Artykuły,Malezja news

Orientalna Polska Magdy Bębenek: Dina i Aizuddin z Malezji

Pożegnalna kolacja w domu Ambasadora: przychodzę spóźniona, nikogo nie znam, nie rozumiem języka. Nieśmiało idę w stronę pomieszczenia, gdzie na stołach ustawione są półmiski z lokalnymi przysmakami, kiedy napotykam wzrok drobnej radosnej dziewczyny. Uśmiechając się do mnie łagodnie wypowiada magiczne „Hello” i już po chwili wiem, że następny wywiad na potrzeby tej kolumny będzie z nią. Jeszcze wtedy nie wiem, że przyjechała tu zdobyć wykształcenie, a przy okazji zdobyła… męża!

Poznajcie Dinę i Aizuddina z Malezji.

Od kiedy jesteście w Polsce i w jakim celu tu przyjechaliście?

A: Jesteśmy tu od 2007 roku, a tak dokładniej, to od września 2007 roku.
D: Oboje studiujemy medycynę na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, jesteśmy obecnie na piątym roku. Przed nami jeszcze rok, o ile wszystko pójdzie dobrze w trakcie sesji!

Jak to się stało, że wyższe wykształcenie zdobywacie u nas, a nie w Malezji?
D:
Razem z końcem liceum podchodzimy do egzaminów końcowych nazywanych SPM i mając ich wyniki możemy ubiegać się o stypendium rządu malezyjskiego. Wypełniamy aplikację i wysyłamy ją wraz z listem motywacyjnym do odpowiedniego urzędu. Osoby, które zakwalifikują się do następnego etapu zapraszane są na rozmowę, końcowym krokiem jest oczekiwanie na kraj przydziału, w którym będziemy studiować.
A: Następnie, w zależności od tego, do którego kraju będziemy jechać, czeka nas kurs przygotowawczy do brytyjskich egzaminów A-levels lub IB, czyli matury międzynarodowej, które będą podstawą podjęcia przez nas studiów za granicą.
D: Jako przyszli studenci medycyny spędziliśmy rok na nauce do A-levels. Gdyby Polska uczelnia wymagała IB, byłyby to dwa lata.

Kursy te odbywacie jeszcze w Malezji?
A:
Tak, od tego też momentu zaczynamy dostawać stypendium finansowe.

Po zdaniu odpowiednio A-levels lub IB dostajecie zielone światło do wyjazdu?
D:
Tak, w naszym przypadku to już był koniec procesu. Jednak niektóre uniwersytety, jak np. ten w Pradze, najpierw przeprowadzają jeszcze rozmowy z kandydatami. Bodajże od tego roku również WUM wprowadził egzaminy wstępne.

Jak wyglądała rozmowa w drugim etapie kwalifikacji na stypendium? Pytania związane były z przyszłym kierunkiem studiów?
D:
Nie, niewiele miały wspólnego. Tak naprawdę bardziej chodzi o to, żeby nas lepiej poznać, zobaczyć jakie mamy charaktery, jak pewni siebie jesteśmy, jak się wysławiamy po angielsku. Dostaliśmy też np. zadania, które musimy rozwiązać w grupie.

Czyli jest to coś w stylu assessment center?
A:
Tak, można tak powiedzieć.

Rozumiem. No dobrze, to przeszliście wszystkie etapy rekrutacji. Czy mieliście jakiś szczególny powód, żeby wybrać Polskę?
D:
Nie… my nie wybieramy kraju, do którego jedziemy! Jeśli zakwalifikujemy się do programu, musimy czekać na informację o tym, gdzie będziemy studiować. Nam przypadła Polska.

Wow, czyli tak naprawdę to zupełna loteria! Wiecie przynajmniej z jakiej grupy krajów dostaniecie przydział?
D:
Możliwe kierunki podzielone są na regiony geograficzne: Bliski Wschód, Europa, Azja. Poznajemy kraj docelowy
i później typ egzaminu, który będziemy musieli zdać. Jeśli osiągniemy słabe wyniki A-levels czy IB, istnieją 3 opcje: 1. wysyłają nas do innego kraju azjatyckiego, np. Indonezji czy Indii; 2. wysyłają nas na jedną z malezyjskich uczelni; i 3. wysyłają nas z kwitkiem do domu.
A: Ale zdecydowana większość idących na studia medyczne nie ma problemu z wynikami.
D: Prawda, chociaż mam znajomego, z którego zrezygnowano po wynikach tych egzaminów. Nie wiem jednak, co się z nim teraz dzieje.

Czy musicie w jakiś sposób spłacić to stypendium w późniejszym terminie?
D:
Nie. I trochę tak – podpisujemy kontrakt, który zobowiązuje nas do podjęcia pracy w Malezji po zakończeniu studiów, obowiązuje on 10 lat. Oczywiście mamy prawo go wcześniej zerwać, jednak wtedy ponosimy kary finansowe, ponieważ musimy zwrócić koszty wykształcenia i utrzymania, które poniósł nasz rząd.

Zakładam więc, że za rok wracacie już do domu. Tym czasem od kilku lat jest on tu, w Warszawie. Mówicie po polsku?
D&A:
Troszeczkę… Ale zdecydowanie za mało!
A: Mieliśmy kurs języka polskiego, ale jest bardzo trudnym językiem. Poza tym wiesz, nasze zajęcia są prowadzone po angielsku, wszyscy nasi znajomi się nim posługują. Nie dodaje nam to zbytnio motywacji do nauki.
D: Dokładnie. Dodatkowo, nawet kiedy jesteśmy w szpitalu i mamy kontakt z pacjentami, wszystko jest obu stronom tłumaczone.

W którym szpitalu można Was spotkać, gdzie odbywacie staż?
A:
W szpitalach uniwersyteckich – przy ul. Banacha czy na Bródnie.

Macie nadal zajęcia na uczelni czy już tylko staż?
D:
Cóż, obecnie to my sesję mamy, więc na zajęcia nie chodzimy. Za to kiedy skończymy wywiad z Tobą, idziemy się uczyć na ul. Dobrą (znajduje się tam Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego- M.B.). *śmiech*

W przeciwieństwie do wszystkich studentów, z którymi do tej pory rozmawiałam, Wy w Polsce robicie cały dyplom, a nie tylko rok wymiany. Wiadomo więc, że nie macie bezpośredniego porównania ze szkolnictwem wyższym w ojczyźnie, jednak orientujecie się pewnie w tamtej rzeczywistości. Nasuwają się Wam na myśl jakieś różnice?

D: Należy zacząć od tego, że u nas medycynę studiuje się 5, zamiast 6 lat. Choć z drugiej strony zanim się zacznie studia, należy po liceum zrobić jeszcze roczną szkołę i zdać egzaminy końcowe…
A: … na których trzeba się nieźle wykazać! W Malezji panuje ogromna konkurencja jeśli chodzi o kandydatów na studia medyczne. Każdy chce zostać lekarzem, ponieważ płynący od rządu komunikat jest bardzo jasny – brakuje nam lekarzy. Fakt ten podkreśla się bardzo często i bardzo głośno.

Czyli zawód lekarza daje gwarancję pracy?
A:
Dokładnie tak.

Czy są jeszcze jakieś inne zawody tak szeroko promowane przez władze?
D: Nie, na pewno nie do tego stopnia. Wiesz, wiele osób nawet po skończeniu studiów ma problemy ze znalezieniem zatrudnienia i często muszą pracować w czymś zupełnie niezwiązanym z ich wykształceniem.

Czyli dokładnie ta sama sytuacja, co tutaj. Widzicie jakieś inne podobieństwa?
A:
Pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, to wartość naszych walut narodowych.
D: Kurs jest prawie taki sam! (1 MYR = 1.07 PLN – M.B.) Jeśli chodzi o inne sprawy, cóż – nie za bardzo interesuję się polityką, więc ciężko mi coś więcej powiedzieć…

W życiu codziennym zatem?
A:  Hmmm ja to widzę przede wszystkim dużo różnic. *śmiech*

No to porozmawiajmy o różnicach!
A: Można by zacząć od komunikacji miejskiej.
D: Oj tak, tutaj funkcjonuje dużo lepiej niż w Malezji. Ale tak naprawdę, to wszystko się różni: jedzenie, kultura, ludzie.

Byłabyś w stanie powiedzieć coś bardziej szczegółowego?
(W tym momencie widzę małe zawahanie na twarzy Diny, która ukradkiem spogląda na męża.)
Pamiętaj, że nie chodzi mi o to, żeby wystawić Polsce laurkę. Jeśli jest to coś negatywnego, to też bardzo cenna informacja.

D: Cóż, jeśli chodzi o mnie, to z powodu mojej religii i tego, że noszę hidżab, czasem miewam problem i nieprzyjemne sytuacje. Zdarza się, że na ulicy ludzie krzyczą za mną „Al Qaida!”, szczególnie kiedy są pod wpływem alkoholu. Ale już się do tego przyzwyczaiłam.

Nie powinnaś musieć się do czegoś takiego przyzwyczajać, bardzo Cię za to zachowanie przepraszam!
D: Teraz jest już lepiej. Mój rocznik był pierwszą grupą malezyjskich studentów, która przyjechała do Polski, więc ludzie w Warszawie nie byli przyzwyczajeni do widoku osób ubranych tak, jak ja. Dzisiaj jest nas więcej, także i podejście się zmieniło. Widzę to bardzo wyraźnie kiedy porównuję mój początek pobytu tutaj z chwilą obecną. Mam także dużo więcej znajomych Malezyjczyków, niż kiedyś.

A: Tak, też to widzę i zdecydowanie lubię Polskę bardziej, niż kiedy tu przyjechałem. Szczególnie teraz, przed Euro 2012, tyle się w Warszawie zmieniło. Na lepsze oczywiście.
D: Jeśli chodzi o te różnice, to dużym problemem jest dla nas także tutejsza pogoda. W Malezji zawsze mamy prawie 30 stopni, tutaj bywa prawie minus 30 stopni! W domu nie mamy czterech pór roku, cały czas możemy nosić te same ubrania itp. Różnica więc ogromna! Co jeszcze?

Gdzie mieszkacie?
D: Przez pierwszy rok po przyjeździe mieszkaliśmy w akademiku, który mieliśmy załatwiony. Później musieliśmy się wyprowadzić i znaleźć sobie mieszkanie, tym razem już sami. Co miesiąc dostajemy pieniądze, które mają nam tutaj pokryć koszty życia.

A te na pewno niższe są, gdy się je dzieli… Także do rzeczy – opowiedzcie nam swoją historię!
D: *śmiech* Poznaliśmy się jeszcze w Malezji, ale praktycznie nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Wiedzieliśmy jedynie o swoim istnieniu.

I…?
D: Przylecieliśmy tu w tym samym terminie, byliśmy w jednej grupie, mieszkaliśmy w tym samym akademiku.
A: Poza tym wszyscy studenci z Malezji trzymają się razem, jesteśmy sobie bardzo bliscy. Tak samo zażyle wyglądają moje relacje z młodszymi osobami, które są tu na stypendium.
D: Zgadza się. Spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, razem wychodzimy coś zjeść, pograć w kręgle itp. Działamy także w MSA – Malaysian Students Association (Stowarzyszenie Studentów z Malezji – M.B.).

Kto je założył?
D:
Pierwsza grupa studentów, która tu przyjechała.

Czyli Wy?
A: Tak dokładniej, to nasz kolega z roku. Pomogli i pomagają nam także przedstawiciele ambasady.
D: To klub typowo towarzyski. Co roku organizujemy sobie różne zawody sportowe, wyjścia, obchodzimy wspólnie nasze święta, np. Eid ul-Fitr czy chiński Nowy Rok, kiedy spotykamy się wszyscy w domu ambasadora.

Ok, ale wracając do Was… Chociaż nie, wcześniej jeszcze jedno pytanie, czy w Malezji funkcjonuje instytucja aranżowanych małżeństw, tak jak np. w Indiach?
A: Tak, choć na mniejszą skalę.
D: I nie w naszym przypadku!
A: Poza tym, teraz dzięki dostępowi do internetu i Facebook’owi można się dobrze poznać przed ślubem w świecie wirtualnym.

Ciekawe, że wspominacie FB w kontekście poznawania swojego przyszłego małżonka. Czy randki są w Malezji możliwe?
A:
Tak, ale znacznie różnią się od tutejszych wyjść. Przede wszystkim, możemy się ze sobą spotykać, ale tylko w towarzystwie osób trzecich – rodzica, kogoś z rodzeństwa czy bliskich przyjaciół. W naszej religii mamy okres przedzaręczynowy, w którym się tak naprawdę lepiej poznajemy.

Przedzaręczynowy? Ile taki okres średnio trwa?
A:
Myślę, że około 4 miesięcy.
D: A później właściwe zaręczyny od 6 do 12 miesięcy, choć najczęściej jest to właśnie pól roku.

W Waszym przypadku też tak było?
D: Tak, narzeczeństwo trwało 6 miesięcy, przed tym 4 miesiące okresu przedzaręczynowego.

Czy okres ten zaznacza się jakoś oficjalnie?
A:
Tak. Oficjalnie oświadczyłem się w styczniu 2011 roku.

I to zaczęło okres narzeczeństwa czy przedzaręczynowy?
D: Przedzaręczynowy.
A: I potem Dina po dwóch tygodniach przyjęła moje zaręczyny…
D: Tak? Jesteś pewien?
A: Yyyy po tygodniu?
D: Po miesiącu! *śmiech*
A: No tak, więc jak już mówiłem, Dina przyjęła moje zaręczyny i zaczęły się przygotowania do oficjalnej ceremonii.

D: Polega ona na tym, że rodzice pana młodego jadą do domu rodzinnego dziewczyny i tam odbywa się mała ceremonia. Rodzice Aizuddina przyjechali jednak do moich już wcześniej, kiedy jeszcze byliśmy tu w Polsce, a ci zaakceptowali małżeństwo. W trakcie późniejszej ceremonii dostałam pierścionek zaręczynowy i wtedy oficjalnie staliśmy się narzeczeństwem.

Czy dawanie pierścionka zaręczynowego wywodzi się z tradycji malezyjskiej czy przyszedł on do Was z Zachodu?
D: To zwyczaj malezyjski. Różnica w tym, że pierścionek dostałam nie od Aizuddina, a jego mamy.

Doprawdy?
D: Nie będąc jeszcze po ślubie, nie mamy prawa do jakiegokolwiek kontaktu fizycznego.

Czyli to przyszła teściowa musiała Ci wsunąć pierścionek na palec?
D: Tak, dokładnie tak. A kiedy to zrobiła, oficjalnie stałam się narzeczoną jej syna. Później całe planowanie ślubu należy już do rodziców, my tylko dajemy sugestie i wyrażamy swoje opinie. Na szczęście większość wzięto pod uwagę!

Czy śluby w Malezji są dużymi wydarzeniami?
A: Tak, to prawdziwe święta.
D: Normalnie zapraszamy około tysiąca osób. Na nasz ślub przyszło ok. 800 gości spośród 1000, których zaprosili moi rodzice.

Mówisz „moi rodzice”. Czy to oznacza, że to rodzice panny młodej zajmują się wysyłaniem zaproszeń na ślub?
D:
Nie, nie! W Malezji mamy dwie uroczystości, dla dwóch stron rodziny. W tym roku w lutym mieliśmy tylko 3 tygodnie wakacji, więc nie było czasu na oba wesela. Z rodziną Aizuddina świętować będziemy 14 lipca.
A: I też spodziewamy się około tysiąca gości.

Tysiąc z jednej strony, tysiąc z drugiej… Wiem, że azjatycki model rodziny z reguły jest większy od europejskiego, ale to nadal ogromne liczby! Skąd Wy bierzecie tych wszystkich gości?
A&D:
Rodzina!
D: To prawda, mamy duże rodziny. Poza tym zapraszani są jeszcze znajomi i przyjaciele, sąsiedzi, znajomi członków rodziny…

Gdzie w takim razie pomieścić te tłumy? Jak przebiega sama uroczystość?
A:
 Nasz ślub lipcowy odbędzie się w holu uniwersyteckim. Mój tata pracuje na uczelni i wynajmie dla nas odpowiednią przestrzeń na cały dzień.
D: Moja część rodziny zgromadziła się po prostu w moim domu rodzinnym. Na szczęście nigdy nie ma tak, żeby wszyscy ludzie zeszli się w jednym momencie. Dzień jest długi więc staramy się go jak najlepiej wykorzystać i w ten sposób mamy możliwość wszystkich ugościć.

Czyli trwa to praktycznie cały dzień?
D: Tak. W lipcu witać gości będziemy od południa do 17. W lutym zaczęliśmy o 11 i również skończyliśmy około 17.
A: Ludzie zazwyczaj przychodzą przywitać się z nowożeńcami i ich rodzicami oraz coś zjeść.
D: A przy wyjściu dajemy im mały upominek.

I co to za upominek?
D:
Kwiat ze specjalnie przymocowanym gotowanym jajkiem.

Ze specjalnie przymocowanym czym? *śmiech*
A: Jajkiem na twardo! Goście mogą później zjeść jajko, a kwiatek zatrzymać. Niektórzy rozdają też czasem słodycze dzieciom.
D: Nie wiem skąd wywodzi się ta tradycja związana z wręczeniem kwiatów z jajkami, ale tak już jest. Dodatkowo, ja swoim znajomym dawałam ciasta.
A: W ogóle w Malezji lubimy okazywać ludziom sympatię karmiąc ich… *śmiech* W trakcie wesela na gości czekają nasi minyak (specjalnie przygotowany ryż tradycyjnie podawany przy okazji ślubów – M.B.), wołowina, drób, warzywa, owoce, desery…
D: Goście przychodząc przynoszą prezent dla nowożeńca lub pieniądze dla jego rodziców. Ponieważ w lutym było „moje” wesele, moi przyjaciele i znajomi przynosili prezent dla mnie, a znajomi moich rodziców i rodzina dawali moim rodzicom pieniądze. Dodatkowo, są pewne różnice w obchodach w różnych regionach kraju. Aizuddin pochodzi z miasta, ja ze wsi. Tam skąd pochodzę, nie ma np. dużych obchodów ślubnych po stronie pana młodego, zapraszanych jest tylko około 200 osób.

No tak, tylko 200 osób. *śmiech* Przechodząc jednak do kwestii praktycznych – wyżywienie 1000 osób to niemałe obciążenie dla budżetu. Ile średnio kosztuje taka uroczystość?
D:
Około 15 000 złotych.

To nie tak źle, spodziewałam się dużo wyższej kwoty! Czy na warunki malezyjskie to bardzo duża suma pieniędzy?
A: Nie powiedziałbym. Wydaje mi się, że „normalna”.
D:
Jedzenie w Malezji jest bardzo tanie. Poza tym, na wsi nie korzysta się z cateringu, tylko wszystko przygotowuje samemu. W moim przypadku, we wsi, z której pochodzę, mieszkają też moi dziadkowie, wujostwo. Wszyscy byli zaangażowani w przygotowania potraw, pomagały również znajome mojej mamy. Ja zresztą też!

To musi być niesamowita atmosfera! Czy teraz, kiedy przed Wami już drugi ślub, nadal jesteście tak podekscytowani jak za pierwszym razem?
A: Tak, ja bardzo!
D: Hmmm może dlatego, że to dla Twojej strony… Będzie tam Twoja rodzina, Twoi znajomi. Dla mnie to tylko kolejny ślub. * wszyscy w śmiech* Okazja, żeby pokazać się przed tłumem osób, które mnie jeszcze nie znają.

Jestem pewna, że będzie to niezapomniane przeżycie! Pozostaje mi jedynie życzyć Wam powodzenia na egzaminach i pogratulować ślubu, życząc dużo szczęścia na nowej drodze życia!
D&A:
Terima kasih! (Dziękujemy! – M.B.)

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Orientalna Polska Magdy Bębenek: Dina i Aizuddin z Malezji Reviewed by on 25 czerwca 2012 .

Pożegnalna kolacja w domu Ambasadora: przychodzę spóźniona, nikogo nie znam, nie rozumiem języka. Nieśmiało idę w stronę pomieszczenia, gdzie na stołach ustawione są półmiski z lokalnymi przysmakami, kiedy napotykam wzrok drobnej radosnej dziewczyny. Uśmiechając się do mnie łagodnie wypowiada magiczne „Hello” i już po chwili wiem, że następny wywiad na potrzeby tej kolumny będzie z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

komentarze 2

  • Szczęśliwego wspólnego życia!;)

  • Fantastyczne mest to, że Azjaci przywożą do Polski cząstkę swojej kultury i potrafią się nią dzielić! Ciekawy wywiad!

    Pozdrawiam.

Pozostaw odpowiedź