Artykuły,Publicystyka

P. Druzgała: Polski mnich i świątynia odwyku

 

W tym miesiącu miałem okazję poznać osobiście Pana Dawida Schwalka, naszego rodaka wyświęconego na mnicha w świątyni Wat Tham Krabok w prowincji Saraburi w Tajlandii. Dawid aka David Schwalk lub Braciszek Dawid (pod tymi imionami występuje na Facebooku) przyjął mnie i moich znajomych z otwartymi rękoma i ugościł jak mógł najlepiej. Spędziliśmy z nim dwa dni, podczas których dużo rozmawialiśmy o buddyzmie i o samym Dawidzie. Powstał z tego materiał, który został udostępniony na żywo podczas nocnej rozmowy z Dawidem. Można to spotkanie obejrzeć na facebookowym profilu Dawida i moim (pod datą 9 września).  Nie będę zatem powtarzał tutaj rzeczy, o których Dawid mówił podczas naszego spotkania, gdyż możecie posłuchać sami, ale chcę opisać kilka rzeczy czy ciekawostek, o których w rozmowie z Dawidem nie ma.

Po pierwsze byłem bardzo pozytywnie zaskoczony „tradycją”, w której Dawid jest wyświęcony i według której Dawid żyje. Nie piszę tutaj o dwóch szkołach buddyzmu: Theravada i Mahajana. W Tajlandii obowiązuje ta pierwsza, zwana też „nauką starszych” i jak twierdzą jej wyznawcy jest ona bardziej zbliżona do nauk samego Buddy. Otóż życie Dawida i innych mnichów świątyni Wat Tham Krabok przypomina życie pustelników. Dla ludzi, którzy nie byli w Tajlandii, wydaje się oczywistym, że mnisi buddyjscy przecież żyją jak pustelnicy.

Otóż niekoniecznie. W Tajlandii można mówić o dwóch mnisich „stylach życia”. Pierwszy „styl życia” reprezentują mnisi, których spotyka się najczęściej, czyli mnisi w charakterystycznych pomarańczowych szatach. Są to mnisi, którzy mieszkają w świątyniach, często wstępują do świątyń na krótki okres i, co istotne, są zaangażowani w codzienne życie Tajów od pisania horoskopów, ustalania dat ślubów, po działalność polityczną i medialną. Często też korzystają z wygód życia, jak środki transportu, gadżety czy używki. Roboczo nazywam ich „mnichami miastowymi”.

Natomiast „styl życia” Dawida i jego towarzyszy bardziej przypomina życie pustelnicze, którego celem jest dążenie do odcięcia się od świata zewnętrznego i jego bodźców. Mnisi ci noszą brązowawe szaty, przemieszczają się na własnych nogach (no chyba że muszą faktycznie daleko się udać) i mieszkają na łonie natury z dala od ludzi. Raz w roku udają się na trwającą dwa miesiące pielgrzymkę po kraju, której kierunek wyznacza opat. Udając się nań lub w jakąkolwiek inną podróż mogą zabrać ze sobą tylko parasol i moskitierę.  Odnoszę wrażenie, że „mnisi pustelnicy” cieszą się większym szacunkiem niż inni mnisi. Ich styl życia faktycznie wymaga poświęcenia i rezygnacji z wygód życia codziennego, ale w zamian otrzymują spokój i większą wolność.

Druga rzecz, którą mi zaimponowali, choć na początku zaniepokoili, to właśnie wolność co do organizacji własnego dnia. Właściwie jedynymi momentami, kiedy Dawid i mnisi powinni być gdzieś na czas i podporządkować swój plan dnia do reszty klasztoru to poranek, kiedy przychodzi czas posiłku oraz wieczór, gdy mnisi przez około pół godziny recytują buddyjskie teksty. Początkowo byłem zaskoczony tą swobodą, gdyż sam będąc przez 10 dni w klasztorze musiałem się podporządkować konkretnemu planowi dnia, w tym określonej godzinie pobudki, snu i dziennych medytacji. Reguły te mnichów pustelników nie obowiązują. Przede wszystkim dlatego, że w buddyzmie za życie duchowe, i w ogóle za życie, odpowiadasz sam, nie zależy ono od bóstwa. Ty decydujesz na jak długo chcesz być mnichem, jaki plan dnia sobie układasz, aby służył tobie jak najlepiej. Ponadto w buddyzmie nie składa się dożywotnich ślubów, ale zostając mnichem należy przestrzegać około 220 zasad i tylko nieprzestrzeganie ich w skrajnych przypadkach może być powodem wydalenia z klasztoru. Dawid przyznał, że zdarza się to niezwykle rzadko, jeśli ktoś np. nadużywa środków odurzających czy jest agresywny i zagraża tym samym bezpieczeństwu innych. To właśnie podkreślanie powierzenia odpowiedzialności w sensie dosłownym za własne życie bardzo mi się podoba. Ale należy też pamiętać, że Dawid ma wybrać sobie tzw. opiekuna duchowego, który będzie służył mu radami jeśli Dawid sam się do niego zwróci.

Na koniec parę słów o samej świątyni na terenie której mieszka Dawid. Świątynia Wat Tham Krabok leży ok. 140 km na północ od Bangkoku pośród malowniczych, ale niewysokich skałek w prowincji Saraburi. Dawid twierdzi, że miejsce to ma specyficzną aurę i energię. Może dlatego stała się miejscem, gdzie pomaga się ludziom uzależnionym pozbyć się nałogów, od problemów z narkotykami po uzależnienie od Facebooka. W przypadku uzależnień od środków chemicznych terapia polega początkowo na intensywnym detoksie, podczas którego pije się mieszankę ziołową, po której intensywnie się wymiotuje. Dlatego ludzi fizycznie wyniszczonych nałogiem do klasztoru się nie przyjmuje, zdarzyły się bowiem przypadki zgonów. Ale właściwe działanie terapeutyczne ma przysięga złożona przed wizerunkami Buddy i założycielami świątyni. To ona, według mnichów, posiada magiczną moc uleczania z nałogu. Z powodów wizowych obcokrajowców przyjmuje się tylko na tygodniowe kursy i ich, jak wszystkich, obowiązuje tutaj zasada, że poddać można się terapii tylko raz. Miejsce to jest znane wśród Tajów, to niejako odpowiednik polskiego Monaru. Otrzymuje dotacje rządowe, gdyż tutaj właśnie walczą z nałogami tajscy żołnierze.

Zapraszam wszystkich do wizyty w tym miejscu, a przede wszystkim do spotkania Dawida, który chętnie opowiada o buddyzmie.  Jeśli nie osobiście, to możecie skontaktować się z Dawidem przez Facebooka. Jeśli zdecydujecie się tam pojechać, klasztor oferuje podłogę dla gości, a ja mogę Wam doradzić jak tam trafić.

 

Piotr Druzgała (podróżnik, przewodnik i organizator wycieczek po Azji Południowo – Wschodniej)

[email protected]

+99 890169983

Udostępnij:
  • 36
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    36
    Udostępnienia
P. Druzgała: Polski mnich i świątynia odwyku Reviewed by on 20 września 2017 .

  W tym miesiącu miałem okazję poznać osobiście Pana Dawida Schwalka, naszego rodaka wyświęconego na mnicha w świątyni Wat Tham Krabok w prowincji Saraburi w Tajlandii. Dawid aka David Schwalk lub Braciszek Dawid (pod tymi imionami występuje na Facebooku) przyjął mnie i moich znajomych z otwartymi rękoma i ugościł jak mógł najlepiej. Spędziliśmy z nim

Udostępnij:
  • 36
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    36
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź