BLOGOSFERA

„Onet.pl”: Dziewczyny w podróży- Indie

800px-LocationAsiaOd czego by tu zacząć? Odbyła się niesamowita podróż – pewnego letniego poranka, w lipcu 2008 roku wyjechaliśmy podbijać Azję: ja, Nela oraz jej brat Kuba. Z naszej trójki tylko ja miałam większe doświadczenia podróżnicze, jednak na pewno nie było to kilka miesięcy spędzonych na nieznanym kontynencie. Nela i Kuba dopiero na wyjeździe zdobyli pierwsze szlify „profesjonalnych włóczykijów”.

Była to dość ryzykowna decyzja, wybrać się w podróż w tak niedoświadczonym składzie. Wyprawę zakończyłyśmy już tylko we dwójkę – nie, nic się nie stało – Kuba, zapalony student informatyki wrócił po trzech miesiącach wakacji na uczelnię.

Co jest dość znamienne – miałyśmy wyjechać na około cztery miesiące, a wróciłyśmy do domu po roku… W podróży w pewnym momencie czas przestaje się liczyć, wiele się zmienia. Zawsze zastanawiam się jak bardzo zmieniłyśmy się my..

Ludzie pytają nas z jakiego powodu zdecydowałyśmy się na taką podróż. W naszym kraju, ciągle gdzieś pokutuje przekonanie – że na urlop to a owszem, ale max dwa-trzy tygodnie, bo praca – zwłaszcza ta stała jest najważniejszą wartością w życiu, a obce kraje są dalekie, niebezpieczne – szczególnie jeśli ktoś odważy się jechać na wyprawę nie zorganizowaną przez biuro podróży.

Prawda jest taka, że każda z nas zapewne miała inne powody podjęcia decyzji o podróży, które spotkały się gdzieś po drodze i ukierunkowały na realizację wspólnego celu.

W moim przypadku to moja mama i jej nagła śmierć w sierpniu 2007 roku, stała się dla mnie najmocniejszą inspiracją. Nie kierowała mną  jednak chęć zwykłej ucieczki od ciężkich wydarzeń, a potrzeba okazania szacunku dla wartości jakie wyznawała moja mama, kiedy jeszcze dobrze się czuła.

Odwaga, niepohamowana chęć poznawania świata, mierzenie się ze swoimi słabościami, uczenie się tolerancji w stosunku do tego co inne i niezrozumiałe – zawsze o nich chciałabym pamiętać. Mama zawsze zachęcała mnie do podróżowania i oderwania się od zwykłej rutyny życia.

Podróż ta może być więc hołdem oddanym przez nas – naszym mamom, bez których wsparcia i wiary trudno byłoby się na tak poważny krok zdecydować, i nie poddać się gdy sytuacja okazuję się ciężka i zupełnie wymyka spod kontroli.  Nie ma co owijać w bawełnę nie zawsze było lekko, podróż to prawdziwa lekcja życia.

Moją szaleńczą potrzebą i pasją podróży, bycia w drodze zaraziłam Nelę. Jesteśmy sobie bardzo bliskie, od wielu lat wspieramy się w wielu zarówno radosnych jak i trudnych sytuacjach życiowych. Nie mogłam sobie wyobrazić, że Nela nie będzie mogła doświadczyć tego co czeka mnie w podróży.

Nie musiałam jej długo namawiać. Pasjonatka fotografii – szybko znalazła dla siebie, kolejny interesujący wymiar podróżowania. Nie jest przesadą stwierdzenie, że w kolorowej Azji, na każdym kroku możemy dostrzec niepowtarzalny i godny uchwycenia kadr.

Tak oto finalnie, w lipcu 2008 rzuciłyśmy nasze prace… W moim przypadku była to tak zwana „świetna posada”, zapewniająca dość nudne aczkolwiek wygodne i przyjemne życie. Nela pracowała w swoim zawodzie – ratownika medycznego. Zostawiłyśmy wszystko co stabilne i pewne za sobą, podjęłyśmy duże ryzyko i wyruszyłyśmy.  Do wyprawy zaprosiłyśmy też Kubę i jego nową kamerę HD.

Samą wyprawę poprzedziło półroczne planowanie, odkładanie środków finansowych, zamykanie różnych pilnych spraw w Warszawie, szykowanie sprzętu oraz analiza potencjalnej trasy, jak i środków lokomocji.

Moim marzeniem, jak i potrzebą ducha były Indie. Strasznie ciągnęło mnie do tajemniczej i tak odmiennej kulturowo od Europy – Azji.  Powinnam dodać też, że przed wyjazdem obroniłam pracę magisterską w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, i jako socjolog/antropolog współczesności zacierałam ręce na samą myśl na to, co czeka na mnie w Azji.

Już na samym etapie planowane pomysły ciągle ulegały zmianie, mieliśmy jechać koleją transsyberyjską przez Rosję, Mongolię i Chiny, by na końcu przedzierając się przez Nepal dotrzeć do moich Indii. Jednak data wyjazdu pokryła się z Igrzyskami Olimpijskimi w Chinach. Poczuliśmy, że nie takie Chiny chcemy poznać. Zaawansowana lekcja propagandy nas nie interesowała.

Z drugiej strony nasze znajome również odbyły jakiś czas temu trzy miesięczny wyjazd do Azji. Spotkanie z nimi okazało się bardzo inspirujące i pomocne, powstał nowy plan jak i wstępna trasa podróży. Neli marzeniem były rajskie plaże, więc na mapie Azji jako pierwszą do zdobycia – umieściliśmy Tajlandię.

Sama podróż rozpoczęła się kilkudniowym wypadem na Ukrainę. Później czekał nas ekscytujący lot do Bangkoku i sama Tajlandia, która już na wstępie znokautowała nas tak ciężkim i wilgotnym powietrzem, że „można by siekierę powiesić”. Błękitna woda i bogate życie raf koralowych osłodziły pierwsze ciężkie dni aklimatyzacji do nowych warunków.

Uroda tego kraju, o tak różnorodnym krajobrazie i wspaniałej kuchni, spokój i miła powierzchowność mieszkańców zawsze pozostawią w naszych sercach ważne miejsce dla Tajlandii –  zwanej również krainą uśmiechów.

Następnie Mekongiem przedostaliśmy się do Luang Prabang w Laosie. Nigdy nie zapomnę tej dwudniowej przeprawy łodzią – doświadczenie dla wytrwałych, ale jak najbardziej przeze mnie polecane.

Niesamowita, wciąż dzika przyroda Laosu, słynne dżungle i czyste powietrze, kontaktowi i przyjaźni Laotańczycy, pudding ryżowy (z najlepszymi bananami na świecie) oraz prąd często w godzinach od osiemnastej do dwudziestej drugiej to obrazy, które najczęściej wspominamy z Laosu.

Później był szaleńczo aktywny Wietnam, piękny jak Tajlandia z obrazami w stylu Halong Bay (Zatoka Smoka) czy też plemienna Sapa a jednocześnie ostry jak czuszka, którą chętnie dodawaliśmy do naszej ulubionej „noodle soup” (zupa z makaronem).

Duże wrażenie zrobiła na nas odradzająca się z ciężkiej przeszłości Kambodża, gdzie ubóstwo i głęboko tkwiący ból doświadczenia terroru, kontrastują z magicznym Angkor Wat oraz pogodnymi twarzami i otwartością Kambodżan.

Ostatnie trzy miesiące spędziłyśmy w  moich ukochanych Indiach, tutaj też pożegnał się z nami Kuba.  Indie dały nam  jedną z najsilniejszych lekcji.. pokory, tam bieda i bród mieszają się z przepychem i kulturowym, duchowym bogactwem. Były zlepkiem najbardziej przejaskrawionych  doświadczeń, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, od razu otaczając tak ciasno i intensywnie, że prawie nie można oddychać.

Oślepiająca biel marmurów Taj Mahal zadziwiała nas w zetknięciu z instytucją wykwalifikowanego żebraka, czy też obecnością nożnych rikszy w Kalkucie.

Nigdy też nie zapomnimy naszego doświadczenia w Varanasi, gdzie uczestniczyliśmy w porannych rytuałach powitania słońca jak i wieczornego pożegnania – silnie powiązanego z paleniem ciał zmarłych bliskich.

Będąc na największym w Azji targu wielbłądów, poznawaliśmy odmienność życia ludzi pustyni, po to by nagle znaleźć się w kolebce muzyki i imprez rave – na plażach Goa. Natomiast praktyka yogi, w miejscu gdzie utworzył się popularny obecnie styl Ashtanga, czyli w Mysore, pozwoliła wyciszyć się nam przed dalszą podróżą w inne regiony świata.

W samej Azji spędziłyśmy pół roku, później najbardziej racjonalnym krokiem wydał się nam wylot do Australii i odwiedziny Nowej Zelandii. Jednak jest to już początek zupełnie innej historii.

Zapraszając gości na nasz pokaz slajdów połączony z wernisażem, chcemy zabrać ich na małą wycieczkę kulturową po Azji.

Mamy nadzieję zachęcić innych ludzi do podróżowania, otworzenia się na nowe doświadczenie oraz  oderwania od kultury i cywilizacji europejskiej.

Podróż zmieniła nas i nasze życia. Ja, z mojej strony mogę powiedzieć, że dała mi mnie samą, stała się moi prywatnym rytuałem przejścia w dorosłość. Podczas tej swoistej wędrówki w czasie i przestrzeni,  poznałyśmy granice naszej wytrzymałości, stałyśmy się silniejsze nabierając dystansu do spraw życia codziennego.

Zrozumiałyśmy, że do szczęścia tak naprawdę niewiele potrzeba, czasem wystarczy jeden plecak, podstawowe przedmioty użytkowe, aby poczuć się spełnionym i wolnym (nie jak wiele osób uważa – klucz do własnego mieszkania, czy dobre spodnie). Nauczyłyśmy się doceniać małe przyjemności dnia powszedniego – nawet zwykłą kanapkę z serem – ten kto był w Azji  zrozumie, co mam na myśli.

Zaraziłyśmy się bezpowrotnie bakcylem podróżowania.

Artykuł ukazał się na portalu onet.pl. Jego autorem jest Małgorzata Planowska.



Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Onet.pl”: Dziewczyny w podróży- Indie Reviewed by on 6 grudnia 2009 .

Od czego by tu zacząć? Odbyła się niesamowita podróż – pewnego letniego poranka, w lipcu 2008 roku wyjechaliśmy podbijać Azję: ja, Nela oraz jej brat Kuba. Z naszej trójki tylko ja miałam większe doświadczenia podróżnicze, jednak na pewno nie było to kilka miesięcy spędzonych na nieznanym kontynencie. Nela i Kuba dopiero na wyjeździe zdobyli pierwsze

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Pozostaw odpowiedź