Komentarz eksperta

P. Behrendt: Chiny rzucają wyzwanie amerykańskiemu pivotowi

Umieszczenie przez Chiny kosztownej platformy wiertniczej na spornych terytoriach na Morzu Południowochińskim kilka dni po zakończeniu azjatyckiego tournee Baracka Obamy wydaje się na pierwszy rzut oka niepotrzebnym awanturnictwem. Jednak po uważnym przyjrzeniu się całej sytuacji okazuje się, że działania Pekinu są dokładnie przemyślanym, a nawet mistrzowskim posunięciem.

źródło: flickr.com/U.S. Department of Agriculture

źródło: flickr.com/U.S. Department of Agriculture

Warta miliard dolarów platforma wiertnicza HYSY 981 została wprowadzona na sporny z Wietnamem akwen 1 maja. Platformie towarzyszyło około 70 jednostek straży wybrzeża oraz innych agencji rządowych. Wietnam natychmiast oprotestował chińskie działania i określił je mianem nielegalnych. Wysłane na miejsce patrolowce wietnamskiej straży wybrzeża zostały przepędzone. Od tamtej pory w pobliżu platformy dochodzi do regularnych starć chińsko-wietnamskich, wietnamskie jednostki są taranowane i ostrzeliwane z armatek wodnych. Wietnamczycy odpowiadają podobnymi środkami, 12 maja doszło do godzinnego starcia na armatki wodne. Niemniej Hanoi sięgnęło również po broń propagandową, na pokładach patrolowców wysyłanych w pobliże HYSY 981 regularnie goszczą dziennikarze, którzy wspólnie z załogami dokumentują przebieg starć. Do tej pory Wietnamczycy opublikowali jeden filmik i liczne zdjęcia z kolejnych incydentów, a ponad to donoszą o pojawieniu się w regionie jednostek chińskiej marynarki wojennej, w tym okrętów podwodnych oraz myśliwców. Chiny odrzucają oskarżenia i zarzucają Wietnamowi prowokowanie starć. Pekin zastrzega również, iż platforma ma jedynie sprawdzić rozmiary potencjalnych złóż i pozostanie na miejscu jedynie do sierpnia.

Napięta sytuacja doprowadziła do antychińskich demonstracji, które przerodziły się w zamieszki. Główną areną wydarzeń było Ho Chi Minh oraz pobliskie miasta, ale do protestów dochodzi także w innych częściach kraju. Demonstracje rozpoczęły się 10 maja, szybko doszło jednak do ataków na chińskie sklepy i przedsiębiorstwa; policja była zmuszona wysłać pojazdy opancerzone do ochrony konsulatu ChRL w Ho Chi Minh. Jak informuje Radio Wolna Azja do 15 maja w zamieszkach uczestniczyło 20 tys. osób, było 700 aresztowanych, zniszczono 15 fabryk należących do chińskich właścicieli, a liczne zostały zdemolowane. Niejako rykoszetem dostało się również zakładom japońskim, południowokoreańskim i singapurskim. Tego samego dnia władze Wietnamu potwierdziły śmierć osoby narodowości chińskiej w zamieszkach w środkowej części kraju. Zdaniem mediów liczba ofiar śmiertelnych może być większa. Przebieg wydarzeń bardzo przypomina antyjapońskie zamieszki w Chinach, do jakich doszło po nacjonalizacji przez Tokio Wysp Senkaku/ Diaoyu.

Lokalizacja platformy została przez Pekin bardzo dokładnie przemyślana. HYSY 981 zakotwiczono na pozycji 15°29’58’’N 111°12’06’’E, czyli 119 mil morskich (220 km) od wybrzeży Wietnamu i zaledwie 18 mil morskich na południe od Wysp Paracelskich. Chiny naruszyły więc wyłączną strefę ekonomiczną Wietnamu, pojawia się jednak pewien problem. Latem 2012 roku położona na wyspie Yongxing w archipelagu Wysp Paracelskich (chiń. Xisha) wioska Sansha otrzymała prawa miejskie i status prefektury. Tym sposobem powstało najmniejsze miasto w Chinach – zaledwie 13 km² powierzchni i ok. 450 mieszkańców – oraz olbrzymia prefektura zajmująca obszar 2 mln km2. W jej skład wchodzą podporządkowane administracyjnie Wyspy Paracelskie, Spratly (chiń. Nansha) i Zhongsha. Feralna platforma znajduje się zatem, zdaniem Pekinu, w chińskiej wyłącznej strefie ekonomicznej. Jeden z komentatorów stwierdził, że większego zamieszania nie wywołałoby nawet pojawienie się na miejscu zamiast HYSY 981 lotniskowca Liaoning.

Pojawia się pytanie, czemu tym razem celem akcji ChRL stał się Wietnam, a nie, tradycyjnie, Filipiny? Hanoi od kilku miesięcy starało się poprawić dwustronne relacje. SRW podkreślała, że chce uregulować kwestie sporne, zarówno bilateralnie, jak i w ramach ASEAN, nie przyłączyła się także do skargi, jaką Manila złożyła na Chiny w trybunale arbitrażowym ONZ. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że w sporze o wyspy na Morzu Południowochińskim Pekin przyjął stanowisko analogiczne do zajmowanego przez Tokio w sporze o Wyspy Senkaku/ Diaoyu, czyli: nie ma żadnego sporu, a wszelkie roszczenia pozostałych państw są nieuzasadnione. Wybór Wietnamu jest ściśle związany z azjatycką podróżą prezydenta Obamy i ma wielostronne uzasadnienie. Na szlaku amerykańskiego prezydenta znalazły się Japonia, Korea Południowa, Filipiny i Malezja. Pominięcie Chin od samego początku było uznawane za błąd przez zewnętrznych obserwatorów. Z perspektywy Pekinu najważniejszymi punktami na trasie Obamy były Tokio i Manila. W Japonii prezydent USA wyraził pełne poparcie dla polityki prowadzonej przez premiera Abe. Ogłosił również, że Senkaku/ Diaoyu są objęte amerykańsko-japońskim układem bezpieczeństwa. Z kolei na Filipinach oficjalnie przedłużono i rozszerzono sojusz obronny pomiędzy obydwoma państwami. Tym samym wprowadzenie platformy wiertniczej na wody sporne z Japonią lub Filipinami doprowadziłoby do zaangażowania się w spór Stanów Zjednoczonych.

Wydaje się więc, że Pekin pogodził się z amerykańskim pivotem, ale będzie starał się go maksymalnie osłabić, rozegrać dla swoich korzyści i dążyć do pozbawienia Waszyngtonu twarzy. Chiny stale deklarują chęć rozwiązania kwestii spornych z państwami Azji Południowo-Wschodnie na drodze porozumień tak bilateralnych, jak i z ASEAN. HYSY 981 jest więc również próbą, przed jaką postawiono ASEAN jako organizację. Podstawą globalnego porozumienia powinna być Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS). I tutaj znajduje się pułapka, jaką Pekin zastawił na Waszyngton. Stany Zjednoczone nie podpisały konwencji, co stawia je w niezręcznej pozycji w sytuacji, kiedy wszyscy uczestnicy sporu powołują się na UNCLOS. Tym sposobem Chiny dążą do ukazania Stanów Zjednoczonych jako partnera nierzetelnego i bezsilnego poza swoją strefą wpływów. Należy się spodziewać, że ChRL postara się również maksymalnie wykorzystać kryzys na Ukrainie. Wydarzenia za naszą wschodnią granicą dają Pekinowi wspaniałą okazję, aby skierować większość amerykańskiego zainteresowania na Europę. Z drugiej strony ochłodzenie relacji z Zachodem niejako wpycha Rosję w objęcia Chin, a te na pewno nie zgodzą się na równoprawne partnerstwo z Moskwą. Zbliżająca się wizyta prezydenta Putina w Pekinie może przynieść bardzo interesujące rezultaty.

Wietnam mógł stać się celem z jeszcze jednego powodu – zacieśniania więzi z Japonią. Zdaniem części komentatorów Chiny nie będą zbyt mocno przeciwstawiać się emancypacji Japonii oraz podejmowanym przez nią próbom zbudowania regionalnego bloku. Powody dla takich działań mają być złożone. Z jednej strony liczba państw chętnych do współpracy z Tokio jest, z powodów historycznych, ograniczona. Z drugiej USA od lat lansują bezskutecznie regionalny pakt swoich azjatyckich sojuszników, co pozwoliłoby im poświęcić więcej uwagi innym częściom globu, a tym samym stworzyło ChRL większe pole manewru. Wreszcie po trzecie, chińscy przywódcy mogą liczyć na to, że wskutek wzrostu samodzielności Japonii dojdzie do różnic między Tokio i Waszyngtonem, a to pozwoliłoby wbić klin między oba te państwa i w efekcie dalej ograniczyć rolę USA w Azji.

Chińska polityka zagraniczna jest niezwykle złożona i tylko na pozór nieprzemyślana. W podejmowanych dalekosiężnych działaniach Pekinu wyraźnie widać wpływ „Sztuki Wojny” Sun Zi. Jedna z maksym Suna głosi, że największe zwycięstwa to takie, w których „nie dobyło się miecza”, ale zręcznymi manewrami postawiło przeciwnika w takiej sytuacji, że nie miał innego wyboru, jak tylko się poddać. Chińczycy rozgrywają swoją partię ostrożnie, ale systematycznie, stawiając sobie coraz ambitniejsze cele. Pytaniem pozostaje, kto pierwszy, w perspektywie najbliższych dwóch dekad i w skali Dalekiego Wschodu, nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko się poddać. Rosja czy Stany Zjednoczone?

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Chiny rzucają wyzwanie amerykańskiemu pivotowi Reviewed by on 16 maja 2014 .

Umieszczenie przez Chiny kosztownej platformy wiertniczej na spornych terytoriach na Morzu Południowochińskim kilka dni po zakończeniu azjatyckiego tournee Baracka Obamy wydaje się na pierwszy rzut oka niepotrzebnym awanturnictwem. Jednak po uważnym przyjrzeniu się całej sytuacji okazuje się, że działania Pekinu są dokładnie przemyślanym, a nawet mistrzowskim posunięciem. Warta miliard dolarów platforma wiertnicza HYSY 981 została

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Wietnam też coraz bardziej ogląda się na Indie. Nie ma żadnego sojuszu z Indiami, ale indie obserwują działania Chin na Morzu Południowochińskim.
    Mimo wszystko zakłądanie „kto podda się pierwszy?” wydaje mi się przedwczesne. Indie, Japonia, Wietnam, Filipiny, nawet mimalnie wsparte przez USA to jest siła, zarówno militarna, jak i ekonomiczna. Rosja natomiast w wypadku trudności może „wygasic’ konflit na Ukrainie i absolutnie nie potrzebuje „poddawać” się Chinom. Chiny moga co najwyzej osiągnać bieżące korzyści.

Pozostaw odpowiedź