Artykuły,Publicystyka

P. Druzgała: Bang Krachao, płuca Bangkoku i do tego zielone.

Pierwsze skojarzenie, które, przyszło mi do głowy, kiedy usłyszałem o płucach Bangkoku to korki i powietrze gęste od spalin. Drugim skojarzeniem były opakowania papierosów, na których rząd nakazał umieszczać zdjęcia, które mają odstraszyć od palenia. Są tam też płuca palacza – czarne do smoły. Połączenie tych dwu obrazów uwiadomiło mi jak mogę wyglądać moje płuca po latach mieszkania tutaj.

Parków i zieleni w Bangkoku jest na lekarstwo, a te, które są: jak Park Lumphini czy Chatuchak są małe i objeżdża je dziennie tysiące samochodów. Sam do niedawna błędnie myślałem, że aby wyrwać się z Bangkoku by pooddychać świeżym powietrzem i zobaczyć trochę zielenie oraz „prawdziwej” Tajlandii trzeba spędzić kilka godzin w samochodzie.

Główną zaleta miejsca, które chce opisać dzisiaj jest właśnie fakt, że aby tam się dostać wystarczy nie trzeba wcale planować całodziennej wyprawy, gdyż w Bang Krachao można już być po 30 min. Tyle mnie więcej zajmie dotarcie z centrum metrem lub/i taksówka najpierw od portu Klong Toei a potem przeprawianie się motorówka przez rzekę Chao Praya. Po niespełna pół godzinnie znajdziecie się na wsi! Będzie dużo zieleni, cisza, mało ludzi i pojazdów oraz i „inni” Tajowie.

Jeśli zatem szukacie ucieczki od tłumów i zgiełku Bangkoku lub będąc tu przejazdem a chcecie zobaczyć jak wygada tajska wieś i przyroda, Bang Krachao jest tym, czego Ci potrzeba. 

Określnie Bang Krachao, jako płuca Bangkoku oczywiście odnosi się do zieleni, ale też do specyficznego kształtu tego regionu, który z lotu ptaka przypomina duży wór odcięty od Bangkoku rzeką tworząca olbrzymie zakole na kształt podkowy wcinającej się w Bangkok. Nie jest jednak jego częścią, ale należy do prowincji Samut Prakan.

Pierwotnie miejsce to było zasiedlone przez mniejszość birmańska (plemię Monów) a dziś jest terenem będącym po specjalnym rządowym patronatem, gdzie obowiązuje zakaz uprzemysławiania i komercyjnej zabudowy celem zachowania orientalnej kultury i przyrody tego miejsca. Nie znajdziemy tutaj, zatem wieżowców czy fabryk, ale otoczeni będziemy lasem, sadami, kanałami i śpiewem ptaków.

Już samo dotarcie tutaj jest przygodą, najpierw taxi wysadzi nas przed buddyjską świątynią a przez rzekę przepłyniemy łupinka z silnikiem, którą sterował będzie bezzębny i obojętny na upal, ale szczerze uśmiechnięty i dziecinie zażenowany obecnością faranagów na pokładzie potomek birmańskich Monów. Nie będzie mówił po angielsku, ale na pewno będzie wiedział jak powiedzieć ze przeprawa kosztuje 10 THB, czyli ok 20 centów.

Najlepiej zwiedzać okolice rowerem, który można wynająć już od ok 80 THB (ok 1,5 usd) na cały dzień. Za ta cenę będzie to być trochę zdezelowana i skrzypiąca „damka”, ale w zupełności wystarczy. Można wynająć też prawdziwego „górala”, za odpowiednio wyższą cenę, ale nie większą nic 120 THB, czyli ok 3 usd. Właściciele, co niespotykane w Bangkoku i rzadko już w Tajlandii w ogóle dadzą nam mapę, wodę, kłódkę (nie za dodatkowa dopłatę) a oddając rower jeszcze napoją gaszącym pragnienie wywarem z tajskich ziół i kwiatów. To jest właśnie to, co miałem na myślę pisząc wcześniej o „innych” Tajach. Spędzając tutaj czas nigdy nie miałem poczucia, że byłem naciągany czy płaciłem „specjalną” cenę za to, że jestem obcokrajowcem (co powszechne w Tajlandii).

Wjeżdżanie w wąskie ścieżki wcinające się w zagajniki sady lub ścieżki rowerowe ciągnące się wzdłuż kanałów jest przyjemnością samą w sobie. Można usłyszeć śpiew ptaków, cykad, zobaczy jak wygląda bananowiec, drzewo mango czy jak rośnie papaja. Można na drodze natknąć się na warana, ale zwierzęta te zawsze schodzą nam z drogi.  No i zawsze będziemy spotykać machających i uśmiechniętych lokalnych mieszkańców, dla których my chyba jesteśmy większą atrakcją niż oni dla nas.

Ale warto na trasie odwiedzić klika miejsc:

  1. Pływający targ Talad Nam Pueng (talad – targ, nam puneg- miód). Ten targ otwarty jest tylko w weekendy. Jest to jeden z niewielu już „prawdziwych” targów wodnych, przeciwieństwo komercyjnego Damnoen
  2. Lokalne buddyjskie świątynie. Na drodze na pewno napotkacie kilka.
  3. Ogród: botaniczny Nakhon Si Khuean Khan.
  4. Warto wybrać się na wieczorną wycieczkę łodzią na oglądanie robaczków świętojańskich.
  5. Warto wynająć kajak i wpływać w kanały i ich odnogi.
  6. Odwiedzić a może nawet spędzić noc w Bangkok Tree House, ciekawym, choć nie najtańszym lokalnym hotelu.
  7. Jeść, jeść i jeszcze raz jeść, co nam tylko wpadnie w oko. Gdyż jedzenie w Tajlandii stanowi ogromną i bez porównania atrakcję.

W tekście przedstawiam zdjęcia Agnieszki, Basi i Łukasza, z którymi zwiedzałem tydzień temu Bang Krachao, a którzy podobnie jak ja prowadza blogi, do czytania, których zachęcam. Bawiłem się super!!

Zapraszam dołączcie do naszej paczki, do Bang Krachao na pewno wrócimy!!

Pozdrawiam

Piotrek Druzgała, polski przewodnik i organizator zwiedzania oraz wyjazdów po Bangkoku, Tajlandii i Azji

Udostępnij:
  • 43
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    43
    Udostępnienia
P. Druzgała: Bang Krachao, płuca Bangkoku i do tego zielone. Reviewed by on 31 marca 2017 .

Pierwsze skojarzenie, które, przyszło mi do głowy, kiedy usłyszałem o płucach Bangkoku to korki i powietrze gęste od spalin. Drugim skojarzeniem były opakowania papierosów, na których rząd nakazał umieszczać zdjęcia, które mają odstraszyć od palenia. Są tam też płuca palacza – czarne do smoły. Połączenie tych dwu obrazów uwiadomiło mi jak mogę wyglądać moje płuca

Udostępnij:
  • 43
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    43
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź