P. Behrendt: Liaoning, Shandong i chiński program budowy lotniskowców

 ›  ›  › P. Behrendt: Liaoning, Shandong i chiński program budowy lotniskowców

Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Liaoning, Shandong i chiński program budowy lotniskowców

Ostatnie miesiące 2016 oraz początek 2017 roku były bardzo pracowite dla jedynego chińskiego lotniskowca. Na przykładzie Liaoninga widać jak duże postępy poczyniła w ciągu ostatnich lat chińska marynarka wojenna, a program rozwoju i budowy okrętów lotniczych nabiera coraz większego rozpędu, co nie pozostaje bez wpływu na sytuację w całej Azji.

Okręt osiągnął ponoć gotowość bojową w połowie listopada. O wydarzeniu poinformował oficer polityczny okrętu starszy kapitan Li Dongyou w wywiadzie udzielonym tabloidowi Global Times. Stwierdził on, że Liaoning i jego załoga stale szykują się do walki przeciwko wrogom, aczkolwiek gotowość bojowa jednostki nie została jeszcze przetestowana. Przyznał również, iż Chiny ciągle pozostają w tyle za Stanami Zjednoczonymi pod względem technicznym i zdolności operacyjnych, aczkolwiek lotniskowiec był pozytywnie oceniany przez goszczących na jego pokładzie amerykańskich oficjeli. Deklaracje kapitana Li należy traktować ze sporą dozą sceptycyzmu. Chińska admiralicja od początku traktowała okręt jako jednostkę szkoleniową i eksperymentalną, pozwalającą na wypracowanie odpowiednich procedur operacyjnych i koncepcji użycia. Pierwszym prawdziwie bojowym lotniskowcem ma być dopiero powstający okręt typu 001A.

Niejako wadą wrodzoną Liaoninga, który odbywa obecnie kolejny rejs szkoleniowy, jest przynależność do tego samego typu co trapiony licznymi problemami rosyjski Admirał Kuzniecow. W trakcie remontu i przebudowy dawnego Wariaga w stoczni w Dalianie chińscy inżynierowie mieli wprowadzić do projektu ponad tysiąc zmian i poprawek. Głównym przedmiotem trosk był układ napędowy. Udało się osiągnąć poprawę w stosunku do pierwowzoru, jednak okręt nie ustrzegł się problemów. Najważniejsze jednak, że chińscy admirałowie zdają sobie sprawę ze wszystkich słabości okrętu i w przeciwieństwie do swoich rosyjskich kolegów nie wstydzą się otwarcie o nich mówić.

Miesiąc później Liaoning i jego skrzydło pokładowe przeprowadziły pierwsze w swojej historii strzelania z użyciem ostrej amunicji na dużą skalę. Był to również początek trwających miesiąc ćwiczeń z udziałem pełnej grupy lotniskowcowej. Manewry odbyły się na wodach Zatoki Bohai. Okręty i samoloty miały ćwiczyć przechwytywanie i zwalczania wrogich środków napadu powietrznego, w tym pocisków rakietowych i manewrujących, ataki okrętów na, niestety niesprecyzowane cele, misje zwiadowcze oraz wczesnego ostrzegania. Dowodzący grupą lotniskowcową kontradmirał Chen Yueqi określił manewry jako „kamień milowy” w historii podległego mu zespołu. ‒ Pozwoliły nam sprawdzić jak organizować ćwiczenia lotniskowcowej grupy bojowej oraz sprawdzić poziom wyszkolenia naszych marynarzy i pilotów. Wzmocniły także wysiłki grupy, aby jak najszybciej osiągnąć gotowość bojową. ‒ powiedział w wywiadzie dla stacji telewizyjnej CCTV.

Przy okazji pojawiło się więcej informacji na temat składu eskorty Liaoninga. Pierwsza chińska grupa lotniskowcowa debiutowała jesienią 2013 roku podczas rejsu z Qingdao na Hajnan. W skład zespołu wchodziły wówczas dwa niszczyciele typu 051C, dwie fregaty typu 054A orz prawdopodobnie okręt podwodny. Obecnie mówi się o trzech niszczycielach typu 052C lub 052D, trzech fregatach typu 054A, okręcie podwodnym oraz jednostce zaopatrzeniowej. W trakcie ćwiczeń do mediów przeniknęło także więcej informacji na temat skrzydła lotniczego okrętu. Najczęstszy zestaw statków powietrznych przenoszonych przez pierwszy chiński lotniskowiec składa się z 24 myśliwców J-15 oraz 12 śmigłowców: 6 zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) Z-18F, 4 wczesnego ostrzegania Z-16J i 2 ratowniczych Z-9C. Trzeba tutaj zaznaczyć, ze z racji mniejszych rozmiarów i braku katapult Liaoning i jego udoskonalona wersja nie mogą pochwalić się tak bogatym zestawem samolotów, jak lotniskowce amerykańskie. Maszyny wczesnego ostrzegania, ZOP i transportowe są zbyt ciężkie aby samodzielnie wystartować z pokładu okrętu, co wymusza korzystanie ze śmigłowców, których osiągi są skromniejsze. Także myśliwce muszą z tego powodu ograniczać masę startową. Warto tutaj po raz kolejny wrócić do Kuzniecowa i jego syryjskiej eskapady. Myśliwce skrzydła pokładowego większość swoich misji przeprowadziły z baz lądowych – z pełnym ładunkiem uzbrojenia były zwyczajnie niezdolne do startu z pokładu lotniskowca bez pomocy katapulty.

W tym czasie grupa Liaoninga kontynuowała swój rejs szkoleniowy. Zespół opuścił wody Morza Żóltego i przez Cieśninę Miyako wyszedł na Pacyfik. Wtedy okręty skręciły na południe, ominęły Tajwan od Wschodu, dotarły na Morze Południowochińskie i 27 grudnia zawinęły do portu Sanya na Hajnanie. Pojawienia się chińskiego lotniskowca w tym regionie wywołało duże zaniepokojenie w Tajpej, Manili i Hanoi. Grupa lotniskowcowi przeprowadziła tam kolejne ćwiczenia, aczkolwiek nie zbliżyła się do spornych wód, a jej działania były raczej demonstracją wymierzoną w Tajwan. Stany Zjednoczone zareagowały wyjątkowo spokojnie na te działania.. Rzecznik prasowy Departamentu Stanu Mark Toner oświadczył, że: – Często podejmujemy temat żeglugi naszych statków i okrętów na tych samych wodach, to wolność żeglugi. Jeśli oni znajdują się na wodach międzynarodowych, mają prawo tam żeglować. I takie samo prawo maja Stany Zjednoczone, Chiny i inne państwa. Wolność żeglugi nie dotyczy tylko wielorybów i gór lodowych.

Źródło: commons.wikimedia.org

Okręty spędziły na Morzu Południowochińskim dwa tygodnie. Grupa przeszła 11 stycznia przez cieśninę Tajwańską. Postawiło to w stan gotowości siły powietrzne i morskie Tajwanu, które uważnie monitorowały ruchy Liaoninga. Niejako w odpowiedzi samoloty lotniskowca przeprowadziły demonstracyjnie intensywne ćwiczenia startów i lądowań. Kilka dni później zespół powrócił do bazy w Qingdao, kończąc najdłuższy i najintensywniejszy rejs w swojej dotychczasowej historii.

Od maja bieżącego roku pojawiają się także bardziej rzetelne informacje o lotniskowcu typu 001A. Okręt ma podobno otrzymać nazwę Shandong i być może zostanie flagową jednostką chińskiej marynarki wojennej. Lotniskowiec zostanie zwodowany w tym roku, do służby trafi w 2019 lub 2020 roku, a osiągnięcie pełnej gotowości bojowej jest spodziewane w ciągu kilku następnych lat. Dowództwo marynarki wojennej w przeciwieństwie do Liaoninga ujawnia coraz więcej informacji o okręcie, opublikowano chociażby oficjalne zdjęcia z montażu wysepki na kadłubie. Najwyraźniej ciągle nie podjęto jeszcze decyzji o przydziale Shandonga. Mówi się, że może zostać flagowcem niecałej marynarki wojennej, ale Floty Wschodniej lub Północnej, aczkolwiek według najstarszych informacji miał zostać przydzielony na Morze Południowochińskie. Skrzydło pokładowe Shandonga ma być liczniejsza niż Liaoninga i liczyć 48 samolotów i śmigłowców zamiast 36, a sam okręt nieco większy, jego wyporność jest szacowana na 60–70 tysięcy ton. Bardziej zaawansowane okręty, być może z napędem atomowym, mogą wejść do służby około roku 2030. Trzeci z lotniskowców, znany pod roboczym oznaczeniem 003, ma znajdować się na wczesnym etapie budowy, dalekim jeszcze od rozpoczęcia robót na pochylni. Budowana rzekomo w Szanghaju jednostka ma się zdecydowanie różnić od poprzednich; ma mieć gładki pokład lotniczy i wzorem amerykańskich lotniskowców otrzymać katapulty startowe. Na zdjęciach satelitarnych bazy chińskiej marynarki wojennej Huangdicun widać obiekty, które mogą być prototypami katapulty parowej i elektromagnetycznej. W drugiej połowie września pojawiły się informacje o trwających w ośrodku próbach.

Na początku stycznia ujawniono wykonane w listopadzie 2016 roku zdjęcia położonej pod Qingdao bazy Guzhenkou, macierzystego portu Liaoninga. Widać na nich prace przy budowie kei o długości 580 i szerokości 120 metrów. Pirs powstaje obok analogicznego obiektu zbudowanego w 2012 roku, kiedy chińska marynarka wojenna przygotowywała się do przyjęcia do służby Liaoninga. Jest więc praktycznie pewne, że Guzhenkou będzie bazą również dla powstającego lotniskowca udoskonalonego typu 001A. Jedynym poza Guzhenkou znanym chińskim portem zdolnym do przyjmowania lotniskowców jest wspomniana już Sanya nad Morzem Południowochińskim.

Pomimo tych niezaprzeczalnych sukcesów wokół budowy pierwszego rodzimego chińskiego lotniskowca narasta coraz więcej afer. Jeden z zaangażowanych w projekt oficerów został oskarżony o korupcję, kilku innych popełniło samobójstwo. We wrześniu ujawniono, że pułkownik Chen Wenchao odpowiadający za kontrole jakości w kierującej budową lotniskowców Jednostce 048 jest przesłuchiwany przez wojskową prokuraturę w sprawie wręczania i przyjmowania łapówek na łączną wartość nawet 170 milionów juanów (25,5 miliona dolarów). Chen był wcześniej zatrudniony w departamencie logistycznym marynarki wojennej, gdzie odpowiadał za budowę baraków i koszar. Po ukończeniu dwóch takich projektów został awansowany i mianowany kierownikiem departamentu spraw szpitalnych. Dwa lata temu przeniesiono go do Jednostki 048. Zdaniem oskarżycieli tak szybka kariera była możliwa jedynie dzięki łapówkom wręczanym przełożonym. Według jednego ze źródeł kolejne podejrzenia na pułkownika rzuca fakt, iż jego żona pracuje w zarządzie spółki dostarczającej materiały budowlane.

Kolejne wydarzenia przynajmniej częściowo wiązane z budową lotniskowców typu 001A są jeszcze poważniejsze. Wicesekretarz generalny biura politycznego marynarki Xu Yanchun popełnił samobójstwo 16 września. Niecały miesiąc wcześniej na swoje życie targnął się kapitan Li Fuwen, dyrektor centrum zarządzania przedsiębiorstwami logistycznymi marynarki. Obaj skoczyli z dachu tego samego budynku w kompleksie dowództwa sił morskich w Pekinie. Z kolei w drugiej połowie września powiesił się generał major Qu Rui, który był jednym z głównych organizatorów ubiegłorocznej pekińskiej parady z okazji siedemdziesiątej rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej w Azji.

Pomimo wymienionych skandali i problemów technicznych chiński program budowy i wdrażania do służby lotniskowców należy na obecnym etapie ocenić bardzo wysoko. Wielka w tym zasługa odchodzącego już na emeryturę dowódcy Marynarki Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, adm. Wu Shengli. Zrezygnował on z użytecznych propagandowo spektakli na rzecz systematycznego, powolnego zdobywania odpowiednich umiejętności tak przez stocznie, jak i załogi. Taktykę tą określa się mianem „czołganie-spacer-bieg”. Zresztą nawet bez widowiskowych akcji chiński program lotniskowcowi wywarł już duży wpływ na sytuację w całej Azji, chociażby poprzez spekulacje ile okrętów chcą docelowo posiadać Chińczycy. Podawane liczby wahają się od 3-4 do 6. Ta ostatnia ilość pozwoliłaby na utrzymywanie stale w gotowości dwóch okrętów, a to umożliwia już odgrywanie roli poważnego globalnego gracza.

Osobną sprawą pozostaje pytanie po co Chinom lotniskowce. Chińska marynarka wojenna nie ma, w przeciwieństwie do np. Indii, czy Japonii, swobodnego wyjścia na otwarty ocean, a już obecny potencjał wystarcza do poradzenia sobie z większością potencjalnych przeciwników. Również przygotowania do ewentualnej konfrontacji z USA wypadają słabo. W chwili gdy chińska marynarka wojenna będzie posiadać 6 lotniskowców, US Navy będzie ich mieć 12 (jeżeli zostaną zrealizowane zapowiedzi administracji prezydenta Trumpa), do tego o większym potencjale, a dodatkowo może liczyć na wsparcie okrętów lotniczych sojuszników. Z drugiej strony tych kilka lotniskowców pozwoli jednak na uczynienie konfrontacji z MWChALW bardzo ryzykowną i zwiększy możliwość projekcji siły w regionie Azji i Pacyfiku. To może doprowadzić do poszerzenia chińskiej strefy A2/AD, a w konsekwencji nawet wypchnięcia Amerykanów poza tzw. „drugi łańcuch wysp”, wyznaczany przez Wyspy Japońskie, Guam i Nową Gwineę.

Główna przyczyna leży jednak gdzie indziej. Lotniskowce pozostają ciągle ważnym atrybutem mocarstwowości i umożliwiają projekcję siły niemal w dowolnym zakątku świata. Ten aspekt był szczególnie podkreślany w chińskich mediach po podniesieniu bandery na Liaoningu. Przypominano chociażby, że ChRL jest jedynym stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa nieposiadającym okrętów lotniczych (obecnie jest nim Wielka Brytania). Właśnie z powodów mocarstwowych i prestiżowych Rosja zdecydowała się na „reanimację” problematycznego Kuzniecowa, z mało widowiskowym na razie skutkiem. Oddając sprawiedliwość Rosjanom trzeba przypomnieć, że operowanie lotniskowcem to jedno z najbardziej skomplikowanych zadań jakie można postawić przed marynarką wojenną. Ciekawie na tym tle rysują się perspektywy Royal Navy, która na początku przyszłej dekady będzie praktycznie od zera odtwarzać swoje zdolności wykorzystania lotniskowców.

W Azji jedynym państwem posiadającym bogate i co ważniejsze ciągłe doświadczenia z lotniskowcami są Indie. Obecnie w służbie znajduje się jeden okręt tej klasy Vikramanditya, czyli eks-rosyjski Admirał Gorszkow. W budowie znajduje się pierwszy rodzimy lotniskowiec – Vikrant, inspirowany rosyjskimi rozwiązaniami. Projekt od dawna jest krytykowany jako nie do końca przemyślany, do czego dochodzą jeszcze wadliwe przekładnie oraz brak katapult startowych (kolejny okręt ze skocznią startową, będą ją także posiadać brytyjskie okręty typu. Queen Elizabeth) oraz ciągłe problemy z pozyskaniem odpowiednich samolotów pokładowych. Kolejne niedociągnięcia wytykane New Delhi przez rodzimych ekspertów to brak spójnej strategii militarnej oraz użycia lotniskowców, a zwłaszcza brak pomysłów na kompleksowe przeciwstawienie się chińskiej ekspansji w basenie Oceanu Indyjskiego. To tego chóru dołączyli także Amerykanie. W lutym 2016 roku na pokładzie Vikranta gościła grupa inżynierów US Navy. Ich druzgoczący raport potwierdził wszystkie wcześniejsze zastrzeżenia i wątpliwość, a na dodatek uznał okręt za niezdolny do wykorzystania operacyjnego przez najbliższą dekadę. US Navy zainteresowała się Vikrantem w ramach przygotowań do podpisania zawartego w sierpniu 2016 roku porozumienia o współpracy logistycznej. Amerykanie liczą, że dzięki ich pomocy drugi z planowanych lotniskowców będzie już pozbawiony większości wad. Obecnie Indie planują posiadać trzy lotniskowce.

Rośnie jednak liczba państw wykorzystujących śmigłowcowce i śmigłowcowce desantowe, które można wykorzystać w roli lekkich lotniskowców, wyposażonych w samoloty pionowego/ skróconego startu i lądowania, takie jak Harrier i F-35B. Do tego grona należą Australia (2), Japonia (7) i Korea Południowa (1). Z tego grona ewentualne zainteresowanie F-35B wyraziła jedynie Australia, w przypadku dwóch pozostałych trwają spekulacje, aczkolwiek Toki zdecydowanie odżegnuje się od takich zamiarów. Nie stanowi to jednak problemu w razie pełnoskalowej konfrontacji, integracja sił morskich tych trzech państw z siłami amerykańskimi jest tak zaawansowana, że mogą przyjąć na pokłady swoich okrętów lotniczych eskadry USMC wyposażone w F-35B. Budowę śmigłowcowców desantowych planują także Tajwan i Chiny.

Niewykluczone jednak, że w razie dalszego zaostrzania stosunków z Chinami i osłabienia pozycji USA w regionie także Japonia, czy Australia zdecydują się na lotniskowce z prawdziwego zdarzenia. Ambicje Chin już doprowadziły do morskiego wyścigu zbrojeń w regionie, a potencjalny wzrost liczby państw posiadających lotniskowce jest tego kolejnym etapem i logiczną konsekwencją. Wiele zależy tutaj od tego jak chińskie stocznie i marynarka wojenna poradzą sobie z bardziej zaawansowanymi jednostkami oraz jaką politykę przyjmie nowa administracja w Waszyngtonie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Liaoning, Shandong i chiński program budowy lotniskowców Reviewed by on 30 stycznia 2017 .

Ostatnie miesiące 2016 oraz początek 2017 roku były bardzo pracowite dla jedynego chińskiego lotniskowca. Na przykładzie Liaoninga widać jak duże postępy poczyniła w ciągu ostatnich lat chińska marynarka wojenna, a program rozwoju i budowy okrętów lotniczych nabiera coraz większego rozpędu, co nie pozostaje bez wpływu na sytuację w całej Azji. Okręt osiągnął ponoć gotowość bojową

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Szczecińskim, publicysta, tłumacz, redaktor na portalu konflikty.pl. Interesuje się wojskowością Dalekiego Wschodu ze szczególnym uwzględnieniem Japonii. Mieszka w Szczecinie. Znajomość języków: angielski, niemiecki, francuski. Ekspert CSPA: Japonia.

komentarze 2

  • Jak można wykorzystać śmigłowiec desantowy jako lekki lotniskowiec? Czy nie powinno być tam napisane „okręt desantowy”?

    • Wykorzystanie śmigłowcowców desantowych w roli lekkich lotniskowców jest bardzo proste: takie okręty posiadają ciągły pokład lotniczy i tym się różnią od „zwykłych okrętów desantowych. Pozwala to na starty i lądowania samolotów takich jak Harrier, robią tak Amerykanie, Hiszpanie i Włosi. Sam termin jest stosunkowo nowy i wziął się z terminologii US Navy (LDH). Śmigłowcowce desantowe są bardziej uniwersalne od lekkich lotniskowców, a przez to tańsze, chociaż w Stanach trwa właśnie dyskusja czy na bazie najnowszych LDH typu America nie opracować lekkich lotniskowców z prawdziwego zdarzenia. Takie okręty miały by być wysyłane w miejsca gdzie nie potrzeba obecności atomowych kolosów.

ODPOWIEDZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. ( wymagane )