Artykuły,Komentarz eksperta,Komentarze,Publicystyka,Top news

P. Behrendt: Chiny wzmagają nacisk na Tajwan

W ciągu ostatnich 12 miesięcy znacząco wzmógł się nacisk Chińskiej Republiki Ludowej na Republikę Chińską, znaną szerzej jako Tajwan. Pekin prowadzi zakrojone na szeroką skalę działania dyplomatyczne i militarne demonstracje siły. Tajwan nie pozostaje dłużny i stara się budować własny potencjał odstraszania.

Relacje między państwami chińskimi przechodzą kolejne fazy napięcia i odprężenia, zawsze jednak pozostają dalekie od normalności, a nadrzędnym celem Pekinu jest przyłączenie „zbuntowanej prowincji”. Gwałtowne pogorszenie wzajemnych relacji zostało zainicjowane przez ChRL w 2016 i ma związek z prezydent RCh Tsai Ing-wen i jej Demokratyczną Partią Postępową (DPP). Według DPP Tajwan jest już de facto niepodległym państwem. Sama Tsai na wcześniejszym etapie swojej działalności politycznej krytykowała politykę jednych Chin i będącego jej podstawą konsensusu z roku 1992, czyli nieformalnego porozumienia między tajwańskimi i kontynentalnymi elitami. Tsai podważała zasadność konsensusu i twierdziła, że powinien być on przedmiotem szerokich konsultacji społecznych. Wprawdzie podczas kampanii wyborczej w 2016 złagodziła swoje stanowisko, ale Pekin ma długa pamięć. Konsekwencją była nagonka na tajwańską prezydent prowadzona przez chińskie media.

Jednym z działań podjętych przez Pekin jest nakłanianie państw uznających RCh do przeniesienia uznania na ChRL. Głównym orężem Pekinu jest kuszenie obietnicami ekonomicznymi. W 2016 na taki krok zdecydowały się Wyspy Świętego Tomasza i Książęca, rok później Panama. Z obecnej perspektywy można uznać to za bardzo ryzykowne zagranie. Pojawienie się ambasady ChRL w pobliżu kanału panamskiego obudziło dzwonki alarmowe w Waszyngtonie i z pewnością dostarczyło argumentów amerykańskim jastrzębiom. W ciągu bieżącego roku do „obozu ChRL” przeszły Burkina Faso, Dominikana i Salwador.

Na osobne omówienie zasługuje przypadek Palau. W wypadku położonego na Pacyfiku wyspiarskiego państwa Pekin pokazał swoją mniej sympatyczną, mocarstwową, żeby nie powiedzieć imperialną twarz. Jest to jednocześnie niezwykle interesujący przypadek niekonwencjonalnych działań w polityce międzynarodowej. Pod koniec czerwca 2018 Chiny wstrzymał ruch turystyczny na wyspy. Był to poważny cios dla żyjącego z turystyki państwa, gdzie w 2016 Chińczycy stanowili aż 47% odwiedzających. Z tego powodu już 13 lipca linie lotnicze Palau Pacific Airways musiały ogłosić zawieszenie działalności na czas nieokreślony.

Tajpej zareagowało stosunkowo szybko. Już 19 lipca China Airlines ogłosił zwiększenie liczby lotów na Palau, zainicjowano również kampanię promującą wysypy jako cel wycieczek. Ministerstwo spraw zagranicznych RCh ogłosiło nawet, że „pomaganie naszym dyplomatycznym sojusznikom poprzez rozwój gospodarczy jest jednym z ważnych zadań w promowaniu dwustronnej współpracy”. Tajwanowi trudno jednak będzie wypełnić lukę po Chinach. Politycy z Palau mówią, że w ciągu 2 lat mogą być zmuszeni wycofać swoje uznanie dla RCh.

Dużo więcej dzieje się na polu militarnym. W listopadzie i grudniu 2017 chińskie lotnictwo znacząco zwiększyło intensywność lotów wokół Tajwanu. Najczęściej widywano zespoły złożone z bombowca H-6K oraz pary myśliwców Su-30, ale zanotowano również znaczny wzrost aktywności samolotów rozpoznania elektronicznego. Trasy lotów były różne, jednak zwykle obejmowały okrążenie Tajwanu od wschodu i przelot nad Cieśniną Luzon, oddzielającą wyspę od Filipin, i nad Cieśniną Miyako w pobliżu Okinawy. W jednym wypadku chińskie samoloty zapuściły się dalej na północ, osiągając Cieśninę Koreańską i zachodnie wybrzeże Kiusiu. Pekin określił te działania mianem rutynowych. Co ciekawe Dziennik Ludowy publikował w Internecie zdjęcia z lotów wokół Tajwanu.

Kolejne demonstracje siły miały miejsce w marcu i kwietniu 2018. Równolegle z dużymi ćwiczeniami i przeglądem floty na Morzu Południowochińskim doszło do intensyfikacji ćwiczeń marynarki wojennej i lotnictwa na wodach okalających Tajwan. Co istotne, w sprawę włączyły się także władze cywilne. Podczas regularnej konferencji prasowej rzecznik Biura ds. Tajwanu, Ma Xiaoguang powiedział: „Mamy silne postanowienie, całkowitą pewność siebie i odpowiednie zdolności, aby udaremnić wszelką formę niepodległościowych spisków i ruchów tajwańskich separatystów, a także obronić suwerenność kraju i jego integralność terytorialną. (…) Jeżeli tajwańskie siły niepodległościowe będą nadal robić, co im się podoba, podejmiemy dalsze kroki”. Dodał również, że ostatnie ćwiczenia są „wyjątkowo jasnym” sygnałem ze strony Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Tajpej odrzuciło zarzuty Pekinu jako pozbawione podstaw. Z kolei tajwańskie ministerstwo obrony po raz pierwszy upubliczniło zdjęcia przechwytywanych chińskich samolotów.

Nie jest to koniec niepokojących informacji. Resort obrony RCh już w 2013 informował, że według informacji wywiadowczych niedługo po objęciu władzy Xi Jinping nakazał rozpocząć planowanie inwazji na Tajwan. Operacja miała zostać pierwotnie wyznaczona na rok 2020. Planowana z rozmachem inwazja została podzielona na kilka faz. Pierwsza to wojna hybrydowa, obejmująca szerokie działania propagandowe i wywiadowcze, cyberataki, a także ataki terrorystyczne wymierzone w ludność i władze wyspy. W 2015 roku pojawiły się doniesienia o tym, że chińskie oddziały specjalne ćwiczą atak na Biuro Prezydenta w Tajpej. Kolejna faza to regularne działania wojenne. W Tajwan stale wycelowanych jest ponad tysiąc pocisków balistycznych i manewrujących. Ich odpalenie w stronę kluczowych obiektów wojskowych rozpoczęłoby inwazję. Kolejne działania zmierzałyby do zdobycia panowania na morzu i w powietrzu, po których nastąpiłby desant. Chińscy wojskowi wytypowali czternaście miejsc na wybrzeżu wyspy, które nadają się do wysadzenia desantu. Łącznie w inwazji miałoby wziąć udział 400 tys. żołnierzy.

Planiści ChALW liczą się przy tym z bardzo dużymi stratami. Warunki terenowe Tajwanu sprzyjają obronie, a siły zbrojne RCh są stosunkowo liczne, sprawne, zdeterminowane i od lat przygotowują się odparcia inwazji z kontynentu. Do tego intensywnie rozwijany przemysł zbrojeniowy jest w stanie zapewnić już nowoczesne uzbrojenie. Kolejny problem to dostępność środków ofensywnych. Według ujawnionych danych ChALW planuje porazić większą liczbę celów niż siły koalicji podczas operacji „Pustynna Burza”, dysponując mniejszą liczbą pocisków manewrujących i balistycznych. Wydaje się jednak, że Pekin liczy przede wszystkim na przytłaczającą przewagę liczebną.

Z tego względu doktryna obrony RCh ewoluuje. Przedstawiona pod koniec 2017 przez szefa sztabu tajwańskich sił zbrojnych, generała Lee Hsi-minga, „Całościowa Koncepcja Obrony” zakłada trójtorowe podejście. Z jednej strony jest to stworzenie własnej strefy A2/AD, z drugiej rozwój własnego potencjału odstraszania i wreszcie rozwijanie niekonwencjonalnych metod walki. Ma to zniechęcić ChRL do inwazji, jednak powstały także plany na wypadek pełnoskalowej wojny. Wcześniejsze koncepcje obrony zakładały działania na wyczerpanie floty inwazyjnej prowadzone na całej trasie z wybrzeża kontynentu do wyspy. „Całościowa Koncepcja Obrony” stawia na działania obronne w dwóch fazach. Pierwsza to bitwa morska w odległości do 100 km od brzegów wyspy. Główne zadanie ma w niej przypaść okrętom nawodnym i lądowym wyrzutniom pocisków przeciwokrętowych. Ich uzupełnieniem ma być szeroko zakrojona wojna minowa. Opracowano już kilka typów min morskich do wykorzystania na wodach otwartych i przybrzeżnych. Trwają prace nad minami zdolnymi do samodzielnego przemieszczania się oraz szybkimi bezzałogowymi stawiaczami min. Ogólnie wojskowi na Tajwanie wykazują rosnące zainteresowanie wykorzystaniem morskich, lądowych i powietrznych systemów bezzałogowych i autonomicznych. Takie rozwiązanie pozwala do pewnego stopnia zredukować przewagę liczebną przeciwnika, a także ograniczyć straty w bardzo ograniczonych zasobach ludzkich.

Druga faza to bitwa na przyczółkach w odległości do 40 km od plaż. Działania mają być prowadzone z maksymalnym wykorzystaniem sprzyjającego terenu. Również w tej fazie istotną rolę odgrywać będzie zaminowanie podejść do plaż i mobilne wyrzutnie pocisków przeciwokrętowych wspierane przez artylerię rakietową, klasyczną artylerię strzelającą amunicją precyzyjną oraz śmigłowce bojowe AH-64E. Kluczową rolę ma odegrać obrona przeciwlotnicza, której zadaniem będzie uniemożliwienie chińskiemu lotnictwu swobodnego działania.

Rozwinięte zdolności antydostępowe mają podnieść próg ewentualnych strat do poziomu nieakceptowalnego nawet dla Chin i stanowią tym samym element potencjału odstraszania. Równolegle trwa rozwój środków ofensywnych umożliwiających atak na obiekty na terenie ChRL. Na początku sierpnia tego roku ogłoszono osiągnięcie gotowości bojowej przez rodzime lotnicze pociski manewrujące Wan Chien. Do tej pory zintegrowano je jedynie z dwumiejscową wersją myśliwca F-CK-1 Ching-kuo, również miejscowej konstrukcji. Pociski Wan Chien są przeznaczone do zwalczania sił inwazyjnych oraz położonych na kontynencie lotnisk, portów i baz wojskowych. Tajwańscy wojskowi zaznaczają jednak, że zasięg pocisków i myśliwców pozwala zaatakować dowolny cel na całym wybrzeżu między prowincjami Fujian i Guangdong.

Kilka dni po ogłoszeniu gotowości bojowej pocisków Wan Chien w sieci pojawiły się zdjęcia satelitarne ukazujące mobilne wyrzutnie pocisków manewrujących HF-2E. Ich zasięg wynosi oficjalnie 600-650 km, jednak w najnowszej wersji mógł wzrosnąć nawet do 1500 km. W takim wypadku Tajwan zyskałby zdolność do porażenia większości celów w płd.-wsch. Chinach na odcinku między Szanghajem a Hongkongiem. RCh prowadzi tutaj swoją wojnę psychologiczną z ChRL. Na wybrzeżu koncentruje się wszak chińska gospodarka, zapewniając olbrzymie zagęszczenie istotnych celów, oprócz obiektów wojskowych media wskazują na państwowe rezerwy paliwa w Zhoushan, kolej Pekin-Kowloon, a nawet elektrownie jądrowe.

Na nieszczęście obrońców, również Tajwan oferuje duże zagęszczenie potencjalnych celów. Głównym zmartwienie tajwańskich strategów jest przetrwanie ataku przez bazy lotnicze. Tutaj otwiera się szerokie pole do działań niekonwencjonalnych. Marzeniem jest zakup myśliwców skróconego startu i pionowego lądowania F-35B mniej uzależnionych od lotnisk niż klasyczne samoloty. Zakup najnowszych amerykańskich myśliwców nie jest jednak pewien, a nawet jeżeli by się to udałby, to realizacja kontraktu zajęłaby kilka lat. Wobec tego tajwańskie lotnictwo ma rozważać wprowadzenie mobilnych skoczni startowych dla konwencjonalnych myśliwców i odpowiednie zmodyfikowanie programu szkolenia pilotów. Takie rozwiązanie pozwoliłoby na wykorzystanie większej liczby drogowych odcinków lotniskowych i większe rozproszenie lotnictwa, a tym samym zmniejszenie jego wrażliwości na ataki.

Wspomniany już generał Lee Hsi-ming wystąpił także z pomysłem budowy „statków pułapek”. Chodzi tutaj o nieduże okrętów rakietowych maskowane jako jachty lub kutry rybackie. Każdy z nich byłby uzbrojony w pojedynczy pocisk przeciwokrętowy, a ich głównym zadaniem byłoby zwalczanie zmierzających w stronę wyspy desantowców. „Statki pułapki” nie miałyby posiadać żadnego innego uzbrojenia, ani nawet radarów nawigacyjnych. Pomysł został skrytykowany, a nawet wyśmiany, aczkolwiek znalazł także zwolenników. Zastrzegają oni jednak, że dużo sensowniejsza byłoby wykorzystanie w tej roli jednostek bezzałogowych. Do tego, aby taka taktyka miała sens, „statki pułapki” musiałyby być użyte w dużej liczbie.

Pojawiają się też prostsze i, nie ukrywajmy, bardziej pasujące do XXI w. rozwiązania. W październiku w Internecie pojawiły się zdjęcia tajwańskich wozów walki radioelektronicznej. Widoczny na nich nowy model jest najprawdopodobniej przystosowany do zakłócania sygnału systemu nawigacji satelitarnej Beidou, a tym samym obniżenia skuteczności precyzyjnych środków rażenia używanych przez lotnictwo ChALW.

Wszelkie kalkulacje prowadzane po obu stronach Cieśniny Tajwańskiej sprowadzają się jednak do jednego: reakcji Stanów Zjednoczonych. „Całościowa Koncepcja Obrony” zakłada wytrwanie do nadejścia odsieczy. Z kolei Pekin uznaje brak reakcji Waszyngtonu lub mocno spóźnioną interwencję są za niezbędny warunek rozpoczęcia wojny. Tym niemniej mają istnieć plany powstrzymania nie tylko amerykańskiej pomocy, ale także wojny z udziałem Japonii oraz innych sojuszników USA w regionie.

Tymczasem, ku wielkiemu niezadowoleniu Pekinu, administracja Trumpa w swoim konfrontacyjnym kursie zwróciła baczną uwagę na Tajwan. Donald Trump już na początku 2017 stwierdził, że USA być może odejdą od polityki jednych Chin. W czerwcu tego samego roku Waszyngton zaakceptował sprzedaż największego od lat pakietu uzbrojenia. Szczegóły pozostają niejawne, ale łączna wartość sprzętu mogła osiągnąć nawet 1,4 mld USD. Również lista wyposażenia przekazanego na Tajwan jest bardzo symptomatyczna, znalazły się na niej m.in. bomby szybujące AGM-154C JSOW, pociski przeciwradarowe AGM-88 oraz systemy walki radioelektronicznej. We wrześniu amerykańska administracja zaakceptowała sprzedaż kolejnego pakietu, tym razem wartego 330 mln dolarów i obejmującego części zamienne do samolotów.

Bardzo prawdopodobne, że w niedalekiej przyszłości przyjdą kolejne, dużo większe kontrakty. Tajwan ma bowiem negocjować zakup czołgów podstawowych M1A2 Abrams, śmigłowców pokładowych MH-60R Seahawk oraz myśliwców F-35. Zwłaszcza te ostatnie wywołują dużą nerwowość w Pekinie.

Stany Zjednoczone przeprowadzają także swoje demonstracje siły. Oprócz operacji swobody żeglugi (FONOP) do stałego repertuaru weszły przeloty bombowców B-52, także w pobliżu Tajwanu. Analiza tras przelotu samolotów startujących z Guamu skłoniła niektórych obserwatorów do wysunięcia tezy, że w kilku przypadkach ćwiczono atak na płd.-wsch. Chiny.

Dlaczego Tajwan jest tak ważny zarówno dla Chin jak i USA? W grę wchodzą tutaj geopolityka i geostrategia. Wyspa zamyka lub otwiera Chinom dostęp do Pacyfiku. Jako centralny punkt pierwszego łańcucha wysp jest położona między Japonia i Filipinami, a tym samym zabezpiecza kluczowe morskie szlaki komunikacyjne (SLOCs). Położony blisko wybrzeży Tajwan umożliwia przeciwnikom przeprowadzenie ataku na płd.-wsch. Chiny. Z kolei kontrola nad wyspą umożliwia ChRL nie tylko wyjście na ocean, ale także poprawia ich strategiczną sytuację na Morzach Południowo- i Wschodniochińskim. Z Tajwanu jest już tylko żabi skok na sporne z Japonią wyspy Senkaku. W bardziej całościowym ujęciu opanowanie wyspy umożliwiłoby również lepsze szachowanie Japonii i amerykańskich baz na jej terenie.

Geografia to nie wszystko. Równie istotny, a w wypadku ChRL być może ważniejszy, jest czynnik polityczno-kulturowy. Od lat sprawnie funkcjonująca tajwańska demokracja pokazuje, że system ten można z powodzeniem implementować na grunt chińskiej kultury, a to stwarza potencjalne zagrożenie dla wszechwładzy Komunistycznej Partii Chin.

Od czasów zimnej wojny Tajwan stanowi jeden z punktów zapalnych między Wschodem i Zachodem. Chińskie wyzwanie rzucone amerykańskiej hegemonii sprawiło, że wyspa znowu stała się jednym z ważniejszych punktów na mapie świata.

Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia
P. Behrendt: Chiny wzmagają nacisk na Tajwan Reviewed by on 21 października 2018 .

W ciągu ostatnich 12 miesięcy znacząco wzmógł się nacisk Chińskiej Republiki Ludowej na Republikę Chińską, znaną szerzej jako Tajwan. Pekin prowadzi zakrojone na szeroką skalę działania dyplomatyczne i militarne demonstracje siły. Tajwan nie pozostaje dłużny i stara się budować własny potencjał odstraszania. Relacje między państwami chińskimi przechodzą kolejne fazy napięcia i odprężenia, zawsze jednak pozostają

Udostępnij:
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Paweł Behrendt

Doktorant na wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Wiedeńskiego, szef działu aktualności portalu konflikty.pl. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna i obronna Japonii oraz Chin, stosunki międzynarodowe i bezpieczeństwo w Azji Wschodniej, konflikty w Azji. Z CSPA związany od roku 2009, jako ekspert zajmuje się sprawami bezpieczeństwa. Autor książek „Chińczycy grają w go” i „Korzenie niemieckich sukcesów w Azji”.

Pozostaw odpowiedź