Artykuły,Publicystyka

P. Behrendt: Chińska ekspansja w proradzieckiej Azji Centralnej

mongoliaUpadek Związku Radzieckiego wytworzył w Azji Centralnej całkowicie nową sytuację politycznę. Wprawdzie nowopowstałe republiki ciągle pozostają w rosyjskiej orbicie wpływów, jednakże zmiana tego stanu rzeczy wydaje się jedynie kwestią czasu. Stany Zjednoczone usiłowały rzucić wyzwanie Rosji, na tym terenie, w związku z inwazją na Afganistan, poniosły jednak klęskę. Przyczyny amerykańskiego niepowodzenia były trojakie: po pierwsze naciski Moskwy na miejscowych „satrapów”, po drugie: niechęć satrapów do demokratyzacji i wprowadzania praw człowieka, po trzecie wreszcie: reorganizacja amerykańskiej polityki zagranicznej pod administracją Obamy. Pewne kroki starają się także czynić Indie, ich efekty są jednak jak na razie mizerne. Dużo poważniejszymi konkurentami dla Rosji są Turcja premiera Erdogana, propagująca idee panturkizmu oraz Chińska Republika Ludowa. Rywalizacja chińsko-rosyjska o wpływy w regionie sięga swymi korzeniami XIX wieku. Jej obecna odsłona nie jest zwykłą walką o wpływy lecz swoistym poligonem doświadczalnym długofalowego planu odbudowy potęgi Chin i ponownego uczynienia z nich Państwa Środka.

Chińskie wpływy w Azji Środkowej są bardzo stare, sięgają czasów dynastii Han (II w. p.n.e.), kulturowo są jeszcze starsze. W VII w. n.e., za dynastii Tang, władza Państwa Środka sięgała aż po Morze Aralskie. Poważne wpływy Chin w regionie złamała dopiero Rosja w XIX stuleciu. Chińczycy nie pogodzili się z tym, co wielokrotnie powtarzał Mao Zedong. W trakcie konfliktu radziecko-chińskiego w roku 1969 tereny nad Ussuri nie były jedynym teatrem działań, do licznych starć dochodziło także wzdłuż granicy w Azji Środkowej. W następnych latach odcinek granicy pomiędzy Xinjiangiem a Kazachską SRR nabrał jeszcze większego znaczenia, po obu stronach granicy ulokowane były, i nadal pozostają, ośrodki jądrowe i kosmiczne. Fakt, że niemal połowa radzieckich dywizji stacjonujących na wschód od Uralu została rozmieszczona właśnie w Azji Środkowej, dobitnie świadczy o wadze jaką oba mocarstwa przywiązywały i nadal przywiązują do tego regionu. Także Deng Xiaoping wspominał o chińskich pretensjach w Kraju Przymorskim, Nadamurskim oraz Azji Centralnej.

Nowy Jedwabny Szlak

Najważniejszą przyczyną rozwoju chińskich wpływów w regionie, tak politycznych jaki kulturowych, był jedwabny szlak. Wprawdzie towary oraz idee płynęły nim w obie strony, jednak to eksport chińskich dóbr luksusowych był zawsze najważniejszy. Dochody jakie jedwabny szlak zapewniał cesarskiemu skarbcowi był na tyle duże, że co silniejsze i bardziej otwarte na świat dynastie (jak Han i Tang) w ślad za kupcami wysyłały wojska aby umacniać swoje wpływy i ochraniać karawany.

Konsekwentnie dążące do odbudowy swojej pozycji jako „Państwa Środka” Chiny zdecydowały się zaangażować w prowadzony pod patronatem ONZ projekt Kolei Transazjatyckiej (TAR), mającej połączyć Chiny z Europą. Sami Chińczycy mówią o tym projekcie jako odrodzeniu dawnego Jedwabnego Szlaku; nie należy przy tym mylić TAR z europejską inicjatywą Korytarza Transportowego Europa-Kaukaz-Azja (TRACECA) znanego jako „Nowy Jedwabny Szlak”, od którego Pekin stanowczo się odcina. Głównym partnerem ChRL w budowie TAR jest póki co Iran. Prace przygotowawcze są coraz bardziej zawansowane, 15 listopada ub. r. irański MSZ ogłosił, że doszło do porozumienia w sprawie budowy linii kolejowej pomiędzy ChRL a Iranem, Afganistanem i Tadżykistanem. TAR ma brać swój początek w Xinjiangu (chociaż niektóre doniesienia mówią nawet o Szanghaju), przebiegać przez wymienione kraje oraz Kirgistan. Zgodnie z założeniami pociągi będą mogły osiągać miejscami na trasie prędkość nawet 480 km/h! Nie jest to koniec chińskich ambicji, cały czas trwają rozmowy o przedłużeniu TAR z Turcją, a nawet Bułgarią. W planach Pekinu znajdują się jeszcze nitki prowadzące do Pakistanu, Iraku i Syrii. Obecnie w planach znajduje się budowa 7 tysięcy km linii szybkiej kolei, często w trudnym terenie, o łącznym koszcie 30 miliardów $. Niejako na marginesie „Żelaznego Jedwabnego Szlaku” znajdują się jeszcze projekty budowy superszybkich kolei w Kazachstanie, Nepalu oraz Indochinach. Punktem końcowym tej ostatniej linii byłby Singapur.

Największe obawy obserwatorów budzi postępująca militaryzacja chińskiego kolejnictwa. Po zakończeniu Zimnej Wojny globalnym trendem stało się odchodzenie sił zbrojnych od transportu kolejowego na rzecz drogowego i lotniczego. W Chinach nie dysponujących aż tak rozbudowaną infrastrukturą jak państwa zachodnie trend ten został poważnie zmodyfikowany. Pekin od dawna intensywnie rozbudowuje sieć połączeń drogowych, lotniczych i kolejowych, proces ten przybrał na sile w ostatnich latach. Była to jedna z metod walki z kryzysem ogarniającym Zachód. Duży obszar ChRL, z ciągle jeszcze rzadką siecią lotnisk i autostrad niejako uprzywilejowuje transport kolejowy, to samo dotyczy Azji Środkowej oraz innych obszarów zainteresowania Chin na kontynencie Azjatyckim. Już teraz w zarządach i administracji najważniejszych chińskich spółek kolejowych zasiadają przedstawiciele ChALW, ponad 1000 stacji zostało przystosowanych do obsługi transportów wojskowych. W trakcie budowy kolei Kunming – Nanning ministerstwo kolei musiało częściowo zmienić jej przebieg, ażeby sprostać wymogom armii, pociągnęło to za sobą wzrost kosztów o ponad 230 milionów $. Same jednostki ChALW także intensywnie ćwiczą przerzut koleją. W 2008 r. jednostki przeznaczone do tłumienia rozruchów w Tybecie zostały przetransportowane eszelonami, wraz z ciężkim sprzętem, w ciągu 48 godzin. W trakcie zeszłorocznych manewrów Szanghajskiej Organizacji Współpracy odbywających się na Uralu chińskie oddziały w całości polegały na transporcie kolejowym. ChALW przeprowadziła także testy szybkich kolei dla celów wojskowych, właśnie z tego środka transportu korzystały jednostki, które zakończyły misję ochrony Expo 2010.

Energetyka

Ciągle rozwijająca się gospodarka Chin zużywa olbrzymie ilości surowców, a jej zapotrzebowanie na energie systematycznie rośnie. Leżąca tuż obok Azja Centralna, z jej nie do końca jeszcze ocenionymi zasobami jest dla Pekinu istną krainą marzeń.

Chiny sporo już zainwestowały w rurociągi prowadzące z Turkmenistanu przez Uzbekistan oraz z Kazachstanu do Xinjiangu. Po ostatnich umowach Turkmenistan będzie sprzedawał Chinom 60 miliardów m³ gazu rocznie (wcześniejsze umowy mówiły o 40 miliardach m³). Tak gwałtowny wzrost eksportu wymaga budowy nowych rurociągów, na które to przedsięwzięcie kredytu Turkmenom udziela Chiński Państwowy Bank Rozwoju. Kwota kredytu nie została sprecyzowana, jego warunki muszą być jednak bardzo korzystne bowiem kwota jaką płacą Chińczycy za tys. m³ wynosi zaledwie 100-150$. Dla porównania w Europie, także usilnie zabiegającej o dostęp do turkmeńskich złóż, cena gazu wynosi od 250 do 400$ za tys. m³. Wedle informacji irańskiego radia odpowiednie inwestycje mają zostać zrealizowane do końca roku 2013.

Wydarzenia na dużo większą skalę dotyczą Kazachstanu. Kraj ten jest od kilku lat głównym obiektem zainteresowania ChRL w Azji Środkowej. W ciągu ostatniej dekady wzajemne obroty handlowe wzrosły aż 13 krotnie. Jeżeli obecne trendy utrzymają się w ciągu kilkunastu lat Chiny zdetronizują Rosję jako największego partnera handlowego Kazachstanu (obecnie zajmują 3 pozycje). Hu Jintao odwiedzał Astane w grudniu 2009, a następnie w czerwcu 2010. Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew był podejmowany w Pekinie w lutym br. Jak na spotkania pomiędzy głowami państw jest to bardzo często. Hu Jintao ogłosił, że wzajemne stosunki będą budowane pod znakiem „strategicznego partnerstwa długoterminowej stabilności, dobrosąsiedzkiej przyjaźni oraz współpracy na zasadach wygrana-wygrana.”

Najważniejszą pozycję w wzajemnych relacjach zajmuje obecnie energetyka. Sztandarowym projektem chińsko-kazachskiej współpracy energetycznej jest joint venture dwóch państwowych gigantów KazMunaiGaz (KMG) i Chinese National Petroleum Corporation (CNPC). Celem spółki jest eksploatacja pola naftowego Urichtau w zachodnim Kazachstanie. Wedle ocen geologów zasoby tego pola wynoszą 40 miliardów m³ gazu i 8 milionów ton ropy. Pekin przyobiecał Kazachstanowi 7 miliardów $ na rozmaite inwestycje, z czego 5 miliardów ma trafić do branży energetycznej. Inwestycje w tej branży mają dotyczyć głównie modernizacji istniejących oraz budowy nowych rafinerii, a także budowy prawie 1,5 tys. km rurociągów. Poza węglowodorami dużym zainteresowaniem Chińczyków cieszą się złoża uranu. Zgodnie z ostatnimi porozumieniami Kazatomprom ma dostarczyć Guangdong Nuclear Power Group 55 tys. ton uranu. Taka ilość pokrywa niemal połowę obecnego chińskiego zapotrzebowania na energię jądrową. Ostatni spadek zaufania do energetyki jądrowej może jednak mieć swój wpływ na losy tego projektu.

Większość chińskich inwestycji w Kazachstanie poza energetyką i infrastrukturą dotyczy wydobycia surowców, głównie boksytów, żelazochromu oraz rud żelaza. Ambitne plany dotyczą także wzajemnych powiązań ekonomicznych. Prezydent Nazarbajew wyraził duże zainteresowanie ideą banku rozwoju Szanghajskiej Organizacji Współpracy (o kapitale 8 miliardów $). Dużo ciekawsze wydają się plany utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej w rejonie Chorgos. Strefa ta miałaby służyć nie tylko rozwojowi handlu pomiędzy obydwoma krajami, ale przede wszystkim wejściu chińskich produktów i surowców w obszar unii celnej Białorusi, Kazachstanu i Rosji. W strefie mają także powstać fabryki przetwarzające chińskie surowce w gotowe produkty sprzedawane w wymienionych krajach. Finał rozmów jest spodziewany do końca tego roku.

Ekspansja terytorialna?

Chiny odnoszą w Azji Środkowej nie tylko sukcesy gospodarcze. Przykład Tadżykistanu pokazuje mniej znane oblicze chińskiej ekspansji. Na początku bieżącego roku parlament w Duszanbe ratyfikował porozumienie na mocy, którego scedowano na rzecz ChRL około 1100 km² w Pamirze, co stanowi prawie 1% powierzchni tego kraju. Ku oburzeniu ludności tadżycki rząd ogłosił to sukcesem podkreślając, że Chińczycy pierwotnie domagali się 28 tysięcy km². Niewyjaśnioną kwestią pozostaje co Tadżykistan otrzymał w zamian. Zdaniem dyrektora tadżyckiego Prezydenckiego Centrum Studiów Strategicznych Szuchroba Szaripowa, był to ostatni moment na podjęcie takiej decyzji, gdyż inaczej „Tadżykistan nie byłby w stanie wytrzymać presji ze strony potężnego sąsiada”. Co więcej, jego zdaniem, udało się zapewnić stabilne stosunki z ChRL. Inną kwestią pozostaje pytanie po co Chinom 1100 km² nagich skał gdzieś w Pamirze? Według Duszanbe na scedowanych terenach nie ma żadnych złóż surowców. Jeżeli rzeczywiście nic tam nie ma to czemu Chińczycy tak naciskali i mieli naciskać jeszcze bardziej? Decydenci z KPCh to ludzie pragmatyczni, to że jakiś lokalny przywódca klanowy kilka czy kilkanaście wieków temu uznał zwierzchnictwo cesarza nie stanowi chyba dla nich powodu aby zgłaszać roszczenia do jakiegoś terytorium. Nie są to też czasy Mao, żeby domagać się korekty granic pobieżnie wytyczonych w XIX wieku. Prawie na pewno chodzi tutaj o złoża surowców, których wartość ma być równa wartości dotychczasowych chińskich inwestycji w Tadżykistanie (wycenianych na 4 miliardy $). Inną sprawą jest opłacalność eksploatacji złóż położonych ponad 4000 m n. p. m, głód energetyczny zmusza jednak Chin do podejmowania coraz trudniejszych wyzwań.

Podpisanie ugody wywołało bardzo negatywny odzew tadżyckiego społeczeństwa pogłębiony dodatkowo wiadomość o wydzierżawieniu Chińczykom 2000 ha gruntów rolnych, gdzie ma pracować 1500-2000 chińskich rolników. Oficjalnym dzierżawcą co ciekawe będzie nie ChRL, ale Ujgurski Region Autonomiczny (Xinjiang Weiwuer). Zaledwie 7% powierzchni Tadżykistanu nadaje się pod uprawy. W tej sytuacji wiadomość o wydzierżawieniu ziemi obcokrajowcom musi być bardzo niepopularna. Kolejnym problemem jest bezrobocie. Wprawdzie wynosiło ono wg danych z 2008 jedynie 2,3%, jest to jednak zasługą emigracji zarobkowej do Rosji. W wyniku tej emigracji, powstaję błędne koło, wyjeżdżają bowiem zwłaszcza ludzie ze wsi i sporo ziemi leży odłogiem. Z tego właśnie powodu tadżyckie władze zdecydowały się wydzierżawić grunty Chińczykom. Jednak zdaniem zwykłych Tadżyków efektem będzie jedynie zwiększenie się tempa migracji. Obawy miejscowej ludności wywołują też chińscy kupcy. Ich liczba nie przekracza na razie kilkuset, jednak pojawienie się dużej grupy chińskich rolników doprowadzi zdaniem wielu Tadżyków do wzmożonego napływu kupców z Państwa Środka, którzy mając wsparcie Pekinu będą mogli stosować dumping i poważnie zaszkodzić tadżyckim handlarzom. Na marginesie trzeba zauważyć, że Rosjanie reagują podobnie niechętnie na napływ tadżyckich kupców.

Kwestia chińskiej „ekspansji” terytorialnej w Azji Środkowej ma także swoją kazachską odsłonę. Wedle niepotwierdzonych informacji Nazarbajew miał podpisać umowę o wydzierżawieniu Chinom 1 miliona ha ziemi na 99 lat. Wiadomość została podana przez byłego zięcia Nazarbajewa, Rachata Alijewa, który w wyniku konfliktu z teściem przebywa na „dobrowolnym wygnaniu” w Europie. Z tej racji wszelkie informacje podawane przez Alijewa są traktowane bardzo ostrożnie. Co więcej, w tym przypadku Alijew nie był w stanie przedstawić żadnych dowodów na potwierdzenie swoich sensacyjnych doniesień. Kazachskie władze zdecydowały się je zdementować, dopiero pod naciskiem opozycji. Podobnie jak w Tadżykistanie, wydzierżawione ziemie miałyby być użytkowane przez chińskich rolników. Propozycje dzierżawy padły ze strony Chińczyków już pod koniec 2009 roku. Pozytywna reakcja ze strony Nazarbajewa doprowadziła do protestów i demonstracji trwających kilka tygodni. Całą sprawę skrzętnie zamieciono następnie pod dywan w oczekiwaniu na lepsze czasy. Niewykluczone więc, że w lutym w Pekinie Hu i Nazarbajew faktycznie rozważali czy lepsze czasy nie nastały, lub jak załatwić całą sprawę po cichu.

Skąd wzięło się tak duże zainteresowanie Pekinu gruntami rolnymi? Wbrew pozorom areał ziemi uprawnych w Chinach jest ograniczony, a liczba ludności stale rośnie. W tej sytuacji dzierżawa leżących za miedzą środkowoazjatyckich stepów, które są bardzo słabo zaludnione rozwiązuje jednocześnie kilka problemów. Po pierwsze pozwala wyekspediować za granicę pewną liczbę chińskich rolników, redukując przeludnienie na wsi oraz gwarantując pewne dostawy żywności. Za rolnikami podążą handlarze, tym samy powstanie silna diaspora, która zwiększy wpływy Państwa Środka w regionie. Rozszerzenie własnych wpływów, przy jednoczesnej szansie na zapewnienie stabilności wewnątrz kraju jest dla KPCh grą wartą świeczki i jest bardziej niż pewne, że wykorzystają każdą szanse na utrzymanie spokoju w Chinach. Nawet jeżeli pociągnie to za sobą oskarżenia ( np. Intelligence Online).o „zorganizowaną aneksję obszarów strategicznych”.

Niewątpliwie rejony sporów ChRL z sąsiadami, które wywołują największe zainteresowanie mediów, znajdują się w strefie Pacyfiku. Pekin skwapliwie z tego korzysta i największe sukcesy odnosi, unikając medialnego zgiełku, z drugiej strony swego władztwa, w Azji Środkowej. Staje się coraz bardziej oczywiste, że Chiny rozbudowują swoje wpływy w tym regionie przy użyciu środków ekonomicznych. Jeżeli realizacja chińskich planów pójdzie pomyślnie za kilka-kilkanaście lat państwa Azji Centralnej będą głównym źródłem ropy i gazu dla Państwa Środka. Taki rozwój wydarzeń będzie miał istotny wpływ na relacje chińsko-rosyjskie. Chiny zastąpią Rosję jako najważniejszy partner gospodarczy państw regionu, które nie będą już tak mocno podatne na presje ze strony Moskwy, zastąpi ją Pekin. Sami Chińczycy poza zdobyciem nowych wpływów, zyskają przewagę we wszelkich negocjacjach z Rosją, zwłaszcza tych dotyczących surowców energetycznych. Należy nadmienić, że lokalni władcy sami chętnie wchodzą w chińską orbitę wpływów, uznając (prawdopodobnie słusznie) że zwierzchnictwo Pekinu będzie mniej uciążliwe niż Moskwy. Bardzo znaczące będą także konsekwencje dla państw Zatoki Perskiej, których znaczenie w chińskiej polityce zagranicznej zmaleje, a to nie pozostanie bez wpływu na relacje chińsko-amerykańskie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
P. Behrendt: Chińska ekspansja w proradzieckiej Azji Centralnej Reviewed by on 28 czerwca 2011 .

Upadek Związku Radzieckiego wytworzył w Azji Centralnej całkowicie nową sytuację politycznę. Wprawdzie nowopowstałe republiki ciągle pozostają w rosyjskiej orbicie wpływów, jednakże zmiana tego stanu rzeczy wydaje się jedynie kwestią czasu. Stany Zjednoczone usiłowały rzucić wyzwanie Rosji, na tym terenie, w związku z inwazją na Afganistan, poniosły jednak klęskę. Przyczyny amerykańskiego niepowodzenia były trojakie: po pierwsze

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarzy 12

  • Niewątpliwie Turcja prowadzi swoją intensywną politykę w stosunku do krajów
    pobratymskich. Mimo dynamicznego rozwoju Turcja nie będzie w stanie konkurować w Azji Środkowej z Rosją (silne więzy gospodarcze) oraz z Chinami
    (gigantyczny surowcowy klient). Wzrastająxe wpływy Chin z pewnością niedługo
    zaniepokoją te państwa, które będą starały zrównoważyć wpływy chińskie…..nie
    leżącą na uboczu Turcja, ale właśnie i tylko Rosją. Momo zacieśnienia kontaktów
    z Turcją przez kraje pokrewne (Azerbeidzan, Turkmenia) to jednak nie ona będzie
    „patronem” krajów Azji Środkowej.
    Jeśli chodzi o Azerbejdzan o nie umieściłem go w tematyce Azji Środkowej ponieważ jest krajem zakaukaskim. Ocvzywiście w projekcie Nabucco jest to
    państwo kluczowe nr 1, ponieważ ma być zarówno dostawcą gazu jak i państwem przesyłowym gazu zTurkmenii w tym sensie, że podmorski gazociąg z Turkmenii
    ma kończyć się w Baku. Poza tym dostawy z Turke\menii muszą iść przez Azerów
    ponieważ pozostałe alternatywy (Rosja, Iran) nie wchodzą w grę. Iran zresztą jest
    niemniej przeciwny Nabucco niż Rosja.
    Relacje Turcji z Azerami przypuszczam, że są bkiższe niż z Turkmenami z racji
    położenia geograficznego. Konflikt na Zakaukaziu to prawdziwy galimatias.
    Armenia skonfliktowana z Azerbajdzanem oraz z Turcją, wtłoczona poniędzy
    państwa muzułmańskie, siła rzeczy ma b.dobre stosunki z Rosją i rosyjskie bazy
    wojskowe na swym terytorium. Z kolei Iran zaniepokojony planami „Wielkiego
    Azebajdzanu” (25% ludności Iranu to Azerowie), w konflikcie ormiansko-azerskim
    popiera Armenię. Gruzja jako kraj należacy obecnie do strefy zachodniej ma
    pewne poparcie ze strony natowskiej Turcji. Azerowie mają dobre stosunkli z Tibilisi
    patrzą podejrzliwie na Rosję, która zreszta gra na dwie strony i własnie ściśle
    wspólpracują z Turcją. W tym sensie Turcja ma coś do zaoferowania, ale nie
    krajom Azji Srodkowej tylko Baku.
    Odnośnie Nabucco to również Gruzja jest strategicznym krajem bo Azerowie nie puszczą go przecież rpzez Karabach i Armenię. W pewnym sensie Gruzja jest bardziej strategiczna niż Turcja bo dla Gruzji nie ma alternatywy, a dla Turcji, jesli ktoś by się uparł to teoretycznie z Gruzji można przesłać morzem Czarnym do Europy (gazociągiem lub gazportami).
    Nb. Ostatnio Rosjanie zastanawiają się czy South Stream, który początkowo był
    rozważany jako gazociąg przez morze Czarne do Bułgarii, nie zastąpić gazoportami.

    • PS.
      Iran jest przeciwny Nabucco odnośnie gazociągu po dnie morza Kaspijskiego z Turkmenii i Kazachstanu do Azebejdzanu, ponieważ
      w ten sposób tracą pieniądze za transfer gazu turkmeńskiego poprzez
      Iran. Odnosnie przyłaczenia się samego Iranu do Nabucco, to tu sytuacja
      jest niejasna.

      • Avatar PZ

        Jedna z odnog gazociagu z ma biec do Baku (omijajac Armenie a jakze) i do tej zaproponowano lacznik po dnie morz Kaspijskiego. Druga natomiast mialaby laczyc Erzurum z Tabriz wpinajac sie w gazociag Iranski. Mozliwe jest ze nie chcac stracic oplat za tranzyt Iran jest przeciwny lacznikowi po dnie morza. Tak czy inaczej wobec wczorajszego otwarcia gazociagu Tukmenistan-Chiny, Europa w wyscigu o surowce z rejonu Azji Centralnej jest mocno spozniona. Tak dla porownania Nabucco to okolo 4000 km rury, a wczoraj otwarta przez Chinczykow rura to 8700 km (i jakos sie oplaca).:)

      • Avatar wute

        To prawda, że Europa jest mocno spóźniona i Nabucco jest
        w założeniu o połowę krótszy niż gazociąg Turkmenistan-
        Chiny. Budowa tego ostatniego odbywała się przy pełnej
        zgodzie biorącej w nim udział stron.
        Natomiast przy Nabucco występuje pełna skala trudności
        i sprzecznych interesów.

  • W moim poście wkradł się bład. Porszę ignorować zdania:

    „W najgorszym połóżeniu są dwa małe państwa: Kirgizja i Tadzykistan. Nie graniczące z Rosją, ale z Chinami są narażone na oddziaływanie potężnego
    sąsiada. Mają po kilka milionów ludności. Kirgizja lub jak kto woli Kirgistan jest krajem górzystym (93% terytorium to góry) o słabej gospodarce, powiążnej
    ekonomicznie z Rosją. Cieczy się natomiast opinią najbardziej demokratycznego
    w Azji postsowieckiej.
    Tadżykistan jest w najgorszej sytuacji ze wszystkich tych krajów. Wyczerpany
    wojna domową pomiędzy postsowietami a islamistami z ogromną nielegalną emigracją zarobkową w Rosji, “okupowany”

    „które przypadkowo zostało umieszczone przy opisie Uzbekistanu.
    Przepraszam.

    • Nie do konca zgodze sie z Toba, ze Turcja nie ma nic tym krajom do zaoferowania (z pewnoscia nie wszystkim moze cos zaoferowac np. Kazachtanowi, ale czesci jak najbardziej). Oczywiscie panturkizm to tylko przykrywka do rozwijania tureckiej strefy wplywu na te kraje (kulturowo Azerbejdzan czy Turkmenistan bardziej podobne sa do Turcji). Od wielu lat studenci z tych krajow studiuja w tureckich uniwersytetach, nawiazujac kontakty biznesowe co pozniej przeklada sie na relacjie handlowe. Oczywiscie Turcja to nie potega ekonomiczna Chin, ale takze bardzo szybko sie rozwija, ma solidne fundamenty ekonomiczne i jak najbardziej ma mozliwosci oddzialywania gospodarczego. Dodatkowo zajmuje strategiczna pozycje jesli rozwazamy dostep do Europy – i tak jak piszesz Nabucco jest tu bardzo istotne. Jesli Niemcy zainwestuja w Nabucco (a po zapowiedzi ze z atomu chca zrezygnowac jest to coraz bardziej realne) to zarowno Turcja na tym zyska (swoja droga ciekawe iz te dwa kraje zawsze cos laczy), i dodatkowo wciagnie w sfere ekonomiczna tureckich wpywow. Wciaz jednak do Nabucco kluczowy jest Iran, aby to sie oplacalo.

      • Avatar Zyggi

        Dobre stosunki Niuemiec i Turcji to jeden z dowodów na to, że Niemcy to kraj poważny i działający długofalowo. To, iż Niemcy powinny zabiegać o dobre stosunki ze strategicznie położonym krajem, jakim jest Turcja, zostało zdefiniowane już w XIX wieku.
        Turcja faktycznie ma silne fundamenty ekonomiczne. Należą do nich m.in. stale unowocześniana infrastruktura drogowa i kolejowa, silny sektor wytwórczy, a także sektor bankowy w większości będący w rękach rodzimego kapitału.

      • Avatar wute

        @ Zyggi
        Niewiadomo jak dalej będzie z Turcją. Od kilku lat od przejęcia władzy przez tzw. umiarkowanych islamistów
        Erdogana, Turcja systematycznie odsuwa się od Europy
        zarówno z sensie prowadzenia polityki zagranicznej jak i
        wewnętrznej.
        Rozlużnia swoje stosunki z Europą po tym jak dostała kosza
        od Unii. Przeorientowała swoją politykę bliskowschodnią.
        Poprawiła relacje z Iranem, porzuciła nieformalny sojusz
        z Izraelem przechodząc do obozu arabskiego.
        W polityce wewnętrznej czyni systematyczne próby podważenia idei państwa świeckiego stworzonego przez
        Ataturka oraz osłabienia pozycji armii. W tym ostatnim punkcie paradoksanie ma poparcie Unii. W efekcie w ciągu kilku następnych lat należy się spodziewać, że wpływy armii
        na tyle spadną, że przestanie być zagrożeniem dla rządu.
        Najważniejsze w tym jest, że nastapiło trwałe (w okresie kilku
        lat) odwrócenie poglądów społecznych. Większość Turków
        popiera politykę Erdogana co oznacza, że w najbliższych latach będzie mógł po zawładnięciu wszystkich najwazniejszych stanowisk w państwie przeprowadzić swoje reformy, które na razie będą miały charakter jeszcze umiarkowany, ale po kolejnych sukcesach, za kilka lat kolejne reformy już podwazą państwo świeckie. Islamiści wygrali w 2010 r. referendum, którego treścią były zmiany roli armii (w/g konstytucji jest ona straznikiem porządku państwowego) oraz Sądu Najwyższego (blokował reformy proislamskie).
        W ten sposób Unia, a przede wszystkim Niemcy odpychając
        Turcję od członkostwa w Unii wepchnęli ją na kurs islamski.
        Efektem będzie wzrost radykalizmu islamskiego wśród Turków co się odbije bezpośrednio na Niemcach (Turków
        jest w Niemczech ca. 3 mln).
        W związku twierdzenie, że Niemcy są, na przykładzie ich relacji z Turcją, krajem poważnym i działającym długofalowo,
        twierdzeniem dyskusyjnym.

      • Avatar PZ

        @wute
        Turcja i Niemcy maja wspolny cel w kontrolowaniu zapedow Rosji i to sie nie zmienilo od wiekow. Zreszta podobna zbieznosc interesow z Turcja ma Polska, dlatego Polska popiera starania Turcji o UE, co pewnie sie nigdy nie stanie, a Turcja widzi w Polsce partnera i to pomimo bitwy pod Wiedniem. :) Problemy Niemcy z islamistami i owszem maja, ale to we Francji i Belgii palily sie samochody w niektorych dzielnicach, nie w Niemczech (gdzie sporo Turkow decyduje sie na powrot widzac rosnaca u siebie gospodarke). Ponadto niejakie rozluznienie stosunkow z EU (gdzie pelnoprawne uczestnictwo byloby nie do strawienia dla wielu krajow (wielkosc populacji, kraju oraz koszty wyrownania poziomu zycia) dziala na korzysc Turcji i to z wydajna pomoca niemieckich pieniedzy zainwestowanych w Turcji. Dzisiaj opublikowano kwartalne dane wzrostu PKB w Turcji +11% (wiecej niz Chiny) – takze dyplomacja to jedno, a niemiecka real politik pozostaje niezmienna (money talks jak to sie ladnie mowi).
        Swiecka elita kraju obecnie toleruje partie AKP Erdogana, gdyz jest to wsparte ekonomia (nie wnikam czy to jego zasluga czy nie). Natomiast w spoleczenstwie (przynajmniej w 30% wnioskujac po ostatnich wyborach), na tyle mocno ugruntowane sa idee Ataturka, ze w razie wybrykow Erdogana, ktorych do tej pory AKP unika jak ognia, armia (wciaz druga najwieksza w NATO) odpowiednio go zdyscyplinuje. Nie robi tego w tej chwili, gdyz oznaczaloby to strzal w stope i koniec marzen o UE, na ktore niektore srodowiska wciaz licza, a jak na razie nie bylo tez potrzeby. Ponadto Erdogan zdal sobie sprawe, ze interes ekonomiczny jest nie w UE, a bardziej w okolicznych krajach.

      • Avatar wute

        @ PZ
        Zaprezentowałeś bardzo ciekawy i optymistyczny w swojej
        wymowie post. Ja niestety w sprawie Turcji jestem mniejszym
        optymistą.
        Niemcy faktycznie trkatują Turcję jako zaporę przeciwko
        ekspansji rosyjskiej co najmniej od połowy XIX w. kiedy to
        Prusy ogłosiły neutralność w wojnie Krymskiej, w której to
        koalicja Anglii, Francji i Turcji obaliła legendę armii rosyjskiej
        (jako głownego pogromcy Napoleona). Ćwierć wieku później
        m.in. Bismarck nie dopuścił na Kongresie Berlińskim do
        dalszego osłabienia Turcji blokując powstanie „Wielkiej
        Bułgarii” mającej byc fortpoczta Rosji. W czasie I Wojny
        Światowej oba państwa walczyły po jednej stronie. W czasie
        następnej wojny Turcja grała na dwie strony. W pażdzierniku 1939 zawarła sojusz z Anglią i Francją, a 18 czerwca 1941 r. pakt z Niemcami. Faktycznie sprzyjała państwom Osi, ale nie
        odważyła się wystąpić po stronie Niemiec. Gdy szala wojny
        przechyliła się wyraźnie na stronę aliantów, wypowiedziała
        wojnę Niemcom w 1945 r.
        Inna jest pozycja muzułmanów w Niemczech i we Francji.
        W Niemczech Turcy stanowią ca. 3,5% ludności, a we Francji muzułmanów jest 10%.
        Inne jest też podejście do porządku społecznego Niemców a
        Francuzów. Poza tym Turcy są bardziej zeuropeizowani niż
        Arabowie, z tego też powodu niekontrolowane bunty jakie
        mieliśmy we Francji, sa o wiele mniej prawdopodobne w Niemczech.
        Powyższe przyczyny mają i będą miały wpływ na zachowanie się mniejszości muzułmańskich we Francji i w Niemczech, ale nasilenie się terroryznu muzułmańskiego w
        przypadku Turków bedzie dotyczyło pewnej tylko znikomej
        lecz wzrastającej liczby osób i będzie miało inne źródła.
        Polityka Erdogana to step by step, polityka małych kroczków,
        które moim zdaniem, wkrótce staną się większymi krokami.
        Erdogan prowadzi mądrze swoja politukę. Po pierwszych
        nieudanych próbach islamizacji kraju (np. sprawa chust w szkolach i urzędach) zmienił taktykę i postanowił uderzyć
        w aparat kemalistów tam gdzie są oni najsilniejsi (armia, sądy). W efekcie znaczna częśc prerogatyw wojskowych
        została odebrana im w referndum. Otworzono m.in drogę
        powrotu do armii oficerom islamistom wyrzuconym przez
        kemalistów. Rząd uzyskał większe prerogatywy w obsadzie
        Trybunału Konstytucyjnego ora w Radzie Sędziów i Prokuratorów. Przejęcie tych instytucji przez islamistów
        Erdogana to teraz kwestia czasu. W ten sposób zabezpieczy
        sie przed możliwością delegalizacji, której w przeszłości
        ledwie uniknął. Sądy wojskowe nie mogą już sądzić osób
        cywilnych natomiast wojskowi będa odpowiadali za sprawy
        związane z polityką i bezpieczeństwem państwa przed sądami cywilnymi. Aresztowanie 20 oficerów, których rząd
        podejrzewał o zawiązanie spisku to następny krok wymierzony w armię. Niewątpliwie Erdogan i jego prezydent
        Gul będa promowali na stanowiska oficerów islamistów w
        celu przejęcia kontroli nad armią lub co najmniej jej zneutra-
        lizowania.
        Co do wstrzymania się AKP przed tzw. wybrykami to:
        – Erdogan jako burmistrz Istambułu zażądał zamienienia z
        powrotem Hagia Sofia na meczet
        – Erdogan swego czasu wygłosil następujące przemówienie
        przedwyborcze : „Meczety są naszymi koszarami. Minarety
        są naszymi bagnetami. Kopuły są naszymi hełmami. Wierni
        są naszymi żołnierzami. (…) Nikt nie zdoła uciszyć wołania
        na modlitwę. Położymy kres rasizmowi w Turcji. Nigdy nas
        nie zdławią. Nawet gdy otworzą się niebiosa i ziemia,
        nawet gdy zaleją nas wody i wulkany, nigdy nie
        zawrócimy z naszej drogi. Moim oparciem jest islam.
        Gdybym nie mógł o nim mówić, po cóż miałbym żyć? ”
        – W niektórych miastach rządzonych przez partię Erdogana
        wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu i zmuszano ludzi
        do przestrzegania postu.
        Mam wrażenie, że Erdogan ma gdzieś członkostwo w Unii,
        już na nie nie stawia. Jego polityka przy retoryce prounijnej
        ma na celu złamanie sił republiki świeckiej i wprowadzenie
        republiki islamskiej. Ogromne przyspieszenie gospodarcze
        i ciągle wzrastającej poparcie ludności mimo kilku lat
        sprawowania władzy (ostatnio głosowało na nich 49.9%
        ludności) upewnia go w swoim wyborze. Bogacąca się
        Turcja za kilka lat będzie jeszcze bardziej odporna na naciski
        Unii czy US, potęga sił republiki świeckiej będzie złamana a
        sam Erdogan nie będzie musiał już udawać umiarkowanego islamistę.
        W efekcie Turcja się zradykalizuje, a ta radykalizacja
        islamska przeniesie się do Niemiec w postaci oddziaływania
        islamskiego na tamtejszą mniejszośc turecką. Pewna część
        Turków niemieckich także się zreislamizuje, a jakieś ich
        grupy zradykalizują się w kierunku terrorystycznym. Tak
        widze ten cały proces.

  • Bardzo dobrze zostały podane trzy przyczyny porażki Amerykanów w tym rejonie.
    Turcja w porównaniu z Chinami ma niewiele do zaoferowania krajom Azji Środkowej
    poza ideą panturkizmu, która pewnie, jeśli się nie mylę, ma realnie takie znaczenie jak dla nas idea panslawistyczna. Dodatkowo Turcja nie graniczy z tymi państwami
    co znacznie osłabia jej oddizaływanie na region.
    Dla tego rejonu najlepszym wyjściem byłoby utrzymywanie równowagi wpływów
    pomiędzy Rosją i Chinami. Wejście na te tereny Unii z Nabucco tylko polepszyłoby
    systuacje strategiczną rejonu i stałoby się pewną alternatywą dla nadmiernej
    pozycji z którego w/w krajów.
    W najlepszej sytuacji wydaje się być Turkmenia. Nie graniczy ani z Rosją ani też z
    Chinami, ma dostęp do morza Kaspijskiego oraz pod względem wielkości
    czwarte na świecie zasoby gazu naturalnego oraz połaczenie gazociągiem do
    Iranu. Wybudowanie gazaociągu porzez morze Kaspijskie uczyniłaby pozycję
    Turkmenii komfortową i znacznie zmiejszyłaby uzleznienie od krajów przesyłowych
    tj. Rosji i Iranu, które oczywiście ten projekt krytykują. Nadal większość gazu jest
    kupowana przez Gazprom.
    W gorszej niż Turkmenia, ale dość dobrej sytuacji jest Uzbekistan. On także nie
    graniczy ani z Rosją ani też z Chinami. Nie ma też dostęou do marza Kaspijskiego.
    W najgorszym połóżeniu są dwa małe państwa: Kirgizja i Tadzykistan. Nie graniczące z Rosją, ale z Chinami są narażone na oddziaływanie potężnego
    sąsiada. Mają po kilka milionów ludności. Kirgizja lub jak kto woli Kirgistan jest krajem górzystym (93% terytorium to góry) o słabej gospodarce, powiążnej
    ekonomicznie z Rosją. Cieczy się natomiast opinią najbardziej demokratycznego
    w Azji postsowieckiej.
    Tadżykistan jest w najgorszej sytuacji ze wszystkich tych krajów. Wyczerpany
    wojna domową pomiędzy postsowietami a islamistami z ogromną nielegalną emigracją zarobkową w Rosji, „okupowany”
    Posiada całkiem przyzwoite rezerwy gazu naturalnego oceniane na 18-te w świecie
    (4 razy mniej niż Turmenia). Z 27 mln mieszkańców jest najludnieszym państwem
    rejonu.
    Kazachstan jest największym i najbardziej strategicznym państwem Azji Środkowej
    mającym długą granice z Chinami (dłuższą niż my mamy z Niemcami i Czechami
    razem wziętymi) oraz super długą z Rosją (ponad 6 tys.km). Słabością tego
    państwa stanowiącego ponad 2/3 terytorium rejonu jest jego bardzo niska populacja
    wynosząca nieco ponad 15 mln ludności, co daje b.niskie zaludnienie wynoszące
    ca. 6 osób/km2 (w Uzbekistanie 62 osoby/km2). Dodatkowo Kazachstan ma nadal
    wielką (zmniejszającą sie wskutek reemigracji Rosjan) mniesjzość Europejszyków
    (głownie Rosjan) ocenania od 33% do 25% ludności i w związku z tym mniejszość
    chrześcujańsjką ocenianą od 44% do 35%. Te wszystko powoduje że Kazachstan
    w znacznie większej proporcji jest narażony na wpływy i oddziaływanie obu
    wielkich sąsisaów, szczególnie Rosji niż Turkmenia i Uzbekistan
    W najgorszym położeniu są Krigizja i Turkmenia. Mają po kilka milionów ludności.
    Nie graniczą z Rosją, tylko z Chinami, przeto są podatne na oddziaływanie tego
    gigantycznego sąsiada.
    Kirgizja to kraj górzysty w 93%, ale uchodzący za najbardziej demokratyczny ze
    wszystkich krajów Azji postsowieckiej. Tadzykistan jest chyba w najgorszej
    sytuacji ze wszystkich. Biedny gospodarczo kraj, który przeżył wojnę domową
    pomiędzy elitami postsowieckimi a islamistami, „okupowany” przez obce bazy
    wojskowe, z wielką nielegalną emigracją w Rosji ciągle podminowany przez
    islamistów mających powiązanie z Talibami w Afganistanie będzie musiał w
    przyszłości walczyć nie tylko o swoją tożsamośc ale być może o suwerenność.
    Niemniej Azja Środkowa będzie nieustającym polem zmagań i wpływów pomiędzy
    możnymi tego świata. Wpływy Chin będa tam rosły ale do pewnego momentu.
    Sposób w jaki Chiny uregulowały granicę z Tadzykistanem daje tym państwom
    i nie tylko tym dużo do myslenia.
    Chinami i są przeto .

  • „Ku oburzeniu ludności tadżycki rząd ogłosił to sukcesem podkreślając, że Chińczycy pierwotnie domagali się 28 tysięcy km².”
    1. czytalem swego czasu na atimes.com artykul omawiajacy strategie negocjacyjna chinczykow odnosnie spornych terenow granicznych. zawsze domagaja sie wstepnie wielokrotnie wiecej, po czym schodza z zadaniami i druga strona moze odetchnac, bo odniosla sukces.
    2. druga wyrozniona rzecz to negocjowanie ze slabymi panstwami i wykorzystywanie tego poki jest czas. to samo stosuja ws. sporow na morzu chinskim.

    ciekawy i logicznie ulozony artykul

Pozostaw odpowiedź