Japonia news,Komentarz eksperta

P. Behrendt: Świąteczny prezent dla Lockheeda

Japonia zdecydowała się wybrać amerykańskiego Lockheeda F-35 Lightening II jako przyszły myśliwiec dla Powietrznych Sił Samoobrony (ASDF). Wiadomość została podana na konferencji prasowej Rady Bezpieczeństwa we wtorek 20 grudnia. Obecność premiera Nody Yasuhiko i ministra obrony Ichikawy Yasuo dobitnie podkreśliła wagę wydarzenia.

Kraj Kwitnącej Wiśni planuje zakupić 42 maszyny za łączną kwotę 4 mld $ (ok. 311 mld ¥), które mają zastąpić starzejące się nieubłaganie F-4 Phantom II. Japońskie ministerstwo obrony planuje odebrać pierwsze 4 samoloty w roku 2016. Zważywszy na opóźnienia programu F-35 oraz na fakt, że Japonia nie należy do grona państw uczestniczących w tym programie, jest to termin bardzo optymistyczny. Nie wiadomo, którą wersję samolotu mają otrzymać ASDF. W rachubę wchodzą wersja A (klasyczny start i lądowanie) oraz B (skrócony start i lądowanie). Te drugie mogłyby operować z niszczycieli śmigłowcowych, a de facto lekkich lotniskowców, „Hyūga” oraz budowanych podobnych, acz jeszcze większych okrętów określanych na razie jako typ 22 DDH.

Co ciekawe, podana cena jednostkowa japońskich F-35 to „jedynie” 9,9 mld ¥ (65 mln $). Sugeruje to zakup samolotów z najprostszym wyposażeniem elektronicznym i bojowym. Dla porównania izraelskie F-35 mają kosztować ponad 100 mln $ za sztukę. Innym pytaniem pozostaje czy Lightnening II będzie następcą także F-15. W tej roli japońscy wojskowi przez lata widzieli F-22 i dopiero administracja Baracka Obamy rozwiała te marzenia. Wtedy też dowództwo ASDF zwróciło uwagę na F-35, rozpoczęcie odpowiednich rozmów zostało podane do publicznej wiadomości 30 grudnia 2009 roku. Jednak droga do szczęśliwego dla Lockheeda finału była jeszcze długa i wyboista. W maju 2011, w związku z opóźnieniami i stały, wzrostem kosztów programu F-35 rozważano w Tokio zakup F/A-18. W międzyczasie Mitsubishi zdążył jeszcze zaproponować opracowanie myśliwskiej wersji swojego F-2. Wreszcie 26 września mijającego roku upłyną ostateczny termin składania ofert w konkursie na nowy japoński myśliwiec. Oprócz obu wspomnianych konstrukcji amerykańskich zgłosił się jeszcze europejski Eurofighter ze swoim Typhoonem. Ostateczna decyzja Tokio była  praktycznie pewna już 13 grudnia, źródła rządowe nieoficjalnie informowały o wyborze F-35.

Wielu japońskich ekspertów uważało, że najlepszym wyborem będzie właśnie Eurofighter. Samolot jest już produkowany seryjnie, znajduje się na uzbrojeniu Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii, a także przeszedł już udany chrzest bojowy podczas nalotów na Libię. Kolejną zaletą wydawał się fakt, że Eurofighter był od początku projektowany jako typowy myśliwiec, a nie myśliwiec wielozadaniowy jak F-35. Należy tutaj wziąć pod uwagę japońską doktrynę obrony, która mimo drastycznych zmian w ostatnim czasie jest ciągle zdecydowanie defensywna. Przy nacisku na obronę przestrzeni powietrznej kraju, ważniejsze są bardzo dobre parametry walki powietrznej (tzw. „dogfight”), a nie zdolności stealth, istotne przy penetracji wrogiej przestrzeni powietrznej (jak w F-35). Dobrze zrozumieli to Brytyjczycy, którzy wyposażyli dywizjony myśliwskie RAF w Eurofightery, a F-35 planują skierować na lotniskowce i do jednostek uderzeniowych. Kolejnym argumentem za europejskim myśliwcem lub F-18 było posiadanie przez oba samoloty dwóch silników, w przeciwieństwie do F-35. Jest to niebagatelna cecha przy lotach morskich, w wypadku uszkodzeń lub awarii rosną szanse samolotu na powrót do bazy.

Jak można się było spodziewać o wyborze zadecydowały bardzo silne powiązania amerykańsko-japońskie i utrzymane w takim duchu komentarze od tygodnia pojawiają się w japońskich mediach. Nie bez wpływu mógł być także czynnik chiński, czyli ciągle enigmatyczny myśliwiec o ograniczonej wykrywalności J-20. Wydaje się jednak, że potencjalnie większe zagrożenie dla Japonii stanowić będą pokładowe J-15, ate są konstrukcją na wskroś klasyczną. Możliwe wreszcie, że zaważyła japońska słabość do najnowszych technologii i futurystycznego opakowania. Niezależnie jak było jedno jest pewne: Lockheed dostał od Tokio wspaniały prezent na Święta.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Świąteczny prezent dla Lockheeda Reviewed by on 21 grudnia 2011 .

Japonia zdecydowała się wybrać amerykańskiego Lockheeda F-35 Lightening II jako przyszły myśliwiec dla Powietrznych Sił Samoobrony (ASDF). Wiadomość została podana na konferencji prasowej Rady Bezpieczeństwa we wtorek 20 grudnia. Obecność premiera Nody Yasuhiko i ministra obrony Ichikawy Yasuo dobitnie podkreśliła wagę wydarzenia. Kraj Kwitnącej Wiśni planuje zakupić 42 maszyny za łączną kwotę 4 mld $

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 12

  • Tekst tłumaczony z paru źródeł bez posiadania wiedzy o systemach uzbrojenia i tak np. F2 to nic innego jak zmodyfikowany zgodnie z japońskimi wymaganiami F-16.
    Japonia potrzebuje nowoczesnych myśliwców ponieważ po zakupie przez ChRL myśliwców Su-30MK oraz kopiowaniu Su-27 (J-11) Pekin zrobił kolejny krok i opracowuje odpowiednik F-22 zwany J-20. Przez co przewaga powietrzna Japonii może odejść do lamusa.
    Od dobrych 30 lat nie istnieje już ścisły podział na samolotu stricte myśliwskie i resztę. Owszem są maszyny specjalistyczne jak np. szturmowce jak A-10 ale specjalizacja „myśliwska” wygasła. Ostatki to MiG-31 bo już F-22 ma ograniczone ale jednak zdolności do atakowania celów naziemnych które wraz z kolejnymi modyfikacjami maja się zwiększać. Dziś maszyny typu F-35, Eurofighter, F/A-18, Gripen, Rafal to maszyny wielozadaniowe. Właściwości stealth i ich nie przydatność w walce powietrznej to brednia. Jak zestrzelić przeciwnika skoro nie ma go na radarze?
    Wady F-35 celnie punktuje http://www.altair.com.pl/start-2333 oraz gdy ktos chce zgłębić temat http://www.ausairpower.net/jsf.html
    Cena F-35 te 65 mln USD to typowa ściema – nie ma opcji pod tytułem „uboższe wyposażenie” USA od dłuższego czasu zaniżają cenę myśliwca by kooperanci z krajów uczestniczących w projekcie nie wycofali się. Przy umowie jest już inna.

  • Cyt. „To nie sa japonskie i wietnamskie okrety wojenne i lodzie podwodne krazace po japonskich wodach, tylko na odwrot.”
    Wychodzi, że w regionie tylko Chiny podejmują działania zaczepne. Tylko jak się mają do tego fakty? Np. projekt eksploracji złóż ropy naftowej, jaki na spornych wodach Wysp Paracelskich ma prowadzić indyjski koncern ONGC Videsh wspólnie z Petro Vietnam? Umowa podpisana we wrześniu b.r. jasno wskazuje, że Indie uznają suwerenną władzę Wietnamu nad obszarami, gdzie mają powstać platformy wiertnicze. Władze w Hanoi zezwoliły indyjskiej marynarce wojennej na korzystanie z portu w Nha Trang. Ponadto oba kraje korzystają w dużym stopniu z rosyjskiego uzbrojenia. Indie zobowiązały się do dostarczenia Wietnamowi produkowanych w indyjsko-rosyjskiej kooperacji niewykrywalnych dla radarów ponaddźwiękowych pocisków manewrujących BrahMos oraz do rozszerzenia wsparcia IT dla wietnamskiej armii.
    Pikanterii dodaje fakt, że w innym sporze – o Wyspy Spratly – Filipiny umacniają swoją obecnośc wojskową na spornych terytoriach. Co ciekawe, Manila rości pretensje do obszarów, które za swoje uważa np. Malezja – kraj, który nijak nie zdradza zaniepokojenia postępowaniem Chin. Dodajmy, postępowaniem nie odbiegającym od standardów przyjętych w tej części świata, m.in. stosowaniem polityki faktów dokonanych.
    Biorąc to pod uwagę nie twierdzę, że okrążanie (choc słowo „okrążanie” to raczej przesada – za wiele „dziur”) Chin to efekt tylko starań Pentagonu. Możliwe, że i Moskwa macza tu paluchy. W wypadku zbliżenia Rosji z Indiami to niemal pewnik, że ma ono przede wszystkim wymowę antychińską. Ale kraje mają prawo do kreowania takich czy innych aliansów (zwł. że Rosja ma sporo do stracenia w konfrontacji z Chinami). Sytuacja wokół Chin to także efekt umiędzynaradawiania sporów przez takie kraje jak Japonia, Filipiny czy Wietnam. Oczywiście nie bez wpływu na nastroje są też nacjonalistyczne nastroje części chińskiego społeczeństwa, którym w pewnym stopniu stara się schlebiac kierownictwo, ale to też woda na młyn rywali Kraju Środka. USA i niektóre inne kraje po prostu potrzebują antychińskiego straszaka, a Pekin, byc może bardziej dbający o image w kraju niż za granicą, niespecjalnie temu przeciwdziała.
    Co się tyczy japońskich zbrodni i konsekwentnego ich zakłamywania przez Tokio, wspomniałem o tym, ponieważ japońska „suwerennośc” nad Diaoyu / Senkaku ma ten sam militarystyczny rodowód co japońskie akty ludobójstwa.
    Stwierdzenie, że spory Japonii z sąsiadami nie mają nic wspólnego z japońskimi zbrodniami wojennymi to tylko nasz, zachodni punkt widzenia, nie uwzględniający odczuc narodów, które zaznały japońskiej okupacji.

  • mialo byc … krazace po chinskich wodach

  • staram sie jak moge … a tak na powaznie, to tu akurat nie macie z panem pilchem racji. to nie sa japonskie i wietnamskie okrety wojenne i lodzie podwodne krazace po japonskich wodach, tylko na odwrot.

    to nie sa kraje specjalnie przychylne armii amerykanskiej jak wietnam czy filipiny, ktore prosza o wspolprace. i to niby one maja uczestniczyc w jakims okrazaniu chin, namowione przez wszechmocny pentagon?

    do tego nic nie maja japonskie zbrodnie wojenne

  • tradycyjnie juz mamy okreslony podzial na cspa – merytoryczny, w tym przypadku pawel behrendt i wojciech jakobik vs. emocjonalny – zyggi + pan pilch
    wartosc komentarzy pana pilcha jest taka, ze pozwala ujrzec zagadnienia chin z punktu widzenia laika

    • Za to merytorycznie (jak zawsze) zabrał głos specjalista (bo nie laik) Rysiek. I oczywiście bez emocjonalnego tonu. :-)

  • Sprzedaż F-35 to kolejny przykład na to, że podgrzewanie atmosfery w regionie jest w interesie amerykańskiego lobby zbrojeniowego.
    Z „agresją” ChALW mielibyśmy do czynienia wtedy gdyby wyspy Diaoyu / Tiaoyu / Senkaku stanowiły integralną część Japonii. Niestety nie są, bo wyspy te w 1895 r. zostały anektowane przez Japonię po wojnie z Chinami. W ogóle retoryka typu „agresja” przypomina czasy sprzed WW2, gdy „agresją” wobec Cesarstwa Japonii mogło być np. danie w pysk japońskiemu żołdakowi dobierającemu się do żony jakiegoś Chińczyka. Niestety, dziś Japonia ma ograniczone możliwości odwetu, więc japońskim elitom władzy pozostaje tylko wrzeszczeć o agresji i – z niejakimi oporami – łasić się do USA. Jedno i drugie jest jak najbardziej na rękę Waszyngtonowi – podobnie jak pogorszenie relacji chińsko-indyjskich jest na rękę Rosji, która obu krajom masowo sprzedaje najnowsze uzbrojenie, a dodatkowo z Indiami intensywnie kooperuje w branży rakietowej.
    Tokio nie ma zamiaru rozliczyć się ze swoją militarystyczną przeszłością. Dowodem tego jest nie tylko spory z sąsiadami (nie tylko z Chinami i Tajwanem, ale także z Koreą Pd. – o wysepki Dokdo / Takeshima oraz z Rosją – o południowe Kuryle). Również konsekwentne odmowy wypłacenia godziwych odszkodowań alianckim żołnierzom oraz cywilom z zaatakowanych krajów, bestialsko traktowanym przez japońskich militarystów w czasie II wojny światowej. Pójście w zaparte, fałszowanie historii w podręcznikach, umizgi do skrajnej prawicy – to niestety, najwyraźniej wciąż typowe „zagrania” Tokio. To tłumaczy, dlaczego Japonia wciąż nie cieszy się sympatią ani szacunkiem innych azjatyckich narodów.

    • Panie Zyggi wychodzi pana natura a mianowicie ,bezkrytyczne spojżenie na Chiny i zupełnie nieobiektywne spojżenie na inne kraje a w szczególności USA ,jeszcze przekona się o mojej racji ale już będzie to wtedy mało istotne.

      • Avatar Zyggi

        @ P. Stefan.
        Na Chiny nie patrzę bezkrytycznie, czego dowiodłem nieraz w komentarzach, np. w kwestii Tybetu. Natomniast patrzę na nie racjonalnie, a nie mając pełne portki na widok wzrostu ich potęgi. No bo o czym to niby mam się przekonać? Że Chiny podbiją świat? A podbiły go już kiedyś? Miały kiedyś takie ambicje? Może Pan słyszał, bo ja nie. Czy w Chinach powstała kiedyś ideologia wyższości rasowej lub zakładająca zdominowanie całego świata, jak to było w Niemczech i Japonii?
        Nie jestem zwolennikem akcji Chin na archipelagu Diaoyu / Senkaku, co Pan sugeruje. Ale też nie nazwałbym tego „agresją”, jak to próbują przedstawić japońskie media. Gdyby tam pojawiły się statki japońskie, to też byłaby agresja? Jeśli nie, to proszę nie mówić o obiektywizmie. Niech Pan lepiej zmieni swoje „spojżenie”.
        Jeśli na sporne wyspy wolno było dotąd wpływać Japończykom, to dlaczego nie Chińczykom? A może nie uważamy je za sporne tylko należące do Japonii?
        To samo dotyczy wysepek Dokdo / Takeshima, gdzie Japończycy zaczęli robić badania naukowe. Pojawili się tam (podobnie jak Chińczycy na Diaoyu / Senkaku) nie pytając nikogo o zdanie. Tyle, że w wypadku sporu o Diaoyu / Senkaku mówi się o „agresji Chin”, a w wypadku Dokdo / Senkaku o „japońskich badaniach naukowych”. Tak Pana zdaniem wygląda obiektywizm? A może za kilka lat dowiemy się, że w 1937 r. to Chiny sprowokowały Japonię? Nie zdziwiłbym się. Skoro niektóre zachodnie media już dziś mówią o „polskich obozach zagłady”, to możliwe, że jeszcze niejedną pseudohistoryczną rewelację usłyszymy…

    • P.Zyggi. Zwolnił mnie Pan z konieczności zabrania głosu. Mądrze. Merytorycznie i całościowo. Dziękuję.

  • zgadza sie, ciekawy artykul
    zamiast czynnika chinskiego powiedzialbym wprost – agresja ChAL i tzw lodzi rybackich wobec sasiada

    japonia zaczyna takze przemieszczac swoje wojska z polnocy na poludnie wokol wyspy yonaguni

    do klubu f-35 madolaczyc takze australia – planowane 100 sztuk i ewentualnie korea

  • Gratuluję naszpikowanego informacjami tekstu:)

    Japończycy idą w jakość bo jeśli chodzi o ilość to nie będą mieli czego szukać w rywalizacji z Chinami

Pozostaw odpowiedź