P. Behrendt: Powrót japońskich lotniskowców?

 ›  ›  › P. Behrendt: Powrót japońskich lotniskowców?

Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Powrót japońskich lotniskowców?

Zaplanowana w najnowszym budżecie obronnym rozbudowa infrastruktury wojskowej na Morzu Wschodniochińskim wywołała kolejną burzę. W jej efekcie chyba po raz pierwszy od czasów wojny do japońskiej debaty publicznej wtargnął temat powrotu pod banderę ze wschodzącym słońcem lotniskowców.

Przyczyną zamieszania jest stan militarnego zaplecza na obszarach spornych z Chinami. Większości lotnisk położonych w regionie lotnisk ma zbyt krótkie pasy startowe, aby mogły z niego korzystać F-15, F-2 i F-35A. W efekcie startujące z Okinawy albo Kiusiu F-15, mające przechwycić pojawiające się w regionie chińskie samoloty, często przylatują, gdy jest już po sprawie. W dowództwie Japońskich Sił Samoobrony panują obawy, że w wypadku konfrontacji lotnictwo nie będzie w stanie zareagować odpowiednio szybko, a także zapewnić odpowiedniego wsparcia w sytuacji, gdy zajdzie konieczność odbijania wysp z rąk chińskich. Dziennik Tokyo Shinbun podał 26 grudnia, że japoński rząd rozważa zakup myśliwców skróconego startu i pionowego lądowania (STOVL) F-35B, które nie potrzebują długich pasów startowych i wydają się przez to najlepszym rozwiązaniem istniejącej sytuacji. Wśród wytypowanych do rozbudowy baz znajdują się obiekty położone na wyspach Miyako i Amami Ōshima, chociaż w medialnych spekulacjach pojawia się także lotnisko na wyspie Yonaguni. Ta ostatnia jest położona zaledwie 150 km od archipelagu Senkaku/Diaoyu, co zdecydowanie skróciłoby czas reakcji japońskiego lotnictwa.

Nie jest to jedyny problem, z jakim muszą się mierzyć JSDF. Na wyspie Shimojishima znajduje się największe na południe od Okinawy lotnisko z pasem startowym długości 3 tys. m. Obiekt mógłby zostać przystosowany do prowadzenia operacji wojskowych, gdyby nie porozumienie między władzami centralnymi i lokalnymi. W 1971 Tokio zgodziło się, że Shimojishima nie będzie wykorzystywana do celów wojskowych. Władze lokalne twardo obstają przy utrzymaniu tego przywileju. W tej sytuacji rozbudowa innych lotnisk i zakup samolotów STOVL jest rozwiązaniem droższym, ale na pewno szybszym.

Niejako naturalnie wypłynęła tutaj sprawa niszczycieli śmigłowcowych typu Izumo. F-35B może bowiem operować z pokładów okrętów. Myśliwiec wykorzystuje w ten sposób amerykański Korpus Piechoty Morskiej, a w następnej dekadzie ma stać się trzonem brytyjskiego i włoskiego lotnictwa pokładowego. Ponadto eskadry USMC mają gościnnie pojawiać się na pokładach lotniskowców Royal Navy. Japońskie okręty ze względu na swoje rozmiary zasługują na miano lekkich lotniskowców i od początku były typowane na potencjalnych nosicieli F-35B. Dodatkowym argumentem jest tutaj nośność podnośników na obu okrętach, pozwalająca na transport Lightningów II. Takie spekulacje towarzyszyły już zresztą nieco mniejszym niszczycielom śmigłowcowym typu Hyūga. Dziennik Yomiuri Shinbun dodał do spekulacji nowy wątek, sugerując, że Izumo może zostać przystosowany do współpracy z Lightningami II amerykańskiej piechoty morskiej. Okręt nie miałby gościć na pokładzie myśliwców USMC, ale raczej służyć jako pływająca stacja benzynowa. Według gazety przebudowa obejmująca między innymi budowę skoczni startowej oraz wymianę pokrycia pokładu lotniczego pozwoliłaby zaokrętować na Izumo grupę 10 F-35B1. Prace studyjne nad takim projektem miałyby być gotowe do końca 2019. Jeszcze dalej idzie Tokyo Shinbun, zdaniem którego ewentualna modernizacja może stanowić przymiarkę do budowy prawdziwych lotniskowców. Okręty takie mogłyby przenosić liczniejszą grupę F-35B.

Dalsze dywagacje dotyczyły tego, czy konstytucja faktycznie zakazuje Japonii posiadania lotniskowców. Sprawa jest bardziej skomplikowana niż się wydaje i zależy głównie od interpretacji ustawy zasadniczej. W myśl pierwotnej, najbardziej radykalnej wersji samo istnienie Sił Samoobrony jest niezgodne z konstytucją. Późniejsze interpretacje prezentują już złagodzone podejście, aczkolwiek rezygnacja z uznanych za ofensywne rodzajów uzbrojenia takich jak lotniskowce, bombowce i pociski manewrujące była już wynikiem decyzji politycznych. Dla kontrastu warto podać, że okręty podwodne nie zostały już uznane za broń ofensywną i tym samym weszły na uzbrojenie Morskich Sił Samoobrony. Najnowsza interpretacja ustawy zasadniczej, którą usiłuje wprowadzić premier Abe jest jeszcze bardziej elastyczna. Zakłada on podejmowanie aktywnych działań w obronie bezpieczeństwa Japonii, a także możliwość przyjścia z pomocą zaatakowanym sojusznikom. W toczącej się dyskusji na temat samych lotniskowców pojawiła się nawet propozycja podziału na okręty ofensywne i defensywne. Inny pomysł zakłada traktowanie lotniskowców, jako jednostek obronnych, a nie platform projekcji siły. Jeszcze bardziej radykalne idee przedstawiają prewencyjne uderzenie lotnictwa pokładowego na cele położone na terenie Korei Północnej, jako działania obronne.

Japońskie ministerstwo obrony nie zaprzeczyło zainteresowaniu F-35B, zdementowało natomiast doniesienia dotyczące niszczycieli śmigłowcowych. Źródła, na które powołują się media podkreślają zgodnie, że samoloty miałyby trafić do Powietrznych, a nie Morskich Sił Samoobrony i operować ze wspomnianych wcześniej baz lądowych. Nie wiadomo jeszcze, czy nowe myśliwce zostałyby objęte osobnym zamówieniem, czy też ujęte w dotychczasowym kontrakcie i zastąpiłyby część spośród 42 zaplanowanych F-35A. Decyzja w tej sprawie ma zostać podjęta do końca bieżącego roku i uwzględniona nowych wytycznych polityki obronnej, których publikację zaplanowano na koniec 2018.

Możliwość zakupu przez Japonię F-35B i w domyśle pojawienie się tych myśliwców na pokładach okrętów lotniczych wywołała oddźwięk także poza granicami kraju. Chiny wezwały Tokio do „rozważnego postępowania” w kwestii zakupu samolotów oraz zdecydowanie potępiły ewentualną modernizację Izumo i siostrzanej Kagi. Pekin powołał się jednak przy tym wyłącznie na powody „natury historycznej”. Trzeba przy tym pamiętać, że głównym powodem, dla którego Japonia zdecydowałaby się na budowę lotniskowców jest pozyskiwanie okrętów tej klasy przez chińską marynarkę wojenną. Obawy Chin są o tyle zasadne, że jeżeli Tokio zdecyduje się już na taki krok, to może liczyć na szeroką pomoc ze strony Stanów Zjednoczonych, jedynego państwa posiadającego nieprzerwane doświadczenia w budowie, eksploatacji i bojowym wykorzystaniu lotniskowców. Taka współpraca dałaby Japonii olbrzymią przewagę nad Chinami, które do większości z tych rzeczy muszą dochodzić własnymi siłami. W dowództwie chińskiej marynarki wojennej panuje zresztą pełna świadomość tej sytuacji.

Dużo ciekawiej wyglądają działania podjęte przez Koreę Południową. Jeszcze 21 grudnia lokalne media poinformowały o zamiarze nabycia przez Seul 20 dodatkowych F-35A, które dołączyłyby do 40 zamówionych wcześniej. Zaledwie dzień po rewelacjach japońskich mediów agencja Yonhap podała, że również Korea Południowa rozważa nabycie F-35B. Podobnie jak w wypadku Japonii nie wiadomo czy myśliwce zostaną ujęte w osobnym kontrakcie, czy też dojdzie do korekty poprzedniej umowy. Z drugiej strony Koreańczycy stawiają sprawę dużo jaśniej: F-35B mają trafić na pokłady śmigłowcowców desantowych typu Dokdo i to już około roku 2020. W służbie znajduje się póki co jeden okręt tego typu, kolejny jest w budowie, a jeszcze jeden w planach.

Kolejnym azjatyckim sojusznikiem USA, zainteresowanym F-35B jest Tajwan. Tajpej przyświecają te same powody co Tokio, tajwańskie lotnictwo potrzebuje samolotu zdolnego do operowania z prowizorycznych lotnisk oraz krótkich pasów startowych, co nie jest bez znaczenia na górzystej wyspie. Samolot uniezależniony od rozbudowanej infrastruktury znacznie podniósłby potencjał sił powietrznych Republiki Chińskiej na wypadek konfrontacji z Chińską Republiką Ludową. Co ciekawe w 2016 marynarka wojenna Tajwanu wspominała o zamiarze budowy śmigłowcowca desantowego. Nie wspominano jednak o wykorzystaniu takiej jednostki jako substytutu lotniskowca.

Zainteresowanie ze strony Japonii, Korei Południowej i Tajwanu może okazać się kołem ratunkowym dla programu F-35B. Jest to najbardziej skomplikowana, a także najdroższa wersja Lightninga II, a ograniczona liczba zamówionych samolotów dodatkowo winduje cenę. Zagraniczne zamówienia byłyby bardzo na rękę nie tylko Waszyngtonowi i producentowi F-35, koncernowi Lockheed Martin, ale przede wszystkim Korpusowi Piechoty Morskiej. Zamówienie dodatkowych F-35B nie tylko pozwoliłoby obniżyć cenę, ale także podniosłoby interoperacyjność części sił azjatyckich sojuszników z Marines, czyli tą częścią sił zbrojnych USA, przed którą stoją szczególnie ważne zadania w wypadku jakiejkolwiek wojny na Dalekim Wschodzie.

Tocząca się w Japonii debata ujawnia także jak daleko posunęły się procesy remilitaryzacyjne. Dyskusja o powrocie lotniskowców pod banderę Wschodzącego Słońca jeszcze 25 lat temu leżała w sferze political-fiction, chociaż temat regularnie przetacza się przez korytarze ministerstwa obrony i dowództwa Sił Samoobrony. Co ciekawe, dzieje się tak zawsze, gdy zbliżają się zmiany w wytycznych polityki obronnej, a najnowsze mają zostać opublikowane pod koniec bieżącego roku. Podobnie niewyobrażalna była bardziej asertywna polityka zagraniczna i rola w niej JSDF. Dzisiaj dyskusje na ten temat, czy nawet wojnie japońsko-chińskiej zaczynają być na porządku dziennym. Jednak część analityków już w latach 90. wskazywała, że jeżeli Chiny wejdą w posiadanie lotniskowca, Japonia może zdecydować się na podobny krok. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza w Azji Wschodniej rozpoczął się wyścig zbrojeń, który szczególnie widoczny jest na morzu i coraz bardziej prawdopodobne, że w ciągu następnej dekady obejmie on także okręty lotnicze z lotniskowcami na czele.

Autor: Paweł Behrendt

1 Wydaje się to zaniżona liczba, mający niemal takie same wymiary włoski lotniskowiec Cavour będzie przenosić 15 Lightningów II.

Zdjęcie: commons.wikimedia.org/wiki/File:JS_Izumo_(DDH-183)_just_after_her_launch.jpg

Udostępnij:
  • 41
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    41
    Udostępnienia
P. Behrendt: Powrót japońskich lotniskowców? Reviewed by on 1 lutego 2018 .

Zaplanowana w najnowszym budżecie obronnym rozbudowa infrastruktury wojskowej na Morzu Wschodniochińskim wywołała kolejną burzę. W jej efekcie chyba po raz pierwszy od czasów wojny do japońskiej debaty publicznej wtargnął temat powrotu pod banderę ze wschodzącym słońcem lotniskowców. Przyczyną zamieszania jest stan militarnego zaplecza na obszarach spornych z Chinami. Większości lotnisk położonych w regionie lotnisk ma

Udostępnij:
  • 41
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    41
    Udostępnienia

O AUTORZE /

KOMENTARZE: 1

  • Popieracie japoncow, sojusznikow hitlera, ktorzy napadli na Chiny, czy jak ?!

Pozostaw odpowiedź