Artykuły,Komentarz eksperta,Publicystyka,Top news

P. Behrendt: Wojna handlowa: czy Waszyngton znalazł pomysł na Morze Południowochińskie?

Amerykańsko-chińska zwarcie nabiera rozpędu. Co istotne, Kongres zdaje się być nastawiony bardziej konfrontacyjnie niż prezydent Trump. W tej sytuacji nie dziwi intensyfikacja działań Chin wzdłuż Morskiego Jedwabnego Szlaku. Zaskakują natomiast tarcia na linii Pekin-Moskwa.

Przyjęty 1 sierpnia przez Kongres National Defense Authorization Act (NDAA) został z miejsca uznany za najostrzejszy dla Chin w dziejach dwustronnych relacji. Jednocześnie wyraźnie widać, że wśród amerykańskich elit zapanował konsensus co do powrotu rywalizacji wielkich mocarstw i uznania Chin oraz Rosji za rywali. NDAA przewiduje m.in. całościowe wydatki na obronę na rok budżetowy 2019 w wysokości 716 mld. dolarów. Ustawa nakłada na służby obowiązek przygotowywania corocznych raportów na temat działań podejmowanych przez Pekin w celu wpływania na „media, instytucje kulturalne, biznes, środowisko akademickie i polityczne” na terenie Stanów Zjednoczonych. Szerzenie prochińskiej propagandy znalazło się w jednym szeregu ze szpiegostwem przemysłowym i militaryzacją Morza Południowochińskiego. Z tego powodu Kongres i administracja nie tylko ograniczają liczbę przyjmowanych chińskich studentów, ale również redukują fundusze na działalność Instytutów Konfucjusza na amerykańskich uczelniach.

Kongres przyjął całościowe podejście. Administracja prezydenta Trumpa została wezwana do zacieśnienia współpracy z sojusznikami w regionie Indo-Pacyfiku. Co ciekawe, w tym kontekście zostały wymienione Indie i Tajwan. W ciągu ostatnich miesięcy napięcie wokół wyspy znowu wzrosło. Do stałego zestawy w postaci gróźb i manewrów Pekin dołączył inne formy nacisku. Nowa metoda testowana jest na Palau, wyspiarskim państewku na Pacyfiku, utrzymującym oficjalne stosunki dyplomatyczne z Tajwanem. Na przełomie czerwca i lipca Chiny wstrzymały ruch turystyczny na wyspy. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już 13 lipca lokalny przewoźnik lotniczy Palau Pacific Airways ogłosił zawieszenie działalności na czas nieokreślony. To poważny cios dla Palau, gdzie Chińczycy w 2016 roku stanowili aż 47% turystów. Reakcja Tajwanu była jednak szybka. Już 19 lipca tajwański narodowy przewoźnik China Airlines ogłosił dodanie dwóch lotów tygodniowo na Palau. Rozpoczęto też intensywną kampanię promującą walory turystyczne pacyficznego państwa.

Kroki podjął również Waszyngton, chociaż administracja nie wypowiada się na ten temat. Natomiast tajwańskie ministerstwo obrony otwarcie informuje o rozmowach w sprawie zakupu sprzętu wojskowego z myśliwcami F-35 i czołgami M1A2 Abrams na czele. Strona amerykańska ma także bardzo duży udział w programie budowy przez Tajwan własnymi siłami okrętów podwodnych.

Kontynuacji doczekało się wykluczenie Chin z międzynarodowych ćwiczeń RIMPAC organizowanych przez US Navy. Chińska marynarka wojenna kilkakrotnie brała udział w manewrach, jednak w tym roku zaproszenie odwołano w związku z działaniami Pekinu na Morzu Południowochińskim. NDAA idzie o krok dalej i zakazuje udziału Chin w RIMPAC tak długo, jak na Morzu Południowochińskim kontynuowana będzie obecna polityka.

Ustawa nakazuje także zwrócić baczniejszą uwagę na eksport do Chin technologii podwójnego zastosowania, czyli o przeznaczeniu cywilnym i wojskowym. Uwagi Kongresu zostały uwzględnione w kolejnym pakiecie ceł, który ma wejść w życie 23 sierpnia. Warte 16 mld USD cła na 279 produktów uderzą najmocniej w producentów półprzewodników. Mimo olbrzymich postępów w dziedzinie elektroniki Chiny nadal w dużym stopniu polegają na imporcie mikroprocesorów, głównie z USA, Tajwanu i Korei Południowej. Jest to kluczowa technologia dla ambitnych planów snutych przez Xi Jinpinga i zakłócenia w dostawach mogą mieć poważne konsekwencje dla rozwoju Chin.

Jednak każdy kij ma dwa końce. Ograniczenie eksportu mikroprocesorów uderzy także w amerykańskich producentów. Semiconductor Industry Association walczył bezskutecznie o skreślenie półprzewodników z listy produktów objętych nowymi cłami. Okazuje się jednak, iż radykalne kroki przeciwko Chinom cieszą się rosnącym zrozumieniem i poparciem wśród amerykańskiego biznesu. Jak zauważył James Lewis z think tanku CSIS – Gdyby ktoś mówił trzy lata temu o zrobieniu czegoś przeciwko Chinom, społeczność biznesowa by to odrzuciła. Teraz już nie odrzuca. – Podobnie jak w wypadku Niemiec, chińscy przedsiębiorcy przestali być cennymi i pożądanymi partnerami i podwykonawcami, a stają się coraz bardziej niebezpiecznymi konkurentami.

W tej sytuacji Waszyngton nabiera rozpędu. Wprawdzie prezydent Trump nie przyjął z zadowoleniem storpedowania przez Kongres porozumienia z Pekinem w sprawie ZTE, jednak nie przeszkodziło mu to zapowiedzieć kolejnych ceł w wysokości 25% na towary wartości 200 miliardów dolarów i grozić wprowadzeniem ceł na kolejną partię o wartości 300 mld USD. O tym, że nie jest to koniec, świadczą pojawiające się coraz częściej pomysły wyrzucenia Chin z WTO za praktyki merkantylistyczne. Nie jest to bynajmniej nowa ani odosobniona idea. Już na początku obecnej dekady francuscy ekonomiści Jean-Paul Guichard i Antoine Brunet postulowali, aby w związku z merkantylistyczną polityką Pekinu państwa G7 opuściły WTO, założyły WTO bis i obłożyły chińskie produkty cłami wartości nawet 50%. Tak wysokie cła pozwoliłyby ich zdaniem zniwelować korzyści odnoszone przez Chiny z niedoszacowania wartości yuana.

Z kolei ambasada ChRL w Waszyngtonie stwierdziła, że NDAA „poważnie podkopie wzajemne zaufanie” i wezwała stronę amerykańską do „odrzucenia przestarzałej, zimnowojennej i zerojedynkowej mentalności”. Poza tym Chiny kontynuują dotychczasowe działania, a w niektórych miejscach zdają się nawet przyspieszać. Sytuacja na Morzu Południowochińskim pozostaje bez zmian. Warte odnotowania jest natomiast oskarżenie ze strony Wietnamu o prowadzenie na spornych obszarach testów chińskiego sprzętu walki radioelektronicznej. Ciężar działań Pekinu zdaje się przesuwać w stronę Oceanu Indyjskiego. Seszele odmówiły ratyfikacji umowy wojskowej z Indiami, zakładającej m.in. budowę indyjskiej bazy wojskowej. Wobec wydarzeń z początku bieżącego roku, gdy na Malediwach doszło do poważnego kryzysu, a Chiny uniemożliwiły Indiom interwencję, udział Pekinu w decyzji rządu Seszeli wydaje się bardziej niż pewny. Z drugiej strony coraz więcej mówi się o założeniu kolejnych po Dżibuti chińskich baz w basenie Oceanu Indyjskiego. Lista kandydatów obejmuje Gwadar w Pakistanie i Hambantotę na Sri Lance.

W tryby bardzo sprawnie działającej machiny wpada jednak coraz więcej piasku. Premier Malezji Mahathir zapowiedział już, że wycofa się z części umów podpisanych z Chinami przez swojego poprzednika (a wcześniej ucznia i następcę) Najiba Rezaka. Rosnące ambicje zdradza Indonezja, chcąca zrobić większy użytek ze swojego strategicznego położenia na morskich szlakach handlowych. Dżakarta jest zainteresowana chińskimi inwestycjami, ale głównego partnera politycznego i gospodarczego upatruje w Indiach. Wreszcie Chiny same zadały sobie klęskę wizerunkową zakazując wyświetlania najnowszego filmu o Kubusiu Puchatku. Miś o bardzo małym rozumku ma być rzekomo podobny do przewodniczącego Xi Jinpinga. Nadgorliwość cenzorów i przewrażliwienie decydentów stara się wykorzystać Tajwan, który zainicjował propagandową kontrofensywę ośmieszającą Chiny.

Dają o sobie znać także skutki wojny handlowej z USA. Okazuje się, że inwestycje w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku w pierwszym półroczu 2018 spadły o 15% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Według danych chińskiego ministerstwa handlu od stycznia do czerwca inwestycje związane z Nowym Jedwabnym Szlakiem zamknęły się kwotą 7,68 mld dolarów, co stanowiło 12,3% wszystkich chińskich FDI w tym okresie. Ministerstwo donosi wprawdzie o zawarciu umów na 44,79 mld USD, jednak nie podaje żadnych szczegółów.

W sytuacji rosnącego nacisku ze strony USA dziwią zgrzyty we współpracy z Rosją. We wrześniu 2017 w ramach zacieśniania współpracy energetycznej zapowiedziano doinwestowanie Rosnieftu przez chińską grupę CEFC kwotą 9,1 mld dolarów. Niespodziewanie w maju Chiny zmieniły kurs. Rosnieft ogłoszono narzędziem polityki zagranicznej Kremla, a wobec „rozbieżnych priorytetów politycznych” Pekin oświadczył, że nie jest zainteresowany zacieśnianiem współpracy ekonomicznej. Wiadomo było, że chińsko-rosyjskie partnerstwo jest związkiem z rozsądku, do tego z coraz większą dysproporcją sił na niekorzyść Rosji, a obie strony traktują się podejrzliwie i w wielu regionach mają sprzeczne interesy. Niemniej takie postawienie sprawy przez Chiny jest nietypowe. Możliwe, że jeszcze wiosną chińskie kierownictwo nie wierzyło w wojnę handlową z USA i uznało przyciśnięcie Rosji za dopuszczalne, a nawet korzystne. Inny możliwy powód jest bardziej prozaiczny. W lutym aresztowano prezesa CEFC Ye Jianming, a udziały w grupie są przejmowane przez przedsiębiorstwa państwowe. Nieoficjalnie mówi się o aferze korupcyjnej wokół CEFC, chociaż prawdopodobnie Ye zaczął grać zbyt samodzielnie i bardziej zwracał uwagę na swoje interesy, a nie partii.

Rosjanie, którzy wiązali duże nadzieje z doinwestowanie Rosnieftu, nie pozostawili sprawy bez odpowiedzi. Wkrótce po wycofaniu się Chińczyków Rosnieft sfinalizował rozmowy z wietnamskim Petrovietnam i przystąpił do próbnych odwiertów na Morzu Południowochińskim. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że prace prowadzone są na polu naftowym Lan Do, leżącym wewnątrz chińskiej „linii 9 kresek”. Chiny złożyły protest, ale nie podjęły poważniejszych działań. Stoi to w dużym kontraście do nacisków, jakie Pekin wywierał na inne koncerny naftowe, chcąc eksploatować złoża w wyłącznych strefach ekonomicznych Wietnamu i Filipin (http://www.polska-azja.pl/p-behrendt-cienka-czerwona-linia-na-morzu-poludniowochinskim/). Sprawa w najbliższych miesiącach z pewnością powróci, bowiem w czerwcu wiercenia na wietnamskich wodach rozpoczął japoński JDC, a w przyszłym roku do akcji ma przystąpić amerykański ExxonMobil.

Czyżby więc Waszyngton znalazł wreszcie sposób na Morze Południowochińskie? Błędem dotychczasowego podejścia było traktowanie konfliktu jako osobnej sprawy. Dla Chińczyków Morze Południowochińskie jest elementem szerszej polityki, powiązanej z Inicjatywą Pasa i Szlaku oraz zdobyciem odskoczni do wyjścia na Pacyfik i Ocean Indyjski. Takie całościowe podejście wymagało równie złożonej kontry. Chiny do tego stopnia umocniły się na wyspach Spratly i Paracelskich, że ich usunięcie wymaga otwartej konfrontacji. Stany Zjednoczone wybrały mniej widowiskowe, za to skuteczniejsze wyjście w postaci wojny handlowej, a to dopiero początek wielkiej rozgrywki.

 

Paweł Behrendt

Udostępnij:
  • 90
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    90
    Udostępnienia
P. Behrendt: Wojna handlowa: czy Waszyngton znalazł pomysł na Morze Południowochińskie? Reviewed by on 15 sierpnia 2018 .

Amerykańsko-chińska zwarcie nabiera rozpędu. Co istotne, Kongres zdaje się być nastawiony bardziej konfrontacyjnie niż prezydent Trump. W tej sytuacji nie dziwi intensyfikacja działań Chin wzdłuż Morskiego Jedwabnego Szlaku. Zaskakują natomiast tarcia na linii Pekin-Moskwa. Przyjęty 1 sierpnia przez Kongres National Defense Authorization Act (NDAA) został z miejsca uznany za najostrzejszy dla Chin w dziejach dwustronnych

Udostępnij:
  • 90
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    90
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Paweł Behrendt

Doktorant na wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Wiedeńskiego, szef działu aktualności portalu konflikty.pl. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna i obronna Japonii oraz Chin, stosunki międzynarodowe i bezpieczeństwo w Azji Wschodniej, konflikty w Azji. Z CSPA związany od roku 2009, jako ekspert zajmuje się sprawami bezpieczeństwa. Autor książek „Chińczycy grają w go” i „Korzenie niemieckich sukcesów w Azji”.

Pozostaw odpowiedź