P. Druzgała: Tragedia…street food znika z Bangkoku!

 ›  ›  › P. Druzgała: Tragedia…street food znika z Bangkoku!

Artykuły,Publicystyka

P. Druzgała: Tragedia…street food znika z Bangkoku!

Zakaz sprzedaży jedzenia ze straganów rozkładanych na ulicach to dla mnie nie małe zaskoczenie. To mówiąc wprost, zabranie Bangkokowi oraz Tajlandii jednej z cech charakterystycznych i atrakcji zarazem. Decyzja jest tym bardziej zaskakująca, że miesiąc temu Bangkok został wybrany przez CNN drugi raz z rzędu na najlepsze miejsce na świecie gdzie można jeść z ulicznych straganów tzw. street food.

Decyzja zakazu sprzedaży na chodnikach ma obowiązywać od przyszłego roku, co oznacza, że wieczorny wypad do Chinatown, które słynie z ulicznego jedzenie będzie już tylko legendą, podobne jak smażone karaluchy z wózka, szarańcza, ananas, mango, durian, naleśniki z bananem, pad thai i wiele wiele innych przysmaków, które teraz jeszcze są na wyciagnięcie ręki. Co prawda zarząd miasta już wcześniej przystąpił do usuwania z ulic handlarzy jedzeniem w okolicach Siam Square, Pratunam czy z ulicy Suhumvit, ale niespodzianką jest przystąpienie do robienie porządków w Chińskiej Dzielnicy czy na ulicy Kao San – turystycznych ikon miasta, gdzie jedzenie uliczne jest ich istotą funkcjonowania a dla turystów atrakcją na równi z wizytą w świątyni Szmaragdowego Buddy, czy skorzystania z masażu tajskiego.

Nie rozumiem, czym jest uwarunkowana decyzja usunięcia straganów z jedzeniem z ulic, ale przychodzi mi do głowy kilka potencjalnych przyczyn.

Po pierwsze: likwidacja szarej strefy. Nie jest tajemnicą, że handlarze uliczni nie są nigdzie zarejestrowani. Ale z drugiej strony ta tzn. szara strefa ze swoimi nie jakimiś gigantycznymi dochodami i podatkami raczej nie wniosłaby dużo do budżetu. W Tajlandii nie ma też świadczeń socjalnych właśnie z tego powodu, że podatki w Tajlandii są i tak niskie, nawet, jeśli ktoś je płaci. A założenie małego biznesu niebędące wielkim obciążaniem i ryzykiem finansowym pozwało na utrzymanie się rodzin. Jest to wkładania kija w szprychy dobrze funkcjonującego ekonomicznie układu, kapitalizmu w czystej formie, z minimalną ingerencją państwa, gdzie warunkiem sukcesu jest głównie, jakość usług i cena, tym niższa niż mniej opłat musi ponieść handlowiec. Ponadto Tajlandia chwali się niskim bezrobociem pośrednio, dlatego, ze dużo ludzi może sobie pozwolić na tę formę „samozatrudnienia” i założenia własnej działalności, gdyż, jedyną formalnością i kosztem związanym z rejestracją jest pójście na najbliższy posterunek policji, gdzie „załatwia się” pozwolenie na handel na danej ulicy. I to może jest kolejny powód zakazu.

fot. Piotr Druzgała

Czyli, osłabienie policji poprzez odcięcie jej od źródeł dochodów. Nie od dziś wiadomo, że armia i wojsko w Tajlandii nie żyją w wielkiej przyjaźni. Za czasów premiera Taksina wywodzącego się z kręgów policyjnych, policja miała większą władze, ale od czasu wyjścia wojska na ulice, to się skończyło i armia eliminuje wszelkie możliwości powrotu Taksina do kraju i do władzy. Być może jest to kolejny cios w jego wpływy.

Po trzecie: poprawa bezpieczeństwa. W ostatnich latach zamachy terrorystyczne nie ominęły też Tajlandii, zatem im mniejszy tłum na chodnikach tym większe bezpieczeństwo.

A może chodzi po prostu o podniesienie standardu miasta, jako całości. Poprawa imagu Bangkoku jest atrakcyjną pokusą, ale czy chcemy, aby Bangkok wyglądał jak Singapur i czy w ogóle jest to możliwe przy takim zaludnieniu? Ważniejsza wydaje mi się walka z korkami niż ze straganami ulicznymi. Zgadam się, że poprawa wyglądu miasta poprzez poprawę wyglądu ulic i podniesienie higieny, jeśli chodzi o jedzenie są ważne. Ale czy restauracje, które są w budynkach są super higieniczne i super wyglądające? Rozglądam się na prawo i lewo i nie widzę wielkich różnic.  Ponadto moim zdaniem zdecydowaną przewagą street food, nad restauracjami jest fakt, że kucharz gotuje na naszych oczach i tym samym nie może sobie pozwolić na wrzucenie na talerz czegoś, co spadło na podłogę czy czegoś, co nie da się zjeść.

Więcej nic nie przychodzi mi do głowy. Wydaje mi się, że cały pomysł jest strzałem w kolano. Na pewno przydałoby się uregulować ogólną sytuację handlu jedzeniem na ulicach, poprzez wprowadzenie wyższych standardów higieny, ale czy od razu usuniecie straganów jest najlepszym wyjściem?  Jedzenie na ulicy nie tylko pozbawi Tajlandie uroku w oczach turystów, co w sumie nie jest tak istotne, ale co ważne może odbić się na jakości życia samych Tajów. Jedzenie na straganach ulicznych oprócz tego, że jest łatwo dostępne o każdej porze dnia i nocy jest przede wszystkim tanie. Oczywistym jest, że w restauracji będzie drożej, również nie będzie o wiele tańszym gotowanie w domach. Notabene większość mieszkań w Bangkoku nie ma kuchni, gdyż nie było takiej potrzeby -można było szybko i tanio zjeść na ulicy.

Co w końcu z handlarzami, gdzie pójdą? Rząd mówi, że mogą oni sprzedawać na targach. Nie widzę takowych w okolicach Siam czy na Sukhumvicie. Jedyni, którzy zyskują to właściciele centrów handlowych. I może tu tkwi cały problem czy trend, nie koniecznie Tajlandii, ale ogólnie świata, że małe, pojedyncze firmy nie maja szans z dużymi graczami, i ze świat przyszłości będzie światem centrów handlowych, które oferują już wszystko, ale nie oryginalność i osobowe podejście.

Jeśli chodzi o mnie potencjalny brak street food to będzie mała tragedia. Dzięki temu, że na każdym rogu o każdej porze dna i nocy mogłem coś zjeść powodowało, że przez 14 lat udało mi się tutaj żyć bez kuchni i gotowania. Teraz pewnie się coś zmieni, może na lepsze nigdy nie wiadomo. Może ten pomysł przepadnie jak wiele tego typu „rewolucyjnych” zmian, parę osób pocierpi, potem wszystko wróci do poprzedniego stanu. Oby.

Pozdrawiam

Piotr Druzgała (przewodnik i organizator wyjazdów po Bangkoku, Tajlandii i Azji)

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Druzgała: Tragedia…street food znika z Bangkoku! Reviewed by on 20 kwietnia 2017 .

Zakaz sprzedaży jedzenia ze straganów rozkładanych na ulicach to dla mnie nie małe zaskoczenie. To mówiąc wprost, zabranie Bangkokowi oraz Tajlandii jednej z cech charakterystycznych i atrakcji zarazem. Decyzja jest tym bardziej zaskakująca, że miesiąc temu Bangkok został wybrany przez CNN drugi raz z rzędu na najlepsze miejsce na świecie gdzie można jeść z ulicznych

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź