Komentarz eksperta

P. Behrendt: Intensyfikacja działań na Morzu Południowochińskim

Budowa przez Chiny sztucznych wysp na spornych obszarach Morza Południowochińskiego doprowadziła do kontrakcji ze strony innych uczestników konfliktu. W ostatnich tygodniach doszło do dwóch przełomowych wydarzeń: w ćwiczeniach na akwenie wzięły Japońskie Siły Samoobrony, a z oficjalną wizytą przyjechał do Stanów Zjednoczonych sekretarz generalny Komunistycznej Partii Wietnamu Nguyen Phu Trong.

Koniec prac nad sześcioma sztucznymi wyspami został ogłoszony 30 czerwca przez rzeczniczkę chińskiego MSZ Hua Chunying podczas zwykłej konferencji prasowej. Pekin zapowiedział także rozpoczęcie drugiego etapu prac, obejmującego budowę „instalacji odpowiadających wymogom funkcjonalnym”. Zestaw budynków ma służyć głównie rybakom i morskim służbom poszukiwawczo-ratowniczym, ale także „spełniać podstawowe wojskowe wymagania obronne”. Obecnie trwają praca nad siódmą wyspą i nie wiadomo, czy Chińczycy nie zdecydują się na następne. Prace drugiego etapu należy rozpatrywać nie tylko w kontekście chińskich roszczeń, ale także planowanej morskiej nitki nowego jedwabnego szlaku. Polityka i handel idą tutaj wyraźnie w parze.

Swoje działania zintensyfikowała także Japonia, przechodząca burzliwe dyskusje w związku z planowanymi przez rząd zmianami w polityce obronnej. W wywiadzie udzielnym „The Wall Street Journal” szef połączonych sztabów JSDF admirał Katsutoshi Kawano stwierdził, że w związku z rozwojem sytuacji na Morzu Południowochińskim Japonia mogłaby rozważyć podjęcie działań patrolowych w regionie. Admirał zastrzegł w prawdzie, że obecnie nie ma takich planów, jednak Morze Południowochińskie jest regionem o wyjątkowym znaczeniu dla bezpieczeństwa Japonii. Taka wypowiedź ze strony najważniejszego japońskiego wojskowego jest wyraźnym znakiem, jak Japonia reaguje na chińską ekspansję. Ważną rolę w planach Tokio odgrywają Filipiny.

Pierwsze wspólne japońsko-filipińskie manewry z udziałem US Navy odbyły się jeszcze w październiku ubiegłego roku. Wówczas wspólnie z grupą lotniskowca USS George Washington i filipińską fregatą Gregorio del Pilar na wodach Morza Południowochińskiego ćwiczył niszczyciel Sazanami. Na początku bieżącego roku Tokio i Manila zawarły porozumienie w sprawie zacieśnienia współpracy militarnej. Jego owocem były pierwsze wyłącznie filipińsko-japońskie manewry w połowie maja. Udział w nich wzięły japońskie niszczyciele Harusame i Amagiri oraz filipińska fregata Ramon Alcaraz. W ich trakcie doszło do pierwszego lądowania filipińskiego śmigłowca na pokładzie japońskiego okrętu. Manewry odbywały się w regionie zatoki Subic oraz w pobliżu spornej z Chinami mielizny Scarborough. Obie strony nie nagłaśniały zbytnio ćwiczeń i dość wstrzemięźliwie wypowiadały się na ich temat. Nie zapobiegło to jednak protestowi Chin, które ostrzegły przed „wykorzystywaniem napięć lub czynieniem czegokolwiek szkodliwego dla bezpieczeństwa i wzajemnego zaufania w regionie”.

Dużo głośniejsze okazały się manewry z drugiej połowy czerwca. Filipiny przeprowadziły wówczas równocześnie osobne ćwiczenia ze Stanami Zjednoczonymi i Japonią. Należący do Morskich Sił Samoobrony samolot patrolowy P-3C Orion wylądował w bazie na Palawanie 21 czerwca. Dwa dni później, w towarzystwie filipińskiego samolotu patrolowego, przeleciał zaledwie 1,5 tys. m nad sporną rafą Reed. Główna część ćwiczeń odbyła się dzień później, 24 czerwca. Tym razem obie strony nie unikały szerszych komentarzy, a pojawienie się Oriona zaczęto traktować jako przymiarkę do rozpoczęcia regularnych japońskich patroli lotniczych nad Morzem Południowochińskim. W tych samych dniach możliwość zintensyfikowania patroli w regionie zadeklarowała Australia. Proporcjonalnie mocniejsza była również reakcja Chin. Pekin oskarżył Manilę o próbę wciągnięcia innych państw do sporu. Z kolei przewodniczący Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin Yu Zhengsheng stwierdził, że spory na Morzu Południowochińskim nie mają nic wspólnego z Japonią, która powinna trzymać się od nich z daleka. Yu dodał także, iż Japonia powinna rozliczyć się wreszcie właściwie z wojenną przeszłością, co wydatnie przyczyniłoby się do poprawy stosunków pomiędzy obydwoma państwami. Głos zabrała także ambasada w Tokio, zarzucając Japonii zmawianie się z innymi państwami oraz próbę wywierania nacisku na Chiny.

Źródło: Wikimedia Commons

Źródło: Wikimedia Commons

Równolegle do wzrostu zaangażowania Japonii na Morzu Południowochińskim przebiega zacieśnianie stosunków pomiędzy Wietnamem a Stanami Zjednoczonymi. Rangę przełomowego wydarzenia zyskała tutaj wizyta w USA sekretarza generalnego KPW Nguyen Phu Tronga w dniach 6-10 lipca. Była to pierwsza taka wizyta w historii stosunków amerykańsko-wietnamskich, której najważniejszym punktem było spotkanie z prezydentem Obamą. Amerykańskie media piszą otwarcie o początku nowej ery we wzajemnych relacjach. W trakcie licznych rozmów prowadzono negocjacje w sprawie zacieśnienia dwustronnej współpracy na niemal wszystkich polach od gospodarki i handlu, przez oświatę, służbę zdrowia i ochronę środowiska aż po usuwanie ciągle jeszcze widocznych skutków wojny wietnamskiej. Jednak spotkanie Nguyen-Obama było zdominowane przez dwie kwestie: Morze Południowochińskie i TPP. W trakcie rozmów obaj przywódcy nie odnieśli się wprawdzie bezpośrednio do Chiny, ale zdecydowanie skrytykowali działania Pekinu. Biały Dom już wcześniej uznał budowę sztucznych wysp i wszelkich instalacji na nich za niezgodną z prawem międzynarodowym. Z tego też powodu relatywnie dużo czasu poświęcono rozmowom w sprawie dalszego zacieśnienia współpracy wojskowej.

Już teraz można przypuszczać, że w ciągu następnych lat Wietnam przerodzi się z byłego wroga w najważniejszego sojusznika Waszyngtonu w regionie. Proces ten jest ściśle związany z realizacją tzw. Doktryny Abego, zakładającej zacieśnienie współpracy gospodarczej, politycznej i wojskowej pomiędzy Japonią (najważniejszy sojusznik USA na zachodnim wybrzeżu Pacyfiku) a państwami Azji Południowo-Wschodniej, głównie z Wietnamem, Filipinami, Tajlandią i Indonezją. Największe postępy poczyniło do tej pory zbliżenie Japonii z tymi dwoma pierwszymi krajami, co, zważywszy na duży potencjał militarny Wietnamu i strategiczne położenie Filipin, już może w jakiś sposób ograniczyć Chinom pole manewru.

Pomimo rosnącego wsparcia ze strony USA i Japonii Wietnam nie rezygnuje ze stałego wzmacniania swojego potencjału na morzu. W połowie lipca pojawiły się doniesienia o finalnych negocjacjach z Rosją w sprawie zakupu kolejnych okrętów wojennych. Kontrakt ma obejmować kolejną, trzecią już, parę fregat projektu 11661E Giepard 3.9 oraz przedłużenie licencji na budowę okrętów rakietowych (korwet) projektu 12418 Mołnia. Pierwsza para Giepardów podniosła wietnamską banderę już w roku 2011. Dwa lata później Hanoi zdecydowało się na skorzystanie z opcji na zamówienie drugiej pary. Oba okręty znajdują się już w budowie. Z kolei umowa z roku 2003 na okręty projektu 12418 obejmowała budowę dwóch jednostek w Rosji oraz licencyjną kolejnej dziesiątki w wietnamskich stoczniach. Obecnie w służbie znajduje się już 6 Mołni. Jeżeli zamówienie zostanie rozszerzone, Ludowa Marynarka Wojenna Wietnamu będzie docelowo posiadać aż 16 okrętów projektu 12418.

Swoje działania zintensyfikowały także Filipiny. W połowie lipca prowadzone od kilku miesięcy prace na wraku okrętu desantowego Sierra Madre zyskały potwierdzenie. Łodzie rybackie oraz inne nieduże jednostki przewożą na wrak cement, stal, kable i narzędzia. Historia pamiętającego czasy II wojny światowej okrętu jest niezwykle ciekawa. Zmieniając banderę z amerykańskiej na południowowietnamską i wreszcie filipińską, jednostka została w roku 1999 osadzona na Second Thomas Shoal w archipelagu Spratly w celu wzmocnienia roszczeń Manili. Sierra Madre został wprawdzie skreślony z stanu floty, jednak nie wycofano go oficjalnie ze służby. We wraku zwykle stacjonowało kilkunastu żołnierzy piechoty morskiej. O okręcie zrobiło się głośno w marcu ubiegłego roku, kiedy jednostki chińskiej straży wybrzeża rozpoczęły blokadę, nie dopuszczając na Second Thomas Shoal cywilnych statków dowożących zaopatrzenie. Blokadę udaje się co jakiś czas przełamać, ale główny ciężar zaopatrywania garnizonu spoczął na lotnictwie. We wrześniu 2014 r. reporter BBC Rupert Wingfield-Hayes donosił, że wrak Sierra Madre jest w bardzo złym stanie. Najwyraźniej skłoniło to filipińskich decydentów do powtórzenia chińskich działań, tyle że na mniejszą skalę. Według anonimowych źródeł na okręcie stacjonuje obecnie 11 saperów piechoty morskiej, którzy prowadzą prace remontowo-budowlane.

Filipiny odniosły także spory sukces propagandowy. Po długotrwałej kampanii Google 14 lipca usunął ze swoich map chińską nazwę mielizny Scarborough – Huangyan. Co więcej, Google Maps nie pokazuje już tego obszaru jako przynależnego do Chin (dystrykt Zhongsha). Spór trwał od czasu ustanowienia przez Chiny prefektury Sansha na wyspach Spratly trzy lata temu. Filipińscy aktywiści wykorzystali portal change.org, gdzie zamieścili skierowaną do Google petycję w sprawie nazwy; udało się zebrać pod nią 2000 podpisów. Ponadto, tydzień wcześniej trybunał haski zaczął przesłuchania w sprawie złożonej przez Filipiny, popieranej przez Wietnam, dotyczącej niezgodności chińskich roszczeń z prawem międzynarodowym.

Nie należy się spodziewać, aby werdykt trybunału, niezależnie od tego, jaki będzie, w jakikolwiek sposób wpłynął na postępowanie Chin. Dużo większe wyzwanie dla Pekinu stanowi aktywizacja amerykańskiej polityki i zacieśnianie współpracy między Wietnamem, Filipinami i Japonią. Można uznać, że mocarstwowa polityka Chin mimowolnie położyła zbyt duży nacisk na „kij”, usuwając w cień „marchewkę”. Tymczasem Państwo Środka ma gospodarczo bardzo dużo do zaoferowania krajom regionu. Zasadniczą kwestią pozostaje, czy chińskie przywództwo będzie w stanie opracować ofertę na tyle korzystną, żeby odciągnąć od USA chociaż część sojuszników. O tym, że taki scenariusz jest możliwy, świadczy chociażby wynegocjowany już wiele lat temu układ z Wietnamem w sprawie wytyczenia granicy na wodach Zatoki Tonkińskiej, gdzie Chiny zrezygnowały z części swoich roszczeń.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Intensyfikacja działań na Morzu Południowochińskim Reviewed by on 17 lipca 2015 .

Budowa przez Chiny sztucznych wysp na spornych obszarach Morza Południowochińskiego doprowadziła do kontrakcji ze strony innych uczestników konfliktu. W ostatnich tygodniach doszło do dwóch przełomowych wydarzeń: w ćwiczeniach na akwenie wzięły Japońskie Siły Samoobrony, a z oficjalną wizytą przyjechał do Stanów Zjednoczonych sekretarz generalny Komunistycznej Partii Wietnamu Nguyen Phu Trong. Koniec prac nad sześcioma sztucznymi

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Nooo bez przesady, ale na miejscu USA to na Wietnam za bardzo bym nie liczył. Wietnamczycy nie staną się amerykańskimi sojusznikami bo jednoznaczne opowiedzenie się po jednej stronie nie leży w ich interesie. Będą balansować raz opowiadając sie po stronie Jankesów, a drugi raz Chińczyków. Dowód tego mieliśmy nie tak dawno – bodaj w marcu Amerykanie skierowali do Wietnamczyków oficjalną prośbę by ci zabronili rosyjskim siłom powietrznym korzystania z dawnej bazy US Air Force jeszcze z czasów wojny wietnamskiej w Cam Rahn. Rosjanie zaopatrują tam swoje bombowce i samoloty patrolowe w paliwo. I co? I nic – Wietnamczycy całkowicie zignorowali amerykańskie apele i monity w tej sprawie. To tylko mały przykład ale bardzo wymowny. Naród wietnamski ma zbyt duże poczucie niezależności by stać się podobnie jak Japonia czy Filipiny wasalem, kogokolwiek – w tym przypadku obojętnie Ameryki czy Chin. Wietnam będzie prowadził niezależną i samodzielną politykę ignorując umizgi Waszyngtonu czy Pekinu.
    Tajlandia też nie opowie się po stronie USA – ma już teraz zbyt mocne więzi gospodarcze z Chinami, które wyprzedziły niedawno Japonię jako partner handlowy i inwestor nr 1. Poza tym Tajowie bardzo dobrze pamiętają kryzys azjatycki 1997/98 kiedy to tzw „rynki finansowe” z USA wpędziły ich gospodarkę w największą po wojnie recesję.
    Wzrost gospodarczy Chin to dla Azji prawdziwe błogosławieństwo. Pojawiła się po raz pierwszy od 70 lat prawdziwa alternatywa wobec finansowego dyktatu Zachodu. Teraz dla małych krajów tego regiony najważniejsze jest by z tego dobrze skorzystać, umiejętnie balansując między Pekinem i Waszyngtonem i z jednego dyktatu nie wpaść pod drugi.

Odpowiedz na „MarvinAnuluj pisanie odpowiedzi