Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Cienka czerwona linia na Morzu Południowochińskim?

Przypadająca w lipcu rocznica orzeczenia Stałego Trybunału Arbitrażowego w Hadze pozwala przyjrzeć się dotychczasowym skutkom werdyktu. Mimo ostro sformułowanych deklaracji widać pewne zmiany w polityce Chin. Po skutecznym zneutralizowaniu Filipin Pekin skoncentrował swoją uwagę na Wietnamie. Przyciskane do muru Hanoi jednak nie rezygnuje i kontynuuje dotychczasową politykę.

Ogłoszony 12 lipca 2016 werdykt był dyplomatycznym zwycięstwem Filipin.1 Chiny odmówiły wprawdzie uznania orzeczenia, jednak jak zauważył Bill Dayton na łamach Nikkei Asian Review, w kilku punktach zastosowały się do zaleceń Trybunału. Po pierwsze jeszcze w październiku tego samego roku chińska straż wybrzeża dopuściła filipińskich i wietnamskich rybaków do ławicy Scarborough. Sama laguna jest wprawdzie nadal blokowana, ale wody zewnętrzne są dostępne. Ponadto od ponad już roku Chiny nie prowadzą poszukiwań ropy naftowej i gazu ziemnego poza granicami wyznaczonymi przez Konwencję Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza (UNCLOS). Zmianie uległa także oficjalna linia KPCh: roszczenia nie są już zgłaszane do niemal całego obszaru Morza Południowochińskiego, lecz do wysp, skał, raf i atoli oraz przyległych wód. Pojawiło się także żądanie uznania prawa chińskich rybaków do połowów w tradycyjnych miejscach. Wreszcie, przynajmniej w sferze deklaracji, zaczęto więcej uwagi poświęcać zagadnieniom ochrony środowiska, co było jednym z głównych zarzutów ze strony Trybunału.

Zauważalne stało się także większe eksponowanie przez Pekin „marchewki” zamiast „kija”.2 Sytuację ułatwił prochiński i antyamerykański kurs obrany przez prezydenta Filipin Rodriga Duterte. Chiny przystąpiły więc do wabienia Manili obietnicami dużych inwestycji. Sprawa pozostaje jednak nadal otwarta, chińskie deklaracje nie przełożyły się na konkretne działania, a większość podpisanych umów to niewiążące listy intencyjne3. Co gorsze dla filipińskiego prezydenta, opozycja przy każdej nadarzającej się okazji demonstruje swoje niezadowolenie ze zmiany kursu. Jest to szczególnie widoczne w wypadku armii, która walcząc z islamistami w Marawi ściągnęła amerykańską pomoc wojskową, nie informując o tym głowy państwa.

Niemniej ekipa Duterte trzyma prochiński kurs i wyłamuje się z tworzonego od roku 2015 wspólnego frontu z Hanoi. Na przełomie lipca i sierpnia w filipińskiej prasie ukazało się kilka artykułów definiujących Wietnam, jako większe zagrożenie dla interesów Manili niż Chin. Wietnamskim rybakom zarzucono naruszanie filipińskiej wyłącznej strefy ekonomicznej, władzom zaś niedostateczne popieranie Filipin na arenie międzynarodowej, a nawet zajęcie kilku spornych wysp w latach 70., czego dokonał jeszcze Wietnam Południowy. Wypunktowane kwestie sporne są prawdziwe, jednak zbieżność w czasie ich wypunktowania z ogłoszeniem planów powołania chińsko-filipińskiej spółki w celu eksploatacji złóż ropy i gazu na obszarach, do których pretensje zgłaszają oba państwa jest zastanawiająca. Do momentu zakończenia pisania niniejszego tekstu nie została podpisana żadna wiążąca umowa, chociaż z dostępnych informacji wynika, że Filipiny miałyby mieć aż 60% udziałów w takim konsorcjum. Warto w tym miejscu przypomnieć o podobnej umowie zawartej za prezydentury Glorii Macapagal Arroyo. Chodziło wówczas o wspólne badania sejsmiczne dna morskiego, a całe przedsięwzięcie zakończyło się skandalem korupcyjnym. Dlatego też opozycja odnosi się bardzo sceptycznie do całego pomysłu i zarzuca mu niezgodność z konstytucją Filipin. Faktem jest natomiast, że ogłoszone warunki są lepsze niż w analogicznych spółkach zawiązanych z amerykańskimi koncernami naftowymi.

Z drugiej strony chiński „kij”, wiszący także nad Filipinami, staje się coraz grubszy. Wbrew deklaracjom Pekinu prace na sztucznych wyspach wcale nie zostały zakończone. Według zdjęć satelitarnych upublicznionych przez think tank Asia Maritime Transparency Initative na części z wysp, gdzie wybudowano lotniska, ruszyły prace nad podziemnymi magazynami amunicji. Na początku sierpnia natomiast pojawiły się doniesienia o koncentracji jednostek chińskiej marynarki wojennej, straży wybrzeża oraz rybackich (najprawdopodobniej milicje morskie4) wokół wyspy Thitu (Pagasa). Znamienne, że na wyspie znajduje się filipińska baza wojskowa, a niedawno ogłoszono plany jej rozbudowy. Rosną więc obawy o „miękką” blokadę obiektu i rozwój sytuacji podobny jak wokół rafy Scarborough.

Kolejny krok podjęty przez Chiny jest nieco ekstrawagancki, jednak doskonale wpisuje się w dotychczasowe działania. Państwowy gigant z branży energetyki jądrowej China National Nuclear Power ogłosił 10 sierpnia powstanie spółki joint venture, w skład której weszły jeszcze Zhejiang Zheneng Electric Power, Shanghai Guosheng Group, Shanghai Electric oraz stocznia Jiangnan. Celem konsorcjum o zarejestrowanym kapitale w wysokości 150 mln dolarów jest zbudowanie do 20 pływających elektrowni jądrowych. Informacja nie jest zaskoczeniem, o takich planach mówiono oficjalnie od ponad roku, ponadto rozwój energetyki jądrowej został wpisany w obecną pięciolatkę. Pływające elektrownie mają w pierwszym rzędzie zapewnić dostawy energii dla kontrolowanych przez Chiny wysp Morza Południowochińskiego. Nie tylko wznoszone tam instalacje wojskowe są bardzo „prądożerne”, również rozwijana infrastruktura turystyczna będzie z biegiem czasu konsumować coraz większe ilości energii. Pływające elektrownie jądrowe będą mieć wprawdzie moc o połowę mniejszą niż lądowe odpowiedniki, ale i tak niesamowicie wzmocnią pozycję Pekinu. Chińskie placówki uzyskają teoretycznie nieograniczony dostęp do energii, podczas gdy inne państwa nadal będą zmuszone korzystać z różnych agregatów prądotwórczych. Chiny nie wykluczają przy tym wykorzystania na wyspach także odnawialnych źródeł energii. Poza tym obiekty związane z energetyką wymagają ochrony, co daje pretekst do wzmocnienia stacjonujących w regionie oddziałów.

Zastosowanie pływających elektrowni jądrowych nie będzie ograniczać się jedynie do Morza Południowochińskiego. Ich kolejnym zadaniem będzie wspieranie rozwoju Morskiego Jedwabnego Szlaku5. Mają być kierowane wszędzie tam, gdzie lokalna sieć energetyczna nie będzie w stanie zaspokoić potrzeb rozbudowywanej infrastruktury portowej. Niejako dodatkowo doświadczenia zdobyte podczas budowy i eksploatacji pływających elektrowni mają zostać wykorzystane w pracach nad siłowniami jądrowymi dla lotniskowców. Warto jeszcze wspomnieć, że prace nad „przenośnymi” reaktorami prowadzone są również w USA.

W obliczu coraz bardziej rysującej się chińskiej dominacji Wietnam zdecydował się na niekonwencjonalne zagranie. Wymierzony w ten sposób cios okazał się, sądząc po reakcji Pekinu, wyjątkowo celny. W czerwcu i na początku lipca Hanoi ujawniło udzielenie, przedłużenie lub rozszerzenie koncesji dla zagranicznych koncernów naftowych w swojej wyłącznej strefie ekonomicznej na Morzu Południowochińskim. Umowy zawarto z trzema firmami: amerykańskim Exxon Mobile, indyjskim ONGC Videsh oraz hiszpańskim Repsol.

Reakcja Chin była ostra i zdaniem części obserwatorów można mówić o „nowym modelu chińskiej wojowniczości”. Jeszcze w czerwcu w Madrycie gościł wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej gen. Fan Changlong. Według nieoficjalnych informacji chiński gość miał poruszyć temat odwiertów poszukiwawczych robionych przez Repsol na Morzu Południowochińskim. Z Madrytu gen. Fan udał się do Hanoi, gdzie miał ustalać szczegóły czwartego już nadgranicznego spotkania i wymiany między siłami zbrojnymi obu państw. W trakcie spotkania z wietnamskim przywództwem miał zażądać wstrzymania przez Wietnam eksploracji złóż ropy naftowej i gazu ziemnego. Wietnamczycy odmówili i zaczęli bronić swoich praw w swojej wyłącznej strefie ekonomicznej. Wściekły Fan odwołał spotkanie i wrócił do Pekinu.

W kolejnych tygodniach BBC poinformowała, że Chiny groziły Wietnamowi wojną, jeżeli nie wstrzyma poszukiwań surowców na Morzu Południowochińskim. Informacja pozostaje niepotwierdzona, jednak w lipcu rząd Wietnamu zalecił Repsolowi zaprzestanie prac i wycofanie swoich pracowników. Warto zauważyć, że w maju bieżącego roku z podobnymi groźbami i w podobnej sytuacji miał się spotkać prezydent Duterte. W tym konkretnym przypadku ostrzeżenie miało paść ze strony samego Xi Jinpinga. Widać tutaj wyraźnie, że dobrotliwa postawa Pekinu jest ograniczona, a cienką czerwoną linią, której nie można przekroczyć jest eksploatacja surowców naturalnych.

Chiny wykorzystują także bardziej subtelne metody nacisku. Na początku sierpnia w Manili odbyło się spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw ASEAN oraz ChRL. Głównym tematem obrad było ustalenie zasad postępowania (Code of Conduct, CoC), mających zapobiec pojawianiu się sytuacji kryzysowych na spornych wodach. Po 15 latach od zainicjowania rozmów, Pekin niespodziewanie zaczął wiosną bieżącego roku wykazywać większe zainteresowanie porozumieniem. Jednak i na tym polu doszło do rozbieżności z Wietnamem. Droga do CoC jest jeszcze daleka, ale chińskiej dyplomacji już udało się częściowo zneutralizować znaczenie przyszłego dokumentu. Przekonano uczestników rozmów, aby CoC został zawarty w formie porozumienia między rządami. Z kolei Hanoi uznało, ze nie gwarantuje to przestrzegania umowy i zażądało „prawnie wiążącego” układu, ratyfikowanego przez parlamenty i zdeponowanego w ONZ.

Presja ze strony Chin doprowadziła do zrewidowania poglądów wietnamskiego przywództwa na politykę zagraniczną. Już w 2014 podczas kryzysu wywołanego wprowadzeniem chińskiej platformy wiertniczej na wody, do których pretensje zgłasza Wietnam, 61 emerytowanych oficjeli wezwało Hanoi do wyjścia z orbity Chin i porzucenia polityki „3 nie”. Doktryna owa zakładała brak zgody na zagraniczne sojusze, obce bazy na terenie kraju oraz użycia Wietnamu do działania na szkodę państw trzecich. W ciągu ostatnich 3 lat nie doszło do złamania żadnej z powyższych reguł, ale zbliżenie ze Stanami Zjednoczonymi, Indiami i Japonią oraz wizyty amerykańskich (na przyszły rok zapowiedziano już wizytę lotniskowca), francuskich i japońskich okrętów w Cam Ranh są wyraźną oznaką, w jaki kierunku ewoluuje wietnamska polityka zagraniczna.

Na początku lipca w trakcie spotkania Indie-ASEAN w Delhi minister spraw zagranicznych Wietnamu Pham Binh Minh wezwał Indie do większego zaangażowania na Morzu Południowochińskim. New Delhi od lat wykazuje duże zainteresowanie regionem, chociażby jako odpowiedz na rosnącą aktywność Chin w basenie Oceanu Indyjskiego, jednak podejmowane działania są niemrawe i brak im szerszej, kompleksowej koncepcji. W ubiegłym roku podczas wizyty w Hanoi premier Narendra Modi ogłosił udzielenie Wietnamowi kredytu w wysokości 500 mln dolarów na zakup indyjskiej broni. Nie wiadomo jednak w jakim stopniu przełożyło się to na konkretne kontrakty. Informacje dotyczące chociażby bardzo przez Wietnam pożądanych przeciwokrętowych pocisków manewrujących BrahMos są sprzeczne.

Bardzo konkretne działania podjęła natomiast Japonia. W maju rejs po wodach Azji Płd.-Wsch. rozpoczął niszczyciel śmigłowcowy Izumo, największy okręt Morskich Sił Samoobrony. Na początku czerwca okręt zawinął do zatoki Subic na Filipinach. Tam też okręt odwiedził prezydent Rodrigo Duterte. Trzeba tutaj zaznaczyć, że antyamerykanizm filipińskiego przywódcy nie obejmuje sojuszników USA, a zainteresowanie współpracą z Japonią, także wojskową, czyli wymierzoną w Chiny, jest bardzo duże. Wkrótce potem Izumo i towarzyszący mu niszczyciel Sazanami wyruszyły na Morze Południowochińskie, gdzie przeprowadziły wspólne ćwiczenia z grupą lotniskowca USS Ronald Reagan. Był to ewidentny pokaz siły względem Chin. Amerykańsko-japońskie manewry zakończyły się 15 czerwca. Kolejna misja okazała się kompletnym zaskoczeniem. Izumo wyruszył 19 czerwca z Singapuru w czterodniowy rejs, zabierając na pokład oficerów marynarek wojennych państw ASEAN. W ten sposób Tokio chce promować współpracę z krajami Azji Południowo-Wschodniej, a prawdopodobnie zachęcić je także do kupna japońskiego uzbrojenia.

Dwa miesiące później Japonia podjęła dalsze kroki. Podczas wspólnej konferencji prasowej szefów amerykańskich i japońskich resortów spraw zagranicznych i obrony: Tarō Kōno, Itsunoriego Onodery, Rexa Tillersona i Jamesa Mattisa w Waszyngtonie 18 sierpnia poinformowano o utworzeniu przez japoński rząd specjalnego funduszu, z którego środki będą przeznaczane na pomoc wojskową dla państw Azji Płd-Wsch. W ciągu następnych trzech lat Japonia ma zamiar przeznaczyć na ten cel 500 milionów dolarów. Środki będą przeznaczone przede wszystkim na siły morskie. Wśród głównych beneficjentów pomocy wymienia się Wietnam i Filipiny. Niewykluczone, że środki z funduszu mogą zostać przeznaczone na pozyskanie używanego sprzętu Japońskich Sił Samoobrony. Wietnam i Malezja od pewnego czasu wykazują zainteresowanie wycofywanymi ze służby morskimi samolotami patrolowymi P-3C Orion, natomiast Filipiny przedstawiły całą listę „sprzętu z demobilu”, który chętnie by przejęły.

Niezależnie od tego jak oceniać działania Chin, trzeba przyznać jedno, Pekin po mistrzowsku wykorzystuje swoje atuty, słabe strony przeciwników oraz sprzyjającą sytuację międzynarodową. Nowe działania mogą zostać podjęte jesienią, po kongresie KPCh. Ostateczne zwycięstwo ChRL, chociaż wydaje się już niemal pewne, nie musi jednak spełnić chińskich oczekiwań. Wiele zależy od tego, jakie działania podejmą nie tyle państwa bezpośrednio zaangażowane w spór na Morzu Południowochińskim, co gracze większego kalibru: Indie, Japonia i Stany Zjednoczone. Doskonale zdają sobie z tego sprawę wietnamscy decydenci, którzy podjęli działania na rzecz jak najszerszego umiędzynarodowienia sporu. O ile Japonia, sama uwikłana w spór terytorialny z Chinami, zaczyna podejmować coraz bardziej zdecydowane działa, to aktywność Indii trzeba ocenić jako ciągle mało zdecydowaną. Najwięcej zależy jednak od tego, co zrobią Stany Zjednoczone i czy administracji Donalda Trumpa uda się opracować spójną i skuteczną politykę względem Chin.

1 Więcej na temat samego orzeczenia: Co po werdykcie trybunału w Hadze? (www.polska-azja.pl/analiza-cspa6-co-po-werdykcie-trybunalu-w-hadze/)

2 Patrz szerzej: Zmiana metod na Morzu Południowochińskim (www.polska-azja.pl/p-behrendt-zmiana-metod-na-morzu-poludniowochinskim/)

3 Patrz szerzej: Duterte w Chinach (www.polska-azja.pl/p-behrendt-duterte-w-chinach/)

4 Na temat chińskich rybackich formacji paramilitarnych: „Niebieskie ludziki” (www.polska-azja.pl/p-behrendt-niebieskie-ludziki/)

 

Opracowanie: Paweł Behrendt

 

Źródło zdjęcia: https://pixabay.com/p-2316491/?no_redirect

Udostępnij:
  • 19
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    19
    Udostępnienia
P. Behrendt: Cienka czerwona linia na Morzu Południowochińskim? Reviewed by on 30 sierpnia 2017 .

Przypadająca w lipcu rocznica orzeczenia Stałego Trybunału Arbitrażowego w Hadze pozwala przyjrzeć się dotychczasowym skutkom werdyktu. Mimo ostro sformułowanych deklaracji widać pewne zmiany w polityce Chin. Po skutecznym zneutralizowaniu Filipin Pekin skoncentrował swoją uwagę na Wietnamie. Przyciskane do muru Hanoi jednak nie rezygnuje i kontynuuje dotychczasową politykę. Ogłoszony 12 lipca 2016 werdykt był dyplomatycznym zwycięstwem

Udostępnij:
  • 19
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    19
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź