Chiny news,Japonia news,Komentarz eksperta

P. Behrendt: Spór o wyspy ujawnia wewnętrzne problemy uczestników

Niesłabnący od miesiąca spór japońsko-chińsko-tajwański o archipelag Senkaku/ Diaoyu/ Tiaoyu jest bardziej wypadkową problemów wewnętrznych zaangażowanych rządów niż efektem realizacji jakiejś konkretnej polityki zagranicznej.

Spór został na nowo rozdmuchany przez gubernatora Tokio Shintaro Ishiharę, który w połowie kwietnia zadeklarował chęć wykupienia wysp z rąk prywatnych właścicieli. Już wtedy komentatorzy uważali, że jest to zagranie obliczone na zdobycie poparcie skrajnie prawicowego elektoratu, mające przygotować grunt pod powrót Ishihary do wielkiej polityki. Zagranie okazało się chyba bardziej skuteczne niż przewidywano, gdyż gubernator Tokio zdołał od tego czasu uzbierać z datków 1,5 mld ¥, przeznaczonych na zakup wysp, za które właściciele żądali 2 mld ¥. Swoje poparcie dla pomysłu wyrazili także liczni politycy i to zarówno rządzącej DP, jak i opozycyjnej LDP; Ishihara domagał się nawet włączenia kwestii Senkaku do agendy wyborczej LDP w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Zmagający się z licznymi problemami, w tym coraz słabszym poparciem społeczeństwa, rząd premiera Yoshihiko Nody zdecydował się włączyć do gry i także postawić na kartę nacjonalizmu. W efekcie 11 września doszło do nacjonalizacji 3 prywatnych wysp wchodzących w skład archipelagu. Tym samym Tokio sprowokowało do działań nie tylko Pekin, ale także teoretycznie sojusznicze Tajpej; a nie wiadomo czy takie rozegranie sprawy przełoży się na sukces w listopadowych wyborach. O tym, że decyzja wykupu wysp była przynajmniej częściowo podyktowana zbliżającymi się wyborami świadczy fakt, iż umowa o dzierżawę wysp wygasała dopiero w kwietniu przyszłego roku, a do tego rząd miał prawo pierwszeństwa przy zawieraniu wszelkich umów dotyczących statusu wysp. Co więcej władze Tokio nie mogły, od razu kupić wysp, ponieważ wszelkie transakcje powyżej 40 mln ¥ wymagają zgody stołecznego zgromadzenia parlamentarnego, a ta nie była już taka pewna. Czy akcja chińskich aktywistów z połowy sierpnia w jakikolwiek sposób przyczyniła się do przyspieszenia decyzji japońskiego rządu? Niewiadomo. Ostra reakcja Pekinu była jednak pewna, z czego rząd Nody zdawał sobie w pełni sprawę. Tego samego dnia, którego ogłoszono nacjonalizację wysp do Chin udał się z zadaniem “wynegocjowania spokojnej reakcji Pekinu i wyjaśnienia japońskich intencji” Shinsuke Sugiyama, dyrektor generalny biura ds. Azji i Pacyfiku japońskiego MSZ. Jak wynika z ostatnich wydarzeń misja Sugiyamy nie zakończyła się pełnym sukcesem. Jednakże Pekin ma w tej sprawie także ograniczone pole manewru, stając się zakładnikiem swojej dotychczasowej polityki.

Wedle oficjalnego stanowiska chińskich władz Wyspy Senkaku/ Diaoyu stanowią część terytorium zagarniętego przez Japonię w wyniku wojny z lat 1894-95. Wśród historyków pojawiają się jednak głosy, że nie jest do końca jasne czy archipelag jest rzeczywiście wymieniony w kończącym wojnę traktacie z Shimonoseki. Jeżeli faktycznie tak jest to wszelkie roszczenia ChRL i Rch (Tajwan) stają się bezpodstawne. Faktem jest, że mało kto interesował się wyspami aż do roku 1969, kiedy Komisja Gospodarcza Azji i Dalekiego Wschodu ONZ ogłosiła, że pod dnem morskim w rejonie archipelagu można spodziewać się złóż ropy i gazu ziemnego. Od tamtej pory Senkaku/ Diaoyu stały się symbole chińskich terytoriów okupowanych przez Japonię, a ich odzyskanie punktem narodowego honoru. Regularnie w pobliżu archipelagu pojawiali się chińscy rybacy, co prowadziło nieraz do incydentów z japońską strażą wybrzeża i w efekcie kryzysów, jak w 2010. W okolicach pojawiały się także jednostki chińskiej Państwowej Administracji Oceanicznej, a niekiedy nawet marynarki wojennej. Pekin chętnie zagrywa kartą nacjonalistyczną, a z powodów historycznych Japonia idealnie nadaje się do pełnienia z jednej strony roli „chłopca do bicia”, a z drugiej straszaka jednoczącego chińskie społeczeństwo. W obecnym kryzysie działania chińskich władz przebiegają trójtorowo. Po pierwsze media stają po stronie protestujących i publikują materiały, w których otwarcie grozi się Japonii, jak chociażby jeden z wstępniaków tabloidu „Global Times”, gdzie zapowiada się „użycie wszelkich możliwych środków, aby uświadomić Japonii nieopłacalność dalszego zatrzymywania Diaoyu”. Po drugie ministerstwo spraw zagranicznych ostro krytykuje działania Tokio, ale jednocześnie deklaruje chęć konstruktywnego rozwiązania sporu na drodze dialogu. Wreszcie dowództwo Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej wysyła otwarcie uspokajające sygnały; trzeba zauważyć, że przez cały czas w pobliżu wysp nie zjawił się ani jeden okręt wojenny, czy samolot wojskowy. Wszelkie chińskie jednostki pływające niepokojące japońską straż wybrzeża należą do Państwowej Administracji Oceanicznej, bądź, są to kutry rybackie, przypuszczalnie podporządkowane formacjom paramilitarnym.

Pekinowi najwyraźniej nie zależy na zbytniej eskalacji konfliktu, zwłaszcza wobec zbliżającego się przekazania władzy. Jednakże dotychczasowy rozwój nacjonalizmu w Chinach i jego znaczne wykorzystywanie przez władze uczyniły z decydentów zakładników własnej polityki. Nagły odwrót od zdecydowanej polityki w sprawie wysp, mógłby obrócić gniew protestujących przeciwko władzy, czyniąc z rządzących „zdrajców narodu”. Zresztą zarówno w szeregach KPCh jak i ChALW istnieje grupa „jastrzębi”, którym trzeba dać jakieś ograniczone pole do popisu.

Bardzo ciekawa jest sprawa udziału w sporze Tajwanu, który jako Republika Chińska także zgłasza pretensje do Senkaku/ Tiaoyu. Nie jest wykluczone, że poza realizacją polityki walki o zagrabione ziemie chińskie, Tajpej stara się w ten sposób przypodobać Pekinowi i uzyskać dzięki temu korzystniejszą pozycję w przyszłych rozmowach zjednoczeniowych. Bardziej prawdopodobne jednak, że włączając się w spór prezydent Ma Ying-jeou chce zaprezentować się, jako twardy polityk i mąż stanu, a tym samym poprawić słabnące poparcie społeczne. Niewykluczona jest także chęć zademonstrowania „chińskości” rządzącej KMT. Niezależnie od rzeczywistych motywów, władze w Tajpej zdecydowały się wysłać na manewry w pobliże wysp 2 okręty straży wybrzeża oraz odwołać na czasowe konsultacje szefa biura łączności, czyli de facto ambasadora, Shen Ssu-tsuna.

Wszelkie dotychczasowe kryzysy w sporze o Senkaku/ Diaoyu/ Tiaoyu przysychały do tej pory po pewnym czasie, wzajemne powiązania gospodarcze okazywały się silniejsze niż chęć przywdziewania stroju obrońcy ojczyny. Tak będzie zapewne i tym razem, jednak radykalne działania podjęte przez Tokio nie pozwolą na normalne czekanie aż wrzawa sama przycichnie. Pekin i Tajpej zostały urażone, i ze względu na swoją dotychczasową politykę nie mogą pozwolić na zwykłe uspokojenie sprawy. Raptowna decyzja o nacjonalizacji wysp będzie się jeszcze długo odbijać Tokio czkawką.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Spór o wyspy ujawnia wewnętrzne problemy uczestników Reviewed by on 22 września 2012 .

Niesłabnący od miesiąca spór japońsko-chińsko-tajwański o archipelag Senkaku/ Diaoyu/ Tiaoyu jest bardziej wypadkową problemów wewnętrznych zaangażowanych rządów niż efektem realizacji jakiejś konkretnej polityki zagranicznej. Spór został na nowo rozdmuchany przez gubernatora Tokio Shintaro Ishiharę, który w połowie kwietnia zadeklarował chęć wykupienia wysp z rąk prywatnych właścicieli. Już wtedy komentatorzy uważali, że jest to zagranie obliczone

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 7

  • to sie wkopalem … takze wiec dzieki

  • Pawle – jak zwykle trafnie, szczegolnie udany przedostatni paragraf

    • Avatar Paweł Behrendt

      Dzięki :) Opierałem się na Twoich sugestiach z dyskusji przy poprzednim artykule

  • „…zapowiada się <>” otóż to – nieopłacalność :)

    Kilka miesięcy temu miały miejsce podobne napięcia wokół Wysp Spratly/Huangyan (było nawet palenie flag chińskich). Chiny nałożyły wówczas na przemysł turystyczny Filipin „sankcje” w postaci odgórnego zakazu wszelkich podróży. Wydaje się, że dla tego kraju był to wystarczająco mocny argument aby ustąpić, gdyż obecnie chińskie media zapewniają o „konstruktywnych rozmowach w przyjaznej atmosferze” Xi Jinpinga i specjalnego wysłannika Prezydenta Filipin (23.09.12).

    AP informuje o zapowiedziach podobnych sankcji wobec Japonii. Tym razem jednak Chiny mają do czynienia z zawodnikiem cięższej wagi, więc dysputa o wyspy bedzie się coraz mniej opłacała i jednym i drugim. Ponadto już niedługo po obydwu stronach nowe rozdanie, więc będzie to dobra okazja do unormowania relacji i znalezienia nowych tematów zastępczych.

    • „zapowiada się „użycie wszelkich możliwych środków, aby uświadomić Japonii nieopłacalność dalszego zatrzymywania Diaoyu” – do tego piłem. źle się zacytowało :)

  • Avatar Mariusz Dąbrowski

    „Raptowna decyzja o nacjonalizacji wysp będzie się jeszcze długo odbijać Tokio czkawką”. Uważam, że ta decyzja w perspektywie wyborów parlamentarnych w Japonii pozwoli załagodzić być może jeszcze większy spór wokół wysp. Dzięki tej decyzji DP wybiła mocną kartę z rąk LDP, tym bardziej że wielkie szanse na fotel szefa LDP – i prawdopodobnie urząd premiera – ma Nobuteru Ishihara, syn gubernatora Tokio. Niewykluczone, że ojciec i syn zaplanowali całą awanturę o wyspy, ale tego jedynie możemy się domyślać… 26 września odbędą się wybory na szefa LDP i wówczas zobaczymy kto zostanie nowym liderem partii. Pawle, w tekście napisałeś o listopadowych wyborach. Skąd wziąłeś tę datę, bo przecież dokładna data wcześniejszych wyborów nie jest jeszcze znana? Domyślam się, że jest to Twoja prognoza? :-) W każdym razie, dzięki za tekst, bo jest w nim kilka ciekawostek, o których wcześniej nie wiedziałem. Pozdrawiam :-)

    • Avatar Paweł Behrendt

      Z perspektywy wyborów parlamentarnych może być to faktycznie dobry ruch; pisząc o „czkawce” miałem na myśli relacje z obydwoma państwami chińskimi. Co do terminu wyborów, zdaje się, że listopadowy termin sugerował Osamu Fujimura, albo nawet sam Kan. Musiałbym dokładnie poszperać i odnaleźć właściwy news.

Pozostaw odpowiedź