Komentarz eksperta,Top news

P. Behrendt: Chińska baza w Dżibuti, geopolityczne wnioski z historii niemieckiej obecności w Azji

Uroczyste otwarcie 1 sierpnia bazy w Dżibuti jest wydarzeniem przełomowym, Chiny doczekały się swojej pierwszej zamorskiej bazy wojskowej. Nieodparcie nasuwają się tutaj analogie do podobnych działań podejmowanych przez Niemcy na przełomie XIX i XX wieku.

Dżibuti jest strategicznie położone na afrykańskim brzegu cieśniny Bab al-Mandab, oddzielającej Ocean Indyjski od Morza Czerwonego. Tamtędy też prowadzi najważniejszy szlak morski łączący Chiny z Europą. Swoje bazy utrzymują tam od lat Francja, Stany Zjednoczone i Japonia. W ciągu ostatniej dekady istniejące obiekty stały się głównie zapleczem dla sił zwalczających somalijskich piratów. W misji antypirackiej uczestniczą także Chiny, jednak wraz z rozwojem koncepcji Pasa i Szlaku na czoło wysunęło się znaczenie Dżibuti, jako położonego przed kanałem sueskim punktu Morskiego Jedwabnego Szlaku. Niemniej wiadomość o zamiarze wybudowania tam chińskiej bazy, jaka pojawiła się w 2015, była zaskoczeniem. Negocjacje przebiegały bardzo sprawnie i umowę o wybudowaniu chińskiej bazy podpisano już w styczniu 2016. Wyceniane na 600 mln dolarów prace ruszyły jeszcze tego samego roku. W połowie lipca 2017 wyruszył pierwszy konwój wiozący wojska do Dżibuti, a samą bazę uroczyście otwarto 1 sierpnia. Pekin niechętnie używa terminu baza wojskowa i woli mówić o bazie wsparcia, która ma stanowić zaplecze logistyczne dla chińskich sił uczestniczących w misjach ONZ, oraz działaniach przeciw piratom. Obowiązująca do 2026 umowa dzierżawy pozwala na stacjonowanie na terenie afrykańskiego państwa, w zależności od źródła, od 6 do 10 tys. żołnierzy. Dodatkową korzyścią dla Dżibuti za zgodę na otwarcie bazy jest 14 mld dolarów w postaci chińskich inwestycji w infrastrukturę.

Tym samym Chiny usadowiły się w kluczowym geostrategicznie punkcie. Dżibuti ma jednak dużo szersze znaczenie, wykraczające poza Pas i Szlak, czy operacje w Afryce. Chiny uzyskały, ograniczoną jeszcze, możliwość projekcji siły na ciągle niestabilnym obszarze Bliskiego Wschodu, a także wzmocniły swoją pozycję względem Indii. Do tego dochodzą jeszcze względy prestiżowe, ChRL dołączyła do grona mocarstw posiadających zagraniczne bazy. Najprawdopodobniej wydarzeniem przyspieszającym decyzję o pozyskaniu zamorskiej bazy była Arabska Wiosna z 2011r. Chińska marynarka wojenna okazała się wtedy niezdolna do ewakuacji chińskich obywateli z ogarniętych rewolucją Jemenu i Libii. O pomoc trzeba było zwrócić się do Amerykanów i Francuzów, co zostało uznane tak przez przywództwo Chin, jak i wielu zwykłych obywateli, za upokorzenie.

W atmosferze entuzjazmu warto jednak zadać pytanie, czy zamorska baza jest Chinom rzeczywiście potrzebna i jakie są szanse jej utrzymania w wypadku prawdziwego konfliktu. Bardzo ciekawe wnioski płyną tutaj z historii niemieckiej obecności w Azji. Temat taki został podjęty w Niemczech jeszcze w trakcie Wiosny Ludów. W 1848 na forum parlamentu frankfurckiego debatowano nad utworzeniem bazy gdzieś na Dalekim Wschodzie. Związane to było z brutalnym otwieraniem na świat państw tego regionu. Daleki Wschód jawił się wtedy jako Ziemia Obiecana, gdzie można sprzedać dowolną ilość europejskich tanich produktów, a w zamian nabyć cenne herbatę, jedwab czy porcelanę. Jednak przez dokładnie pół wieku od poruszenia tej kwestii Niemcy nie uczyniły nic, aby zdobyć zamorską bazę, chociaż temat powracał niczym bumerang. Przyczyną był kanclerz Otto von Bismarck, który kluczowe interesy geopolityczne Niemiec widział w Europie i był przeciwny wikłaniu się w jakiekolwiek „kolonialne awantury”, które mogłyby doprowadzić do antagonizacji Wielkiej Brytanii.

Zmiana nadeszła wraz z objęciem tronu przez Wilhelma II w 1888 i dymisją Bismarcka dwa lata później. Młody, energiczny i kontrowersyjny władca był zdeterminowany by zdobyć dla Niemiec „miejsce pod słońcem” i uczynić z nich potęgę światową. Celowi temu służyła rychło zainicjowana „Weltpolitik” – polityka światowa. Cesarz Wilhelm był pod olbrzymim wrażeniem koncepcji admirała (wówczas jeszcze komandora) Alfreda Mahana. Posiadał kilka egzemplarzy jego „Wpływu potęgi morskiej na historię”, a marginesy jednego z nich były gęsto pokryte notatkami i komentarzami. Pisząc w największym skrócie, za najważniejszy czynnik decydujący o mocarstwowości Mahan uznał panowanie na morzu. Ażeby tego dokonać potrzebne są dwie rzeczy: silna marynarka wojenna i zamorskie bazy. Głównym sojusznikiem cesarza stał się admirał Alfred von Tirpitz. Ten wojskowy z politycznym zacięciem był zwolennikiem zdobycia bazy w Chinach i rozbudowy floty, a co więcej potrafił przekonać parlament do łożenia na te cele ogromnych pieniędzy.

Wymarzony przyczółek na Dalekim Wschodzie udało się zdobyć w 1898. Zawarty w marcu tamtego roku traktat oddawał Niemcom w dzierżawę na 99 lat rybacką wioskę Qingdao. Od razu rozpoczęły się dyskusje jak zagospodarować upragniony nabytek. W dokumentach zaczęło pojawiać się określenie „Gibraltar nad Morzem Żółtym” (!), Niemiecka admiralicja chciała stworzyć potężną twierdzę i bazę floty. Admirał Tirpitz postanowił jednak inaczej. Doskonale zdawał sobie sprawę, że liczącą się w skali globalnej marynarkę wojenną trzeba dopiero zbudować, a w wypadku wojny szanse przyjścia twierdzy z odsieczą są znikome. Za warunek utrzymania Qingdao uważał dobre relacje z Japonią. Podobnego zdania był wiceadm. Friedrich von Ingenhol, który otwarcie stwierdził, że w wypadku poważniejszego konfliktu baza będzie bezużyteczna. Dlatego też Tirpitz zdecydował się stworzyć odpowiednik Hongkongu, potężne emporium handlowe i ośrodek promujący niemiecką kulturę. Na tym polu udało się osiągnąć całkiem duże sukcesy, przy okazji tworząc jeden z pierwszych azjatyckich kurortów.

Przewidywania admirałów okazały się słuszne, Qingdao nie odegrało w I wojnie światowej praktycznie żadnej roli i padło w listopadzie 1914 po dwumiesięcznym oblężeniu przez siły japońsko-brytyjskie. Podobnie zbudowana olbrzymim nakładem sił i środków, druga po Royal Navy flota pancerników nie odegrała praktycznie żadnej roli w konflikcie. Sam Tirpitz zresztą na wieść o wybuchu wojny stwierdził, że marynarka wojenna do niczego się nie przyda. Przyczyną tego była geografia. By flota mogła skutecznie walczyć o panowanie na morzu potrzebuje otwartego dostępu do oceanu. Tymczasem Morze Północne od Atlantyku oddzielają Wyspy Brytyjskie i Szetlandy. Pozwoliło to Brytyjczykom założyć w 1914 skuteczną daleką blokadę morską Niemiec i z wyjątkiem bitwy Jutlandzkiej przez całą wojnę unikać walnej bitwy. Niemcom nie udało się znaleźć antidotum na tą strategię, dlatego już w 1915 główny ciężar działań wzięły na siebie siły lekkie i okręty podwodne. Ani potężny przemysł stoczniowy, ani silna flota handlowa, ani bogate tradycje morskie północnych Niemiec nie były w stanie zniwelować mankamentów wynikających z geografii. Podobny scenariusz powtórzył się w trakcie II wojny światowej i to pomimo zajęcia portów Norwegii i Francji. Niemcy pozostały mocarstwem na wskroś lądowym.

Położone na przeciwległym końcu Eurazji Chiny znajdują się w podobnej sytuacji. Kluczową rolę pełnią tutaj „łańcuchy wysp”, oddzielające kontynent od otwartych wód Pacyfiku. Pierwszy z nich tworzą Kuryle, Wyspy Japońskie, Tajwan, Filipiny i zachodni brzeg Borneo, wyznaczony w ten sposób obszar obejmuje akweny bezpośrednio przylegające do chińskich wybrzeży. Mimo olbrzymich środków inwestowanych we flotę, chińska marynarka wojenna dopiero zaczyna wychylać się poza ten obszar. Różnie wyznaczany „drugi łańcuch wysp” przebiega zasadniczo od Wysp Bonin przez Guam do Nowej Gwinei. Wreszcie „trzeci łańcuch wysp”, biegnący od Aleutów na północy przez Hawaje po wyspy Oceanii. Bardziej na południe, od Oceanu Indyjskiego oddziałają Chiny Półwysep Malajski i wyspy Indonezji. Tam też znajdują się trzy „wąskie gardła” determinujące ruch morski między Azją Wschodnią, a basenem Oceanu Indyjskiego i Europą; Cieśniny Malakka, Lombok i Sunda.

Większość z tych strategicznych punktów na mapie jest kontrolowana przez Stany Zjednoczone lub ich sojuszników. Między innymi z tego powodu Chiny zdecydowały się na tworzenie stref A2/AD (anti access/area deny) na Morzach Wschodnio- i Południowochińskim, mających ograniczyć pole manewru Amerykanom. Również rozbudowa chińskiej floty zmierza w kierunku uczynienia starcia zbyt ryzykownym dla przeciwnika. Marynarka Wojenna Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej liczebnie ustępuje już tylko US Navy. Przypomina to bardzo działania podejmowane przez Niemcy na początku XX stulecia. Również reakcja USA jest zadziwiająco podobna do przeciwśrodków zastosowanych przez Brytyjczyków. Scenariusze ćwiczeń prowadzonych na zachodnim Pacyfiku przez Stany Zjednoczone oraz ich sojuszników nie zakładają uderzenia na chińską flotę i wybrzeże, a założeniu w oparciu o „pierwszy łańcuch wysp” dalekiej blokady morskiej.

Są jednak i różnice. Tirpitz był zwolennikiem koncepcji fleet in being, zakładającej, że flota samym swym istnieniem będzie wywierać nacisk na przeciwnika. Doktryna ta pozwalała na tworzenie nie tyle bezużytecznych, co nieużywanych eskadr pancerników. Chińscy decydenci, wśród których koncepcje Mahana są niemniej popularne niż w Niemczech ponad sto lat temu, wyciągnęli z tej lekcji wnioski. Rozbudowa MWChALW (Marynarki Wojennej Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej) oprócz prestiżowych programów, takich jak lotniskowce i atomowe okręty podwodne z rakietami balistycznymi (tworzą one praktyczny czynnik odstraszania), koncentruje się na myśliwskich okrętach podwodnych oraz siłach eskortowych. Te ostatnie związane są z dążeniem do zapewnienia bezpieczeństwa strategicznym morskim szlakom komunikacyjnym prowadzącym do i z Chin. Chińscy admirałowie nie twierdzą także (przynajmniej otwarcie), że w razie konfliktu budowana z takim wysiłkiem flota miałaby stać w portach. Plan rozwoju marynarki wojennej został podzielony na etapy odpowiadające uzyskiwaniu zdolności do prowadzenia operacji poza kolejnymi „łańcuchami wysp”. Obecnie trwa etap wychodzenia poza „pierwszym łańcuch”.

Pytanie tylko, czy w wypadku hipotetycznej konfrontacji z USA i ich sojusznikami chińskiej marynarce wojennej uda się wyrwać poza bezpieczny parasol stref A2/AD i przerwać blokadę? Operacja taka jest wykonalna, ale wiąże się z dużymi stratami. Poza tym blokada nigdy nie jest prowadzona przez siły główne. W takim wypadku, kiedy „oblegani” wyrwą się na otwartą przestrzeń czekają na nich już świeże siły główne „oblegających”. Wracając więc do początku, czyli bazy w Dżibuti, jest bardzo mało prawdopodobne, aby odsiecz zdążyła nadejść na czas. Dotyczy to sytuacji konfrontacji nie tylko ze Stanami Zjednoczonymi, ale także jedynie z Indiami.

Chiny są geograficznie i historycznie typowym mocarstwem lądowym. Podobnie jak w wypadku Niemiec, ale także Rosji, pełnomorska flota jest dla nich bardziej kosztowną oznaką prestiżu i statusu mocarstwa niż realnym narzędziem wojny. Projekcja siły w warunkach pokoju to zupełnie inna sprawa. W tym wypadku nie ma niczego skuteczniejszego od eskadry zbudowanej wokół dużego okrętu lotniczego (lotniskowiec lub śmigłowcowiec desantowy). Chiny jednak dopiero przystąpiły do budowy takiego potencjału i niezależnie od tempa pracy stoczni oraz sprawności szkolenia nie będą w stanie dokonać sprawnej operacji projekcji siły wcześniej niż za około dekadę.

 

Paweł Behrendt

 

Więcej o historii niemieckiej obecności w Azji w książce „Korzenie niemieckich sukcesów w Azji”, która dostępna jest w sprzedaży tu: LINK.

 

źródło zdjęcia: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:US_Navy_060906-N-9643K-005_Chinese_Sailors_man_the_rails_aboard_the_destroyer_Qingdao_(DDG_113)_as_they_arrive_in_Pearl_Harbor.Chinese_Sailors_man_the_rails_aboard_the_destroyer_Qingdao_(DDG_113)_as_they_arrive_in_Pearl_Harbor.jpg, autor: U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist Joe Kane

Udostępnij:
  • 59
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    59
    Udostępnienia
P. Behrendt: Chińska baza w Dżibuti, geopolityczne wnioski z historii niemieckiej obecności w Azji Reviewed by on 16 września 2017 .

Uroczyste otwarcie 1 sierpnia bazy w Dżibuti jest wydarzeniem przełomowym, Chiny doczekały się swojej pierwszej zamorskiej bazy wojskowej. Nieodparcie nasuwają się tutaj analogie do podobnych działań podejmowanych przez Niemcy na przełomie XIX i XX wieku. Dżibuti jest strategicznie położone na afrykańskim brzegu cieśniny Bab al-Mandab, oddzielającej Ocean Indyjski od Morza Czerwonego. Tamtędy też prowadzi najważniejszy

Udostępnij:
  • 59
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    59
    Udostępnienia

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź