BLOGOSFERA

„Onet”: Singapur- Jeden dzień w idealnym państwie

800px-Merlion_Park_4…Kraj tej jest urzeczywistnieniem myśli wielkiego chińskiego filozofa Konfucjusza o państwie idealnym…

Singapur (po malajsku „miasto lwa”) liczy zaledwie 639 km2 powierzchni (w tym ziemi ornej 2%), ma około 3,2 mln mieszkańców, jest zlokalizowany na granicy Oceanów Spokojnego i Indyjskiego, w miejscu gdzie przecinają się główne drogi morskie łączące Indie, południowo-wschodnią Azję i Daleki Wschód. Kraj tej jest urzeczywistnieniem myśli wielkiego chińskiego filozofa Konfucjusza o państwie idealnym. Singapur to państwo nowoczesne, troszczące się o obywateli, pełne rygoru i dyscypliny, ze sprawnie działającą i nieskorumpowaną administracją.

Singapur zawsze kojarzył mi się z atrakcyjnym miejscem zaopatrzenia w elektronikę. Pamiętam z dzieciństwa, że mój stryj-emigrant, który w wyniku wojennej zawieruchy wylądował w Australii, w czasie kilku wizyt w Polsce zawsze zatrzymywał się po drodze właśnie w Singapurze, gdzie robił zakupy wszelkiej maści urządzeń (od zegarka po lodówkę). Tak więc planując moją azjatycką podróż, kierowana podobną motywacją, (chodziło mi o uzupełnienie fotograficznego ekwipunku) zatrzymałam się na jeden dzień w mitycznym „Mieście Lwa”.

Lot z Helsinek do Singapuru trwa 12 godzin. Różnica do czasu w Polsce to 7 godzin do przodu. Połączenie tych faktów z gościnnością fińskich stewardess powoduje, że przy powitaniu miasta ma się lekki dyskomfort. Pogłębia go jeszcze fakt, że zaraz za drzwiami klimatyzowanego budynku najnowocześniejszego portu lotniczego trafiam w objęcia gorącego i wilgotnego równikowego klimatu (średnia temperatura września przekracza 30°C). Rozsądni ludzie zdecydują się na aklimatyzację w uroczym basenie zlokalizowanym na dachu budynku portu lotniczego, ale nie ja.

Skoro mam tylko jeden dzień natychmiast rzucam się w wir tego tętniącego miasta. Jednak już na lotnisku coś mnie tknęło. Przy punkcie odprawie celnej widniał napis w języku angielskim: „zakaz wwożenia gumy do żucia”!?!? Wtedy to zbagatelizowałam myśląc, że to jakiś turystyczny marketingowy żart. Dziś wiem, że jednak jest to przepis jak najbardziej aktualny, wynikający z zakazu żucia gumy w tym państwie! No i zaczęło się. Po wyjściu na ulice, w metrze, w autobusie, na przystanku, w toalecie, itd – po prostu wszędzie uważny obserwator dostrzeże różnorakie znaki zakazu. Całe to słynne bezpieczeństwo jest bardzo szczegółowo uregulowane. Tak więc przechodząc do istoty rzeczy, nie powinniśmy mieć w Singapurze żadnych kłopotów, o ile będziemy przechodzić we właściwych miejscach i we właściwym czasie ulice; nie będziemy palić papierosów w miejscach niedozwolonych (w tym na ulicy), żuć gumy, śmiecić i będziemy pamiętać o spłukiwaniu toalet.

To jednak dopiero początek całej góry lodowej. To, że Singapur jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie jest możliwe dzięki rygorystycznym przepisom prawa i stanowczości ich egzekwowania. Za posiadanie broni bez zezwolenia obowiązuje kara śmierci, jak również za morderstwo, gwałt, rozboje i przemyt większej ilości narkotyków. Za wybryki chuligańskie mniejszego kalibru stosowana jest kara chłosty, wyjątkowo bolesnej, bo zadawanej ratanowymi rózgami. Korupcja wśród urzędników administracji państwowej jest również karana śmiercią (to można by spróbować wprowadzić u nas).

Wracając z obszaru wykładni prawnej do sfery handlowej, to stwierdzam, że singapurscy sprzedawcy również mogliby wiele nauczyć swoich polskich kolegów.

Dowodem tego są zrealizowane przeze mnie zakupy. Zgodnie z początkowym zamierzeniem miałam uzupełnić moje wyposażenie podróżnicze o jakiś skromny aparat cyfrowy. A po godzinie pobytu w centrum handlowym Sim Lim Square (specjalizującym się w obrocie elektroniką), wyszłam wyposażona w: najnowszy aparat cyfrowego Sanyo (6 mega pikseli), podwójną pamięcią do aparatu, sferyczny teleobiektyw 28÷210mm, lampę błyskową dalekiego zasięgu, zestaw filtrów polaryzacyjnych, roczny zapas filmów i baterii alkalicznych, dwa zegarki, a wszystko to w markowej reporterskiej torbie. Pomijam fakt, że sprzedawca stwierdził, że byłam bardzo oszczędna w zakupach w stosunku do statystycznego klienta z Europy. To fakt, że zakupy w Singapurze są atrakcyjne i to co najmniej z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że produkty, które u nas w kraju mają status nowości, są z reguły w Singapurze tzw. „schodzącą ofertą”, a drugi to niższy, o co najmniej 30% poziom cen. Atrakcyjność poprawia również fakt bardzo prostego systemu zwrotu przy wyjeździe  –  podatku GST (nasz VAT). Wystarczy znaleźć po odprawie na lotnisku biuro z napisem „TAX REFUND”, okazać rachunek zakupu i towar – i za chwilę mamy 4% wartości zakupu z powrotem w kieszeni. Jeśli chodzi o solidność trzeba przyznać, że singapurskim sprzedawcom również nic nie można zarzucić. Gdy mój świeżo nabyty teleobiektyw w wyniku trudów wędrówek odbytych po Irian Jaya (deszcz i kurz) odmówił posłuszeństwa, w drodze powrotnej w tym samym sklepie, wymieniłam go na zupełnie nowy otrzymując szczere przeprosiny za kłopoty.

W Singapurze można dać również upust swoim smakowym gustom. Jest tu sporo kompleksów wielkich jadłodajni na otwartym powietrzu, wyglądających jak targowiska. Znajdziemy tu przysmaki kuchni chińskiej, hinduskiej, malajskiej i indonezyjskiej. Szczególnie atrakcyjnie wygląda oferta stoisk oferujących owoce morza. Smakoszom polecam miejsce czynne do późna w nocy (byłam tam po północy) na skrzyżowaniu Albert Str. z Waterloo. Aby zachować świeżość potrawy różne ośmiornice, kałamarnice i inne często trudno identyfikowalne stwory pływają do końca swoich dni w ogromnych wystawowych akwariach. Wystarczy wskazać konkretnego osobnika, którego kuchmistrz w kilka minut dostarczy na nasz talerz. Osobnym zagadnieniem jest szeroka gama oryginalnych owoców (prawie w ogóle nie spotykanych w Polsce). Największym przysmakiem tubylców jest durian. Duży zielony owoc o kolczastej, grubej łupinie z ukrytymi w komorach nasionami, zatopionymi w mazistym jasnożółtym miąższu. Jego wyjątkowo intensywny smak (coś podobnego do aromatu acetonu) rozprzestrzenia się na kilkadziesiąt metrów od miejsca konsumpcji. Spożywając go gołymi dłońmi, utaplamy się porządnie, i jego swoisty zapach będzie nam towarzyszył jeszcze długo po zjedzeniu. Należy również pamiętać, że jego rozgrzewające działanie na żołądek, zabrania spożywania alkoholu, co najmniej przez kilka godzin po konsumpcji. Z innych owoców warto spróbować: mangostan, karambolę, rambutan i częściej spotykane w Polsce liczi. Profanacją byłoby nie zdegustowanie w czasie pobytu mocnego zielonego imbirowego wina, którego smak jest naprawdę niepowtarzalny.

Jeden dzień to z pewnością za krótko na poznanie nawet tak małego państwa, jakim jest Singapur. Wyjeżdżając jestem z jednej strony pod wrażeniem tego „poukładanego państwa”, a z drugiej chcę wyjechać stąd jak najszybciej. To pewnie za przyczyną znanego na całym świecie polskiego przyzwyczajenia do omijania różnych przepisów i reguł, których tutaj jest ogromna ilość.

Artykuł powstał na bazie wspomnień podróży trampingowej do Południowej Azji
(13.09 – 04.10.2003r.)
Anna Matej

Informacje historyczne, praktyczne, (i nie tylko):

Skrócona historia Singapuru:
– Przyłączenie do brytyjskiego imperium kolonialnego – 1819
– Okupacja japońska w czasie II wojny światowej
– Autonomiczna kolonia brytyjska – 1959
– Proklamowanie niepodległości – 1965

Wybrane ceny i kary (na dzień 14.09.2003)
– Powrotny bilet lotniczy W-wa/Singapur (Finnair) – 550$ / 1 osoba
– Kurs walutowy: 1 USD = 1,72 S$ (dolar singapurski)
– Najtańszy pokój 2-osobowy w przy Bencoolen Street (klima + łóżko) – 35S$ / dobę
– Bilet na metro – 2,4 S$
– Najnowszy model cyfrowy Sanyo 6.0 mega pikseli – 450 S$
– Karta pamięci do aparatu cyfrowego 256 MB – 150 S$
– Film Kodak 36x400ASA – 3,5 S$
– Owoc durianu – 5 S$
– Piwo Tiger Beer – 6 S$
– Zielone imbirowe wino STONE’S – 17 S$ / butelka 0,75
– Kara za żucie gumy – 1000 S$
– Kara za śmiecenie – 1000 S$
– Kara za palenie papierosów na ulicy- 500 S$
– Bilet na jedyne na świecie Nocne Safari – 19,1 S$ / osobę
– Obowiązujące oficjalne języki: angielski, chiński, malajski, tamilski.
– Obywateli polskich nie obowiązuje posiadanie wizy.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl.
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Onet”: Singapur- Jeden dzień w idealnym państwie Reviewed by on 25 grudnia 2009 .

…Kraj tej jest urzeczywistnieniem myśli wielkiego chińskiego filozofa Konfucjusza o państwie idealnym… Singapur (po malajsku „miasto lwa”) liczy zaledwie 639 km2 powierzchni (w tym ziemi ornej 2%), ma około 3,2 mln mieszkańców, jest zlokalizowany na granicy Oceanów Spokojnego i Indyjskiego, w miejscu gdzie przecinają się główne drogi morskie łączące Indie, południowo-wschodnią Azję i Daleki Wschód.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

KOMENTARZE: 1

  • Have after long searching found the information to the topics of my forum! Can I use some of your information there if I link to your blog?

Pozostaw odpowiedź