Artykuły,Publicystyka

P. Druzgała: Szczęśliwy finał akcji ratunkowej uwięzionych w jaskini na północy Tajlandii. Moje dwa słowa podsumowania

Nie mogę inaczej niż w kategorii cudu myśleć o fakcie ocalenia 12 chłopców oraz ich nauczyciela, jeśli rozważę ile rzeczy musiało się udać, aby ich uratować. Zaczynając od tego, że w ogóle wiedziano gdzie oni są, że udało im się tak daleko zajść i nie zostać zalanym a kończąc oczywiście na fakcie odnalezienia ich żywych, ocalenia wszystkich oraz mobilizacji najlepszych specjalistów na świecie. Pomyślcie jak wiele rzeczy musiało się dobrze ułożyć.

Po fakcie i zaznajomieniu się z tym jak chłopcy spędzali czas w jaskini, w kompletnej ciemności, wychłodzeni i głodni zaczęto podkreślać rolę przebywającego z nimi trenera Ekapola Chanthawong, którego niektórzy posądzali o lekkomyślność i obwiniali o zaistniałą sytuację. Ale wszyscy przecież wiemy, że każdemu z nas zdarzają się błędy, błędne wybory, za które musimy ponieść konsekwencje, ale cała sztuka polega na tym jak wyjść z sytuacji, jak się zachować, aby zniwelować efekty naszych złych decyzji. Teraz nikt już nie mówi o trenerze jak o winnym, ale jak o bohaterze, gdyż gdyby nie on chłopcy prawdopodobnie by tak długo nie przeżyli. Ekapol jak się okazuje, rozpoczął pracę z dziećmi niedawno, opuścił buddyjski klasztor trzy lata temu. Jak wszyscy tajscy chłopcy był mnichem, ale on akurat był w klasztorze długo – dziesięć lat. Nie tylko zatem zaznajomił się z nauką Buddy i medytacją, ale była ona treścią jego życia przez bardzo długi okres czasu. Myślę, że Ekapol w najśmielszych snach nie podejrzewał, jak wiedza i doświadczenia zdobyte w klasztorze będą mu potrzebne. Chłopcy opowiadali, że przeżyli dzięki radom swojego trenera, który kazał im medytować, a dzięki czemu oszczędzą siły i energię, nie będą głodni i co najistotniejsze będą spokojniejsi. Wyobraźcie sobie znaleźć się w ich położeniu, w kompletnej ciemności, chłodzie, zimnie, bez jedzenia, bez poczucia czasu, dnia, nocy, bez orientacji w przestrzeni i co najgorsze z poczuciem winy, i nadzieją, która z każdą godziną maleje. Ja nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Mówią, że uratowała ich medytacja i ich trener. Stan zdrowia Ekapola był jak podawały media najgorszy z całej grupy, na pewno dlatego iż jak powiadali chłopcy oddał im swoją wodę i jedzenie, ale też na pewno z wyrzutów sumienia i poczucia winy. Na koniec jak dobry dowódca chciał, aby chłopców ratować pierwszych.

Pamiętam jak w dzień ocalenia pierwszych chłopców rozmawiałem ze znajomym, że może z całej tej sytuacji powstałby dobry film, ale jak trafnie zauważył mój znajomy, tylko, jeśli wszyscy ocaleją. Myślę teraz, że film powinien być o trenerze, którego życie jak się okazuje jest niesamowitą historią tragedii i ocalenia, i może być odpowiedzią na pytanie o sens życia, czy coś jest nam przeznaczone czy może wszystko jest tylko przypadkiem i zbiegiem okoliczności.

Ekapol urodził się w wiosce w jednym z plemion górskich okolic miasteczka Chiang Rai, osierocony trafia do klasztoru, z którego wychodzi po 10 latach, aby zaopiekować się swoją babcią. Potem zostaje trenerem i ratuje swoją drużynę. Myślę sobie, iż jeśli pisane było chłopcom by się w tej jaskini w tym czasie znaleźć to przeznaczenie nie mogło im dać chyba lepszego opiekuna niż Ekapol.

Cała sytuacja jest też dla mnie obrazem tajskiej kultury i podejścia do życia – przekrojem jej zalet, ale i minusów. Po pierwsze, tragedia zjednoczyła cały kraj, o szczęśliwe odnalezienie chłopców modlili się i nieśli pomoc nie tylko buddyści, ale i muzułmanie i przedstawiciele innych religii czy frakcji politycznych. Nie było obwiniania, że to przez „Tuska i PO”, ale wspólnie szukano rozwiązania sytuacji. Wielu ludzi dowiedziało się, że każdy mężczyzna w Tajlandii jest przez jakiś okres życia mnichem oraz że nie wstępuje się do klasztoru dożywotnio oraz nie składa się dożywotnich święceń. Kolejny ważny aspekt kultury to szacunek dla starszych – Ekapol występuje z klasztoru by zająć się babcią i tu też widzimy, że w Tajlandii nie ma świadczeń emerytalnych, ale na starość dzieci oraz wnuki pomagają swoim rodzicom i dziadkom. W końcu przekonujemy się, jakie są praktyczne zastosowania medytacji.

Ale obok tych pozytywnych aspektów tajskiej kultury, które warto naśladować wyszły na jaw jej minusy, jak tajskie „mai pen rai” czyli „nie ważne, jakoś to będzie”. Nie od dziś wiadomo, że mieszkańcy Tajlandii przywiązują mniejsza uwagę do spraw bezpieczeństwa i są w tych kwestiach słabo uświadamiani. Dla przykładu przytoczę tragedię z Phuketu, gdzie zatonął statek z turystami i zginęło ponad 40 osób. Statek ruszył w rejs pomimo zagrożenia załamaniem pogody. Tragedia ta wydarzyła się w tle akcji ratunkowej na północy Tajlandii i na szczęście dla tajskiej turystyki i wizerunku kraju została trochę usunięta w cień. Nie jest również tajemnicą, iż Tajlandia jest chyba drugą na świecie pod względem ilości śmiertelnych wypadków drogowych.

Kolejny minus, który ktoś wytknął, z którym jednakże nie do końca się zgodzę to brak transparentności podczas akcji ratunkowej, jak nie ujawnianie nazwisk, kto już został uratowany czy nie informowanie, w jaki sposób chłopcy i ich trener byli z jaskini transportowani. W pierwszym przypadku rozumiem, iż chodziło o to by nie siać paniki wśród rodzin i znajomych tych, którzy jeszcze byli w jaskini. W drugim jednak przypadku nie bardzo rozumiem, dlaczego powinno być tajemnicą, iż chłopcom podano środki uspokajające przed akcją transportową. Jeśli w ogóle tak faktycznie było, myślę, że było to jedyne logiczne wyjście, aby dzieci, które nie umieją dobrze czy wcale pływać i nurkować w ogóle ocalić.

Raziło mnie w oczy nie tylko podczas tej akcji, ale i innych, kiedy firmy, które takową pomoc ofiarują zawsze dbają o to, by ich logo było zawsze eksponowane. Zdecydowanie nie podoba mi się taki sposób promocji, gdyż podważa szczerość niesienia pomocy.

Na koniec przytoczę śmieszną, choć nie do końca wiem czy prawdziwą sytuację, która wydarzyła się w jaskini, gdy do chłopców dotarli ratownicy. Otóż pierwszymi, którzy chłopców odnaleźli byli obcokrajowcy i przemówili do nich po angielsku, na co jeden z dzieciaków powiedział: „Och, tak długo szliśmy, że dotarliśmy do Anglii?”

Pozdrawiam,

Piotrek Druzgała

Podziękowania dla Jurka Błaszczyńskiego jak zawsze za korektę gramatyczną.

Udostępnij:
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia
P. Druzgała: Szczęśliwy finał akcji ratunkowej uwięzionych w jaskini na północy Tajlandii. Moje dwa słowa podsumowania Reviewed by on 12 lipca 2018 .

Nie mogę inaczej niż w kategorii cudu myśleć o fakcie ocalenia 12 chłopców oraz ich nauczyciela, jeśli rozważę ile rzeczy musiało się udać, aby ich uratować. Zaczynając od tego, że w ogóle wiedziano gdzie oni są, że udało im się tak daleko zajść i nie zostać zalanym a kończąc oczywiście na fakcie odnalezienia ich żywych,

Udostępnij:
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź