Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: „Niebieskie ludziki”

Rosyjskie jednostki działające na Krymie w marcu 2014 przeszły do historii, jako „zielone ludziki”. Podobną taktykę stosują Chiny na Morzach Południowo- i Wschodniochińskim. Do działających tam jednostki milicji morskich przylgnęła nazwa „niebieskie ludziki”.

Autorem tego terminu jest Andrew S. Ericsson z U.S. Navy War College, zajmujący się tą najmniej znaną częścią, i tak tajemniczych chińskich formacji paramilitarnych zwanych potocznie milicjami. Milicje powstały z potrzeby chwili, jednak ich charakter ulega ciągłym zmianom, a doktryna użycia stale ewoluuje. W pierwszych latach istnienia ChRL formacje nieregularne miały wspierać słabą jeszcze wówczas ChALW, jednak zadania obecnie im stawiane są coraz odleglejsze od partyzantki i obrony terytorialnej. Milicje są organizowane na zasadach terytorialnych, poszczególne jednostki wystawiają wsie, miasta, dzielnice, a także zakłady pracy. Przyjmuje się, że zarówno w formacjach lądowych i morskich, istnieje dodatkowy podział na jednostki elitarne i zwykłe. Te pierwsze ściślej współpracują z wojskiem i administracją państwową, a do ich zadań mogą należeć oprócz szeroko pojętego wspierania sił zbrojnych także wystawianie oddziałów specjalnych i antyterrorystycznych. Najważniejszą z takich formacji paramilitarnych jest Żandarmeria Ludowa (PAP). Zwykłe jednostki oprócz wspierania formacji regularnych tworzą oddziały wspomagające siły policyjne (swoisty odpowiednik ORMO) oraz Korpus Produkcyjno-Budowlany (istniejący obecnie prawdopodobnie tylko w Xinjaingu odpowiednik OHP). W skład milicji wchodzą także rezerwy ChALW. Łącznie w skład chińskich formacji paramilitarnych ma wchodzić około 8 mln osób.

Milicje morskie to osobny pion tej struktury, tworzony w oparciu o największą flotę rybacką świata. Początkowo, w latach 50., kiedy dopiero formowano marynarkę wojenną ich zakres zadań był bardzo szeroki. Obejmował on patrolowanie morskiej granicy państwa (wystawiano wtedy nawet lądowe oddziały straży wybrzeża) przeciwdziałanie próbom narzucenia blokady morskiej przez Kuomintang, a na wypadek wojny także stawianie min. W roku 1950 wchodzące w skład milicji łodzie i kutry rybackie przetransportowały wojska na zajmowany jeszcze przez siły Czang Kaj-szeka Hajnan. Bardzo interesującą rolę odegrały milicje morskie w bitwie o Wyspy Paracelskie w 1974. W pierwszej fazie starcia kutry rybackie skutecznie odwróciły uwagę południowowietnamskiej flotylli i wprowadziły zamieszanie w jej szyku; w drugiej skutecznie udzieliły pomocy uszkodzonym chińskim jednostkom. W kolejnych latach milicje morskie regularnie uczestniczyły we wszystkich starciach i operacjach podejmowanych wszędzie tam, gdzie Chiny mają spory terytorialne. Oprócz Morza Południowochińskiego stałym obszarem ich aktywności jest Morze Wschodniochińskie, a zwłaszcza region spornych z Japonią Wysp Senkaku/ Diaoyu.[1] W tym drugim wypadku okres największej ich aktywności przypada na jesień 2012, po tym jak rząd w Tokio znacjonalizował sporny archipelag. Głównym zadaniem rybaków było wtedy prowokowanie japońskiej straży wybrzeża. Podobne operacje są regułą na Morzu Południowochińskim, a także na wodach spornych z obydwoma państwami koreańskimi. Południowokoreańska straż wybrzeża jest nawet etatowo wyposażona w broń strzelającą gumową amunicją. W ostatnim czasie jednostki rybackie miały także przewozić materiały budowlane na sztuczne wyspy na Morzu Południowochińskim i na pewno towarzyszą amerykańskim okrętom, wykonującym FONOP. Według oficerów z niszczyciela USS. Lassen Chińczycy zbyt sprawnie manewrowali wokół okrętu, żeby można było mówić o zwykłych rybakach. Według Amerykanów przynajmniej szyprowie i sternicy musieli przejść szkolenie wojskowe, co zresztą potwierdzają źródła chińskie.

Źródło: commons.wikimedia.org

Źródło: commons.wikimedia.org

Znaczenie „niebieskich ludzików” systematycznie rośnie. Oprócz wykonywania niekonwencjonalnych operacji na spornych wodach do ich zadań należy również obserwacja ruchów okrętów wojennych i statków innych państw. Wraz z rozwojem sytuacji na Morzu Południwochińskim dużego znaczenia nabrały milicje morskie z wyspy Hajnan oraz prowincji Guangdong i Guangxi. Szczególnie wyróżniać się musi milicja z Tanmen na Hajnanie, którą Xi Jinping w 2013 chwalił, jako wzorcową formację tego typu. Jednak główny ciężar zadań spoczywa na milicji z położonego również na Hajnanie portu Sanya, gdzie swoją siedzibę ma Sanya Fugang Fisheries Co. Ltd., jedno z największych przedsiębiorstw rybackich w regionie. Zrzeszeni w Fugang rybacy wiodą prym w eskapadach na sporne archipelagi i incydentach z jednostkami pływającymi innych bander. Całość działań milicji z wyspy koordynuje Hajnan Provincial Marine Fishing Industry Group. Jak wynika z chińskich źródeł przedsiębiorstwa rybackie współorganizują prowadzone przez marynarkę wojenną podstawowe szkolenia wojskowe. W ostatnich latach władze wspierały finansowo rybaków wymieniających łodzie i kutry o drewnianych kadłubach na stalowe, dostarczyły także milicjom tysiące odbiorników GPS oraz sprzęt łączności umożliwiający szybkie alarmowanie straży wybrzeża.

Dobrego przykładu dostarczają tutaj wydarzenia z 19 marca br., które rozegrały się u wybrzeży położonych na Morzu Południowochińskim indonezyjskich wysp Natuna. Indonezyjska straż wybrzeża dokonała abordażu chińskiej jednostki rybackiej, dokonującej nielegalnych połowów i aresztowała załogę. Dalszej akcji wymierzonej w pozostałych intruzów przeszkodziła interwencja chińskiej straży wybrzeża. Chińskie patrolowce zmusiły taranowaniem Indonezyjczyków do zerwania holu aresztowanej jednostki. Pekin domagał się później także uwolnienia zatrzymanych rybaków. Incydent poważnie zaszkodził relacjom indonezyjsko-chińskim. Już dwa tygodnie później Dżakarta zapowiedziała rozmieszczenia na Natuna lotnictwa (5 F-16 i drony), jednostek przeciwlotniczych, piechoty morskiej, sił specjalnych oraz zwiększenie obecności okrętów marynarki wojennej. Indonezyjski parlament zaś domaga się rozbudowy położonych na wyspach instalacji wojskowych.

Chińscy rybacy swoim postępowaniem zdobyli już złą sławę na całym świecie, a państwa położone daleko od Chin nie przebierają w środkach. W poniedziałek 14 marca na wysokości Puerto Madryn trawler Lu Yan Yuan 010 został wezwany do zatrzymania przez argentyńską straż wybrzeża. Chińska jednostka zignorowała wezwania, a pod oddaniu przez Argentyńczyków strzałów ostrzegawczych wygasiła światła i zaczęła uciekać w stronę wód międzynarodowych. W pewnym momencie trawler zaczął wykonywać manewry zmierzające do staranowania argentyńskiego patrolowca. Wówczas jednostki straży wybrzeża otworzyły ogień, zatapiając intruza. Z trzydziestodwuosobowej załogi czterech rybaków, w tym kapitana, wyłowili z wody i aresztowali Argentyńczycy, pozostali zostali podjęci przez inne chińskie trawlery, które również dokonywały nielegalnych połowów w argentyńskiej wyłącznej strefie ekonomicznej.

Tego typu incydenty należą do reguły na całym świecie, ryby nie przejmują się granicami wód terytorialnych i wyłącznych stref ekonomicznych, a podążający za ławicami rybacy też nie zawracają sobie głowy czymś, czego nie widać. Wydarzenia w Azji Wschodniej mają jednak zawsze podtekst polityczny, a w regionie gdzie ryby i owoce morza stanowią istotną część diety żadna ze stron nie przebiera w środkach. W wypadku Chin zawsze w grę wchodzi efekt skali, zawsze wyjdą na silniejszego, który prześladuje słabszych. Faktem pozostaje, że ilość, dobra organizacja, bezwzględność i koordynacja ze strażą wybrzeża chińskich rybaków zmusza pozostałe strony do podejmowania radykalnych środków. Ponadto według szacunków Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej Chińczycy na wodach zagranicznych (głównie wybrzeża Afryki Zachodniej i Azji Płd-Wsch) łapią nawet dwanaście razy więcej ryb niż deklarują. Kilka dni po wydarzeniach z Natuna, chińska straż wybrzeża poinformowała, że filipińscy rybacy obrzucili jej jednostki koktajlami Mołotowa. Według Filipińczyków sytuacja ich rybaków w regionie spornej Ławicy Scarborough poprawiła się po tym jak w połowie kwietnia patrole w jej rejonie rozpoczęły amerykańskie samoloty szturmowe A-10. Cztery maszyny wspierane przez parę ratowniczych śmigłowców HH-60G zapewniają oficjalnie „dozór przestrzeni powietrznej i morskiej, ratownictwo, zwalczanie piractwa oraz zapewnienie wszystkim państwom zgodnego z prawem międzynarodowym dostępu do przestrzeni morskiej i powietrznej”. Zdaniem filipińskich rybaków od momentu pojawienia się amerykańskich samolotów Chińczycy zachowują się dużo ostrożniej i mniej konfrontacyjnie.

Incydenty pomiędzy innymi państwami, niekiedy o krwawym przebiegu, również nie należą do rzadkości. Indonezyjska straż wybrzeża ostrzelała 21 marca w Cieśninie Malakka dwa tajwańskie kutry rybackie. W nadbudówce jednego z nich miało utkwić 17 kul. Zdaniem Tajpej użycie siły było zupełnie nieuzasadnione, rybacy nie dokonywali połowów na indonezyjskich wodach, a straż wybrzeża strzelała bez ostrzeżenia. Według malezyjskiego ministerstwa bezpieczeństwa narodowego u wybrzeży Sarawaku w marcu zaobserwowano niemal sto obcych jednostek rybackich, głównie Chińskich i Tajwańskich. Równie długa jest lista zatargów między Wietnamem i Tajlandią. Dalej na północ rosyjska straż wybrzeża stale zmaga się z japońskimi rybakami dokonującymi nielegalnych połowów na Morzu Ochockim. Innym problemem dla Moskwy są rosyjscy rybacy wracający do portów z pustymi ładowniami, ponieważ większość połowu sprzedali na czarno w Japonii, za dużo bardziej korzystną cenę. Najbardziej radykalne akcje w celu odstraszenia nieproszonych gości przeprowadza Indonezja. W lutym u wybrzeży Sumatry indonezyjska straż wybrzeża wysadziła 27 jednostek aresztowanych podczas nielegalnych połowów na wodach kraju. Zatopione kutry pochodziły z Wietnamu, Filipin, Malezji i Birmy. Miesiąc później u zachodnich brzegów Jawy posłano na dno 34 jednostki z Tajlandii, Wietnamu, Filipin i Malezji. W ostatniej do tej pory akcji na początku kwietnia, znowu u brzegów Sumatry wysadzono 23 jednostki z Wietnamu i Malezji. Brak w tym gronie chińskich jednostek został już pośrednio wyjaśniony wyżej: chińscy rybacy operują w dużych grupach wspieranych przez straż wybrzeża, w związku z czym łatwiej ich przegonić niż aresztować.

Spory wokół działalności rybaków nie są nie do rozwiązania. Wietnamowi i Chinom już 11 lat temu udało się dojść do porozumienia w sprawie wytyczenia granicy i ustalenia wspólnie użytkowanych łowisk w Zatoce Tonkińskiej. Ponad to, co roku w zatoce przeprowadzane są połączone patrole straży wybrzeża obydwu państw. Zatoka Tonkińska nie jest jednak tak istotna jak całe Morze Południowochińskie, a porozumienie podpisano w okresie, kiedy Chiny nie prowadziły jeszcze tak asertywnej polityki.

Użycie milicji morskich jest kolejnym przykładem zmyślnej polityki Pekinu. Jednostki rybackie łatwo mogą sprawdzać czujność i zdecydowanie flot i straży wybrzeża innych państw, bez zbytniej eskalacji napięcia. Ponadto wszystkie kody postępowania obejmują jednostki marynarek wojennych, w wypadku niekonwencjonalnych zachowań rybaków dowódcy okrętów najczęściej po prostu nie wiedzą jak się zachować. Podobnie jak w wypadku innych działań podejmowanych przez Chiny na Morzach Południowo- i Wschodniochińskim istotna staje się kwestia jak zmusić je do przestrzegania przyjętych przez większość innych państw norm, lub chociaż ograniczenie godzących w nie aktywności. Istotnym wydarzeniem może się tutaj okazać werdykt Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w sprawie Morza Południowochińskiego założonej przez Filipiny. Pekin z góry odmówił zaakceptowania wyroku, da on jednak innym państwom, w tym przede wszystkim Stanom Zjednoczonym, podstawę prawną do podejmowania różnorakich działań oraz precedens do składania kolejnych pozwów. Zwłaszcza to drugie może mocno uderzyć w prestiż ChRL na arenie międzynarodowej, a tym samym pogrzebać i tak coraz trudniejszy do utrzymania wizerunek pokojowego mocarstwa nowego typu, stawiającego na harmonijny rozwój. Osobną kwestią pozostaje do czego Pekin przywiązuje większa wagę: wizerunku i długofalowych interesów, czy też interesów krótko- i średnioterminowych.

[1]  Napięcia w relacjach japońsko-chińskich AD 2010 z lutego 2011.

Udostępnij:
  • 30
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    30
    Udostępnienia
P. Behrendt: „Niebieskie ludziki” Reviewed by on 23 maja 2016 .

Rosyjskie jednostki działające na Krymie w marcu 2014 przeszły do historii, jako „zielone ludziki”. Podobną taktykę stosują Chiny na Morzach Południowo- i Wschodniochińskim. Do działających tam jednostki milicji morskich przylgnęła nazwa „niebieskie ludziki”. Autorem tego terminu jest Andrew S. Ericsson z U.S. Navy War College, zajmujący się tą najmniej znaną częścią, i tak tajemniczych chińskich

Udostępnij:
  • 30
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    30
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź