Artykuły,Publicystyka

P. Behrendt, R. Pyffel: Chiny jak wilhelmińskie Niemcy

Wilhelm_II_of_Germany

Pierwsze skojarzenie jakie wiąże się ze współczesnymi  Chinami to „fabryka świata”, zalewająca świat tanimi produktami, kiepskiej jakości. Z kolei niemiecka gospodarka, chociaż także oparta na eksporcie, kojarzy się z produktami wysokiej klasy. Paradoksalnie sto lat temu „fabryką świata” były właśnie Niemcy, które w tej roli zastąpiły Wielką Brytanię. Różnica tkwiła w oferowanym asortymencie. Niemiecki przemysł przed pierwszą wojną światową skupił się na metalurgii, chemii oraz przemyśle precyzyjnym (z raczkującą wtedy elektrycznością). W jego ofercie oprócz tanich, masowych produktów były także te najwyższej jakości, czyli wszystko od armat przez zabawki po igły krawieckie. Jednym z głównych odbiorców masowej produkcji niemieckiej były w owym czasie Chiny. Jak widać historia zatoczyła koło.

Sukces gospodarczy jaki Państwo Środka osiągnęło w ostatnich trzech dekadach przyczynił się do zwiększenia asertywności ich elit i dumy narodowej wśród zwykłych ludzi. Z nich z kolei wynika ambicja zdobycia pozycji prawdziwego mocarstwa, w Chinach dodatkowo wzmacniana wspomnieniem dawnej potęgi własnego państwa-cywilizacji i ponad stu lat doznawanych ze strony Zachodu upokorzeń (tak zwane bainian guochi i bupingdengde tiaoyue – epoka nierównoprawnych traktatów narzucanych siłą w czasie wojen opiumowych w XIX wieku). Jednak dążące do zmiany zastanego ładu Chiny, które oficjalnie się od tego odżegnują, wywołują oczywiście opór starych mocarstw, zdeterminowanych by utrzymać swoją dotychczasową pozycję. Dokładnie taka sama sytuacja istniała pod koniec XIX stulecia kiedy rodzące się mocarstwa: Niemcy, Japonia i USA rzuciły wyzwanie na różnych polach Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji. Obecnie na mocarstwa wyrastają lub do tego statusu powracają Chiny, Indie i Brazylia. Co ciekawe zmianą panującego układu sił z USA jako hegemonem zainteresowane są także „stare mocarstwa” – Rosja, Francja i Niemcy.

Rywalizacja między starymi, a nowymi potęgami to nic nowego. W XVII w. Anglia, Francja i Holandia zaatakowały imperia Portugalii i Hiszpanii, by następnie zacząć walczyć między sobą. Z tej walki zwycięsko wyszła Anglia, a metody które zastosowała były dużo bardziej brutalne (vide zbrojne zajęcie Quebeku, Cejlonu, Kraju Przylądkowego) od używanych przez wilhelmińskie Niemcy, czy współczesne Chiny, preferujące przynajmniej jak na razie głównie presję ekonomiczną.

Najbardziej zaskakującym podobieństwem między bismarckowskimi Niemcami a ChRL jest zainteresowanie Afryką. W obu przypadkach chodzi o zasoby naturalne oraz rynki zbytu. Chiny znajdują się jednak w znacznie lepszej sytuacji niż Niemcy na początku XX stulecia, bowiem dawny system kolonialny zastąpiony został siecią mniej lub bardziej oficjalnych powiązań z dawną metropolią. W takich warunkach dużo łatwiej prowadzić ekspansję gospodarczą i stosować nieformalne metody nacisku. Całą sprawę ułatwia dodatkowo Chińczykom antyzachodni resentyment w Afryce.  Tamtejsi przywódcy nie chcą już słuchać kolejnych napomnień i kazań Zachodu o demokracji i prawach człowieka i witają przyjeżdżających z walizkami pieniędzy i pro-biznesowych Chińczyków z otwartymi ramionami.

Najbardziej niepokojąca cecha wspólna obu państw to niejasne mechanizmy kontroli nad armią, prowadzące do przekształcenia jej w „państwo w państwie”. W trakcie pierwszej wojny światowej niemiecki sztab generalny zyskał większy wpływ na politykę zagraniczną państwa niż ministerstwo spraw zewnętrznych. Z czasem te wpływy zostały rozszerzone także na politykę wewnętrzną. W Chinach podobnie jak w Związku Radzieckim na którym się wzorowano, armię kontroluję partia. W ZSRR partia, armia i bezpieka stanowiły trzy osobne organizmy, przy czym partia umiejętnie stosowała zasadę „dziel i rządź”, przeciwstawiając armię bezpiece i odwrotnie. W ChRL partia i armia stanowią strukturę jedną wewnątrz drugiej, a służba bezpieczeństwa podlega częściowo amii, a częściowo Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego. Co więcej, na ostatnim kongresie partii w 2007 r. około 30% delegatów wywodziło się z armii. To bardzo niebezpieczna sytuacja ( nie do pomyślenia w Związku Radzieckim), która może grozić przejściem władzy z rąk nowoczesnych technokratów do twardogłowych wojskowych. Ich nastawienie może być znacznie bardziej nacjonalistyczne, a wizja dalszego rozwoju Chin znacznie bardziej konfrontacyjna.

Kolejne podobieństwo to sytuacja geopolityczna Chin i wilhelmińskich Niemiec. W obu przypadkach mamy do czynienia z państwami położonymi centralnie względem swojego regionu, czy kontynentu, które zawsze będą miały wszelkie predyspozycje do zdominowania sąsiadów. Oprócz położenia przemawiają za nimi potencjał ludnościowy i gospodarczy. Samuel Huntington twierdził, że Chiny tylko z racji samych swych rozmiarów mogą zostać największą gospodarką i potęgą globu, tak jak było to do końca XVIII wieku.

Różnice

W przeciwieństwie do Chin, Niemcy są jedynie „państwem centralnym”, od czasu do czasu pretendującym do roli europejskiego hegemona, jaką pełniły we wczesnym Średniowieczu. Chiny zaś w opinii ich mieszkańców, były i znów mogą być centrum wszechświata, „Państwem Środka”, swoistym mikrokosmosem. Za Wielkim Murem, podobnie jak w USA istnieje silna tradycja izolacjonistyczna. Kraj ten w swojej długiej historii kilkakrotnie odcinał się od świata zewnętrznego. Dla Niemiec taki wariant jest niemożliwy-nigdy nie postawią one Wielkiego Muru w środku Europy. Cywilizacja zachodnia mogłaby istnieć bez Niemiec, chociaż byłaby znacznie uboższa. Z kolei Chiny to kilkadziesiąt ludów, prowincji wielkości państw europejskich, cywilizacja sama w sobie, która może istnieć w kontakcie czy symbiozie ze światem zewnętrznym, jak w na przykład w czasach Jedwabnego Szlaku, ale może obejść się także bez niego. Chińczycy są tego świadomi, stąd też bierze się ich paternalistyczny stosunek do reszty świata. Rezultatem tego są różne oblicza niemieckiego i chińskiego nacjonalizmu. Niemiecki z epoki cesarstwa zakładał ekspansję i konieczność udowodnienia własnej wyższości nad innymi, natomiast od ponad stu celem chińskich nacjonalistów lat jest także udowodnienie własnej wartości, jednak w inny sposób. Najpierw było nim wyrzucenie z Chin „zamorskich diabłów”, a gdy okazało się to niekorzystne, użycie ich według zasady „wykorzystać Zachód dla Chin” dla przywrócenia „Państwu Środka” „należnego w świecie miejsca”. Nacjonalizm stał się dla KPCh wentylem bezpieczeństwa, pozwalającym kanalizować społeczne niezadowolenie, a po 1989 roku głównym filarem jej legitymacji, jako ugrupowania i przywracającego Chinom dawną potęgę i broniącego go przed Zachodem i Japonią, które nie potrafią się z tym pogodzić. Jednak w trakcie zeszłorocznych demonstracji antyjapońskich (wywołanych aresztowaniem przez Japończyków chińskiego kutra przy spornych wyspach Senkaku/ Daioyu) sytuacja wymknęła się spod kontroli. Do haseł antyjapońskich dołączyły te krytykujące biurokrację, korupcję i nieudolność. Po raz kolejny potwierdziły się obawy iż chiński nacjonalizm to „szpada o podwójnym ostrzu” i w przyszłości decydenci w Pekinie będą musieli zagrywać tą kartą coraz ostrożniej.

Olbrzymia różnica to także potencjał naukowo-techniczny. Nauka w cesarskich Niemczech była na bardzo wysokim poziomie, a w dziedzinie nauk ścisłych państwo to wręcz wyprzedzało swoją epokę. W Chinach, które wydają na naukę trzy razy większy odsetek PKB niż UE w ciągu ostatnich 30 lat dokonał się gigantyczny postęp, jednak nadal im daleko do światowej czołówki. Chiński przemysł mimo kilku spektakularnych sukcesów w dziedzinie wojskowości (o niepewnych możliwościach i osiągach takich jak niewykrywalny myśliwiec J-20, niszczyciele typów 051, 052, fregaty typu 054) ciągle ma problemy z opanowaniem rosyjskich i zachodnich technologii z lat 80- i 90-tych (chodzi głównie o silniki lotnicze oraz nuklearny napęd okrętów podwodnych).

Najważniejsza różnica leży jednak w konstrukcji całego systemu międzynarodowego i mentalności jego uczestników. W roku 1914 wszystkie mocarstwa powitały wybuch wojny z entuzjazmem widząc w niej same potencjalne korzyści. Była to tragiczna pomyłka, ostatecznie zyskały jedynie najmniej w nią zaangażowane mocarstwa czyli USA i Japonia. Obecnie wszyscy zainteresowani uważają konflikt za zupełnie nieopłacalny. Tym bardziej Współczesne Chiny, których doktryna pokojowego rozwoju, akcentuje potrzebę stabilnego otoczenia międzynarodowego, jako niezbędnego elementu ich dalszej modernizacji. Nie oznacza to, że groźbę zbrojnego konfliktu należy wykluczyć. Jak mówi sformułowana w latach 50tych poprzedniego stulecie, słynna teoria tranzycji władzy (power transition theory), gdy na arenę dziejów wkracza nowe supermocarstwo, zawsze wywołuje to ogromne napięcia…

Autorzy: Paweł Behrendt, Radosław Pyffel

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt, R. Pyffel: Chiny jak wilhelmińskie Niemcy Reviewed by on 1 marca 2011 .

Pierwsze skojarzenie jakie wiąże się ze współczesnymi  Chinami to „fabryka świata”, zalewająca świat tanimi produktami, kiepskiej jakości. Z kolei niemiecka gospodarka, chociaż także oparta na eksporcie, kojarzy się z produktami wysokiej klasy. Paradoksalnie sto lat temu „fabryką świata” były właśnie Niemcy, które w tej roli zastąpiły Wielką Brytanię. Różnica tkwiła w oferowanym asortymencie. Niemiecki przemysł

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 11

  • Analiza fraz występujących w angielskiej literaturze:
    „Made in Germany”, „Made in China”, „Made in Japan”.
    http://ngrams.googlelabs.com/graph?content=Made+in+China%2CMade+in+Germany%2CMade+in+Japan&year_start=1880&year_end=2008&corpus=0&smoothing=3

    Oraz fraza wycięta z książki (1915) :

    „In the east you’ll see „Made in Germany” stamped on
    everything from tin mugs to one-handle plows. Why? Be-
    cause the American says: „One-handle plows? What
    blasted idiocy; of course not! Why should we make ’em;
    nobody ought to use ’em.” Of course the order goes to
    Germany. Down in Spanish America they don’t like flat
    last shoes ; they want the long, narrow pointed upturned toe.
    They get them from England and Germany. Why? Be-
    cause, as Senator Lafayette Young told us, „our American
    wants to be a missionary instead of a salesman” ; he is not
    educated to understand that under any condition can a one-
    handle plow or an upturned toe on a shoe be right. ”

    Link:
    http://www.ebooksread.com/authors-eng/elias-st-elmo-lewis/getting-the-most-out-of-business-observations-of-the-application-of-the-scienti-iwe/page-11-getting-the-most-out-of-business-observations-of-the-application-of-the-scienti-iwe.shtml

  • Bardzo dziękuję za pozytywne komentarze,
    zgadzam się z odpowiedzią Radka, a od siebie chciałbym dodać jeszcze następujące rzeczy:

    1. co do gospodarki: w latach 60-tych i 70-tych z produkcji tandety słynęli Japończycy, rzecz dzisiaj nie do pomyślenia.

    2. co do służb specjalnych: w ZSRR służby wzajemnie się zwalczały ku zadowoleniu i korzyści Partii (która walki te inspirowała), obecnie władza przeszła w ręce ludzi dawnej KGB; którzy, z tego co mi się wydaje, mają „biznesowe” podejście do władzy, z przyzwyczajenia oraz we własnym dobrze pojętym interesie będą trzymać armię w ryzach.

    3. potencjał naukowy: zaproponowałem tutaj podejście od strony akademickiej, niemieckie uczelnie już wtedy cieszyły się renomą, chińskie ciągle budują swoją pozycję, co jest dość utrudnione kiedy najzdolniejsi naukowcy wolą wyjechać i pracować na zachodzie; pod uwagę można brać jeszcze nagrody Nobla, Niemcy którzy otrzymywali je 100 lat temu pracowali w Niemczech, współcześni Chińczycy zwykle za badania prowadzone na amerykańskich uczelniach. Pozostaje tylko czekać kiedy i pod tym względem przegonią Europę (to prędzej) i USA (tu nieco dłużej)

  • Jeszcze jest jedno podobieństwo między Niemcami a Chinami, a dotyczy ono etykiet „made in…”. Otóż, w XIX wieku Brytyjczycy wymyślili etykietki z napisem „Made in Germany”. Etykiety miały odróżniać słabej jakości niemieckie produkty zalewające rynek brytyjski. Dzisiaj „Made in Germany” to gwarancja jakości. Kilka miesięcy temu Parlament Europejski przegłosował propozycję wprowadzenia obowiązkowych plakietek z napisem „Made in…” na produkty pochodzące spoza UE. Przede wszystkim chodzi o konkurencję z Chin, aby produkty z Państwa Środka były wyraźnie oznaczone „Made in China”. Podobieństwo obu przypadków jest oczywiste. Pytanie, czy etykietka „Made in China” stanie się pewnego dnia gwarantem jakości? Wszystko jest przed nami. A jako ciekawostkę dodam, że dzisiaj najbardziej przeciwni w EU obowiązkowym etykietom „Made in…” są ich dziewiętnastowieczni twórcy – Brytyjczycy, bo uważają je jako element protekcjonizmu. Cóż za ironia losu :-)

    • O ile wymysły eurokratów są na ogół godne pożałowania, to w tym przypadku popieram. Konsument tak samo jak ma prawo wiedzieć jakie są składniki danego produktu (czy z czego jest wykonany) to tak samo powinien posiadać wiedzę nt. kraju pochodzenia tego produktu. Chcę mieć możliwość wybierania produktów z tego państwa, które mam ochotę !

      • Avatar Zyggi

        Zgadzam się. To z pewnością przyczyni się do tego, że przynajmniej niektórzy producenci bardziej postarają się o lepszą jakośc, by nikt nie obarczał ich winą, że wizerunek ich kraju cierpi z powodu bublowatych wyrobów.

      • Avatar trep

        Port Hamburg jest otoczony halami, do których wędrują towary ze świeżo zaimportowanych kontenerów. Tam, przy taśmociągach, zmienia się metki Made in China na Made in Germany, zanim towary trafią do sklepów.

      • Avatar Zyggi

        To ciekawe. Zwłaszcza, że osobiście nie słyszałem o takich przypadkach. Czy mógłby Pan podać jakiś konkretny przykład takiego przemetkowanego artykułu?

  • Bardzo ciekawy i dający do myślenia artykuł. Niemniej mam tu kilka skromnych uwag.
    Cyt. „Niemiecki przemysł przed pierwszą wojną światową skupił się na metalurgii, chemii oraz przemyśle precyzyjnym (z raczkującą wtedy elektrycznością). W jego ofercie oprócz tanich, masowych produktów były także te najwyższej jakości, czyli wszystko od armat przez zabawki po igły krawieckie.”
    W dzisiejszych Chinach nie inaczej. Chiny są np. numerem 1 nie tylko w produkcji tandetnych zabawek czy podkoszulków ale i w przemyśle hutniczym, cementowym, elektronicznym, niebawem także stoczniowym. Produkują superkomputery, wysokiej klasy sprzęt hifi (Koda, Xindak), telewizory, laptopy, telefony komórkowe (Huawei, ZTE), sprzęt AGD (Haier), z roku na rok coraz lepsze samochody (także z silnikami elektrycznymi, jak BYD).
    Cyt. „Co więcej, na ostatnim kongresie partii w 2007 r. około 30% delegatów wywodziło się z armii. To bardzo niebezpieczna sytuacja ( nie do pomyślenia w Związku Radzieckim), która może grozić przejściem władzy z rąk nowoczesnych technokratów do twardogłowych wojskowych. Ich nastawienie może być znacznie bardziej nacjonalistyczne, a wizja dalszego rozwoju Chin znacznie bardziej konfrontacyjna.”
    W Związku Radzieckim obecność wojska nie była widoczna. Za to ogromną rolę w strukturach władzy odgrywały i nadal odgrywają (w Rosji oraz większości republik postsowieckich) specsłużby: KGB i GRU, obecnie pod zmienionymi nazwami. Czy w Chinach byłoby do pomyślenia, by prezydent lub premier oficjalnie prezentował się jako były agent? Wątpię.
    Cyt. „Olbrzymia różnica to także potencjał naukowo-techniczny. Nauka w cesarskich Niemczech była na bardzo wysokim poziomie, a w dziedzinie nauk ścisłych państwo to wręcz wyprzedzało swoją epokę. W Chinach, które wydają na naukę trzy razy większy odsetek PKB niż UE w ciągu ostatnich 30 lat dokonał się gigantyczny postęp, jednak nadal im daleko do światowej czołówki.”
    Czy aby na pewno Chinom daleko tu do czołówki? Przecież wychodzą już z 5-ego na 4-te miejsce (po USA, Japonii i Niemczech) w świecie pod względem liczby zarejestrowanych patentów, w tym roku wyprzedzą bowiem niemal na pewno Koreę Pd., a Francję i W. Brytanię wyprzedziły już jakieś 2 lata temu.

    • Panie Zyggi,

      Bardzo dziekuje za komentarz,

      Nie wiem co na ten temat ma do powiedzenia Pawel, z ktorym napisalismy ten artykul, wypowiadam sie bowiem we wlasnym imieniu,

      Co do produkcji niemieckiej z konca XIX wieku i wspolczesnej chinskiej jest dokladnie tak jak Pan pisze. Na tym wlasnie polega ten paradoks. Zarowno Niemcy wtedy, jak i Chinczycy teraz zrobia prawie wszystko. Kwestia jest tylko ceny.

      Co do agentow na szczytach wladzy, nie znam Rosji na tyle dobrze by wejsc tutaj z Panem w jakas sensowna polemike. Niebezpieczenstwo w ChRL polega na tym ze kregi wojskowe sa tam nastawione bardziej konfrontacyjnie wobec swiata zewnetrznego i bardziej konserwatywnie ( czyli mniej proreformatorsko) wobec sytuacji wewnetrznej.
      W Rosji jak sadze elity tego kraju ( powiedzmy ze wywodzace sie z KGB-byc moze moj sad to uproszczenie- nie znam Rosji) maja jakas wizje jej modernizacji ( sluszna czy niesluszna), gdy tymczasem w Chinach istnieje grozba, ze wojskowi kaza reformatorom spakowac zabawki i wprowadza ostry kurs. .

      • Avatar ciekawy

        Panie Pyffel, przez ostry kurs ma Pan na myśli częściowy powrót do systemu gospodarczego funkcjonującego sprzed reform Denga i podporządkowanie gospodarki armii ?

      • Avatar Radek Pyffel

        @ciekawy

        „Ptak raz wypuszczony z klatki juz do niej nie wroci” jak mawial zwolennik centralnego planowania Chen Yun. Powrot do stanu sprzed Denga, a nawet sprzed podrozy na Poludnie w 1992 roku to obecnie mrzonki. Zajeloby to Chinom klikadziesiat lat, szybko by sie chyba okazalo ze sens takiego powrotu wywoluje duzo wiekszy opor spoleczny niz kosztowna spolecznie modernizacja.

        Mowiac o konserwatywnych kregach w armii mialem na mysli raczej odejscie od doktryny pokojowego wzrostu i integrowania Chin ( harmonijnego) ze strukturami miedzynarodowymi w tym z Ameryka ( Chinameryka). Wiele osob twierdzi ze w perspektywie dlugoterminowej Chiny niczego takiego w ogole nie planuja ( Mosher „Chinski hegemon”).
        W polityce wewnetrznej, to z pewnoscia spowodowaloby ograniczenie licznych swobod ktorymi juz ciesza sie Chinczycy ( wiem ze Pan w to raczej nie wierzy :), ale zakres tych swobod jednak stopniowo sie zwieksza, coraz wiecej w Chinach mozna, choc czesto jest to efektem slabosci czy slabniecia systemu, a nie swiadoma polityka).
        Dojscie do wladzy kregow konserwatywnych nie spowodowaloby powrotu do maoizmu, ale na pewno zaostrzenie kontroli. Jakie wtedy bylyby Chiny, jakim krajem bylyby na arenie miedzynarodowej, jak dlugo taki system utrzymalby sie w Chinach przy tym spoleczenswtie to wszystko dzisiaj…wrozenie z fusow :)

Pozostaw odpowiedź