Komentarz eksperta,Top news

O. Pietrewicz: Impas w relacjach międzykoreańskich

Zignorowanie wizyty wdowy po byłym prezydencie Korei Południowej przez północnokoreańskie władze i brak nadania wizycie większego znaczenia przez administrację Park Geun-hye każą sceptycznie spoglądać na perspektywy dialogu międzykoreańskiego. Przygraniczne incydenty w ostatnich dniach świadczą wręcz o eskalacji napięć w przededniu ważnej dla koreańskiego narodu 70. rocznicy wyzwolenia Korei spod japońskiej okupacji.

Czterodniowy pobyt 92-letniej Lee Hee-ho – wdowy po byłym prezydencie Republiki Korei Kim Dae-jungu, twórcy tzw. słonecznej polityki – w Korei Północnej w dniach 5-8 sierpnia był jej trzecią wizytą w tym kraju. Pierwszy raz Lee pojawiła się w Pjongjangu w czerwcu 2000 roku, towarzysząc mężowi w historycznym szczycie międzykoreańskim. Drugi raz była pierwsza dama odwiedziła północnokoreańską stolicę przy okazji uroczystości pogrzebowych Kim Dzong Ila w grudniu 2011 roku – spotkała się wówczas z Kim Dzong Unem, z którym zamieniła tylko kilka słów. Od tego czasu Lee i Kim utrzymywali symboliczny kontakt, wysyłając okolicznościowe listy przy okazji rocznic śmierci Kim Dae-junga (w sierpniu) i Kim Dzong Ila (w grudniu). W przesłanym w grudniu zeszłego roku liście Kim Dzong Un, w podzięce za podarowane kwiaty w rocznicę śmierci swojego ojca, zaprosił Lee do Pjongjangu. List został dostarczony do Kaesongu przez Kim Yang Gona, dyrektora Wydziału Zjednoczonego Frontu Komitetu Centralnego Partii Pracy Korei, jednego z głównych odpowiedzialnych za politykę wobec Korei Południowej.

Osobiste zaproszenie od przywódcy Korei Północnej dostarczone przez członka ścisłej elity władzy mogło wskazywać, że Północ zamierza poważnie potraktować wizytę Lee. Nie bez znaczenia był terminarz, gdyż wizyta została zaplanowana na niemal tydzień przed przypadającą 15 sierpnia 70. rocznicą wyzwolenia Korei spod japońskiej okupacji. Z tego powodu pojawiły się spekulacje, że wizyta małżonki Kim Dae-junga może być symbolicznym przyczynkiem do poprawy zaognionych stosunków międzykoreańskich. Ostatecznie jednak Lee nie spotkała się z Kim Dzong Unem. Co prawda doszło do spotkania z delegacją oficjeli północnokoreańskich, ale na jej czele nie stał nawet Kim Yang Gon, lecz jego zastępca Maeng Kyong Il, a więc osoba zdecydowanie niższej rangi. Mając na uwadze wcześniejsze sygnały wysyłane z Pjongjangu, takie potraktowanie gościa można odczytać jako celowe zlekceważenie Lee i świadome zmarginalizowanie jej wizyty, która ograniczyła się (w znacznej mierze) do odwiedzin sierocińca, szpitala dla matek i dzieci czy zakładu opieki nad osobami starszymi.

Niewykorzystana szansa

Zarówno przed, jak i po wizycie Lee Hee-ho podkreślała, że zdecydowała się odwiedzić Koreę Północną „z poczucia obowiązku, związanego z troską o podtrzymanie ducha Wspólnej Deklaracji Południa i Północy z 15 czerwca 2000 roku”. Choć nie należy przeceniać znaczenia wizyty Lee, to brak spotkania z Kim Dzong Unem zdaje się jednak dobrze oddawać obecny stan relacji międzykoreańskich, które są dalekie od dialogu i znajdują się w wyraźnym impasie.

Niekorzystne dla perspektyw dialogu między obiema Koreami jest to, że podróż Lee nie została spożytkowana politycznie przez żadną ze stron, gdyż ani Seul, ani Pjongjang nie nadały wizycie większego znaczenia. Dwa dni przed wylotem Lee do Pjongjangu południowokoreański minister ds. zjednoczenia Hong Yong-pyo podkreślił, że jej wizyta ma wyłącznie prywatny charakter. Władze Republiki Korei nie wykorzystały obecności Lee w Pjongjangu do przekazania za jej pośrednictwem specjalnej wiadomości kierownictwu Korei Północnej i nie zdecydowały się dołączyć do delegacji osoby będącej przedstawicielem administracji rządowej.

Również po stronie Korei Północnej nie widać zainteresowania dialogiem. Brak spotkania Kima z Lee może wskazywać na niechęć Pjongjangu do poprawy relacji z Seulem. Lekceważący stosunek do przybyłej Lee wpisuje się w dotychczasowe posunięcia Korei Północnej pod rządami Kim Dzong Una, którego jedną z charakterystycznych cech staje się unikanie jakichkolwiek spotkań. Od ponad trzech lat rządów Kim nie spotkał się nie tylko z żadnym zagranicznym przywódcą, lecz także ważnymi osobistościami niższej rangi (trudno za taką osobę uznać Dennisa Rodmana), a do tego anulował zapowiadaną podróż do Rosji. W przypadku wizyty Lee Hee-ho impulsem, który dodatkowo mógł zniechęcić Kima do spotkania, była bierna postawa władz Republiki Korei. Nie zmienia to faktu, że kolejna szansa na dialog obu Korei została zaprzepaszczona.

Źródło: commons.wikimedia.org

Źródło: commons.wikimedia.org

Zaognienie relacji

Fiasko wyprawy Lee Hee-ho wpisuje się w dostrzegalne w ostatnich tygodniach pogorszenie w relacjach między Koreami. Na początku lipca Korea Północna zbojkotowała Letnią Uniwersjadę w Gwangju. Powodem najprawdopodobniej była chęć zamanifestowania przez Pjongjang sprzeciwu wobec otwarcia w Seulu oenzetowskiego biura, które zajmuje się gromadzeniem materiałów dot. łamania praw człowieka w KRLD. Bojkot imprezy sportowej to kolejny przykład, jak obie Koree nie wykorzystują sposobności do nawiązania bliższych kontaktów. Należy bowiem pamiętać, że zeszłoroczne Igrzyska Azjatyckie w Incheon okazały się dobrą okazją dla spotkania na wyższym szczeblu – na zakończenie imprezy na Południu pojawili się przedstawiciele ścisłej elity władzy Północy: Hwang Pyong So, Choe Ryong Hae i Kim Yang Gon.

Problematyczną kwestią w relacjach obu Korei pozostaje funkcjonowanie Kaesongu. 17 lipca doszło do spotkania przedstawicieli Południa i Północy w ramach wspólnego komitetu zarządzającego kompleksem przemysłowym. Poza uściskami dłoni nie udało się dojść do jakiegokolwiek porozumienia w drażliwej kwestii zarobków dla pracujących w przygranicznej miejscowości. Dodatkowo przedstawiciel Północy zaznaczył, że nie widzi sensu kolejnych spotkań.

Najpoważniejszym problemem w ostatnich dniach jest eskalacja napięcia przy granicy między Koreami. 4 sierpnia w strefie zdemilitaryzowanej eksplodowały trzy miny, poważnie raniąc dwóch południowokoreańskich żołnierzy. Po kilku dniach śledztwa Ministerstwo Obrony Republiki Korei oświadczyło, że za incydent odpowiada Korea Północna, która dokonała jawnej prowokacji, naruszając zasady rozejmu. W reakcji na to Południe wznowiło, po 11 latach, nadawanie propagandowych informacji z głośników w strefie przygranicznej. Prezydent Park Geun-hye zaapelowała do wojskowych o przygotowanie się na ewentualność kolejnych prowokacji i wezwała Pjongjang do natychmiastowych przeprosin (w piątek (14 sierpnia) KRLD nie tylko nie przeprosiła, ale wręcz zaprzeczyła oskarżeniom). W odpowiedzi na apel Park w środę (12 sierpnia) południowokoreański resort obrony ogłosił przeprowadzenie wspólnie z Amerykanami serii ćwiczeń wojskowych w pobliżu granicy w celu „zademonstrowania gotowości do odwetu wobec wszelkich działań prowokacyjnych Północy”.

Perspektywy dialogu

Eskalacja napięć na Półwyspie Koreańskim w niemal przededniu 70. rocznicy wyzwolenia Korei spod japońskiej okupacji zdecydowanie oddala perspektywy dialogu międzykoreańskiego. Tak istotna dla koreańskiego narodu rocznica mogła, przy sprzyjających okolicznościach, zostać wykorzystana symbolicznie do poprawy stosunków Północ-Południe, choćby przez zorganizowanie wspólnych obchodów. Tymczasem dynamika wydarzeń na Półwyspie wskazuje, że obecne relacje międzykoreańskie pozbawione są solidnych podstaw umożliwiających poważny dialog. Jednym z przejawów wzajemnej niechęci Północy i Południa jest zmarginalizowana wizyta Lee Hee-ho. Niewykorzystanie kolejnej szansy na dialog zawęża i tak niewielkie możliwości manewrowania obu stron w relacjach wzajemnych.

W najbliższym czasie należy spodziewać się raczej dalszego zaognienia stosunków, przynajmniej w warstwie retorycznej. W przyszłym tygodniu rozpoczną się doroczne manewry amerykańsko-południowokoreańskie Ulchi Freedom Guardian, które północnokoreańska propaganda zwykła nazywać „deklaracją wojny”. W czwartek (13 sierpnia) Korea Północna w swoim stylu poinformowała o możliwości „przeprowadzenia działań odwetowych” w odpowiedzi na ćwiczenia USA i Korei Południowej. Tego samego dnia Błękitny Dom w Seulu wydał oświadczenie o podtrzymaniu dwutorowej polityki „presji i dialogu” w stosunkach z Północą. W zaistniałej sytuacji wydaje się jednak, że najbliższe tygodnie upłyną raczej w duchu konfrontacji niż porozumienia.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: Impas w relacjach międzykoreańskich Reviewed by on 14 sierpnia 2015 .

Zignorowanie wizyty wdowy po byłym prezydencie Korei Południowej przez północnokoreańskie władze i brak nadania wizycie większego znaczenia przez administrację Park Geun-hye każą sceptycznie spoglądać na perspektywy dialogu międzykoreańskiego. Przygraniczne incydenty w ostatnich dniach świadczą wręcz o eskalacji napięć w przededniu ważnej dla koreańskiego narodu 70. rocznicy wyzwolenia Korei spod japońskiej okupacji. Czterodniowy pobyt 92-letniej Lee

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

Pozostaw odpowiedź