P. Behrendt: Zmierzch niemiecko-chińskich „specjalnych relacji”?

 ›  ›  › P. Behrendt: Zmierzch niemiecko-chińskich „specjalnych relacji”?

Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Zmierzch niemiecko-chińskich „specjalnych relacji”?

Według opublikowanych przez Berlin pod koniec lutego danych, Chiny stały się największym partnerem handlowym Niemiec. Wzajemne relacje gospodarcze i polityczne nie układają się jednak tak dobrze, jakby się mogło wydawać. Niektórzy komentatorzy wieszczą nawet koniec „specjalnych relacji” w stosunkach dwustronnych.

W roku 2016 wymiana handlowa między Niemcami a Chinami osiągnęła wartość 170 mld euro. Z tej kwoty 93,8 mld przypada na niemiecki import. Na drugim miejscu utrzymała się Francja z obrotami w wysokości 167 mld euro, natomiast na trzecią pozycję spadły Stany Zjednoczone. Swój awans Chiny zawdzięczają w pierwszym rzędzie spadkowi o niemal 10 mld euro wymiany między Niemcami a USA. Przez właściwie cały okres powojenny Stany Zjednoczone pozostawały największym partnerem handlowym Niemiec, w 2015 wymiana handlowa między oboma krajami wyniosła 174 mld euro.

Niemniej widać tutaj wyraźnie efekty intensywnych kontaktów gospodarczych, zapoczątkowanych „dyplomacją kupiecką” kanclerza Gerharda Schrödera. Angela Merkel nie tylko kontynuowała ta politykę, ale przekuła ją w „specjalne relacje”. Mimo tak wymiernych korzyści finansowych stosunki na linii Berlin-Pekin nie wyglądają tak wspaniale. Pierwszy poważny zgrzyt miał miejsce w czerwcu 2016 podczas dziewiątej wizyty kanclerz Merkel w Chinach. Podczas wspólnej konferencji prasowej premier Li Keqiang uniemożliwił jej udzielenie odpowiedzi na pytanie dotyczące Morza Południowochińskiego. Niemieckie kontruderzenie nastąpiło w listopadzie wraz z wizytą w Pekinie ówczesnego ministra gospodarki Sigmara Gabriela. Jasno i bez ogródek dał on do zrozumienia, ku dużemu niezadowoleniu Chińczyków, że jego głównym zadaniem jest obrona interesów gospodarczych Niemiec. Spotkanie z chińskim ministrem handlu Gao Huchengiem miało upłynąć w dobrej atmosferze, jednak rozmowy zostały określone jako „szczere i kontrowersyjne”. Sam Gabriel stwierdził, że obie strony „mówiły prosto z mostu”, a nowe podejście Berlina do Chin określił jako „mierzenie się z 400 kilogramowym gorylem”. Również wśród niemieckich przedsiębiorców coraz bardziej zauważalne stają się nawet jeśli nie obawy, to sceptycyzm względem Chin.

Skąd tak radykalna zmiana? Odpowiedź tkwi w chińskich inwestycjach zagranicznych. W pierwszej połowie ubiegłego roku chińskie fundusze inwestycyjne wykupiły ponad 40 niemieckich spółek i pozyskały udziały w 6 kolejnych. Zdecydowana większość z nich działa w branży hi-tech lub IT, takich jak chociażby producent robotów przemysłowych KUKA. Ogółem chińskie inwestycje zagraniczne nabrały w 2016 bardzo dużego przyspieszenia, w ciągu pierwszego półrocza wykupiono więcej zagranicznych firm niż przez cały 2014. Głównym celem takich działań są od 2010 Niemcy. We wspomnianym już pierwszym półroczu ubiegłego roku wartość chińskich inwestycji w krajach UE wyniosła 72 mld euro. W Niemczech ulokowano 11,3 mld euro, osiem razy więcej niż w 2015. Tak duże nasilenie inwestycji zagranicznych związane jest z programem „Made in China 2025”. Do tego czasu chińskie firmy mają znaleźć się w światowej czołówce, a na swoje stulecie, przypadające w 2049, ChRL ma stać się jedną z wiodących potęg przemysłowych.

źródło: commons.wikimedia.org

Tak intensywne działania musiały wywołać reakcję. Jesienią rząd federalny zablokował wykup spółki Axtron przez Fujian Grand Chip Investment Fund. Wspomniana firma jest jednym z globalnych liderów technologii MOCV (pokrywanie powierzchni przy użyciu związków metalo-organicznych), posiadającej duże znaczenie w produkcji półprzewodników. MOCV jest klasyfikowana jako tzw. „technologia podwójnego zastosowania”, czyli o przeznaczeniu cywilnym i wojskowym. Przypuszczalnie to amerykańskie służby zaalarmowały Berlin w tej sprawie. Dalsze działania nastąpiły relatywnie szybko, zwłaszcza że przyklasnęli im niemieccy przedsiębiorcy. Od lat Niemcy, i nie tylko, uskarżają się na nierówne traktowanie w Chinach. Podczas gdy chińskie firmy inwestujące za granicą mają dużą swobodę działania, zagraniczni inwestorzy mają ciągle ograniczony dostęp do chińskiego rynku; z zasady muszą wchodzić w joint venture z miejscowymi podmiotami, które są wyznaczane przez Pekin. Między innymi z tego powodu ministerstwa gospodarki Niemiec, Francji i Włoch zgłosiły w ubiegłym miesiącu do Komisji Europejskiej pięciopunktowy plan, mający ograniczyć wykup europejskich firm oraz technologii przez podmioty spoza UE. Twórcy planu otwarcie przyznają, że jest on wymierzony w Chiny, a jego podstawę stanowi zasad wzajemności. Innym powodem poparcia takich rozwiązań przez niemiecki biznes jest zmiana postrzegania Chin. Przez ostatnie lata chiński przemysł był widziany jako atrakcyjny partner. Teraz staje się coraz bardziej niebezpiecznym rywalem, aczkolwiek nie brakuje opinii, że przejęcia przez chińskich konkurentów, są mniej wrogie niż przez amerykańskich, czy brytyjskich. Wielu niemieckich przedsiębiorców uwierzyło, że wysokie wskaźniki rozwoju Chin będą już stałe i zapewnią wieloletni popyt na ich produkty, jak chociażby luksusowe samochody. Spowolnienie gospodarcze oraz kampania antykorupcyjna skutecznie ograniczyły popyt na towary luksusowe. Z kolei w branży zaawansowanych technologii chińskie przedsiębiorstwa radzą sobie coraz lepiej, chociaż póki co głównie na rynku krajowym.

Jedna firma jest żywotnie zainteresowana dalszym rozwojem stosunków z Chinami. Jest nią Deutsche Bahn, która upatruje dla siebie dużych zysków w inicjatywie Jedwabnego Szlaku 2.0. W ubiegłym roku pociągi DB przewiozły między Niemcami, a Chinami około 40 tys. kontenerów. Do 2020 spółka planuje przewozić na tej trasie 100 tys. kontenerów rocznie. Koncepcja ma swoje wady i zalety. Podobnie jak wiele państwowych przedsiębiorstw kolejowych w Europie DB notuje minimalne zyski, lub nawet straty na przewozie towarów. Tymczasem połączenia Duisburg-Chongqing i Lipsk-Shenyang przynoszą zyski, a koszty transportu są zdecydowanie niższe niż w wypadku samolotów. Z kolei w porównaniu do transportu morskiego, mimo o połowę wyższych kosztów, podróż jest zdecydowanie krótsza: 14-16 dni wobec około miesiąca. DB widzi również szanse w planowanych olbrzymich inwestycjach w chińską infrastrukturę. Niemiecka kolej sama jednak przyznaje, że jej usługi w transporcie między Europą, a Chinami mają stosunkowo ograniczone zastosowanie. Dwa problemy bezpośrednio związane z kolejnictwem to konieczność przekraczania kilku granic celnych oraz inny niż w Europie i Chinach rozstaw torów w Rosji. Główny problem dotyczy jednak możliwości transportowych. Przeciętny pociąg przewozi około 50 kontenerów, tymczasem największe kontenerowce mogą zabrać nawet 19 tys. kontenerów. Z tego powodu niemieccy armatorzy nie przywiązują większej wagi do lądowej nitki Nowego Jedwabnego Szlaku i zakładają, że nawet po wielkich inwestycjach w infrastrukturę, transport kolejowy nie będzie odpowiadał za więcej niż 1% przewozu towarów między Europą, a Chinami.

Pojawiają się także wątpliwości natury politycznej. Przez lata w Niemczech uważano, że rozwój gospodarczy i wzrost zamożności społeczeństwa doprowadzą do stopniowej demokratyzacji ChRL. Koncentracja władzy przez Xi Jinpinga rozwiała te nadzieje, mówi się o „autorytarnym zwrocie”, a nawet „remaoizacji” kraju. Równie duże zaniepokojenie wywołuje coraz bardziej asertywna polityka zagraniczna Pekinu. Coraz większe zainteresowanie budzi chociażby konflikt na Morzu Południowochińskim i jego możliwy wpływ na politykę bezpieczeństwa w Europie.

Wszystkie te obawy są doskonale widoczne w wynikach badania „Niemcy i Chiny – Postrzeganie i rzeczywistość” przeprowadzonego wiosną ubiegłego roku na zlecenie Huawei przez TNS Enid. W obu krajach przepytano losowo wybraną grupę tysiąca zwykłych obywateli, 200 przedsiębiorców i 100 polityków. W Niemczech zaledwie jedna czwarta respondentów zadeklarowała pozytywny wizerunek Chin. Wśród głównych powodów do obaw wymieniano rosnącą polityczną, militarną i gospodarczą potęgę ChRL, a także kwestię przestrzegania praw człowieka. Mimo tych obaw nikt nie kwestionował opłacalności prowadzenia interesów z Chinami. Z kolei po stronie chińskiej Niemcy są drugim po Francji, najbardziej lubianym krajem świata. Pozytywny obraz naszych zachodnich sąsiadów zadeklarowało aż 74% badanych. Wpływ na to mają przede wszystkim bardzo dobra opinia jaką cieszą się niemieckie produkty oraz popularność muzyki klasycznej. Co ciekawe duża sympatia do Niemiec utrzymuje się w Chinach od niemal 150 lat.

Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie polityka chińska Niemiec przejdzie poważną reorganizację. Nie wiadomo jednak, i chyba w samym Berlinie nie ma jeszcze pewności, w jakim kierunku podąża te zmiany. Wyzwania przed jakimi stanęły Niemcy mają szerszy charakter i powinny być brane pod uwagę także w innych europejskich stolicach. Przy rozważaniu szerszego zaangażowania trzeba jednak mieć na uwadze ograniczone możliwości wpływania Europy na sytuację polityczną i militarną w Azji.

Więcej o fascynującej historii relacji niemiecko-chińskich znajdzie się w przygotowywanej książce Pawła Behrendt: „Korzenie niemieckich sukcesów w Azji”. Premiera już wkrótce.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Zmierzch niemiecko-chińskich „specjalnych relacji”? Reviewed by on 8 marca 2017 .

Według opublikowanych przez Berlin pod koniec lutego danych, Chiny stały się największym partnerem handlowym Niemiec. Wzajemne relacje gospodarcze i polityczne nie układają się jednak tak dobrze, jakby się mogło wydawać. Niektórzy komentatorzy wieszczą nawet koniec „specjalnych relacji” w stosunkach dwustronnych. W roku 2016 wymiana handlowa między Niemcami a Chinami osiągnęła wartość 170 mld euro. Z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, redaktor na portalu konflikty.pl. Interesuje się wojskowością Dalekiego Wschodu ze szczególnym uwzględnieniem Japonii. Mieszka w Szczecinie. Znajomość języków: angielski, niemiecki, francuski. Ekspert CSPA: Japonia.

Pozostaw odpowiedź