Chiny news,Wywiady

Orientalna Polska Magdy Bębenek: XinXin Yu z Chin

Umawiamy się w jednej z knajpek warszawskiego Starego Miasta i kiedy docieram na miejsce, drobna pochylona nad stolikiem postać już na mnie czeka. Podchodzę bliżej, przedstawiam się i zerkam na tytuł książki, którą czyta: „Cours de francais accéléré” („Przyśpieszony kurs języka francuskiego”). Poznajcie wraz ze mną XiaXia – Panią Magister Anglistyki i … chińską guwernantkę polskiej rodziny znad Wisły.

Pochodzi z małego miasteczka w południowych Chinach, jednak przez 4 lata studiowała w Pekinie i to właśnie studia dały jej możliwość przyjazdu do Europy w ramach projektu Erasmus Mundus. Dzięki unijnemu stypendium ukończyła swoje studia magisterskie spędzając rok we Wrocławiu i następny w Lipsku.

Jak ponownie trafiłaś do Polski?

Po ukończeniu drugiego roku studiów w Lipsku postanowiłam szukać pracy w Europie i znalazłam ją w Warszawie. Polska była na liście krajów, w których chciałam pracować ze względu na czas spędzony we Wrocławiu.

W jaki sposób szukałaś pracodawcy?

W Internecie. Chciałam pracować jako guwernantka i pracodawcy szukałam ze względu na zawód,  a nie miejsce jego wykonywania. W Google wpisałam „Chińczycy w Polsce” i znalazłam bardzo dobrą stronę w języku chińskim, na której zamieszczonych jest ogrom użytecznych informacji. Można tam również szukać pracy czy mieszkania, udzielać się na forum itp. Wydaje mi się, że jako że Chińczycy mieszkają praktycznie w każdym kraju na świecie i w większości dużych miast, takich stron jest zdecydowanie więcej. Dla mnie była niesamowicie pomocna – znalazłam potencjalnego pracodawcę, skontaktowałam się z nim i przyjechałam na rozmowę o pracę.

Czy cały proces zajął Ci dużo czasu?

Nie, zdecydowanie nie. Od momentu kiedy zobaczyłam ogłoszenie do momentu, kiedy wiedziałam, że będę tu pracować minęło niespełna 10 dni.

To rzeczywiście niezły wynik, gratuluję! Powiedz mi, na czym polega Twoja praca guwernantki?

Po pierwsze, to zajęcie na pełen etat. Przede wszystkim, spędzam dużo czasu z dziećmi – bawimy się, uczę ich języków (angielskiego i chińskiego). Nie należy mylić tej pracy z gosposią – nie sprzątam,
a jedynie pomagam uporządkować zabawki czy książki po zabawach z maluchami, czasem coś prasuję.

Pracujesz dla rodziny obcokrajowców czy polskiej?

Polskiej. Typowa polska rodzina z dwójką dzieci, których mama interesuje się jednak Chinami (mówi dobrze po chińsku) i dlatego chciała, by jej pociechy nauczyły się tego języka. Pracowałam z nimi 10 miesięcy, ale niedawno złożyłam wymówienie i zmieniam zawód.

I jakie plany masz teraz?

Będę uczyć języka chińskiego w jednej z prywatnych szkół językowych.

Powodzenia w nowej pracy! Wróćmy więc może do początków Twojego pobytu w Warszawie. Jak zaczęłaś organizować sobie życie po przyjeździe z Niemiec?

Przyjechałam tu w ramach firmy, która specjalizuje się w zatrudnianiu guwernantek, dlatego nie miałam np. problemów ze zdobyciem wizy. Mieszkanie starałam się znaleźć samodzielnie czytając ogłoszenia na portalu Gumtree oraz już wspomnianej chińskiej stronie. Obecnie dzielę mieszkanie z jedną lub dwiema osobami. Dzięki rocznemu doświadczeniu we Wrocławiu i temu, że w trakcie tamtego roku odwiedziłam też Warszawę, byłam już obeznana z Polską, wiedziałam czego się mniej więcej spodziewać. Nie byłam tu żółtodziobem. Choć muszę przyznać, że nie mam tu zbyt wielu rozrywek i nie prowadzę bujnego życia towarzyskiego. Chciałabym poznać jak najwięcej Polaków, ale uważam, że ciężko jest poznać lokalnych ludzi i się z nimi zaprzyjaźnić.

Skąd to przekonanie?

Prawda jest taka, że nie mam zbyt wielu „kanałów”, dzięki którym mogłabym poznawać Warszawiaków. Nie jestem imprezowiczką, więc nie chodzę do klubów, pubów itp. Korzystam z portalu CouchSurfing, ale nie pomaga mi on w poznawaniu Polaków. Zdecydowanie więcej mam kontaktu z mieszkającymi tu obcokrajowcami. Poza tym, Polacy są według mnie bardziej konserwatywni i nie tak otwarci jak Hiszpanie czy Włosi. Bariera językowa również nie ułatwia sprawy. Np. kiedy szukałam mieszkania zadzwoniłam na numer podany w jednym z ogłoszeń i kiedy spytałam na wstępie czy mój rozmówca zna język angielski, osoba ta po prostu odłożyła słuchawkę, Nie jest łatwo osobie niemówiącej po polsku znaleźć tu mieszkanie.

Wyrobiłaś sobie już jakieś zdanie o Polakach?

Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, ponieważ naprawdę znam niewielu Polaków. Większość z tych, których tu poznałam to bardzo sympatyczni ludzie, którzy ciekawi są innych kultur i chętnie pomagają innym. Oczywiście, zdarzają się też mniej przyjemne jednostki.

Miałaś przez to jakieś problemy?

Nie, nie przez pojedynczych ludzi. Ale obcokrajowcy mają sporo problemów np. ze zdobyciem pozwolenia na pobyt na terytorium Waszego kraju. Jest to bardzo skomplikowany proces, zbyt wymagający dla niektórych z nas. Znam kilku studentów z Chin, którzy mieszkają w Polsce i, mimo że ciągle chyba udoskonalają przepisy, jest im bardzo ciężko.

Mogłabyś nam opisać jakiś przypadek bardziej szczegółowo?

Znajoma jest studentką drugiego roku studiów magisterskich na Uniwersytecie Wrocławskim. Złożyła podanie o pozwolenie na pobyt (wymagane jest zgromadzenie dużej ilości dokumentów i złożenie ich w urzędzie wojewódzkim na 45 dni przed wygaśnięciem poprzedniego pozwolenia) i pozostaje jej czekanie. Teoretycznie jest to wspomnianych 45 dni, ale tak naprawdę bliżej 2 miesięcy, w trakcie których nie masz pojęcia czy przedłużą Ci pozwolenie czy będziesz musiała wyjeżdżać. Koniec końców dostała pozwolenie na jeden semestr, co oznacza, że za kilka miesięcy znowu będzie musiała przechodzić przez ten cały proces. Podobnie druga koleżanka, która skończyła już studia, jednak nadal pracuje nad swoją pracą magisterską, więc potrzebuje przedłużyć swoje pozwolenie na pobyt, a teoretycznie ma dwa lata od ukończenia studiów na przedstawienie pracy i obronę tytułu magistra. Kiedy poszła na pierwszy wywiad w urzędzie (następny, po złożeniu dokumentów, krok konieczny do uzyskania pozwolenia na pobyt) dano jej pozwolenie na 5 miesięcy (po 2 miesiącach oczekiwania) i zasypano pytaniami na temat tego co tu robi, bardzo wiele szczegółowych pytań na temat jej pracy magisterskiej, ile i o czym już napisała itp. Po tych 5 miesiącach nadal była w trakcie pisania pracy, dodatkowo musiała czekać na wyznaczenie terminu egzaminu, więc znowu musiała przedłużyć pozwolenie i znowu kompletowanie dokumentów, te same pytania i mnóstwo stresu czy się uda. Najgorsze jest to, że podczas wywiadu pani, która przeprowadzała rozmowę zdawała się nie mieć pojęcia o dokumentach, które koleżanka złożyła, cały czas dopraszając się o papiery, które już od tygodni u nich leżały. Całe to zamieszanie sprawia, że dziewczyny niemal cały czas martwią się o to, co będzie za 2-3 miesiące i czy uda im się udowodnić ich prawo do pobytu w Polsce. Ja na szczęście nie mam tego problemu, ponieważ mam pozwolenie na pracę.

Zamierzasz tu zagrzać miejsce na dłużej?

Nie wiem, ponieważ nie jestem jeszcze pewna swoich planów na przyszłość. Zdaje się, że tak, ale z drugiej strony życie jest pełne niespodzianek. Uwielbiam podróżować i może pewnego dnia znajdę piękne miejsce, w którym będę chciała zostać. Na razie jednak chcę być wolna i nie wiązać się za bardzo. Jeśli chodzi o samą Warszawę, jest bardzo zatłoczona w porównaniu do innych miast.

Uściślijmy – w porównaniu do innych polskich miast ? Zdaje się być malutka w porównaniu
z chińskimi metropoliami…

Oczywiście! Cóż, jednym z głównych powodów, dla których „uciekłam” z Chin było to, że za dużo tam ludzi (śmiech). Chodziło mi np. o porównanie z Wrocławiem czy Lipskiem, Warszawa jest dużo większa.

Kiedy słyszysz Warszawa, myślisz…?

Kosmopolityczne miasto, w którym spotkać można wielu obcokrajowców. Muszę przyznać, że nieustannie mnie zaskakuje. Tuż po przeprowadzce do Warszawy nie miałam za bardzo czasu na jej zwiedzanie, jednak od czasu do czasu, kiedy jeździłam na zakupy odkrywałam nowe oblicza tego miasta, jego piękne zakątki. Zresztą nadal tak jest! Na początku poruszałam się jedynie w centrum i w okolicach Złotych Tarasów, które wydawały mi się imponujące. Na szczęście później przekonałam się, że to wcale nie te rejony są najlepszym, co Warszawa ma do zaoferowania i zdecydowanie nie najciekawszym z punktu widzenia obcokrajowca.

Masz w takim razie swoje ulubione miejsca?

Centra handlowe – Arkadię, Galerię Mokotów i Złote Tarasy. Ze znajomymi spotykam się najczęściej w którejś ze stołecznych kawiarni. To zresztą mój ulubiony aspekt życia w Europie – tak łatwo jest znaleźć ciepłe, przytulne kawiarnie, w których można spędzić cały dzień rozmawiając ze znajomymi i po prostu będąc ze sobą. W Chinach nie mamy zbytnio takich miejsc, poza tym nastawieni jesteśmy bardziej na restauracje niż kawiarnie. Najpopularniejszy byłby pewnie Starbucks, ale ja go nie lubię.

Cóż, Starbucks znajdziesz tu i tam. Co z tym, czego w Warszawie nie ma – za czym najbardziej tęsknisz?

Za rodziną, przyjaciółmi, jedzeniem i rozrywkami, np. karaoke, na które tak często chodzimy w Chinach. Najbardziej jednak za jedzeniem (śmiech). Mogę o sobie powiedzieć, że jestem obywatelką świata, więc nie doświadczam szoku kulturowego, nie czuję się związana z jednym miejscem. Jednak od znajomych słyszę, że bardzo tęsknią za Chinami. W ciągu ostatnich 3 lat byłam w domu tylko raz, podczas gdy oni latają tam praktycznie za każdym razem, gdy mają taką okazję, na wszystkie święta itp.

Skoro poruszyłaś już temat domu i rodziny – bazując na Twoich doświadczeniach z pracy guwernantki, na jakie różnice między polską i chińską rodziną zwróciłabyś uwagę?

Po pierwsze, jest ich dużo i są znaczące. Co mi się rzuciło w oczy, a tak w sumie to uszy, to np. fakt, że często używacie słowa „kocham”, oczywiście szczególnie w relacji matki z dzieckiem, ale nie tylko. Dość otwarcie okazujecie uczucia, ludzie w Chinach są dużo bardziej zachowawczy. Poza tym, jesteście bardziej mobilni, więcej podróżujecie. Wydaje mi się, że mali Chińczycy są bardziej zajęci – lekcje pianina, lekcje baletu i inne zajęcia pozalekcyjne, które sprawiają, że rodziny nie podróżują tyle. Poza tym, polscy rodzice lubią spędzać czas z dziećmi na zewnątrz. W Chinach, jeśli nie ma bardzo dobrej pogody, czyli np. pada czy jest zbyt zimno, rodzice będą trzymać dzieci w domu w obawie przed przeziębieniem itp.

Z czego  to Twoim zdaniem wynika?

W kulturach azjatyckich rodzice patrzą na swoje dzieci jak na swój spadek, kontynuację tego, co robili w swoim życiu. Muszą więc na nie bardzo uważać, pielęgnować niemalże, żeby te później mogły przynieść chwałę rodzinie, być powodem do dumy. Chcą np. by te jak najwięcej zarabiały, żeby jeszcze więcej mogły pozostawić swoim dzieciom.

Oznacza to sporo presji na najmłodszych, z tego co mówisz. Zakończmy może w lżejszym tonie. Ile masz lat? (śmiech)

26. To znaczy 26 według Was (śmiech). Urodziłam się w październiku 1985 roku, więc w Europie mam 26 lat, natomiast w Chinach musiałabym już mówić, że 27, ponieważ wiek podajemy rocznikowo, a nie kalendarzowo.

Czyli Europa Cię odmładza?

Na to wygląda! Chociaż w Chinach nie jest aż tak źle – wiesz, w Korei miałabym już 28!

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Orientalna Polska Magdy Bębenek: XinXin Yu z Chin Reviewed by on 29 marca 2012 .

Umawiamy się w jednej z knajpek warszawskiego Starego Miasta i kiedy docieram na miejsce, drobna pochylona nad stolikiem postać już na mnie czeka. Podchodzę bliżej, przedstawiam się i zerkam na tytuł książki, którą czyta: „Cours de francais accéléré” („Przyśpieszony kurs języka francuskiego”). Poznajcie wraz ze mną XiaXia – Panią Magister Anglistyki i … chińską guwernantkę

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Ciekawy wywiad, a zarazem tragiczna rzeczywistość wydawania zezwoleń na pobyt. Dziewczyna przyjechała do Polski spokojnie studiować, a polska administracja przywitała ją podejrzliwością i niekończącymi się wywiadami w urzędach.

    Wcale mnie nie dziwi, że dziewczyna bierze przyśpieszony kurs języka francuskiego. Nie dziwi mnie też to, że w Polsce studiuje mniej niż 1,000 studentów z Chin podczas, gdy u naszych sąsiadów po kilka, kilkanaście tysięcy. Bo ile można w czasie jednych studiów aplikować o tą samą wizę.

    Największy paradoks jest wtedy, gdy aplikant spóźni się o kilka dni i nie złoży dokumentów przed 45-cioma dniami utraty ważności pozwolenia. Wtedy musi polecieć do Chin, żeby o pozwolenie aplikować w polskiej ambasadzie.

Pozostaw odpowiedź