P. Behrendt: Nowe strategie wokół Chin

 ›  ›  › P. Behrendt: Nowe strategie wokół Chin

Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Nowe strategie wokół Chin

Nowa mocarstwo polityka Chin oficjalnie ogłoszona przez Xi Jinpinga na XIX zjeździe KPCh jest faktem od co najmniej pięciu lat. Asertywne działania, zwłaszcza na Morzach Południowo- i Wschodniochińskim już doprowadziły do przewartościowań w doktrynach militarnych nie tylko regionalnych, ale też dalszych rywali ChRL.

W pierwszej kolejności rewizji swojej doktryny dokonała Japonia. Pierwsze sugestie zmian pojawiły się już w poprzedniej dekadzie. Rozpoczęto wówczas przenoszenie trzonu Sił Samoobrony z Hokkaido, gdzie za czasów zimnej wojny miały bronić Japonii przed radziecką inwazją, na południe kraju, naprzeciwko Chin i Korei Północnej. Sprawy nabrały tempa wraz z nacjonalizacją przez Tokio wysp Senkaku. W 2015 ogłoszono specyficzną koncepcję obrony. Zakłada ona nie tworzenie własnej strefy A2/AD (anti-acces/area-denial), naprzeciwko chińskiej, lecz stworzenie zaplecza do „wspólnego z sojusznikami [czyli USA] utrzymania panowania na morzu i w powietrzu”. Od tamtej pory kolejne Białe Księgi (2016 i 2017) nie mówią nic nowego. Oprócz tego w szeregach Sił Samoobrony i rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej pojawiają się głosy o konieczności stworzenia potencjału ofensywnego, pozwalającego na atakowanie przeciwnika w głębi jego terytorium. Najczęściej wymieniane w tym kontekście są pociski manewrujące. Rozważania takie na obecnym etapie częściej jednak dotyczą Korei Północnej niż Chin.

Drugim azjatyckim mocarstwem, które niechętnie przygląda się chińskim aspiracjom, są Indie. Procesy decyzyjne przebiegają tam jednak dużo wolniej niż w Japonii. Dopiero we wrześniu 2015 dowódca wojsk lądowych generał Dalbir Singh wezwał do podnoszenia stanu gotowości bojowej i szykowania się do krótkich i szybkich konfliktów. Koncepcje te znalazły swoje odbicie w ogłoszonej wiosną Joint Doctrine of the Armed Forces — 2017. Przewiduje ona, że przyszłe konflikty, w które mogą być zaangażowane Indie, będą: niejednoznaczne, niepewne, krótkie, szybkie, śmiercionośne, intensywne, precyzyjne, nieliniowe, nieustrukturyzowane, nieprzewidywalne i hybrydowe. Zmiany w największym stopniu dotyczą sił powietrznych.

Lotnictwo ma szykować się na krótkie i gwałtowne starcia. W wypadku Pakistanu czas ewentualnej wojny jest oceniany na 10 dni, w wypadku Chin – na 15 dni. W związku z takimi wytycznymi lotnictwo ma utrzymywać stale wysoką gotowość operacyjną i wzmocnić swoją efektywność bojową. Dotychczasowa doktryna stawiała przed siłami powietrznymi trzy główne zadania: zwalczanie lotnictwa przeciwnika, operacje strategiczne (w tym w przestrzeni kosmicznej) oraz niszczenie celów naziemnych i nawodnych. Nowe wytyczne dodają do tej trójki umożliwienie wykonywania zadań innym rodzajom wojsk. New Delhi nie wyklucza także częstszych operacji, w tym ataków precyzyjnych w wykonaniu lotnictwa oraz akcji sił specjalnych poza granicami kraju.

Zmieniona doktryna łączy się z planowaną reformą sił zbrojnych. Pod koniec 2016 generał Singh wezwał do przeprowadzenia poważnych zmian w wojskach lądowych. Za najważniejsze uznał wówczas przystosowanie armii do nowoczesnego pola walki, uzdrowienie finansów oraz poprawienie stosunku liczby jednostek bojowych do niebojowych. Resort obrony powołał wówczas specjalną komisję, kierowaną przez emerytowanego generała broni D.B. Shekatkara. Komisja przedstawiła listę 99 koniecznych zmian, z których, po serii konsultacji, zdecydowano się wdrożyć 65. Ministerstwo zapowiedziało, że reforma zostanie przeprowadzona do 31 grudnia 2019 roku. Jej pierwszym krokiem będzie restrukturyzacja 57 tys. etatów wojskowych i cywilnych. Z racji trudnych warunków terenowych i stanu infrastruktury nie zdecydowano się na postulowaną przez generała Singha redukcję jednostek tyłowych. Niemniej działanie jednostek logistycznych i transportowych ma zostać usprawnione, a kwatermistrzostwo – poddane lepszej kontroli. Zaostrzone mają zostać także wymagania rekrutacyjne.

Prawdziwym bodźcem do zmian okazał się jednak dopiero kryzys na płaskowyżu Doklam. W połowie października na konferencji najwyższych rangą indyjskich oficerów uznano, że kolejne incydenty na granicy z Chinami są nieuniknione. Według informacji podanych przez indyjskie media miejscem kolejnego kryzysu może być tak zwany „Sektor Centralny” – długi na 545 km odcinek granicy, rozpoczynający się w Kaszmirze, a kończący u zbiegu granic Chin, Indii i Nepalu. Indyjscy generałowie za kluczowy dla wzmocnienia sił w regionie czynnik uznali rozbudowę infrastruktury. Analogiczne działania Chiny podjęły już lata temu wraz z budową Autostrady Zachodniej, łączącej Lhasę z prowincją Xinjiang. Jej odnogi umożliwiają sprawny przerzut wojsk między poszczególnymi odcinkami granicy. Chińska infrastruktura drogowa jest sukcesywnie rozbudowywana, czego przykładem jest chociażby Doklam.

Jeszcze większym pesymistą jest szef sztabu indyjskich wojsk lądowych generał Bipin Rawat. Na zorganizowanej w połowie września przez think tank Center for Land Warfare Studies konferencji stwierdził otwarcie, że sytuacja w rejonie Doklamu nadal może ulec zaostrzeniu i wskutek efektu „kuli śnieżnej” przerodzić się w pełnoskalowy konflikt. Jeżeli dojdzie do czegoś takiego, sprzymierzony z Chinami Pakistan może skorzystać z okazji i próbować rozstrzygnąć na swoją korzyść spór o Kaszmir. Generał Rawat poruszył w tym kontekście kwestię nuklearnego arsenału wszystkich trzech państw. Jego zdaniem broń jądrowa jest wiarygodnym środkiem odstraszania, jednak nie eliminuje całkowicie ryzyka wojny. Co gorsza, w kontekście sytuacji panującej w trójkącie Chiny–Indie–Pakistan arsenał nuklearny wcale nie musi powstrzymać państwa przed wyborem rozwiązania militarnego.

Kolejnym państwem, które zmienia swoją strategię, jest Indonezja. Prezydent Joko Widodo przedstawił chińskie działania na Morzu Południowochińskim jako główne, obok islamskiego terroryzmu, wyzwanie stojące przed krajem. Dżakarta już została zmuszona do wzmocnienia sił stacjonujących na wyspach Natuna, położonych w pobliżu wód objętych chińskimi roszczeniami, gdzie dodatkowo bardzo często nielegalnych połowów dokonują chińscy rybacy. W tej sytuacji na pierwszy plan wysuwają się lotnictwo i marynarka wojenna, a nie stanowiące blisko 80% sił zbrojnych wojska lądowe. Przesunięcie środka ciężkości widać chociażby w zakupach uzbrojenia. Wśród zakupionego lub planowanego sprzętu znajdują się między innymi myśliwce Su-35, okręty desantowe oaz ambitne (aczkolwiek ciągle nieprecyzyjne) plany rozbudowy floty podwodnej.

Równie istotnym czynnikiem wpływającym na rozwój sił zbrojnych są polityczne koncepcje prezydenta Widodo. Jako pierwszy przywódca Indonezji planuje on wykorzystać strategiczne położenie kraju nad cieśninami Malakka, Lombok i Sunda, aby uczynić z kraju najważniejszy morski hub Azji Południowo-Wschodniej. Wprawdzie, jak zaznaczają krytycy, objęcie chociażby nominalną kontrolą wszystkich spośród ponad tysiąca wysp Indonezji jest niemożliwe, jednak utrzymanie kontroli nad kluczowymi punktami archipelagu jest już jak najbardziej w zasięgu możliwości Dżakarty. Zwłaszcza przy umiejętnym wykorzystaniu marynarki wojennej i lotnictwa. W parze z przekształceniami wojska idzie wzrost budżetu obronnego. Według SIPRI w latach 2010–2016 indonezyjskie wydatki na wojsko wzrosły dwukrotnie, osiągając 0,9 procenta PKB, a wielu wyższych oficerów chętnie widziałoby dalszy wzrost. Zważywszy na strategiczne położenie na Morskim Jedwabnym Szlaku, można wręcz stwierdzić, że Indonezja może bardzo dużo skorzystać na tej inicjatywie i to bez oglądania się na plany Pekinu. Zmierzające z lub na Daleki Wschód statki muszą przepłynąć przez którąś ze wspomnianych cieśnin, a ich porty docelowe/ wyjściowe znajdują się nie tylko na wybrzeżu Chin, ale także m.in. w Japonii i Korei Południowej. Zważywszy na rosnący ruch w Cieśninie Malakka władze w Dżakarcie od lat lansują alternatywne drogi, jak chociażby ALKI II prowadzącą przez Cieśninę Lombok, Morze Flores, Cieśninę Makasarską i Morze Celebes. Własnie na tym szlaku budowana jest nowa duża baza marynarki wojennej w zatoce Palu, jednym z najlepszych naturalnych portów w regionie.

Największe jednak zmiany stoją przed Stanami Zjednoczonymi. Wzrost Chin wywołał w Waszyngtonie zaniepokojenie do tego stopnia, że opracowano nowe strategie dla US Navy i Marine Corps. Niedługo przed spotkaniem z Xi Jinpingiem prezydent Trump zaakceptował plan rozbudowy i reorganizacji amerykańskiej marynarki wojennej. Zasadnicza zmiana dotyczy podziału na siły odstraszania i manewrowe. Te pierwsze mają przebywać w konkretnych regionach globu i de facto pilnować porządku. Natomiast siły manewrowe, w skład których wejdą lotniskowce i okręty desantowe będą wchodzić do akcji w razie poważnego kryzysu lub wybuchu konfliktu.

W Pentagonie doszło także do pewnego przewartościowania założeń. Scenariusze wspólnych manewrów i gier wojennych prowadzonych z sojusznikami z regionu Azji Wschodniej nie zakładają już bezpośredniego ataku na wybrzeże, a raczej założenie dalekiej blokady morskiej. Tak sposób prowadzenia wojny na morzu jest szczególnie niebezpieczny dla Chin, które z jednej strony są uzależnione od transportu morskiego, a z drugiej odcięte od otwartego oceanu przez tzw. „pierwszy łańcuch wysp”. Wyraźnie jednak również widać, że chiński potencjał militarny został uznany w USA za skutecznie ograniczający możliwość swobodnego operowania u wybrzeży Państwa Środka.

Jeszcze wyraźniej przewartościowania te są widoczne w wypadku Korpusu Piechoty Morskiej. Ogłoszona na przełomie września i października doktryna doktryny LOCE (Littoral Operations in Contested Environments) to odwrócenie dotychczasowych schematów. W jej myśl marines mają opanować ląd, a następnie wykorzystać swój potencjał w postaci systemów przeciwlotniczych i przeciwokrętowych, aby wesprzeć działania floty zmierzające do zdobycia panowania na morzu. Generał Robert Neller, dowódca USMC, określił takie podejście jako „walczyć, aby wejść do walki”. Nowa strategia dojrzewała od roku 2015, jednak jej korzenie sięgają operacji w Bejrucie w 2006 roku.

Oficjalnie nowa doktryna nie jest wymierzona w żaden konkretny kraj i może zostać użyta w dowolnym regionie świata. Wymieniane są zachodni Pacyfik, wschodnia część Morza Śródziemnego i Bałtyk. Definicja przeciwnika zawarta w LOCE w pełni odpowiada jednakże tylko jednemu państwu – ChRL. Opisana charakterystyka ewentualnego teatru działań odpowiada archipelagom Morza Południowochińskiego, gdzie Chiny systematycznie tworzą strefę A2/AD.

Chińskie mocarstwowe ambicje napotykają więc coraz większy opór. Kwestią osobną pozostaje jak silny będzie to opór. Indie i Japonia wyraźnie przeciwstawiają się jakimkolwiek formom chińskiego przywództwa w Azji. Pozostają jednak ciągle w tyle za Chinami na niemal wszystkich polach mocarstwowych rozgrywek i w większym lub mniejszym stopniu pozostają zdane na Stany Zjednoczone. Tymczasem mimo szumnych deklaracji w Waszyngtonie nadal brakuje spójnej koncepcji polityki azjatyckiej, co przekłada się na (nie)wiarygodność, a w konsekwencji spadek pozycji USA w regionie. Symptomatyczny jest ostatni raport Korporacji RAND poświęcony ryzyku konfliktu z Chinami. Autorzy zalecają z jednej strony rozwój uzbrojenia pozwalającego atakować spoza „linii horyzontu” i zachęcanie regionalnych „sojuszników i partnerów” do rozbudowy sił powietrznych i morskich. Jednak z drugiej postulują koncentrację na deeskalacji sytuacji kryzysowych i wciągniecie Chin na partnerskich zasadach do tworzenia regionalnego systemu bezpieczeństwa. Otwarcie przy tym stwierdzają, że trzeba pogodzić się z równorzędną pozycją Chin zanim pozycja Stanów Zjednoczonych w Azji Wschodniej stanie się jeszcze bardziej niekorzystna.

 

Paweł Behrendt

 

 

źródło zdjęcia: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Chinese_destroyer_HARIBING_(DDG_112).jpg

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Nowe strategie wokół Chin Reviewed by on 20 października 2017 .

Nowa mocarstwo polityka Chin oficjalnie ogłoszona przez Xi Jinpinga na XIX zjeździe KPCh jest faktem od co najmniej pięciu lat. Asertywne działania, zwłaszcza na Morzach Południowo- i Wschodniochińskim już doprowadziły do przewartościowań w doktrynach militarnych nie tylko regionalnych, ale też dalszych rywali ChRL. W pierwszej kolejności rewizji swojej doktryny dokonała Japonia. Pierwsze sugestie zmian pojawiły

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, redaktor na portalu konflikty.pl. Interesuje się wojskowością Dalekiego Wschodu ze szczególnym uwzględnieniem Japonii. Mieszka w Szczecinie. Znajomość języków: angielski, niemiecki, francuski. Ekspert CSPA: Japonia.

Pozostaw odpowiedź