P. Behrendt: Zmiana metod na Morzu Południowochińskim

 ›  ›  › P. Behrendt: Zmiana metod na Morzu Południowochińskim

Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Zmiana metod na Morzu Południowochińskim

W ciągu ostatnich miesięcy Pekin postawił w relacjach z pozostałymi uczestnikami sporu na Morzu Południowochińskim na korzyści gospodarcze. Wyeksponowanie „marchewki” nie oznacza jednak, że „kij” stał się choć trochę cieńszy.

Na zmianę kursu Pekinu wpływ miały trzy czynniki. Pierwszym było orzeczenie Trybunału w Hadze, prawdziwa klęska propagandowa dla Chin, aczkolwiek bez poważniejszych konsekwencji politycznych. Drugim, prochińska polityka prezydenta Filipin Rodrigo Duterte. Wreszcie zwycięstwo wyborcze Donalda Trumpa i rezygnacja z TPP. To ostatnie postawiło regionalnych przeciwników ChRL w trudnej sytuacji, niejako zmuszając ich do szukania zbliżenia z potężnym sąsiadem, a jednocześnie dając Chinom wyborną okazję do ekspansji gospodarczej. Obustronne ruchy zaczęły się jeszcze jesienią ubiegłego roku.

W styczniu odbyła się runda chińsko-wietnamskich rozmów na wysokim szczeblu dotyczących współpracy na morzu. Według niepotwierdzonych doniesień jednym z dyskutowanych tematów miała być ewentualna wspólna eksploatacja złóż ropy i gazu. Podobne, tyle że nieoficjalne, spotkania miały się odbyć także udziałem przedstawicieli Malezji i Filipin. Mimo sporego zainteresowania eksploatacją potencjalnie dużych złóż surowców, we wszystkich rozmowach głównym tematem miało być rybołówstwo, bardzo istotne dla gospodarek zaangażowanych państw. Jako modelowe rozwiązanie w zakresie współpracy na tym polu oraz rozgraniczeniu łowisk, przedstawiane jest chińsko-wietnamskie porozumienie z roku 2006 dotyczące eksploatacji zasobów Zatoki Tonkińskiej.

Obietnica wspólnej eksploatacja zasobów naturalnych to istotny, ale tylko jeden z elementów dyplomatycznej ofensywy Pekinu. Dużo większy nacisk kładziony jest na Morski Jedwabny Szlak. Tylko w ramach tego projektu Chiny planują zainwestować w infrastrukturę w Azji Płd-Wsch 40 mld dolarów, kolejnych 100 mld może zostać przeznaczone na projekty finansowane przez Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych. Po październikowej wizycie prezydenta Duterte w Pekinie na Filipinach mówi się o możliwych chińskich inwestycjach i pomocy rozwojowej w wysokości 24 mld USD. Malezja, jako kraj nastawiony mniej konfrontacyjnie względem roszczeń ChRL może liczyć na jeszcze większe względy. W listopadzie ubiegłego roku Kuala Lumpur zamówiło w chińskich stoczniach cztery okręty wojenne, aczkolwiek szczegóły kontraktu, a nawet typ zamówionych jednostek pozostają nieznane. Do tego dołączony został kredyt w wysokości 12,4 mld dolarów na budowę linii kolejowych. Na podobne względy nie może jeszcze liczyć Wietnam, ale dużo pieniądze od północnego sąsiada napływają i tam. Wszystko za sprawą rosnącej liczby chińskich turystów, chętnie przyjmowanych przez Hanoi.

Mimo pewnego złagodzenia postawy i lepszego wyeksponowania „marchewki”, polityka Chin nie uległa zasadniczej zmianie. „Kij” nie stał się ani o milimetr cieńszy, a wręcz odwrotnie. Budowa sztucznych wysp oraz rozmieszczonych na nich instalacji wojskowych przebiega pełną parą. Trzy największe lotniska na wyspie Fiery Cross oraz rafach Mischief i Subi są wyposażone w hangary dla 24 myśliwców i 3-4 większych samolotów. Oznacza to, że na każdej z wysp może stacjonować pułk myśliwski wraz z wspierającymi go samolotami transportowymi, AWACS itp. Tym samym chińskie lotnictwo na Morzu Południowochińskim już osiągnęło przewagę nad połączonymi siłami Wietnamu, Filipin i Malezji. Do tego należy dodać postępująca rozbudowę systemów radarowych i przeciwlotniczych. W wypadku ogłoszenia Strefy Identyfikacji Obrony Powietrznej, w przeciwieństwie do sytuacji na Morzu Wschodniochińskim, Pekin będzie miał środki do jej wyegzekwowania.

„Kij” przybiera także bardziej subtelne formy. Prezydentowi Duterte udało się wynegocjować zniesienie blokady ławicy Scarborough, ale jak wynika z relacji filipińskich rybaków oraz zdjęć lotniczych i satelitarnych chińska straż wybrzeża nadal blokuje dostęp do wewnętrznych wód atolu. Bezprecedensowym wydarzeniem było uprowadzenie amerykańskiego robota podwodnego w grudniu 2016 roku. Doszło do tego u wybrzeży Filipin, poza oficjalną granicą chińskich roszczeń. Po ostrych protestach Waszyngtonu robot został zwrócony, ale Pekin nie omieszkał zarzucić USA eskalacji napięcia w regionie. Intensyfikacji ulega także chiński ruch turystyczny na zajętych i wybudowanych wyspach, systematycznie rośnie zwłaszcza liczba rejsów wycieczkowych. Na początku lutego Bank of China otworzył swój pierwszy oddział w Sansha na Wyspach Paracelskich. Zdjęcia satelitarne sugerują również rozpoczęcie budowy portów na położonych w tym samym archipelagu wyspach Woody i Północnej.

Przebiega także proces tworzenia prawa legitymizującego chińskie działania na spornych wodach. Już w sierpniu ubiegłego roku wprowadzono przepisy ustanawiające tzw. „morze jurysdykcyjne”. Termin ten obejmuje całość wód wewnętrznych, terytorialnych, wyłączne strefy ekonomiczne i szelf kontynentalny, na które rozciąga się jurysdykcja Chin lub do których Pekin zgłasza pretensje. Najwyższy Sąd Ludowy ogłosił 12 marca zgodność nowych przepisów z istniejącym prawem i uznał, że całość „morza jurysdykcyjnego” podlega jurysdykcji ChRL. O tej decyzji poinformował prezes NSL Zhou Qiang na sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych. Dodał także, iż jest to wkład w chińską strategię osiągnięcia statusu potęgi morskiej. W uzasadnieniu sędzia Zhou odniósł się także do lipcowego werdyktu Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego, a konkretnie zarzutów o niszczenie środowiska naturalnego. Nowe regulacje umożliwią sprawniejsze zwalczanie nielegalnych połowów oraz lepszą ochronę gatunków zagrożonych. Zhou podkreślił, że w 2016 roku chińskie sądy wydały wyroki w ponad 22 tys. spraw dotyczących ochrony środowiska morskiego, 6899 spraw dotyczyło podmiotów zagranicznych, pozostałe chińskich. W celu poprawy ochrony środowiska Pekin ogłosił ponad to zamiar zbudowania sześciu „stacji monitorujących”, w tym jednej na ławicy Scarborough. Osobną kwestią pozostaje, co tak naprawdę będą monitorować stacje i jakie będzie ich wyposażenie. Równie enigmatyczna pozostaje chińska definicja wolności żeglugi. Ludowa Polityczna Konferencja Konsultatywna Chin stwierdziła niedawno w oficjalnym oświadczeniu, że ChRL jako największe państwo w basenie Morza Południowochińskiego przywiązuje szczególną wagę do swobodnej żeglugi i bezpieczeństwa na tym akwenie.

Najwyraźniej trwa również sprawdzanie, jak dalece prochińska jest polityka Rodriga Duterte. Od połowy 2016 roku chińskie statki badawcze kilkakrotnie pojawiły się na Benham Rise, rozległym obszarze Morza Filipińskiego, obfitującym w łowiska i uznanym przez ONZ w 2012 roku za część filipińskiego szelfu kontynentalnego. Strona chińska twierdzi, że jednostki jedynie przepływają przez Benham Rise i powołuje się na swobodę żeglugi. Filipińczycy są bardziej sceptyczni i zarzucają Chińczykom prowadzenie niesprecyzowanych badań. W Manili pojawiają się nawet obawy, że Morze Filipińskie może stać się kolejnym celem ekspansji ChRL. Filipińskie ministerstwo spraw zagranicznych złożyło w Pekinie oficjalny protest, a prezydent Duterte powiedział marynarce wojennej, że w wypadku powrotu chińskich jednostek na Benham Rise: „Macie tam popłynąć i powiedzieć wprost, że to nasze”.

Działania Chin w Azji Płd-Wsch. budzą coraz większy niepokój Indii i Japonii. W przypadku New Delhi przekłada się to wreszcie na bardziej aktywne działania w regionie. Na początku grudnia ubiegłego roku Indie i Wietnam zawarły umowę umożliwiająca rozpoczęcie szkolenia wietnamskich pilotów myśliwców Su-30 w Indiach. Porozumienie ma stanowić początek szerszej współpracy pomiędzy obydwoma krajami. Podczas swojej wizyty w Hanoi we wrześniu 2016 roku premier Modi zaproponował otwarcie linii kredytowej w wysokości 500 mln dolarów na zakup indyjskiej broni. Poczesne miejsce na wietnamskiej liście życzeń od lat zajmują naddźwiękowe pociski manewrujące BrahMos przeznaczone do zwalczania zarówno okrętów, jak i celów lądowych. Media już dawno ochrzciły je mianem „zabójców lotniskowców”, co nabiera szczególnego wydźwięku w obliczu rozwoju chińskiego programu lotniskowcowego. Na tym jednak się nie kończy, opierając się potrzebach wietnamskich sił zbrojnych, Indie oferują także: samoloty obserwacyjne, minidrony, artylerię, modernizację czołgów T-72, a nawet wycofywane ze służby okręty wojenne. Kolejnym polem współpracy są cyberbezpieczeństwo i zwiad satelitarny. Indie są także zainteresowane uzyskaniem dostępu do bazy morskiej i lotniczej w Cam Ranh.

Z kolei Japonia ma planować demonstrację siły na niespotykaną dotąd skalę. Według agencji Reutera, powołującej się na trzy niezależne źródła, Tokio zamierza wysłać na Morze Południowochińskie swój największy okręt, niszczyciel śmigłowcowy (lekki lotniskowiec) Izumo, wraz z eskortą. Zespół Morskich Sił Samoobrony miałby wyruszyć w maju, na Morzu Południowochińskim okręty przeprowadzą wspólne ćwiczenia z US Navy, a według niepotwierdzonych doniesień także z siłami francuskimi i brytyjskimi. Następnie japońskie okręty mają odwiedzić Filipiny, Indonezję, Singapur i Sri Lankę. Podobno Japonia chce zaprosić na pokład Izumo prezydenta Filipin Rodriga Duterte, kiedy zespół będzie gościć w Zatoce Subic. Finałem największej od czasów drugiej wojny światowej operacji japońskich sił morskich będzie udział w ćwiczeniach „Malabar 2017”. Powrót zespołu planowany jest na sierpień.

Tegoroczna edycja „Malabaru” ma być największą z dotychczasowych. Amerykańsko-indyjskie manewry (od 2014 roku ze stałym udziałem Japonii) obejmują zwykle zwiększanie interoperacyjności flot uczestników, działania ofensywne i defensywne, zwalczanie terroryzmu oraz pomoc w wypadku klęsk żywiołowych. W tym roku mają jednak zostać poszerzone o intensywne ćwiczenia wykrywania, tropienia i zwalczania okrętów podwodnych. Przyczyną takiej decyzji jest rosnąca aktywność chińskich okrętów podwodnych na Oceanie Indyjskim. Hindusi przyznają się do śledzenia na tych wodach co najmniej sześciu chińskich jednostek w ciągu ostatnich czterech lat. Zarówno atomowe, jak i konwencjonalne okręty podwodne mają regularnie zatrzymywać się w pakistańskim Karaczi. Waszyngton i New Delhi mówią także coraz częściej o konieczności stałego dołączenia do „Malabaru” Australii i Singapuru.

Jak widać Pekin wykazuje bardzo dużą zdolność adaptacji do zmieniających się warunków. Położenie większego nacisku na ekonomiczne zjednywanie konkurentów na Morzu Południowochińskim raczej nie doprowadzi tych państw do rezygnacji ze swoich roszczeń, ale z pewnością przyniesie Chinom liczne korzyści. Szczególną rolę odegra tutaj Morski Jedwabny Szlak, projekt o strategicznym znaczeniu (nie tylko eksport chińskich towarów, ale także import produktów z Europy oraz paliw z Zatoki Perskiej) i przynoszący dużo większe zyski gospodarcze niż szlak lądowy. Przy mieszaninie „miękkich” i „twardych” elementów zwycięstwo Chin wydaje się tylko kwestią czasu. Najważniejszym problemem staje się tutaj coraz bardziej zdecydowana postawa rywali ChRL spoza Azji Płd-Wsch. Najwięcej zależy zaś od tego, na jak bardzo konfrontacyjny kurs zdecyduje się nowa administracja w Waszyngtonie.

Wszystkich zainteresowanych tematyką bezpieczeństwa na Morzu Południowochińskim serdecznie zapraszamy na debatę poruszającą tę tematykę, która odbędzie się w Auli Collegium Civitas (XII piętro) w poniedziałek 20 marca w godzinach 17.00-20.00. Więcej na ten temat pisaliśmy TUTAJ.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Zmiana metod na Morzu Południowochińskim Reviewed by on 19 marca 2017 .

W ciągu ostatnich miesięcy Pekin postawił w relacjach z pozostałymi uczestnikami sporu na Morzu Południowochińskim na korzyści gospodarcze. Wyeksponowanie „marchewki” nie oznacza jednak, że „kij” stał się choć trochę cieńszy. Na zmianę kursu Pekinu wpływ miały trzy czynniki. Pierwszym było orzeczenie Trybunału w Hadze, prawdziwa klęska propagandowa dla Chin, aczkolwiek bez poważniejszych konsekwencji politycznych. Drugim,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, redaktor na portalu konflikty.pl. Interesuje się wojskowością Dalekiego Wschodu ze szczególnym uwzględnieniem Japonii. Mieszka w Szczecinie. Znajomość języków: angielski, niemiecki, francuski. Ekspert CSPA: Japonia.

ODPOWIEDZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. ( wymagane )