Artykuły,Chiny news,Japonia news

P. Behrendt: Wielkiej draki ciąg dalszy

Japoński samolot zwiadowczy patroluje okolice archipelagu Senkaku/Diaoyu w dniu 13 października 2011 (Reuters / Kyodo)

Zamieszanie wokół archipelagu Senkaku/ Diaoyu rozwinęło się zgodnie ze sprawdzonym scenariuszem. Jednakże na początku września rząd w Tokio postanowił jednocześnie rozwiązać sprawę przynależności wysp, pokrzyżować plany gubernatora Tokio Shinatro Ishihary i prosić Pekin o wyrozumiałość.

Aresztowani 12 sierpnia aktywiści Ruchu Obrony Wysp Diaoyu z Hongkongu zostali deportowani już 17 sierpnia. Na miejscu zgotowano im powitanie godne bohaterów narodowych. Pięć dni później do byłej brytyjskiej kolonii powrócił wynajęty przez nich kuter rybacki. Co ciekawe, jednostka wpływała do portu z powiewającą na dziobie kuomintangowską flaga Chin Narodowych, którą do dzisiaj posługuje się Tajwan, czyli Republika Chińska. Skłoniło to Kenta Ewinga do poczynienia na łamach dziennika Asia Times sarkastycznej uwagi: „Gdzie narodowe flagi Chińskiej Republiki Ludowej i Republiki Chińskiej (lub Tajwanu), oficjalnie uważanego przez Pekin za „zbuntowaną prowincję”, mogą powiewać obok siebie? Oczywiście, na jałowych, niezamieszkanych wyspach, do których pretensje zgłasza także Japonia.” Przy okazji na jaw wyszły szczegóły akcji chińskich aktywistów. W rejsie na pokładzie kutra Kai Fung 2 uczestniczyło łącznie 14 osób, 8 aktywistów, 2 dziennikarzy oraz załoga. Początkowo rejs usiłowała udaremnić, dość niemrawo zresztą, hongkońska policja. W efekcie aktywiści mieli eskortę niemal do granicy wód międzynarodowych. Niezmiernie ciekawy jest skład grupy aktywistów, którzy po wylądowaniu na lądzie wykrzykiwali m. in. „Precz z japońskim militaryzmem!”. Ironii i pikanterii sprawie dodaje fakt, że większość uczestników rejsu znana była do tej pory z protestów przeciwko poczynaniom chińskich władz w Hongkongu. Na pierwszym miejscu należy wymienić Tsang Kin-shinga, znanego także, jako „Byk”, członka radykalnej Ligi Socjalistycznych Demokratów (LSD). Tsang to klasyczny zadymiarz, bierze udział w niemal każdym antyrządowym wiecu w Hongkongu, zwłaszcza w obchodach rocznicy masakry na Placu Tiananmen. Cytowany już Kent Ewing stwierdził tylko: „Nie trzeba mówić, nie usłyszycie Tsanga wykrzykującego prochińskie hasła (…). Jednak spór o wyspy natychmiast zmienia go w zatwardziałego patriotę.” Kolejnymi uczestnikami rejsu byli, także powiązani z LSD ( swoją drogą dość pechowa nazwa jak na partie polityczną, budząca bowiem różne skojarzenia)  Koo Sze-yiu i Lo Chau. Trzeba jeszcze nadmienić, że oprócz uczestnictwa w protestach, członkowie LSD zasłynęli z obrzucania przedstawicieli władz owocami. Do grona, które dokonało „inwazji” na wyspy należą jeszcze Ng Shek-yiu z Makau i Fang Xiaosong z Chin. Tym samym udało się w tej interesująco złożonej grupie osiągnąć pozory jedności narodowej i zainspirować uczestników antyjapońskich zamieszek w chińskich miastach. Do największych rozruchów doszło w Shenzhen, położonym w pobliżu Hongkongu. W trakcie zamieszek atakowano japońskie restauracje, niszczono japońskie samochody. Protesty nie przerodziły się, jak w podobnej sytuacji 2 lata temu, w zamieszki antyrządowe, tak więc KPCh stara się jedynie utrzymać trwające już miesiąc protesty w pewnych akceptowalnych granicach.

Najpoważniejszym dotychczas incydentem był atak na samochód japońskiego ambasadora 26 sierpnia. Sprawcy przemieszczający się samochodem na, jak się później okazało, fałszywych rejestracjach, zdarli proporzec z japońskiego pojazdu. Japońska ambasado złożyła oficjalny protest, a parlament wystosował rezolucję potępiającą atak. Sprawcy zostali zatrzymani po kilku dniach, według chińskiego kodeksu karnego grozi im kara do 15 dni aresztu lub grzywna w wysokości 5000 juanów (800 $). Ambasador Uchiro Niwa, niezbyt popularny ze względu na swoje koncyliacyjne podejście do stosunków z Chinami, zaapelował o nie zaognianie sprawy. Niwa już wcześniej skonfliktowany z premierem Nodą za krytykę chińskiej polityki rządu doczekał się wreszcie wyznaczenia swojego następcy. Wbrew wcześniejszym przypuszczeniom na stanowisko ambasadora w Pekinie nie został mianowany ani wiceminister spraw zagranicznych Kenichiro Sasae, ani były minister spraw zagranicznych Mitoji Yabunaka, tylko doświadczony dyplomata Shinichi Nishimiya. Informację tą podano 12 września, niestety 2 dni później Nishimiya stracił przytomność na ulicy w pobliżu swojego mieszkania i trafił do szpitala. Jak poinformował japoński MSZ był to efekt „długotrwałej choroby”, nie wiadomo jak długo potrwa hospitalizacja i czy nie będzie trzeba wyznaczać kolejnego ambasadora.

Japończycy nie pozostali w całej sprawie wysp dłużni. Już 19 sierpnia u brzegów archipelagu pojawiła się flotylla 20 łodzi, ze 150 japońskim aktywistami na pokładach. Była to zapowiadana o dłuższego czasu ekspedycja parlamentarzystów, którzy chcieli upamiętnić ofiary 2 statków zatopionych w pobliżu zatopionych przez amerykańskie lotnictwo w lipcu 1945. Parlamentarzyści starali się o zezwolenie rządu na lądowanie na wyspach. Zezwolenia nie otrzymali, co nie powstrzymało ich przed lądowaniem. Po wrzuceniu do morza wieńców upamiętniających ofiary z obu statków, 10 uczestników, w tym 5 członków zgromadzenia parlamentarnego Tokio wskoczyło do wody i popłynęło do brzegu. Ich celem była wysepka Uotsuri gdzie zatknęli japońską flagę. Uczestniczący w tej eskapadzie poseł rządzącej Partii Demokratycznej Takashi Nagao, skrytykował na późniejszej konferencji prasowej sposób, w jaki władze obeszły się z chińskimi aktywistami. Jego zdaniem Chińczycy powinni odpowiadać nie za próbę nielegalnego przedostania się do Japonii, lecz za utrudnianie wykonywania obowiązków przez straż wybrzeża. Japońscy parlamentarzyści uczestniczący w lądowaniu podkreślali, że jest to sprawa wewnętrzna ich kraju, jednakowoż mają przygotowaną odpowiednią odpowiedź na chińskie protesty.

W tym samym czasie władze w Pekinie zaapelowały o rozwiązanie sporu na drodze dialogu, a na łamach powiązanego z rządowym dziennikiem Renmin Ribao tabloidu Global Times pojawiły się zawoalowane groźby pod adresem Tokio. Niezrażony tym zupełnie gubernator Tokio Shintaro Ishihara złożył wreszcie zapowiadany od dawna wniosek o wpuszczenie na wyspy specjalnej komisji reprezentującej władze stolicy, a mającej zbadać możliwości gospodarczego rozwoju Senkaku. Kilka dni później Ishihara wyraził nadzieję, na osobiste udanie się na wyspy w październiku. W dniach 2-3 września zapowiadana grupa ekspertów wysłana przez władze japońskiej stolicy dokonała z pokładów statków i motorówek oględzin wysp pod kątem inwestycyjnym.

Jednakże premier Yoshihiko Noda jednym manewrem pokrzyżował ambitne plany gubernatora Tokio. W środę 5 września rzecznik rządu poinformował o zawarciu porozumienia z rodziną Kurihara, do której należą 3 spośród 5 głównych wysp archipelagu Senkaku. Uotsuri, Minami Kojami i Kita Kojami mają zostać wykupione za 2,05 mld ¥ (26 mln $). W umowie zawarte są klauzule zakazujące budowy jakiejkolwiek infrastruktury rybackiej i turystycznej, o których szeroko wypowiadała się gubernator Tokio. Ishihara był wyraźnie zaskoczony takim obrotem sprawy. Starał się jednak zachować zimną krew i zapowiedział gotowość przekazania rządowi 1,4 mld ¥ (18 mln $), które uzbierał pośród Japończyków na zakup wysp. Zasugerował także możliwość rezygnacji ze swoich dotychczasowych planów, zakładających budowę na wyspach dodatkowo radiostacji i stacji pogodowej.

Rodzina Kurihara poinformowała Ishiharę 9 września o zawarciu umowy z rządem. Dzień później rząd ogłosił nacjonalizację archipelagu i jego przejście pod kontrolę państwa. Właściwa umowa została podpisana 11 września. Tego samego dnia do Pekinu udał się Shinsuke Sugiyama, dyrektor generalny biura ds. Azji i Pacyfiku japońskiego MSZ. Zadaniem Sugimiyi było oficjalnie “wynegocjowanie spokojnej reakcji Pekinu i wyjaśnienie japońskich intencji”, czyli innymi słowy wyproszenie wyrozumiałości u chińskich decydentów. Reakcja Chin była łatwa do przewidzenia, ministerstwo spraw zagranicznych potępiło działania Tokio i ubolewało nad szkodzeniem wzajemnym stosunkom, a przez chińskie miasta przetoczyła się kolejna fala antyjapońskich demonstracji, tym razem już spokojniejszych niż miesiąc wcześniej.

Bardzo ciekawa jest w tym wszystkim postawa Tajwanu, czyli Republiki Chińskiej. Ryszard Zalski z Centrum Studiów Polska-Azja, skrytykował przedstawioną przez nas hipotezę, że popierając Chiny Tajwan chce utargować coś podczas przyszłych rozmów zjednoczeniowych. Jego zdaniem sprawa zjednoczenia jest już przesądzona i rządzący wyspą Kuomintang (KMT) nie ma już żadnego pola manewru. Prezydent Ma Ying-jeou oraz kierownictwo KMT krytykując japońskie działania na Wyspach Senkaku/ Tiaoyu z jednej realizują politykę każdego chińskiego rządu uważającego archipelag za integralną część państwa środka (przypomnijmy, że roszczenia przybrały na sile na początku lat 70-tych po stwierdzeniu obecności złóż ropy naftowej i gazu ziemnego), a po drugie w partii pojawiły się tendencje „powrotu do korzeni”, co ma zapewne poprawić zwartość szeregów i przysporzyć popularności wśród wyborców. Niezależnie od rzeczywistych powodów Ma odwiedził 7 września wysepkę Pengjia położoną ok.140 kmna zachód od spornego archipelagu. Wizyta prezydenta była od początku krytykowana przez opozycję, jednak KMT zdecydowała się utrzymać twardy kurs względem Japonii, nawet, jeżeli jest to jeden z nielicznych pozostałych sojuszników. Na wieść o nacjonalizacji wysp do Tajnej odwołano na „czasowe konsultacje” Shen Ssu-tsuna, szefa tajwańskiego biura łączności w Tokio, czyli de facto ambasadora kraju.

W całym hałasie czynionym przez pobrzękujące szable zwaśnionych stron słabo przebijają się głosy rozsądku. Jian Jubo z uniwersytetu Fudan w Szanghaju przypomina, że w 1979 Deng Xiaoping zaproponował wspólny rozwój Senkaku/ Diaoyu. Spory o grupy skał, szumnie zwane wyspami, zdecydowanie nie służą stabilności w regionie. Dlatego też Jian Jubo proponuje odłożenie ich na przyszłość i rozwiązanie na drodze regionalnej integracji lub przez bardziej rozsądne przyszłe pokolenia.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Wielkiej draki ciąg dalszy Reviewed by on 27 września 2012 .

Zamieszanie wokół archipelagu Senkaku/ Diaoyu rozwinęło się zgodnie ze sprawdzonym scenariuszem. Jednakże na początku września rząd w Tokio postanowił jednocześnie rozwiązać sprawę przynależności wysp, pokrzyżować plany gubernatora Tokio Shinatro Ishihary i prosić Pekin o wyrozumiałość. Aresztowani 12 sierpnia aktywiści Ruchu Obrony Wysp Diaoyu z Hongkongu zostali deportowani już 17 sierpnia. Na miejscu zgotowano im powitanie

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 10

  • Avatar Paweł Behrendt

    Nie mam praktycznie nic do dodanie do tego co napisał Rysiek. Japonia, jak na siebie, rozgrywa całą sprawę „na ostro”, zresztą już dość krytycznie (chyba) wypowiedziałem się na temat decyzji japońskiego rządu. SNII, trzeba sobie uświadomić, że konfrontacyjne rozwiązanie sprawy nie leży w niczyim interesie. Jeśliby na poważnie wszyscy sposobili się do wojny to i u nich, i chyba nawet bardziej u nas dużo rzeczy drożeje, a przy tym nie da się realizować chińskiej polityki pacyfikacji społeczeństwa dobrobytem (niezależnie jak to z naszej perspektywy wygląda)

  • powinenem napisac – by chiny zgodzily sie na taki wariant … zalskiego – okazac szacunek i poszanowanie wolnosci tajwanczykow

  • SNII
    no to wlasnie widac bylo w ostatnich tygodniach i cale lata wczesniej
    wrogosc i nacjonalizm, symbolizm do granic glupoty
    wyobrazasz sobie, by w obecnej sytuacji ktorakolwiek strona zaakceptowala suwerennosc, nawet czysto formalna, innej strony?
    w szczegolnosci by chiny sie zgodzily sie na taki wariant? skoro nawet nie sa w stanie poddac swoich roszczen osadowi ONZ lub miedzynarodowego sadu
    w dobie weibo internauci chinscy pogonilyby taka wladze

    na marginiesie dodam, ze japonczcy na tajwanie zachowuja sie normalnie, nikt publicznie nic do nich nie ma, jakby temat nie istnial. nie wiem, czy to samo dalo by sie obecnie przeprowadzic w chinach
    pisze o tym odnosnie moich wczesniejszych postow o relacja tajwansko-japonskich

  • Rysiek, dlaczego to rozwiązanie „nie jest do pomyślenia” w Azji?
    Pawle, jakie problemy może przynieść rozegranie sprawy na ostro-dla lepszego zrozumienia ja wiem, że twarz jest ważna, ale dlaczego to ma być japońska twarz???

  • jest rozwiazanie istniejace na morzu polnocnym, nie do pomyslenia jednak w azji
    nie pamietam dokladnie krajow, slyszalem to pewien czas temu
    jest tam sporna wyspa, ktorej suwerennosc nominalnie oddano bodajze norwegii, wykorzystanie surowcow nalezy do wszystkich uczestnikow sporu – dziela sie

  • Avatar Paweł Behrendt

    Nie wiedziałem, że Nishimiya zmarła, tekst napisałem zanim się to stało.
    Wszystkie spory o azjatyckie skały z ropą przypominają węzę gordyjski, odkładanie rozwiązania w nieskończoność oczywiście donikąd nie prowadzi. Wydaje mi się, że pozostawienie tych spraw nierozwiązanymi może leżeć w interesach rządów, zawsze można je wykorzystać do dania ludowi igrzysk, a jak sytuacja wreszcie do tego dojrzeje, rozwiązania wszystkiego po cichu, tak zeby nikt nie stracił twarzy.

    • No najprostszym rozwiązaniem wydaje mi się fizyczna aneksja tychże wysp przez ChRL. Nie rozumiem, dlaczego ma to być tak rozwiązane „tak zeby nikt nie stracił twarzy”-może autor mnie oświeci???

      A Deng słusznie chciał przełożyć ten spór na przyszłe pokolenia-jeszcze kilka lat temu mogłoby się to zakończyć rozwiązaniem kompromisowym. Obecnie słabiutka Japonia musi zgodzić się na warunki chińskie. :)

      • Avatar Paweł Behrendt

        1. Ponieważ sprawa „zachowania twarzy” jest w Azji bardzo istotnym czynnikiem.
        2. Japonia taka słaba nie jest (7 miejsce w wydatkach na obronę i to zaledwie przy przeznaczaniu na to 1% PKB), poza tym ma za plecami USA. Rządzący w Pekinie zdają sobie sprawę, że ostre rozegranie sprawy może przynieść więcej problemów niż pożytku.

  • Zadaje się, że Deng Xiaoping także proponował odłożenie sporu dla przyszłych pokoleń. Nie jestem przekonany, czy odkładanie tej sprawy w nieskończoność coś pomoże, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie także, jak spór miałby zostać teraz rozwiązany tak, aby wszystkie strony były zadowolone. Przy obecnych postawach, to niemożliwe.

  • Avatar Mariusz Dąbrowski

    Świetny artykuł! Tylko jedna drobna uwaga – Shinichi Nishimiya już nie żyje, zmarł 16 września.

Pozostaw odpowiedź