Komentarz eksperta,Polecane

P. Behrendt: Nowy japoński budżet obronny i zagraniczny partner

W połowie stycznia gabinet premiera Abe zatwierdził projekt budżetu na rok fiskalny 2015. Zaplanowane wydatki na obronę szybko zostały okrzyknięte przez media największym w historii budżetem sił zbrojnych. Jednocześnie Tokio coraz intensywniej poszukuje zagranicznych partnerów dla przemysłu zbrojeniowego i wszystko wskazuje na to, że mocną pozycję zdobędzie tutaj Izrael, a sama branża zbrojeniowa ma szanse na dwa przełomowe kontrakty.

Projekt zakłada wydatki na obronę rzędu 4,98 biliona jenów, czyli około 42,3 miliarda dolarów, co stanowi wzrost o 2,9% w stosunku do roku fiskalnego 2015. Wzrost budżetu resortu obrony jest związany z nowymi wytycznymi rozwoju JSDF. W myśl tych planów w roku 2020 japońskie wydatki na obronę mają osiągnąć poziom 73,8 miliarda USD (po kursie z roku 2010). Dodatkowe pieniądze mają posłużyć przede wszystkim na zakup sprzętu. Poza bardzo medialnymi myśliwcami F-35, pionowzlotami MV-22 Osprey, niszczycielami Aegis oraz bezpliotowcami Global Hawk lista obejmuje duże ilości sprzętu równie ważnego w obliczu zatargów z Chinami i Rosją oraz nieprzewidywalnej postawy Korei Północnej. Należy tutaj wymienić przede wszystkim zestawy przeciwlotnicze średniego zasięgu Typ 03 i bliskiego zasięgu Typ 11, modernizację myśliwców F-15, budowę kolejnego okrętu podwodnego typu Soryu oraz zakup morskich samolotów patrolowych P-1. Lądowe Siły Samoobrony dopisały do tej listy jeszcze czołgi podstawowe Typ 10, kołowe niszczyciele czołgów MCV, transportery opancerzone Typ 96 oraz haubice samobieżne Typ 99.

Sama kwestia japońskich wydatków na obronę pozostaje kwestią delikatną w tak pacyfistycznym kraju. Sprawę dodatkowo komplikują wahania kursu jena do dolara. Dla porównania w roku 2010 budżet obronny wynosił w przeliczeniu prawie 51,5 miliarda USD, a w 2012 już 59,3 miliarda. Według statystyk prowadzonych przez Jane’s Information Group budżet japońskiego resoru obrony w latach 2000-2008 prawie zawsze utrzymywał się powyżej 50 miliardów dolarów. Warto przy tym pamiętać, że całość wydatków na obronę nawet teraz nie przekroczyła 1% PKB. Jeżeli jednak planowany wzrost wydatków będzie konsekwentnie wdrażany, to ta magiczna granica zostanie w najbliższych latach przekroczona.

Tymczasem poszukiwania zagranicznych partnerów dla przemysłu zbrojeniowego oraz współpracy z JSDF zawiodły ekipę Abego na Bliski Wschód, gdzie spotkały się z żywym zainteresowaniem ze strony Izraela. Wstępne porozumienie zawarto jeszcze w maju ubiegłego roku podczas wizyty premiera Benjamina Netanjahu w Tokio. Trzy miesiące później w Jerozolimie doszło do spotkania ministrów gospodarki obu państw. Jeszcze w grudniu zorganizowano spotkanie delegacji poświęcone rozwojowi współpracy na polu nowoczesnej techniki wojskowej. Kolejny krok został uczyniony 4 stycznia, kiedy to izraelski rząd zaakceptował plan rozwoju współpracy gospodarczej z Japonią. Szczególny nacisk ma być położony na współpracę przemysłów zbrojeniowych oraz na kwestie cyberbezpieczeństwa i technologii kosmicznych. Plany te zostały potwierdzone podczas podróży premiera Abe po Bliskim Wschodzie. Podczas wspólnej konferencji prasowej w Jerozolimie 19 stycznia obaj przywódcy do powyższej listy dodali jeszcze wymianę pomiędzy siłami zbrojnymi oraz współpracę na rzecz pokoju i stabilności na Bliskim Wschodzie i w regionie Azji-Pacyfiku.

Radykalne złagodzenie japońskich przepisów dotyczących eksportu uzbrojenia i współpracy wojskowej od początku wywołało duże zainteresowanie izraelskich przedsiębiorstw, coraz bardziej zainteresowanych rynkami azjatyckimi. Japończycy pozostają jednak zdaniem Izraelczyków ciągle bardzo ostrożni i konserwatywni, a osiągnięcie poziomu współpracy porównywanego z Indiami czy Koreą Południową zajmie lata. Kolejnym problemem jest marginalna dla Japonii pozycja wymiany handlowej z Izraelem. Według danych Jerozolimy eksport sprzętu i technologii wojskowych do Japonii wynosi zaledwie około 7 miliardów dolarów rocznie. Niemniej obie strony dostrzegają bardzo dużą szansę w zacieśnianiu obustronnej współpracy.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Początek roku był ogólnie bardzo udany dla japońskiej branży zbrojeniowej. Najpierw Reuters poinformował o zainteresowaniu Wielkiej Brytanii kupnem morskich samolotów patrolowych Kawasaki P-1, następnie Indie poinformowały o przyspieszeniu zakupu łodzi latających ShinMaywa US-2i. Negocjacje z New Delhi rozpoczęły się jeszcze w roku 2013 podczas wizyty premiera Manmohana Singha w Tokio. Początkowo zakładany wariant mówił o wspólnej eksploatacji samolotów, przy czym Hindusi wyrażali nawet zainteresowanie umieszczeniem w Indiach części linii produkcyjnej oraz wspólnym szkoleniem załóg. Indyjska marynarka wojenna rozesłała zapotrzebowanie na łodzie latające już w 2012 r. Wymagania spełniły konstrukcje zaoferowane przez Berijewa, Bombardiera i ShinMaywę. Jednym z wymogów stawianych przez stronę indyjską była możliwość instalacji radaru z anteną obracająca się o 360°. Wśród zadań stawianych przed samolotami wymienia się misje rozpoznawcze, patrolowe i poszukiwawczo-ratownicze, zwalczanie jednostek nawodnych, a także zwiad elektroniczny. New Delhi otwarcie przyznaje przy tym, że głównym zadaniem łodzi latających będzie monitorowanie chińskiej aktywności w Mjanmie (Birmie) i na wodach Zatoki Bengalskiej. Obecnie dowództwo indyjskiej marynarki wojennej zdecydowało się na zakup w trybie przyspieszonym 12 US-2i za około 1,65 miliarda dolarów. Jeżeli transakcja dojedzie do skutku, będzie to największy dotychczasowy kontrakt zagraniczny japońskiej zbrojeniówki i może zaowocować kolejnymi zamówieniami ze strony Indii.

Ewentualny kontrakt na P-1 miał być początkowo mniejszy, źródła Reutersa mówią o wartości około 1 miliarda USD. Byłby to jednak pierwszy tak duży kontrakt poza Azją, a biorąc pod uwagę pozycję Wielkiej Brytanii z pewnością dużo bardziej prestiżowy niż jakakolwiek umowa z Indiami. Konkurencja będzie jednak zażarta, o zamówienie ubiega się również Boeing ze swoim P-8 Poseidon oraz Lockheed Martin z SC-130J Sea Hercules. P-1 ma kilka zalet w stosunku do swoich rywali. Jest z pewnością tańszy niż P-8, 167 milionów dolarów za sztukę wobec 256-275 milionów. Z kolei Sea Hercules ciągle pozostaje w fazie projektu, jednak Lockheed Martin proponuje przerobienie do tej wersji posiadanych już przez RAF C-130J, co może znacząco wpłynąć na obniżenie kosztów. Warto pamiętać, że samolot Kawasaki należy do najnowocześniejszych konstrukcji na świecie, nie tylko w swojej klasie; P-1 jest pierwszym samolotem wyposażonym w system sterowania wykorzystujący światłowody, co gwarantuje większą odporność na skutki działania broni wykorzystującej impuls elektromagnetyczny. Londyn nie ustosunkował się oficjalnie do japońskiej oferty, Reuters nie uzyskał także komentarza od Kawasaki ani konkurentów. Smaczku całej sprawie dodaje wypowiedź rzecznika Kawasaki Heavy Industries Teppeia Kobayashi, który stwierdził, że firma nie wie nic o propozycji złożonej Brytyjczykom, a która w swej zasadniczej treści pozostaje sprawą rządu. Niemniej koncern podporządkuje się decyzjom politycznym. Jest to o tyle ciekawe, że w poprzednich latach zarząd Kawasaki zabiegał o wsparcie rządu dla zagranicznej sprzedaży samolotów transportowych C-2. Takie podejście poważnej firmy wiąże się być może ze specyficzną sytuacją japońskiej branży zbrojeniowej. Lata restrykcyjnych przepisów sprawiły, że eksport sprzętu wojskowego nie jest rzeczą, którą wypada się chwalić. Do tego japońskim koncernom zwyczajnie brakuje doświadczenia w agresywnym promowaniu swoich produktów, zwłaszcza na rynku tradycyjnie zdominowanym przez firmy rodzime oraz amerykańskie, a takim jest Wielka Brytania.

Taka sytuacja będzie musiała ulec zmianie. Produkcja coraz droższego i bardziej skomplikowanego sprzętu jedynie na potrzeby własnych sił zbrojnych jest coraz mniej opłacalna, nawet przy rosnących wydatkach na obronę. Dobrym punktem wyjścia do zmian może okazać się współpraca z Izraelem, który ma już spore doświadczenia we współpracy z „trudnymi” partnerami. Wystarczy tutaj wspomnieć prowadzoną w latach 80. owocną współpracę z Chinami i RPA. W ostatnich latach rośnie zainteresowanie izraelskich koncernów zbrojeniowych Azją. Już teraz Izrael jest jednym z ważniejszych dostawców sprzętu dla Indii. Nawiązanie współpracy z Japonią może ułatwić zdobywanie specyficznych azjatyckich rynków, a z drugiej strony ułatwić japońskim producentom zdobywanie klientów w innych częściach globu. Ewentualny sukces P-1 może okazać się punktem zwrotnym. Poważny sukces w państwie, które może poszczycić się solidnym przemysłem lotniczym o chlubnych tradycjach, będzie również dużym sukcesem marketingowym. Sami Brytyjczycy zresztą w pewien sposób pomagają Japończykom, sugerując, że ich samolot może spotkać się ze sporym zainteresowaniem Nowej Zelandii, Norwegii czy Kanady. Czy więc wkrótce zobaczymy japońskie maszyny w barwach państw NATO?

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Nowy japoński budżet obronny i zagraniczny partner Reviewed by on 11 lutego 2015 .

W połowie stycznia gabinet premiera Abe zatwierdził projekt budżetu na rok fiskalny 2015. Zaplanowane wydatki na obronę szybko zostały okrzyknięte przez media największym w historii budżetem sił zbrojnych. Jednocześnie Tokio coraz intensywniej poszukuje zagranicznych partnerów dla przemysłu zbrojeniowego i wszystko wskazuje na to, że mocną pozycję zdobędzie tutaj Izrael, a sama branża zbrojeniowa ma szanse

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź