Publicystyka,Wywiady

Orientalna Polska Magdy Bębenek: Darren Chong z Malezji

Rodzice z Chin, urodzony i wychowany w Malezji, pracował w kilkunastu krajach na świecie. Kiedy przeczytałam z iloma firmami i korporacjami Darren współpracował przez ostatnie dwa lata pobytu we Wrocławiu, zaczęłam się obawiać jak będzie wyglądać wywiad z tak poważną osobą. Na szczęście moje obawy szybko zostały rozwiane już w momencie, gdy się poznaliśmy. Wyluzowany, po całodniowej konferencji i szybkim relaksie na siłowni, cierpliwie i z entuzjazmem zabrał się za odpowiadanie na moje pytania.

To może od początku – jak, kiedy i dlaczego Polska?

Przyjechałem do Wrocławia w ramach programu praktyk AIESEC (międzynarodowa organizacja studencka) w 2004 roku. Odbywałem praktyki managerskie w dużej polskiej firmie farmaceutycznej. Przyleciałem 28 kwietnia, co bardzo dobrze pamiętam, bo było to na dwa czy trzy dni przed wstąpieniem Polski do UE. Teraz, kiedy tu wróciłem, widzę ogromne zmiany w stosunku do tamtego okresu.

Jak wspominasz ten czas?

Wielkie przeżycie. To był mój pierwszy raz w Europie, pierwszy raz w Polsce, pierwszy raz się upiłem, pierwszy raz widziałem śnieg.. Bardzo dużo tych pierwszych razy! Teraz Polska jest moim domem.

No dobrze, ale nie zamieszkałeś tu od razu po skończeniu praktyk. Co się działo w międzyczasie?

Po praktykach zacząłem pracować w firmie PCC Rokita, która szybko wysłała mnie z powrotem do Azji Środkowo-Wschodniej. Od wielu lat dużo podróżuję, głównie ze względu na pracę. W Azji krążyłem między Chinami, Indonezją, Malezją, Indiami… Po ponad półtora roku przyszedł moment, gdy chcieli mnie ulokować w Pekinie, ale jakoś to do mnie nie przemawiało. Po skończeniu studiów MBA przeprowadziłem się do Londynu i to właśnie tam znalazł mnie mój były szef z Polskiej Grupy Farmaceutycznej, w której odbywałem w 2004 r. praktyki. Spytał, czy nie chciałbym wrócić do Polski i dla niego pracować – gdzie się nie rozejrzał, wszystkie drogi biznesowe prowadziły do Chin. Potrzebował kogoś ze znajomością kantońskiego i mandaryńskiego, swobodnie poruszającego się w tamtejszych realiach kulturowych. Zacząłem myśleć, że chyba nie doceniałem Polski wystarczająco, kiedy tu byłem za pierwszym razem. Wydawało mi się wtedy na przykład, że Polacy są leniwi, bo kończą pracę o 17, wracają do domu i nic nie robią.. Postanowiłem więc, że czas na podejście numer dwa, spakowałem się i po tygodniu znowu wylądowałem w kraju nad Wisłą. Był rok 2008, jestem tu od 3 lat, prowadzę własną firmę i nigdzie się już nie wybieram. Za miesiąc jednak kolejna zmiana, ponieważ na stałe przeprowadzam się do Warszawy.

Jakie masz refleksje po kilku latach spędzonych na kursowaniu między Europą i Azją?

Ważne jest, żebyśmy się od siebie wzajemnie uczyli. Zwracali uwagę na to jak poprawnie i skutecznie prowadzić negocjacje, zaznajomić się z obowiązującą w drugim miesiącu etykietą biznesową, zwracając uwagę na małe, ale bardzo ważne rzeczy, jak np. sposób wręczania i odbierania wizytówki, odpowiedni ton głosu czy wyraz twarzy. Ponadto zawsze warto podkreślić wagę przeprowadzania dobrej kontroli jakości produktów sprowadzanych z Azji. Panuje krzywdzące przekonanie, że są one bardzo niskiej jakości, ale trzeba pamiętać, że często wynika ona z braku lub ze złej kontroli z naszej strony. Widzę, że Polacy mają już świadomość potrzeby szkoleń z międzykulturowości, ponieważ w całym kraju jest ich organizowanych co raz więcej.

Jakich dwóch najważniejszych rzeczy powinniśmy się od razu nauczyć w kontaktach z odległymi nam kulturowo kręgami biznesowymi ?

Po pierwsze, musimy zachować otwarte umysły. To, co czytamy w gazetach, słyszymy w TV czy od znajomych naszych znajomych, wcale nie musi być prawdą. Już na wstępie konieczne jest odrzucenie wszelkich stereotypów – nie każdy w Chinach jest szybką i tanią siłą roboczą, a Koreańczycy wcale nie mają zawsze kamiennej twarzy w trakcie spotkań biznesowych… Po drugie, bardzo ważne jest zwracanie uwagi na najmniejsze szczegóły etykiety biznesowej, która tak różni się w Polsce i w krajach azjatyckich. Już choćby sposób, w jaki podajemy i odbieramy wizytówki, będzie podstawą do późniejszego udanego dialogu, ponieważ Twoja wizytówka pokazuje Twój status. Również kwestia tzw. utraty twarzy – w Chinach czy w Japonii dobra reputacja jest koniecznością, nie zaletą. Gdybyśmy chcieli przedstawić to zjawisko na skali dziesięciostopniowej, to Polska byłaby piątką, może siódemką – nie lubicie tracić twarzy. Chiny natomiast byłyby dziesiątką – utrata twarzy jest niedopuszczalna.

Czy myślisz, że podobne zajęcia miałyby rację bytu po drugiej stronie oceanu?

Zdecydowanie! Wejście na rynek chiński i uczenie tamtejszych biznesmenów polskiej i europejskiej kultury biznesu to co raz popularniejszy temat. Wszyscy są tam bardzo wyczuleni na tym punkcie, przechodzą różne szkolenia z etykiety innych krajów. Ich znajomość jest konieczna, jeśli chcą do siebie przyciągnąć nowych klientów z Europy Środkowej i Wschodniej.

Kończąc sprawy związane z życiem zawodowym, połączmy trochę przyjemne z pożytecznym. Jakie są Twoje refleksje na temat kobiet w biznesie tu i tam?

Cóż, nie jest tajemnicą, że tradycyjnie w Azji kobieta powinna była siedzieć w domu i zajmować się rodziną i gospodarstwem. Ostatnio jednak się to intensywnie zmienia i co raz więcej firm zatrudnia kobiety na stanowiskach kierowniczych, szczególnie w niektórych branżach związanych z modą, edukacją, szkoleniami, HR. Zmiany na rynku pracy na pewno wynikają też z rosnących kosztów życia, które sprawiają, że niemożliwym jest „odesłanie kobiety do garów”, ponieważ w domu potrzebna jest druga pensja. Z moich tutejszych doświadczeń i obserwacji wynika, że Polki wykazują dużą pewność siebie i są bardzo zdecydowane na rynku pracy, ponadto są bardzo przedsiębiorcze.

Zresztą kobiety muszą takie być w obu omawianych regionach, ponieważ mężczyźni są z reguły dość dominujący. Jeśli chodzi o jakieś widoczne różnice, to pojawiają się one moim zdaniem szczególnie w momencie, gdy na świat przychodzi dziecko. Azjatki są bardzo skupione na pięciu się po korporacyjnej drabinie, dlatego wracają do pracy już około trzech miesięcy po porodzie, podczas gdy Polki cenią sobie czas, który spędzają z dzieckiem i często idą na roczny urlop, by się nim opiekować. Potraficie przestawić się i zmienić środek ciężkości z życia zawodowego na domowe, dzięki czemu udaje Wam się zbalansować te dwa obszary życia.

Przechodząc więc do życia osobistego, dlaczego w końcu postanowiłeś na stałe zamieszkać w Polsce?

Ludzie tacy jak ja, z międzynarodowym doświadczeniem i znający kilka języków, są w Azji wielce cenieni i poszukiwani. Ale ja widzę potencjał, który jest tutaj i mam tutaj wszystko, czego potrzebuję. Mogę podróżować, poznawać nowych ludzi, uczyć się i nauczać innych kultur. Poza tym, kiedy byłem tutaj w 2004 roku bardzo spodobali mi się Polacy i ich gościnność, czułem się tu jak w domu. Dodatkowo, uwielbiam równowagę życia zawodowego i osobistego, którą tutaj mam. W Azji pracowałbym całymi dniami i w każdą sobotę, a często w ogóle bez weekendów. Tutaj lepiej to umiem zbalansować i mam czas dla siebie.

Ale…?

…ale na początku 2008 roku miałem momenty, w których chciałem zrezygnować i stąd wyjechać. Jedno słowo: biurokracja. Założenie tu firmy, uregulowanie i załatwienie wszystkiego w urzędach to droga przez mękę. Wiesz, kiedy byłem tu ekspatem (obcokrajowcem chwilowo mieszkającym w danym kraju ze względów zawodowych) życie wyglądało zupełnie inaczej – byłem wysyłany przez mojego pracodawcę z jednego kraju do drugiego i opiekowano się mną, załatwiano za mnie wszelkie formalności. Jednak w momencie, kiedy poszedłem na swoje, wszystko się zmieniło i zaczęły się bardzo strome schody. Powinienem się też nauczyć języka polskiego, ale brak czasu i zawiłość Waszej gramatyki mi w tych planach nie pomagają. No i na koniec, za zimno tu!Idealnie by było, gdybym mógł spędzać 9 miesięcy tu i 3 miesiące w Azji. A tak w sekrecie powiem Ci, że to wszystko wina pierogów i bigosu – to ich smak mnie tu zatrzymał!

Cieszę się bardzo! No właśnie, ale powiedz mi, kogo zatrzymał u nas ten smak – Chińczyka czy Malezyjczyka? Kim się czujesz bardziej, Chińskim Malezyjczykiem czy Malezyjskim Chińczykiem?

Bardziej czuję się chyba Chińczykiem, choć w moim życiu obie te kultury są nierozerwalnie połączone. Najpierw chodziłem do chińskiej szkoły podstawowej, potem do malezyjskiego liceum, studia za to kończyłem w Kuala Lumpur w języku angielskim. Z jednej strony rodzice wychowali mnie „po chińsku”, obchodzę wszystkie nasze święta, jestem wyznawcą buddyzmu. Z drugiej strony, mam sporo cech charakteru typowego Malezyjczyka. Malezja to kraj o niezwykle bogatej kulturze, kraj wielu wyznań i narodowości. W jednym miejscu ramię w ramię żyją ze sobą Malezyjczycy, Chińczycy, Hindusi, Anglicy… Dlatego też ludzie są tam elastyczni i tolerancyjni, łatwo się odnajdują w zmieniających się okolicznościach. Na pewno Malezyjczycy szybciej otwierają się na nieznajomych niż Chińczycy. Łatwiej też zdobyć ich zaufanie.

Czy znasz wielu innych Azjatów tu mieszkających? Jakie masz wrażenia na temat mniejszości chińskiej w Polsce?

Często spotykałem się z opinią, że Polacy dyskryminują Chińczyków czy są do nich nieprzychylnie nastawieni. Ale prawda jest taka, że Chińczycy bardzo często nie chcą się asymilować lub mają z tym problemy, nie znając języka polskiego ani angielskiego. Zawsze powtarzam moim znajomym, że jeśli chcą tu żyć i utrzymać się na rynku pracy, muszą znać jeden z tych języków. Jak w przeciwnym wypadku chcą tutaj prowadzić jakąkolwiek działalność? Organizowałem we Wrocławiu coś w stylu „Azjatyckiego Wieczoru”, z kuchnią z kilku krajów i zapraszałem zarówno znajomych Polaków, jak i Azjatów. Zawsze staram się zapoznawać ze sobą osoby z różnych środowisk i Azjaci najczęściej przekonują się na takich spotkaniach, że Polacy bardzo się nami interesują i są na nas otwarci. Wystarczy jedynie się przełamać, znaleźć jakiś wspólny temat i wyjść do ludzi!

Od dwóch lat mieszkasz we Wrocławiu, jednak niedługo przeprowadzka do Warszawy. Nie szkoda Ci będzie opuścić tego miejsca?

Zdecydowanie! Mam tutaj wspaniałych przyjaciół, miasto samo w sobie jest czarujące, piękne, przytulne, wygodne, bardzo dostępne i bez problemów z zakorkowanymi ulicami… Ale ciągłe dojazdy do stolicy są bardzo męczące. Pamiętam bardzo dobrze kiedy przyjechałem tu pierwszy raz i po około tygodniu rozmawiałem z tatą: „Posłuchaj, jestem w czwartym co do wielkości mieście w Polsce, a wydaje mi się, że to świetne miejsce na emeryturę!”, na co ten natychmiast kazał mi wracać do domu, bo nie chciał, żebym się za szybko zestarzał! (śmiech) Dopiero po pewnym czasie zorientowałem się, że wszystkie europejskie miasta takie są. Uwielbiam na przykład wrocławską starówkę. Jeśli ktoś był w Azji, to bardzo dobrze zna widok nowych wieżowców, które nie mają takiej wartości estetycznej czy emocjonalnej jak te wszystkie stare kamienice przedwojenne. Atmosfera takich miejsc jest niesamowita. Uwielbiam je szczególnie latem, gdy można leniwie siedzieć w kawiarni na placu starego miasta.

Polecasz jakieś miejsce szczególnie?

Jest ich tyle! Jednak jest jedno miejsce, do którego chodzę zawsze, gdy robi mi się tęskno za domem. To japońsko-koreańska knajpa Darea, którą mogę z pełnym przekonaniem polecić.

Dziękujemy zatem za sugestię i do zobaczenia już wkrótce na ulicach Warszawy!

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Orientalna Polska Magdy Bębenek: Darren Chong z Malezji Reviewed by on 14 listopada 2011 .

Rodzice z Chin, urodzony i wychowany w Malezji, pracował w kilkunastu krajach na świecie. Kiedy przeczytałam z iloma firmami i korporacjami Darren współpracował przez ostatnie dwa lata pobytu we Wrocławiu, zaczęłam się obawiać jak będzie wyglądać wywiad z tak poważną osobą. Na szczęście moje obawy szybko zostały rozwiane już w momencie, gdy się poznaliśmy. Wyluzowany,

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • „Koreańczycy wcale nie mają zawsze kamiennej twarzy w trakcie spotkań
    biznesowych…”
    Sam byłem świadkiem jak podczas biznesowego spotkania Ko0reańczyk wybuchnął
    śmiechem na widok komicznie poruszającego się jednego Polaka.

    • Mam wrażenie, że w sytuacjach oficjalnych Koreańczycy są bardziej swobodni od Japończyków.

  • Więcej takich artykułów! My, Polacy, musimy spojrzeć na siebie oczami obcokrajowca. Nie dostrzegamy wielu pozytywów. Wciąż umartwiamy się nad sobą.

    Poza tym, knajpa Darea jest chyba najlepszą azjatycką knajpą we Wrocławiu!

  • Bardzo ciekawy artykuł. Dobrze spojrzeć na swój kraj oczyma przybysza z zagranicy. Trochę zaskakuje mnie tak szybka aklimatyzacja w moim kraju, który np. znajomej z Dżakarty kojarzy się z lodówką, do której będąc dziewczynką wkładała głowę gdy chciała sprawdzić jak to jest zimą. :-)
    Mam (nikłą) nadzieję, że Pan Darren jako expat nie musi opłacać ZUS, pracując na dzisiejszych polskich emerytów. :-) Jeśli musiałby, to potwierdzałoby jego słowa, że mieszkańcy Malezji są elastyczni – bo nawet jawny rozbój znoszą z pokorą. Jednak moi znajomi z sąsiadującej z Malezją przez cieśninę Malakka (i kupę kamieni) Indonezji powiadają, że ta forma zniewolenia jest dla nich niewyobrażalna. A może po prostu Indonezyjczycy „nie dorośli” do – jak mawiał tow. Wiesław – „niesmiertielnych idiei socjalizmu”? :-)

Pozostaw odpowiedź