytaniem byłoby pytanie o stanowisko koreańskiej klasy robotniczej w systemie. Jeśli chodzi o walke z autorytarnym aliansem państwo-chaebol, koreańska klasa pracownicza ma swój duży wkład do historii pracy Trzeciego Świata. Kiedy za czasów prezydenta Kim Young-Sam jego rząd przyjął „potajemnie” uchwałę pozwolającą dowolne redukcje w strukturach pracowników a także godzące w polityczną działalność związków zawodowych, już nie tylko opozycja, ale całe społeczeństwo odebrało to z furią (poza chaebol, oczywiście). To wystarczyło, żeby przypomnieć Koreańczykom o czasach dyktatury wojskowej. I to właśnie dlatego ponad milion pracowników ogłosiło 24-dniowy strajk. W takim wypadku Kim Young-Sam nie miał innego wybory jak skorgować arówno prawa związków  zawodowych jak i zmienić prawo do redukcji kadry pracowniczej na bardziej szczegółowe i ostrzejsze. To wręcz niesamowity sukces klasy robotniczej nad ultra-prawicową władzą państwa.

Do czasu kryzysu w roku 1997 żadeń z rządów południowokoreańskim nie wykazał poważnego zaangażowania w organizacje „socjalnej siatki” zabezpieczającej ludzi z problemami materialnymi, fizycznymi czy psychologicznymi. Nawet pracownicy rządu na niższych stanowiskach przynawali, że mają dość fabrykowania coraz to kolejnych raportów wędrujących do informacji publicznej traktujących o opiece społecznej co nowego ministra zdrowia i dobrobytu, podczas gdy faktyczna ilość pieniędzy przeznaczona na ten cel była jedna z najmniejszych na świecie (5,63% budżetu państwa w 1995 roku odpowiadające 0.84% PKB z tego samego roku).

Umożliwiło to szybką zmianę kursu rządu na neo-liberalny. Ludzie u władzy podchwycili hasła z Zachodu przestrzegające przed negatywnymi konsekwencjami systemu opieki społecznej, która de facto nigdy nie istniała w pełnym tego słowa znaczeniu na terenie Korei Południowej. Dodatkowo pomogło tutaj rządzącym machanie konfucjańską chorągiewką. Rosnące materialne i psychologiczne niezadowolenie u ludzi zostałpolitycy i biurokraci starali się wytłumaczyć przez zanik rodzinnych więzi i wartości.

Pare dni przed spotkaniem delegatfow MFW, na specjalnym spotkaniu azjatyckich ministrów finansów wiceminister Korei Południowej zapytał przedstawicielstwo Chin, czy nie wspomogliby Korei poprzez pożyczkę w wysokości 132 bilionów chińskej rezerwy amerykańskiego dolara. Fakt był niesamowicie zawstwydzający z tego chociażby powodu, że to właśnie Korea Południowa była jednym z głównych (jeśli nie najgłówniejszym) ekonomicznych dostarczycieli pomocy ekonomicznej dla Chin do czasu kryzysu. Jednak wstyd urósł jeszcze bardziej, gdy wiceprezydent Banku Centuralnego Chin odpowiedział, że nie rozumie jak tai biedny kraj jak Chiny (GDP = 600$) miałby oferować finansową pomoc tak bogatemu krajowi (GDP = 10.000$).

Po kryzysie Zachód błyskawicznie zmienił kurs wobec Korei Południowej z wielkiej admiracji wobec tak szybkiego postępu na swoiste „Wiedziałem, że tak będzie!”. Koreańczycy zostali postawieni twardo wobec jasnej reformy swojego systemy ekonomicznego na „Zachodni” styl lub czysto kapitalistyczny. Oczywiście, w czasie kryzysu wyrazie zapłonęły także wszystkie uczucia narodowe Koreańczyków, ale nie wiedzieli jaki kurs obrać, żeby wykorzystać ten zapał. Jednak dalsze ślepe udawanie Zachodu nie byłoby właśnie tym co byłoby w stanie tak bardzo pożądanej przez Koreańczyków przyszłości dla ich narodu.

 Autor: Piotr Kłodawsk, student Seoul National University na kierunku Polityka i Dyplomacja. W 2009 r., podczas studiów koreanistycznych na Uniwersytecie Adama Mickiewicza został przyjęty do Programu Stypendystów Rządu Koreańskiego, co pozwoliło mu na przyjazd do Korei Południowej. 

 

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Kłodawski: Transformacja Korei Południowej cz. I – Geneza „upadku” z roku 1997 Reviewed by on 22 grudnia 2011 .

Od roku 1953 aż po dziś dzień, na przestrzeni ponad pięciu dekad, Korea doświadczyła wiele politycznych, socjologicznych i ekonomicznych przemian. W serii kilku publikacji chciałbym skupić się właśnie na tych trzech wymiarach i przedstawić po krótce rozmaite komplikacje, powody a także konsekwencje transformacji, która z państwa niemalże całkiem zniszczonego po okupacji i wojnie uczyniła 13stą

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Od siebie jeszcze dodam tekst z Instytutu Misesa – wystarczy wpisać w google „Perturbacje gospodarcze „azjatyckich tygrysów” w świetle austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego”

  • Ciekawy artykuł, ale głównie z racji podjętego tematu. Jest zbyt jednostronny, skoncentrowany na demokratycznych aspiracjach ludzi, nie doceniający ogromu przedsięwzięcia jakim był rozwój gpospodarczy Korei Pd. Poza tym trochę rażą mnie takie zwroty jak „klasa robotnicza”. A to dlatego, że pamiętam, jak to w PRL-owskiej telewizji zawsze 1 maja po doniesieniach z pochodów w krajach „demokracji ludowej”, grobowy głos spikera oznajmiał, że „niestety, nie wszędzie 1 maja jest radosnym świętem ludzi pracy”. Do znudzenia częstowali nas widokiem ludzi pałowanych przez siły „marionetkowego reżimu w Seulu”, „faszystowskiej junty Pinocheta”, „rasistowskiego reżimu w Pretorii” etc…
    Patrząc na ostatnie pół wieku historii Republiki Korei, trzeba przyznać, że jeśli chodzi o wybór strategii rozwoju społeczno-ekonomicznego to nie wiem, czy władze tego kraju mogły dokonać lepszego wyboru. Podejrzewam, że nie. Rok 1997 był czasem korekty, ale nie upadku. Już wtedy Korea Pd. była trzecią gospodarką w Azji (po Japonii i Chinach, a przed Indiami). Nie obyło się bez interwencji MFW i BŚ (obwarowanej niezbyt „strawnymi” warunkami), ale Koreańczycy z właściwą sobie witalnością pozbierali się i wyszli z kryzysu mocniejsi niż przedtem. Obecnie w Korei Pd. zgłaszane jest więcej wniosków patentowych niż we Francji a nawet UK – kolebce rewolucji przemysłowej. A jeszcze w latach 60-tych kraj ten miał podobny PKB per capita jak kraje Afryki subsaharyjskiej…
    P.S. Niecierpliwie czekam na kolejne części cyklu.

Odpowiedz na „ZyggiAnuluj pisanie odpowiedzi