Wywiady

Orientalna Polska Magdy Bębenek: XinXia Ye z Chin

Od października zeszłego roku mieszka w Krakowie, ale znalazła dla mnie chwilę czasu w trakcie dwudniowego pobytu w stolicy. Dwudziestodwuletnia studentka chemii, kończy obecnie drugi rok studiów magisterskich na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie trafiła z Lille – miasteczka w północnej Francji, w którym w ramach programu Erasmus Mundus zaczęła studia. Xinxia sprawia wrażenie bardzo otwartej i bezpośredniej, więc i ja się nie krępuję.

Podobają Ci się Polacy?

Nie znam żadnych! Zabawne, że pytasz, bo narzekałam ostatnio, że tak naprawdę nie mam żadnych znajomych Polaków. Mój wydział jest dość mały i studiują tam prawie same dziewczyny, do tego nie za bardzo imprezuję. Poza tym wydaje mi się, że Polscy faceci są nieśmiali…

Nieśmiali? Ciekawa obserwacja! Co masz na myśli?

Oczywiście stereotypem jest, że Chińczycy są nieśmiali i rzeczywiście tak jest. Nie oznacza to jednak, że Polacy tacy nie są! Szczególnie, że Polki są tak otwarte, bardzo aktywne i mobilne, łatwo się z nimi dogadać. Przy takim porównaniu Polacy wypadają na trochę zamkniętych w sobie i zdystansowanych. Ale jak już wspomniałam, nie poznałam zbyt wielu.

Mówisz po polsku?

Trochę. Przez semestr uczęszczałam na zajęcia z języka polskiego.

Wystarczyło?

Nie (śmiech). Nadal nie rozumiem ludzi kiedy mówią, ponieważ robią to za szybko. Ale jeśli chcę coś zamówić w restauracji, jestem w stanie to zrobić. Niestety, język polski jest bardzo trudny. Na szczęście myślę, że bez obaw dam sobie radę używając języka angielskiego.

Czyli nie masz normalnie problemów z porozumiewaniem się po angielsku?

Nie bardzo. Zazwyczaj młodzi ludzie bardzo dobrze mówią po angielsku. Zresztą nie miałam też problemów zakładając konto w banku czy wynajmując mieszkanie.

I jak Ci się na razie podoba Twoje polskie życie?

Jest dobrze, Kraków jest także takim ładnym miastem! Jedynie kiedy jest tak zimno jak teraz, życie tu jest dla mnie cięższe. Tam skąd pochodzę najniższe zimowe temperatury to około 6 stopni na plusie…

Rzeczywiście, różnica temperatur dość znaczna. Byłaś już wcześniej w Europie?

W 2009 roku spędziłam semestr na wymianie studenckiej w Szwecji, cały zeszły rok we Francji.

Jakie wrażenia z pobytu we wszystkich trzech europejskich krajach: Szwecji, Francji i teraz Polsce?

Cóż, Szwecja jest jak… Ikea. Bardzo nieskomplikowana, ale czysta, miła i przyjemna. Szwedzi są raczej nieśmiali, trochę zamknięci w sobie. I wysocy! (śmiech) Wszyscy świetnie mówią w języku angielskim. Ale muszę przyznać, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona kiedy przyjechałam tutaj – znacie angielski dużo lepiej niż Francuzi czy Chińczycy, więc uważam, że nie macie co narzekać na Waszą znajomość języka.

Jeśli chodzi o Francuzów, to wydają mi się z jednej strony niewinni, a z drugiej beztroscy. Również tam przez semestr uczęszczałam na zajęcia językowe i postanowiłam później kontynuować naukę we własnym zakresie. Uważam francuski za ładny i łatwy język.

Łatwy…?

Na pewno w porównaniu z polskim!

Tutaj się muszę zgodzić. Chcesz chwilę odpocząć, wyglądasz na zmęczoną…?

Nie, nie. Myślę już o tym, że pewnie za chwilę zapytasz mnie o moje zdanie o Polakach, więc już się zastanawiam nad odpowiedzią.

Dobrze, w takim razie: Jakie jest Twoje zdanie o Polakach? (śmiech)

Uważam, że jesteście przyjacielscy. Jest to inny rodzaj serdeczności czy otwartości, niż we Włoszech, Hiszpanii czy Francji, ale widzę go. Poza tym, chętnie pomagacie i jesteście skromni, co nie przeszkadza Wam być dumnymi z historii i kultury Waszego kraju. Kochacie oczywiście alkohol (śmiech), ale i sztukę. Mam takie przekonanie, że jesteście całkiem artystyczni.

Dużo czasu spędzasz z Polakami?

Niezbyt, głównie obracam się w środowisku międzynarodowym. Mam jednak kilku znajomych Polaków, moi poprzedni współlokatorzy też byli stąd. Kiedy byłam we Francji miałam koleżankę Polkę, która poradziła mi, abym po przyjeździe do Krakowa poszukała mieszkania na portalu Gumtree, i tak też zrobiłam. Potem ktoś inny podpowiedział mi gdzie i jak założyć konto bankowe. Poza tym, na Facebooku jest kilka aktywnych grup dla osób przebywających tu na Erasmusie, na Uniwersytecie Jagiellońskim funkcjonuje też ESN (Erasmus Student Network). Później zaczęłam poznawać innych Chińczyków mieszkających w Krakowie, więc i z tego kręgu mam znajomych. Jest nas około 10 – 15 osób, mniej niż we Francji, ale i tak byłam zdziwiona! Właśnie widziałam się ze znajomym, który mieszka w Warszawie i mówił mi, że mieszka tu wielu Chińczyków.

Powiedz mi, dlaczego wybrałaś Polskę jako jeden z krajów do odbycia swoich studiów?

W ramach programu mogłam wybrać między 5 uniwersytetami z całej Europy. Po doświadczeniach
w północnej i zachodniej części kontynentu uznałam, że czas na ten zakątek świata. Poza tym, słyszałam, że Kraków jest fajnym miejscem, a UJ oferował przedmioty, które chciałam studiować. Tak więc padło na Polskę.

Studia to jednak nie wszystko, o czym dobrze obie wiemy. Od kilku osób, z którymi już rozmawiałam na potrzeby tej kolumny usłyszałam, że nie bardzo mają czas na życie towarzyskie czy rozrywki, bo pochłonięte są pracą lub studiami. Jak jest z Tobą, jak spędzasz swój wolny czas?

Na pewno nie imprezuję tyle, co Europejczycy, choć i tak sporo w porównaniu z innymi Chińczykami. Dokładnie o tym samym rozmawiałam przed chwilą ze znajomym i doszliśmy do wniosku, że my mamy po prostu inne sposoby na spędzanie wolnego czasu, inaczej się „bawimy”. Tak naprawdę nie chodzimy za bardzo do klubów, zamiast tańczyć wolimy śpiewać, ale nie ma w Europie takich miejsc karaoke, jak u nas. Wolimy wypić coś podczas posiłku w restauracji, niż iść do pubu. Lubimy grać
w karty, wspólnie gotować. Myślę, że Chińczycy wolą spędzać czas z ludźmi, których już znają,
a w klubach i pubach otoczeni są przez nieznajomych. Zapewne wynika to też z faktu, że nasze kultury tak się od siebie różnią.

Mogłabyś to trochę rozwinąć?

Mam wielu znajomych z różnych części świata, ale bardzo różnimy się tym, co oglądamy, czy tym co czytamy. Kiedy inni zaczynają rozmawiać o tym, jakie bajki oglądali kiedy byli mali, ja patrzę na nich ze zdziwieniem i pytam: „O czym wy do mnie mówicie?”.

Co Ty oglądałaś dorastając?

Chińskie lub japońskie kreskówki, a i między tymi można łatwo zauważyć różnice.

Jakie?

Chińskie bajki są zdecydowanie bardziej nastawione na dzieci, wszystko jest trochę przesłodzone, podczas gdy japońskie przeznaczone są dla nastolatków i dorosłych. Opowiadane
w nich historie są bardziej skomplikowane i cóż, lepsze, niż chińskie. Poza tym, są dużo bardziej naładowane np. technologiami. Chińskie bajki opowiadają natomiast o słodkich zwierzątkach, wszystko jest proste i przyjemne. Tak w sumie to bardzo infantylne i raczej kiepskie (śmiech). Na szczęście cały czas pracują nad ulepszeniem gatunku, więc mam nadzieję, że niedługo będziemy produkować lepsze bajki.

Masz jakąś ulubioną?

Lubię japońskie anime Detektyw Konan, choć nie nazwałabym się wielką fanką.

Było o bajkach, to teraz wróćmy do świata dorosłych. Gdzie kończysz studia?

Program, a z nim moje studia, kończą się w Polsce, tutaj będę miała obronę pracy magisterskiej. Najbliższym po obronie planem jest znalezienie stażu gdzieś w Europie, może we Francji. Dużo lepiej to będzie potem wyglądać w CV, kiedy będę szukać pracy w Chinach. Jeśli mi się nie uda, wrócę do domu i tam będę szukać pracy.

O jakiej pracy myślisz? Jakoś nie mogę sobie Ciebie wyobrazić w laboratorium…

Tego jeszcze nie wiem, ale też nie widzę się w laboratorium (śmiech). Najchętniej pracowałabym
w jakiejś międzynarodowej firmie, żeby wykorzystywać moją znajomość języków obcych.

Znajomość chińskiego, angielskiego i francuskiego powinna być mocnym atutem na rynku pracy, trzymam kciuki. Odchodząc jednak trochę od tematu – czy i co przeciętny Chińczyk wie o Polsce?

Cóż, raczej niewiele. Zapewne pojawiłoby się nazwisko Chopina czy Marii Skłodowskiej Curie. Tak się składa, że sama czytałam jej biografię niedawno. Ludzie zapewne wiedzieliby o Warszawie, ale to tyle. Nie ukrywam, że przed przyjazdem do Polski nigdy nie przypuszczałabym, że tu będę mieszkać!

A z jakim obrazem Chińczyków spotkałaś się tutaj?

Europejskie wyobrażenie o Chińczykach jest takie, że ciężko pracujemy i zawsze się uśmiechamy (śmiech) oraz nigdy się z nikim nie zgadzamy, przez co nikt tak naprawdę nie wie co mamy naprawdę na myśli, zgadzamy się w końcu czy mamy odmienne zdanie?

Rzeczywiście tak jest?

Tak, ale wynika to z chęci uniknięcia konfliktu, a nie z faktu, że jesteśmy hipokrytami. Najważniejszy jest tu właśnie ten konflikt, którego chcemy uniknąć. Wydaje mi się, że przeciwnie niż tutaj, nie mamy tak naprawdę jednego „dobrze” i „źle”, więc wynik sporu nie jest aż tak ważny, oczywiście jeśli mówimy o mało znaczących kwestiach. Dlatego też Chińczyk nie będzie się z kimś bezpośrednio zgadzał czy nie zgadzał, zawsze można trochę przymknąć oko na końcowy rozrachunek.

Wiesz zapewne, że bardzo wiele osób myśląc o Chinach ma przed oczami obraz kraju, w którym łamane są prawa człowieka, w którym występuje duża cenzura. Jedna z Chinek, z którymi rozmawiałam powiedziała mi kiedyś, że łatwo poznać czy jest w domu czy zagranicą, wystarczy zobaczyć czy jest na Facebooku. Niby może wydawać się to śmieszne, ale jak Ty się na to zapatrujesz?

Powiedzmy sobie wprost, Chińczycy bez problemu radzą sobie w życiu bez portali takich jak Facebook czy YouTube (śmiech). Szczególnie, że mamy nasze lokalne odpowiedniki tych stron. Jasne, dostęp do pewnych stron jest ograniczony, ale tak naprawdę mało nas to obchodzi. Europejczycy robią z tego wielką sprawę i widzą jako łamanie praw człowieka. My natomiast, tak długo jak nie ma to bezpośredniego wpływu na nasze życia, mało się tym przejmujemy. Wydaje mi się, że w Europie jest to bardziej kwestia zasady, niż czegokolwiek innego.

Potrafiłabyś wskazać na jakiejś różnice w swoim codziennym życiu tu i w Chinach?

(Długi namysł) Nie, tak naprawdę nie widzę jakichś większych różnic poza tym, że tam miałam więcej znajomych i trochę inaczej spędzałam wolny czas. Rzeczywiście, w kwestiach polityki te różnice występują w naszych krajach. Ale tak poza tym? Wiesz, nawet w samych Chinach życie
i mentalność ludzi bardzo się różnią w zależności od regionu, z którego pochodzimy. Ludzie z północy i z południa są znacząco inni, widać to już chociażby po kuchni, którą jedzą. Na północy preferuje się dania słone, na południu pikantne, a w okolicach Szanghaju słodkawe. Różnica, którą zauważyłam jeśli chodzi np. o naukę tu i u nas – w Chinach bardzo trudny jest okres liceum oraz egzaminów na studia, dostanie się na uniwersytet jest najważniejszą rzeczą w życiu młodego człowieka. Bardzo dużo się wtedy uczymy, mnóstwo czasu poświęcamy szkole. Okres studiów jest dużo łatwiejszy niż lata liceum, wtedy można się już bardziej odprężyć i zająć życiem poza nauką.

Jak jest z kosztami życia?

Koszt życia w Chinach, jak i na całym świecie, cały czas rośnie i wszystko drożeje. Nadal jest tu raczej taniej, choć nie aż tak jakby się niektórym mogło wydawać (porównując oczywiście do chińskich miast, a nie wsi, z którą różnice byłyby dużo większe). Zdaje mi się, że tutaj droższe są np. taksówki, ale już mięso będzie tańsze. Ja zdecydowanie na polskie ceny narzekać nie mogę, nie po miesiącach spędzonych we Francji czy, szczególnie, Szwecji. Dobrą rzeczą w Chinach jest to, że niższe są ceny usług – pójścia do fryzjera, masażu. No i jadanie w restauracjach jest mniej kosztowne.

Mówiąc o restauracjach, jak wygląda etykieta płacenia podczas wspólnych wyjść?

Tutaj, zdaje się, każdy raczej płaci za siebie. W Chinach np. jeśli spotykają się gdzieś chłopak
z dziewczyną, to nawet jeśli nie on zapraszał, jeśli jest dobrze wychowany, zapłaci. Jeśli mówimy
o większych grupach i osobach dorosłych, to zazwyczaj będą udawać, że chcą zapłacić. Będą się nawet kłócić o to, kto ureguluje rachunek.

Odejdźmy w takim razie od sporów i kłótni, choć może nie do końca (śmiech), i zakończmy podobnym tematem, którym zaczęłyśmy wywiad. Jak wygląda randkowanie w Chinach?

Dla osób mojego pokolenia, bo może teraz się już coś pozmieniało, do czasów wstąpienia na uniwersytet wszystko musiało się odbywać po kryjomu i w sekrecie przed rodzicami, w końcu najważniejsza jest szkoła i nauka! Jednak kiedy zaczniemy studiować, około dwudziestego roku życia, możemy umawiać się z kim chcemy. Wiele mam obawia się, że ich córki nie wyjdą za mąż
w odpowiednim wieku…

Odpowiednim, czyli…?

… Czyli około dwudziestego siódmego czy ósmego roku życia, więc same je namawiają do randek! Wiek 30 lat uważany jest za swoistą granicę, po której przekroczeniu kobieta uważana jest już za nieatrakcyjną w kontekście małżeństwa. Tylko widzisz, w dzisiejszym świecie kobiety są nierzadko lepiej wykształcone niż mężczyźni, mają dobrą pracę i dlatego więcej wymagają od swoich partnerów. W wielu przypadkach są nadal samotne we wspomnianym wieku, ale nie dlatego, że są niewystarczająco dobre, a wręcz przeciwnie – są zbyt dobre dla otaczających je mężczyzn (śmiech). Moi rodzice są pod tym względem dość staroświeccy i obawiają się, że nie uda mi się wyjść za mąż przed trzydziestką. Są więc szczęśliwi, że mam chłopaka!

(Śmiech) Życzymy w takim razie powodzenia, zarówno w życiu osobistym, jak i na studiach!

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Orientalna Polska Magdy Bębenek: XinXia Ye z Chin Reviewed by on 29 lutego 2012 .

Od października zeszłego roku mieszka w Krakowie, ale znalazła dla mnie chwilę czasu w trakcie dwudniowego pobytu w stolicy. Dwudziestodwuletnia studentka chemii, kończy obecnie drugi rok studiów magisterskich na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie trafiła z Lille – miasteczka w północnej Francji, w którym w ramach programu Erasmus Mundus zaczęła studia. Xinxia sprawia wrażenie bardzo otwartej i

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 2

  • Nie tylko sympatyczna twarz, ale i fajny a do tego bardzo ciekawy wywiad. Dziękuję, a Pani Xin Xia życzę sukcesów i realizacji marzeń!

  • Bardzo interesujący wywiad, brawo Pani Magdo !

Pozostaw odpowiedź