Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Japonia – między Chinami a Rosją

Podobnie jak na Morzu Południowochińskim Chiny zwiększają również presję wywieraną na Morzu Wschodniochińskim na Japonię. Swoje działania, także w tej części Azji, zintensyfikowała Rosja.

Stosunki na linii Tokio-Pekin pozostają napięte od czasu nacjonalizacji przez Japonię spornych wysp Senkaku/Diaoyu we wrześniu 2012. Na początku maja bieżącego roku japoński minister obrony Gen Nakatani zaczął sondować możliwość spotkania ze swoim chińskim odpowiednikiem Chang Wanquanem. Głównym celem proponowanych na lato rozmów miało być wyjaśnienie zmian w japońskiej polityce obronnej, które wywołały spore zaniepokojenie w Pekinie. Minister Nakatani chciał także przyspieszenia rozmów w spranie mechanizmów dwustronnej komunikacji, mających zapobiegać przypadkowym incydentom na wodach Morza Wschodniochińskiego. Decyzję o ustanowieniu kodeksu postępowania i „gorącej linii” pomiędzy sztabami generalnymi MSDF i MWChALW podjęto jeszcze w czerwcu 2015, jednak rozmowy przebiegają w ślimaczym tempie. Według źródeł agencji Kyodo News propozycja Nakataniego została przyjęta bardzo ostrożnie. Nie była to pierwsza próba wyjścia z impasu podjęta przez Tokio. Pod koniec marca ambasadorem w Chinach mianowano Yutakę Yokoiego, uznawanego za przedstawiciela „chińskiej szkoły”, doświadczonego dyplomatę, który przez wiele lat kierował departamentem Chin i Mongolii japońskiego MSZ.

Lista wzajemnych żali jest dłuższa niż tylko wspomniany już archipelag i zmiany w japońskiej polityce obronnej. Oprócz ciągle nierozwiązanych problemów pozostałych po okresie II wojny światowej należy jeszcze wymienić coraz bardziej asertywną politykę Chin, w tym szczególnie sprawę Morza Południowochińskiego i wsparcie, którego w efekcie Japonia udziela Filipinom i Wietnamowi oraz kwestię granic wyłącznych stref ekonomicznych na Morzu Wschodniochińskim. Właśnie ta kwestia stała się przyczyną kolejnego zadrażnienia. Minister spraw zagranicznych Fumio Kishida złożył 2 czerwca oficjalny protest w chińskiej ambasadzie. Pod koniec maja japońskie samoloty rozpoznawcze zauważyły rozpoczęcie przez Chiny budowy na spornych wodach co najmniej dwóch platform wiertniczych. Zdaniem Tokio w przeciwieństwie do znanej sprzed dwóch lat sprawy platformy wiertniczej HYSY-981 z Morza Południowochińskiego, tym razem chodzi o normalny rozwój eksploatacji znanych już złóż gazu ziemnego.

Szybko jednak platformy wiertnicze zeszły na dalszy plan za sprawą incydentów towarzyszący amerykańsko-indyjsko-japońskim morskim ćwiczeniom Malabar 2016. Manewry ruszyły 10 czerwca w Sasebo i trwały tydzień. Udział wzięły w nich: grupa amerykańskiego lotniskowca John C. Stennis, indyjski zespół złożony z dwóch fregat, korwety i zaopatrzeniowca oraz liczna grupa jednostek japońskich skupiona wokół niszczyciela śmigłowcowego Hyūga, do tego lotnictwo, atomowy okręt podwodny i oddziały specjalne.

Do pierwszego incydentu doszło jeszcze trzy dni przed ćwiczeniami i niekoniecznie musi być z nimi związany. W międzynarodowej przestrzeni powietrznej nad Morzem Wschodniochińskim para chińskich myśliwców J-10 przechwyciła amerykański samolot rozpoznania elektronicznego RC-135. Jeden z myśliwców zaczął wykonywać niebezpieczne manewry wokół amerykańskiej maszyny. Jak zauważył The Wall Street Journal do zdarzenia doszło podczas wizyty sekretarza stanu Johna Kerry’ego w Pekinie, gdzie uczestniczył w corocznych amerykańsko-chińskich rozmowach poświęconych sprawom gospodarczym i bezpieczeństwa. Do podobnego zajścia doszło w maju nad Morzem Południowochińkim. W odpowiedzi na amerykańskie protesty chińskie ministerstwo obrony odpowiedziało, że tego typu loty rozpoznawcze „podkopują bezpieczeństwo morskie” ChRL, a „chińscy piloci wojskowi są zawsze postępują zgodnie z prawem i regulacjami i profesjonalni oraz odpowiedzialni”. W rzeczywistości chińscy piloci są znani z podejmowania bardzo ryzykownych manewrów. W 2001 roku podczas podobnego przechwycenia doszło do zderzenia myśliwca J-8 z rozpoznawczym EP-3. Chiński pilot zginął, a uszkodzona amerykańska maszyna przymusowo lądowała na Hajnanie.

Z kolei podczas ćwiczeń Malabar, w nocy 15 czerwca wykryto chiński okręt rozpoznawczy na japońskich wodach terytorialnych u brzegów wchodzącego w skład Wysp Riukiu archipelagu Tokara. Kwestią sporną jest w tym wypadku nie obserwacja manewrów przez Chińczyków, a interpretacja prawa międzynarodowego. Okręty wojenne obcych państw mogą przepływać przez czyjeś wody terytorialne zmierzając z punktu A do punktu B i nie stwarzają zagrożenia dla bezpieczeństwa. Zdaniem Tokio chińska jednostka naruszyła wody terytorialne, jednak opuściła je zanim udało się ustalić jakie były jej intencje. W odpowiedzi Pekin nie powołał się na prawo nieszkodliwego przepływu, a stwierdził, że Cieśnina Tokara to wody międzynarodowe.

Do najciekawszego incydentu doszło jednak tuż przed ćwiczeniami. Późnym wieczorem 8 czerwca w pobliżu Wysp Senkaku pojawił się zespół trzech rosyjskich okrętów. Krótko po północy nadpłynęła chińska fregata. Intruzi byli obserwowani przez dwa japońskie okręty. Zdaniem japońskich marynarzy, chiński okręt zachowywał się tak jakby sam również pilnował Rosjan i nie zamierzał naruszyć wód terytorialnych wokół spornego archipelagu. W MSDF i resorcie obrony w Tokio panuje opinia, że całe wydarzenie było starannie zaplanowane i wyreżyserowane. Jeżeli japońskie jednostki zawiodłyby w dozorowaniu ruchów rosyjskiego zespołu mógłby powstać precedens Chin „chroniących” Senkaku/Diaoyu. Sam incydent mógł ponadto być obliczony na odwrócenie uwagi międzynarodowej opinii publicznej od Morza Południowochińskiego, a podobne wydarzenie mogą powtórzyć się w przyszłości.

Źródło: commons.wikimedia.org

Źródło: commons.wikimedia.org

Dlaczego Rosja zgodziła się wziąć udział w ewentualnym chińskim spektaklu? Taka przysługa dla Pekinu mogła zostać potraktowana na Kremlu jak szansa wywarcia nacisku na Tokio w sprawie przebiegającego właśnie kolejnego resetu stosunków z Japonią. Od jesieni ubiegłego roku rosyjsko-japońskie relacje zaczynają się układać coraz lepiej. Zwieńczeniem aktualnego odprężenia było spotkanie Putin-Abe w Soczi 6 maja. Japoński premier określił rozmowy, jako przełomowe, a strona rosyjska uznała je za konstruktywne. Zadeklarowano wznowienie rozmów w sprawie traktatu pokojowego, a premier Abe zaproponował ośmiopunktowy plan współpracy w „rewitalizacji” rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Propozycja koncentruje się na eksploatacji złóż surowców, zwłaszcza ropy i gazu ziemnego, ale także inwestycji infrastrukturalnych, zwłaszcza w służbę zdrowia.

Rozmowy w Soczi wywołały zaskakująco żywą reakcję Chin. CCTV podkreśliło, że nie podpisano żadnych umów bilateralnych, ani nawet nie doszło do wspólnej konferencji prasowej obu przywódców. Z kolei agencja Xinhua określiła spotkanie, jako „dyplomatyczny manewr niegenerujący żadnego postępu w sprawie spornych wysp”. Dalsze komentarze stwierdzały, że Japonia nie jest zdolna stworzyć warunków do podpisania traktatu pokojowego, a wyprawa Abe była bardziej obliczona na zdobycie głosów w planowanych na 10 lipca wyborach do wyższej izby parlamentu.

Wielokrotnie podkreślanym faktem jest, że oczekiwania obu stron były i pozostają diametralnie rozbieżne. Japonia upiera się przy rozwiązaniu: najpierw zwrot południowych Kuryli, potem traktat pokojowy; z kolei Rosja obstaje przy regule: najpierw traktat, a potem można porozmawiać o ewentualnym zwrocie wysp. Do tej pory skutecznie uniemożliwiało to zawarcie pokoju. Jednak Abe mówił w Soczi o nowym podejściu do rozmów, wolnym od dotychczasowych idei. Czyżby oznaczało przedłożenie spraw gospodarczych nad roszczenia do czterech wysp? Całkowita rezygnacja z pretensji do Kuryli wydaje się niemożliwa, oznaczałaby ona utratę twarzy rzez japońskiego premiera, który uczynił z nich jeden z ważniejszych punktów swojej kampanii wyborczej cztery lata temu. Ze swojej strony Moskwa jasno zaznaczyła swoje stanowisko. Pod koniec maja pojawiły się doniesienia o możliwej reaktywacji bazy na wyspie Matua w środkowej części Kuryli, a wkrótce potem minister spraw zagranicznych Ławrow stwierdził jasno: „Nie zrzekniemy się Wysp Kurylskich na rzecz Japonii, ani nie błagamy o traktat pokojowy”. Jednak obie strony wyraźnie chcą dojść do porozumienia, a wszystko z obawy przed Chinami.

Pomimo bliskich stosunków Rosja, podobnie jak Japonia udziela coraz mocniejszego poparcia przeciwnikom Chin na Morzu Południowochińskim. Moskwa zresztą próbowała wykorzystać japońskie inwestycje na wschodzie Syberii do zrównoważenia rosnących wpływów Chin. Propozycja z 2013 była jednak nie do zaakceptowania dla Tokio: spółki typu joint venture (zwłaszcza na Sachalinie i Kurylach, czyli dawnych japońskich Terytoriach Północnych), ale z udziałem dodatkowo kapitału chińskiego i południowokoreańskiego. Plan ten odebrano wówczas, jako rosyjską próbę wykorzystania na swoją korzyść antagonizmów między Chinami, Japonią i Republiką Korei. Ostatnie działania Kremla w Azji mogą być kolejną próbą podjęcia takiej rozgrywki, jednak tym razem o jeszcze wyższą stawkę. Układ z Japonią byłby rozbiciem sankcji nałożonych z udziałem G7 po zajęciu Krymu i wybuchu walk na wschodzie Ukrainy. Z drugiej strony takie porozumienie ograniczyłoby swobodę manewru Pekinowi, co dla obu stron staje się coraz bardziej istotne. W tej sytuacji zrozumiałe staje się zaniepokojenie Chin ewentualnym rosyjsko-japońskim zbliżeniem.

Pomimo tych wszystkich problemów prace nad traktatem pokojowym zostały wznowione 22 czerwca. Zespół kierowany przez ambasadora Japonii w Rosji Chikahito Haradę oraz rosyjskiego wiceministra spraw zagranicznych Igora Morgułowa ma zbadać możliwość dalszych negocjacji, a rezultaty tych prac powinny być przedstawione na planowanym na wrzesień dwustronnym szczycie we Władywostoku. Premier Abe cały czas podtrzymuje zaproszenie dla prezydenta Putina do odwiedzenia Japonii. Warto tutaj zaznaczyć, że japońska prasa; podobnie jak i według części doniesień MSZ; sceptycznie odnosi się do rosyjskiej polityki premiera. Po spotkaniu w Soczi agencja Kyodo stwierdziła, że Japonia może mieć za mało dobrych kart by wytargować ustępstwa Moskwy. Z kolei redakcja dziennika Mainichi w artykule wstępnym internetowego wydania z 27 czerwca powątpiewa w możliwość odzyskania wysp i wezwała do strategicznych negocjacji prowadzonych w oparciu o japoński interes narodowy. Głównym celem takich negocjacji powinno być zapobieżenie przytłoczeniu Japonii przez Rosję (sic!).

Wydarzenia w Azji Wschodnie coraz bardziej się splatają. Relacje w trójkącie Chiny-Japonia-Rosja nabierają dynamiki i to nie tylko ze względu na wzajemne spory i oddziaływania między tymi państwami. Wiele paliwa dostarcza Morze Południowochińskie, które niczym w soczewce skupia problemy regionalne i globalne. Spór z Azji Południowo-Wschodniej jest także powiązany ze sporami na Morzu Wschodniochińskim, doświadczenia i metody z jednego konfliktu są wykorzystywane w drugim. Wiele zależy od wyniku nieodległych już wyborów prezydenckich w stanach Zjednoczonych. Deklaracje Donalda Trumpa są przyjmowane z zaniepokojeniem wśród amerykańskich sojuszników, a z zadowoleniem w Moskwie i Pekinie. Z jednym wyjątkiem, który budzi obawy szczególnie w Chinach: co zrobi pozostawiona samej sobie Japonia? Trump już zalecał Japonii i Korei Południowej pozyskanie broni jądrowej. Mimo wszelkich obiekcji opinii publicznej, Japonia mogłaby tego dokonać stosunkowo szybko, nawet „w ciągu nocy” jak ostrzegał Xi Jinpinga na antenie PBS wiceprezydent Jo Biden. Dla Pekinu amerykańska obecność w Azji Wschodniej to wyzwanie i przeszkoda w realizacji planów, jednak jak przyznają sami Chińczycy jest jedna dużo gorsza rzecz – w pełni zremilitaryzowana i przyparta do muru Japonia.

Udostępnij:
  • 77
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    77
    Udostępnienia
P. Behrendt: Japonia – między Chinami a Rosją Reviewed by on 2 lipca 2016 .

Podobnie jak na Morzu Południowochińskim Chiny zwiększają również presję wywieraną na Morzu Wschodniochińskim na Japonię. Swoje działania, także w tej części Azji, zintensyfikowała Rosja. Stosunki na linii Tokio-Pekin pozostają napięte od czasu nacjonalizacji przez Japonię spornych wysp Senkaku/Diaoyu we wrześniu 2012. Na początku maja bieżącego roku japoński minister obrony Gen Nakatani zaczął sondować możliwość spotkania

Udostępnij:
  • 77
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    77
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Dziękuję za ciekawy artykuł. Chyba Polacy nie do końca zdają sobie sprawę, jaki wpływ na nas mogą mieć roszady i rozkład sił na Dalekim Wschodzie. Pozdrawiam.

Pozostaw odpowiedź