Artykuły,Chiny news

O. Pietrewicz: Starzejący się gigant

Na początku lipca w Chinach weszło w życie prawo zobowiązuje dzieci do odwiedzania i dbania o rodziców, którzy przekroczyli 60. rok życia. Czy tego typu rozwiązania okażą się wystarczające dla sprostania problemom społeczno-demograficznym w Państwie Środka?

asiadsb

źródło: flickr.com/asiadsb

Zapoczątkowane pod koniec lat 70. reformy gospodarcze oznaczały zerwanie z kolektywistyczną przeszłością czasów Mao i wymusiły zmianę modelu społeczeństwa na bardziej indywidualistyczny. Gwarancja stałej pracy, mieszkania, podstawowej ochrony zdrowia, edukacji dzieci, a w miastach nawet emerytur i innych zabezpieczeń socjalnych – tak wyglądało biedne, często wręcz nędzne, ale jednak bezpieczne życie Chińczyków w komunistycznych realiach. Rozmontowanie systemu socjalnego na przełomie lat 80. i 90. okazało się szokiem dla chińskich obywateli. Z jednej strony zyskali swobodę działania i samodzielność, a z drugiej stanęli przed koniecznością wykształcenia przekonania, że są kowalami swego losu, i zrozumienia, że za wszystko trzeba płacić. Zachodzące zmiany rynkowe pomogły pobudzić drzemiącego w Chińczykach ducha przedsiębiorczości, ale także przyczyniły się do powstania nieznanych dotąd nierówności. Współczesne Chiny pozostają zawieszone między dwoma światami, które w ogóle do siebie nie przystają – z jednej strony tłumy tych, którzy doskonale odnaleźli się w wolnorynkowej rzeczywistości, z drugiej strony rzesze zagubionych, z trudem wiążących koniec z końcem. Według danych rządu chińskiego z początku 2013 r. współczynnik Giniego, zwany wskaźnikiem nierówności społecznej, wyniósł w 2012 r. 0,474, co oznacza niewielki spadek w stosunku do 2011 r. (0,477). Warto jednak pamiętać, że u progu reform gospodarczych współczynnik Giniego wynosił ok. 0,3. Obecna sytuacja sprawia, że chińskie powiedzenie „jedne Chiny, cztery światy” (chiń. yi ge Zhongguo, si ge shidie), od najbogatszych do najbiedniejszych, jest prawdziwe jak nigdy dotąd.

Polityka jednego dziecka

Wprowadzonym stopniowo reformom gospodarczym towarzyszyły istotne zmiany demograficzne, które w krótkim czasie sprawiły, że Chiny stały się państwem o niskim przyroście naturalnym. Jednym z ważniejszych impulsów, który doprowadził do tego stanu rzeczy, było wprowadzenie tzw. polityki jednego dziecka (oficjalna nazwa: polityka planowania rodziny, chiń. jihua shengyu zhengce), największego na świecie eksperymentu administracyjnej kontroli urodzeń. Realizowana od 1979 r. do dziś polityka nakłada obowiązek uiszczenia dodatkowych opłat (tzw. opłat za obsługę, de facto kar finansowych) w przypadku posiadania więcej niż jednego dziecka. Wysokość opłat, ustalana corocznie przez władze lokalne, dla biedniejszych rodzin oznacza rezygnację z liczniejszego potomstwa. Należy jednak mieć na uwadze, że limit jednego dziecka bardzo różnie się egzekwuje. Zasada jednego dziecka w rodzinie jest oficjalnie nienaruszalna w stosunku do ludności zamieszkującej obszary miejskie, lecz stopień egzekwowania w głównej mierze zależy od działań władz prowincji i lokalnych. Z uwagi na silniejsze niż w miastach tradycje rodzinne oraz odmienne uwarunkowania ekonomiczne, w większości obszarów wiejskich rodzice mają prawo do drugiego dziecka, zwłaszcza gdy pierwsze to dziewczynka. Dodatkowe ulgi przysługują członkom mniejszości etnicznych, które mogą mieć nawet trzecie dziecko. Ocenia się, że obecnie 36 proc. ludności ściśle podlega regule jednego dziecka, 53 proc. ludności ma prawo posiadać drugie dziecko, a pozostałe 11 proc. (w tym mniejszości etniczne) powyżej dwóch.

pleslj

źródło: flickr.com/pleslj

Konsekwencją wprowadzania kontroli urodzeń było osiągnięcie zakładanego celu, czyli ograniczenia przyrostu naturalnego. Szacuje się, że spadek rozrodczości ograniczył liczbę ludności Chin o ponad 200 mln osób. Innym, nie mniej istotnym, skutkiem polityki jednego dziecka okazały się zmiany w strukturze rodzin. Spadek liczby dzieci i wydłużenie długości życia sprawiły, że w ciągu 30 lat odwrócony został model piramidy przeciętnej chińskiej rodziny, z 1-2-4 (jedno z dziadków, rodzice, czworo dzieci) na 4-2-1 (czworo dziadków, rodzice, jedno dziecko). O ile dawniej rodziny w głównej mierze opierały się na szacunku dla starszych, o tyle obecnie coraz bardziej widoczna jest sytuacja, w której życie całej rodziny kręci się wokół dziecka. Jest to najbardziej zauważalne na przykładzie jedynaków, stanowiących ok. 1/3 wszystkich dzieci w Chinach. „Mali cesarze”, będący namacalnym dowodem skuteczności polityki jednego dziecka, są przedmiotem najwyższej troski rodziców i dziadków, którzy nie szczędzą grosza i wyrzeczeń, aby dać swoim pociechom wszystko to, o czym sami mogli tylko pomarzyć, na czele z wykształceniem. Jednak tak szczególne przywileje przysługują tylko niektórym dzieciom. Choć chińskie prawo teoretycznie gwarantuje jednakowe traktowanie wszystkich nieletnich, to rzeczywistość jest diametralnie inna. Na aktualną pozycję dzieci Państwa Środka wpływa nie tylko rozdarcie między komunistyczną spuścizną a indywidualistycznie-rynkową rzeczywistością. Równie duży wpływ mają uwarunkowania kulturowe.

Chłopiec najważniejszy

Kulturowo zakorzenionym elementem podejścia Chińczyków do dzieci jest przywiązanie do wyrażenia bu ju („nie wychowywać”), które daje rodzicom prawo decydowania o życiu lub śmierci dziecka – jeśli uznają, że dziecko nie jest warte zainteresowania, to pozbawiają je warunków niezbędnych do przetrwania i noworodek umiera. Jako że z rytualnego punktu widzenia życie dziecka zaczyna się dopiero trzeciego dnia po porodzie, jeśli zgon nastąpi przed tym terminem, unika się oskarżenia o dzieciobójstwo. Tak swobodne podejście do zasad moralnych w kwestii wychowania dziecka przez wiele wieków dawało przyzwolenie na dzieciobójstwo, które, choć bezprawne, było tolerowane już od czasów dynastii Qin (221-206 p.n.e.). Ponadto jedną z najgłębiej zakorzenionych tradycji w życiu chińskich rodzin jest preferowanie synów. W III w. p.n.e. Han Fei, uważany za najwybitniejszego przedstawiciela legizmu (chińska szkoła filozoficzna) pisał: „Kiedy rodzice mają syna, wzajemnie sobie gratulują, lecz kiedy mają córkę, zabijają ją, ponieważ tym sposobem zabezpieczają swoje interesy na dłuższą metę”. Należy również pamiętać, że w konfucjańskim społeczeństwie chińskim miejsce kobiety było konkretnie uregulowane –  musiała być ona posłuszna wobec ojca, męża i najstarszego syna po śmierci męża. Przekonanie o wyższości czynnika męskiego sprawiało, że w tradycyjnej rodzinie chińskiej kobieta cieszyła się wysoką pozycją tylko po urodzeniu męskiego potomka.

Powyższe słowa mogą współcześnie wydawać się nie do zaakceptowania, zwłaszcza osobom silnie utożsamiającym się z tzw. prawami człowieka. Jednak chińska rzeczywistość pokazuje, że zróżnicowane traktowanie dzieci różnych płci nadal potrafi przybierać skrajne formy.

Skąd wynika powszechne przekonanie o wyższości chłopców? W społecznym odbiorze chłopcy mają wyłącznie zalety: przedłużają linię rodzinną, zapewniają wsparcie materialne i pomoc rodzicom na starość, a także gwarantują społeczne uznanie. Natomiast dziewczynki traktowane są jako „element tymczasowy” – po zamążpójściu na zawsze opuszczają rodzinny dom, aby służyć rodzinie męża. Przeświadczenie o tym, że nawet najbardziej uzdolniona i wyjątkowa córka nigdy nie będzie mogła konkurować z synem sprawia, że chińskie małżeństwa od zawsze stawały przed pytaniem – czy warto łożyć na „mniej wartościowe” dziecko? Przy tak utrwalonym sposobie myślenia wybór rodziców, stojących przed trudem wykarmienia i utrzymania licznego potomstwa, zazwyczaj był stosunkowo prosty. Koszt w postaci porzuconej lub zgładzonej córki był niekiedy konieczny dla osiągnięcia wyższego celu, jakim było utrzymanie za wszelką cenę syna.

ultrakml

źródło: flickr.com/ultrakml

Preferowanie synów wynika z racjonalnej (w rozumieniu Chińczyków) kalkulacji kosztów i korzyści, których można spodziewać się po dziecku określonej płci. Nawet trzy dekady promowania przez komunistyczne władze statusu kobiet nie przyczyniły się do ograniczenia dyskryminacji dziewczynek. Natomiast reformy gospodarcze i zerwanie z gwarancjami socjalnymi umocniły przekonanie, że tylko syn może okazać się niezawodną podporą dla starzejących się rodziców. Jednak największym dramatem z punktu widzenia dziewczynek okazało się wprowadzenie ścisłego limitowania porodów. Odtąd córki stały się niepożądane z tego powodu, że pozbawiają rodziców syna. Ponadto możliwość wcześniejszego ustalenia płci dziecka, będąca efektem upowszechnienia badań prenatalnych, sprawiła, że rodzice niezadowoleni z płci dziecka zaczęli coraz częściej decydować się na aborcję, tym bardziej, że jest ona legalna i darmowa w przypadku mężatek. Popularność aborcji (łącznie 13 mln zabiegów aborcyjnych rocznie według statystyk rządowych) jako metody ograniczania mniej pożądanych dzieci płci żeńskiej wywołała reakcję władz. Od 2002 r. funkcjonuje ustawa o ludności i planowaniu rodziny, która zakazuje selektywnej aborcji. Pomimo podjętych starań problem wciąż istnieje, gdyż niektórzy rodzice wolą sowicie opłacić lekarzy niż płacić państwu wysokie kary za posiadanie nadprogramowego dziecka. Prymat wyboru ekonomicznego nad dyskusją o charakterze moralnym doprowadził do tego, że dzieciobójstwo i eliminacja dziewczynek w drodze wybiórczej aborcji lub porzucania żeńskich noworodków jest ciągle społecznie tolerowana. Należy jednak uczciwie przyznać, że obraz współczesnych Chin nie jest tożsamy z tradycyjnymi wyobrażeniami. Dziewczynki-jedynaczki będące oczkiem w głowie rodziców oraz dorosłe córki troskliwie opiekujące się starzejącymi się rodzicami stają się coraz bardziej zauważalnym obliczem dzisiejszego Państwa Środka.

Pomimo objawów odejścia od tradycyjnego pojmowania roli kobiet nie ulega wątpliwości, że w ostatnich 30 latach problem dyskryminacji dziewczynek urósł do rangi jednego z głównych wyzwań społecznych. Po wprowadzeniu polityki jednego dziecka stopniowo zwiększa się udział chłopców. W 2005 r. na 100 dzieci poniżej 15. roku życia 54 stanowili chłopcy, a 46 dziewczynki. Coraz większa dysproporcja płciowa urodzonych dzieci prowadzi do zwiększenia deficytu kobiet, który obecnie przekracza już 40 mln, a do połowy XXI w. może się podwoić. W związku z tym wzrasta odsetek samotnych mężczyzn, a coraz bardziej zauważalne staje się zjawisko handlu kobietami w celach matrymonialnych (sprowadzanych częstokroć z państw Azji Południowo-Wschodniej). Ponadto należy pamiętać, że kobiety są silnym ogniwem chińskiej machiny gospodarczej (zwłaszcza przemysłu tekstylnego, a także rolnictwa) i ich deficyt negatywnie odbije się na stanie gospodarki Chin.

Pomysły reform

Rosnący deficyt kobiet wpisuje się w szerszy katalog problemów demograficznych Państwa Środka. Będzie to istotne z tego względu, że dotychczasowe sukcesy gospodarcze z pewnością nie byłyby tak imponujące, gdyby nie niezwykle korzystna koniunktura demograficzna, jaką cieszyły się Chiny u progu epoki reform i otwarcia. Natomiast w efekcie ponad trzydziestoletniej praktyki ograniczania liczby urodzeń bardzo liczna i tania siła robocza, podstawa chińskiego rozwoju, będzie się stopniowo kurczyła. Stopniowe limitowanie liczby dzieci doprowadziło do tego, że w 2010 r. na każdą kobietę przypadało statystycznie 1,7 dziecka, czyli trzy razy mniej niż w latach 50. Populacja osób w wieku produkcyjnym zacznie maleć od 2020 r., a w perspektywie 2050 r. będzie liczyła 180 mln mniej niż obecnie (spadek o 20 proc.). Poza drastycznym spadkiem siły roboczej dojdzie nadzwyczaj szybkie starzenie się społeczeństwa, będące skutkiem zarówno wydłużenia czasu trwania życia, jak i spadku liczby urodzeń. O ile w 2000 r. jeden na czterech Chińczyków miał poniżej 15 lat, o tyle w 2050 r. będzie to zaledwie jeden na siedmiu. Z drugiej strony odsetek osób starszych w ciągu najbliższych 40 lat potroi się i w 2050 r. ok. 440 mln (31 proc. populacji) Chińczyków będzie miało ponad 60 lat.

W związku z niekorzystnymi trendami demograficznymi od pewnego czasu środowiska doradcze chińskiego rządu podkreślają konieczność odejścia od polityki jednego dziecka. Propozycje zainaugurowania w 2015 r. ogólnokrajowej polityki dwóch dzieci, a od 2020 r. zniesienia wszelkich ograniczeń są szeroko komentowane i nie brakuje opinii, że próby te nie przyniosą pożądanych skutków. Nie umniejszając negatywnego wpływu polityki jednego dziecka, trzeba bowiem pamiętać, że istniejące ograniczenia administracyjne nie są jedyną przyczyną problemów demograficznych. Rosnące koszty wychowania potomstwa oraz większe niż kiedykolwiek przywiązanie młodych ludzi (niejednokrotnie jedynaków) do kariery, komfortu i wygody życia sprawiają, że większość młodych małżeństw często sama ogranicza się do posiadania jednego dziecka. Dostrzegając to źródło problemów w 2009 r. władze Szanghaju zapoczątkowały kampanię zachęcającą małżeństwa jedynaków do posiadania drugiego dziecka. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania, szanse powodzenia tego typu akcji wydają się co najmniej wątpliwe.

azmonden

źródło: flickr.com/azmonden

Należy również pamiętać o tym, że zgodnie z tradycją odpowiedzialność za starzejących się rodziców biorą na siebie synowie, co ma swoje uregulowania prawne. Jednak niekorzystna koniunktura demograficzna i coraz wyższe koszty życia sprawiają, że poczucie solidarności rodzinnej jest coraz słabsze. Uchylanie się od obowiązku wspierania rodziny stało się na tyle poważnym problemem, że na początku bieżącego roku chińskie władze przyjęły ustawę zobowiązującą dorosłe dzieci do „częstszego odwiedzania rodziców” (ustawa nie określa konkretnej częstotliwości wizyt). Ostatecznie przepisy weszły w życie na początku lipca. Co ciekawe, dzień po wejściu w życie zapadł pierwszy wyrok w oparciu o nowe uregulowania. 77-letnia mieszkanka miasta Wuxi (prowincja Jiangsu) wniosła do sądu sprawę przeciwko swojej córce, która odmawiała opiekowania się matką. Sąd wydał wyrok, zgodnie z którym wyrodna córka i jej mąż są zobowiązani (pod groźbą grzywny) dwa razy w miesiącu odwiedzać staruszkę, a także wspierać ją finansowo.

W kierunku kolejnego wielkiego eksperymentu

Ogrom zmian, jakie zaszły w Chinach w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, pozwala określić to państwo mianem wielkiego poligonu doświadczalnego, na którym setki milionów obywateli przeszły wyczerpującą i okupioną wieloma wyrzeczeniami drogę, ze skrajności komunizmu w skrajność kapitalizmu. Radykalizm działań, takich jak polityka jednego dziecka, nie tylko odbija się na aktualnej strukturze chińskiego społeczeństwa, lecz także najpewniej przyczyni się do powstania kolejnych problemów w następnych dziesięcioleciach.

Zabiegi podejmowane przez chińskie władze wydają się nieadekwatne do skali problemów demograficznych, które stawiają przyszły rozwój chińskiej gospodarki pod znakiem zapytania. Nie brakuje opinii, że dla sprostania istniejącym wyzwaniom demograficznym Chiny jak najszybciej powinny zapomnieć o dotychczasowych sukcesach i „wymyślić siebie od nowa”: zapewnić większą ochronę kobietom, stworzyć system opieki społecznej i podjąć się reformy gospodarki, której profil będzie bardziej dopasowany do potrzeb i możliwości zmieniającego się społeczeństwa. Pytanie, czy Chińczycy są gotowi do rozpoczęcia kolejnego wielkiego eksperymentu społeczno-gospodarczego i czy na pewno będzie wyglądał on tak, jak życzy sobie tego wielu analityków.

Tekst ukazał się również na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych Notabene.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: Starzejący się gigant Reviewed by on 24 lipca 2013 .

Na początku lipca w Chinach weszło w życie prawo zobowiązuje dzieci do odwiedzania i dbania o rodziców, którzy przekroczyli 60. rok życia. Czy tego typu rozwiązania okażą się wystarczające dla sprostania problemom społeczno-demograficznym w Państwie Środka? Zapoczątkowane pod koniec lat 70. reformy gospodarcze oznaczały zerwanie z kolektywistyczną przeszłością czasów Mao i wymusiły zmianę modelu społeczeństwa

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

komentarzy 6

  • Sporo sie dowiedzialem z artykulu, za co dziekuje. Opisany „gendercide” to problem w kilku miejscach w Azji, takze w Indiach. W Chinach na 100 dziewczynek rodzi sie 120 chlopcow, w Indiach 110 (jesli mozna ufac statystykom). Te preferencje chłopcow przynajmniej w bogatych rodzinach dają o sobie znac czesto juz na etapie ciazy. Badania prenatalne sa bardzo popularne, wiec czesto dziewczynki po prostu sie nie rodza. Z drugiej strony w firmach takich jak chociazby Huawei, czy HTC panie sa bardzo wplywowymi osobami.
    Ciekaw jestem Twojego zdania na temat ratowania sytuacji wybrzeża zasysaniem młodych ludzi z mainlandu Chin, procesu widocznego w Europie (takze w Polsce), wiec w Chinach chyba takze do zaadoptowania.

    • PZ,

      dziękuję za komentarz i cieszę się, że artykuł był dla Ciebie jakimś zastrzykiem informacyjnym.

      Jeśli chodzi o zasysanie młodych z mainlandu Chin, to moim zdaniem teoretycznie byłoby do zaadoptowania, tym bardziej, że jest próbowane (pytanie o skalę – nie znam danych). Jednak zwróciłbym uwagę na pewne problemy:

      1) Rynek pracy, również na wybrzeżu, nie jest w stanie wchłonąć wszystkich młodych ludzi z wyższym wykształceniem – efektem tego było, że w 2009 r. 6 na 10 młodych absolwentów znalazło pracę pod ukończeniu uniwersytetu. Z tego powodu władze chińskie promują nową wersję „wysyłania młodych na wieś”, gdzie stają się urzędnikami niższego szczebla – co ciekawe, dotyczy to również absolwentów uczelni z większych miast (więc w pewnym sensie dostrzegalne są przejawy zjawiska odwrotnego od „zasysania wybrzeża młodymi z mainlandu”).

      2) Opuszczenie gniazda, czyli wyjazd z rodzinnego miasta na wybrzeże, wcale nie wiąże się z usamodzielnieniem młodych – co z tego, że wyjeżdżają, skoro nadal są w znacznym stopniu utrzymywani przez rodziców, bo nie stać ich na pokrycie potrzeb życia w nowych warunkach (tym bardziej nie ma mowy o dzieciach). Do tego należy dodać kolejny problem młodych w miastach, czyli wysokie ceny nieruchomości (problem obrazuje m.in. serial „Wo ju” (ang. „Dwelling Narrowness”). Mając na uwadze choćby te problemy, spora część młodych wręcz opóźnia wyprowadzkę od rodziców.

      3) Napływająca ludność z zachodu na wybrzeże to w znacznej mierze tania (jeszcze) siła robocza, która poza wskazanymi wyżej problemami napotyka na kolejny – hukou. Trudności są jeszcze większe jeśli osiedlają się z całą rodziną, bo wówczas wszelkie niedogodności spadają też na dzieci. Za I. Attane (autorka „Tam gdzie dzieci są luksusem”) mogę przywołać, że obecnie w wielkich miastach na wybrzeżu i południu przebywa co najmniej 20 mln dzieci migrantów, w większości nielegalnie. Dotykają ich takie problemy jak wykluczenie w gronie rówieśników (wyśmiewanie wiejskiego pochodzenia), problemy z dostępem do szkolnictwa (w 2003 r. Wen Jiabao przyjechał do jednej ze szkół dla dzieci migrantów i napisał „Pod tym samym błękitnym niebem rośnijmy i rozwijajmy się razem” – skutki tego przesłania są dalekie od deklarowanych), nie wspominając o służbie zdrowia (dużo wyższe statystyki chorób śmiertelnych wśród dzieci migrantów, wynikający m.in. z braku podstawowych szczepień; a nawet jak mają dostęp do szczepień, to rodzice boją się posyłać dzieci z lęku, że przy okazji policja/inne służby „namierzą” nielegalnych mieszkańców).

      • Avatar PZ

        Ewntualne zasysanie z mainlandu widziałem raczej w kontekscie ewentualnego przyszlego niedoboru pracownikow. W tej chwili wydaje mi sie, ze ten problem jeszcze nie jest widoczny.
        Ad1) Tego faktu nie mialem swiadomosci, bardzo to ciekawe. W kontekscie poszerzania obszarow wzrostu na mniej rozwiniete regiony moze to byc ciekawy eksperyment.
        Ad2) Wloski problem bamboccioni w Chinach. :)
        Ad3) W tej kwestii rzeczywiscie wypunktowales bardzo istotny problem. Przy czym nie jest on tylko wylacznie natury spoleczniej, ale takze ekonomicznej. Bez liberalizacji hukou, mozna miec realne obawy, ze posypie sie rynek nieruchomosci. Wszystkich nowo wybudownaych wysokosciowcow nie zasiedla tylko obecni mieszkancy miast.

  • Preferowanie synów wynikało z jeszcze jednej przesłanki, z innego rozumienia rodziny..
    Rodzina to przodkowie i potomkowie, rodzinny dom, nieruchomości, honor i tradycja.
    Dla funkcjonowania rodziny niezbędna była pomoc przodków, którym ofiary mogła
    składać tylko głowa rodziny w asyście najstarszego syna. Reszta rodziny brała udział
    tylko jako uczestnicy. Kobiet teoretycznie nie miały prawa składać ofiary. Brak syna
    powodował nie tylko upadek rodziny ale w ogóle odwrócenie się przodków.

  • To bardzo dobry artykuł, dość głęboko omawiający problem starzenia się chińskiego społeczeństwa i uwarunkowań kulturowych, które
    ten proces pogłębiają.
    Niemniej parę punktów wydaje się warte do omówienia:

    1. Prawo nakazujące odwiedzanie i dbanie o rodziców jest powrotem do konfucjańskiej tradycji, która obowiązywała przez dwa
    tysiąclecia, a która potem była rozbijana przez XX-wieczny modernizm, a następnie celowo niszczona przez komunistów. Szczyt
    walki z konfucjańską dbałością o rodziców to tzw. Rewolucja Kulturalna i jej kampania walki z Czteroma Starościami (stare zwyczaje,
    stara kultura, stare nawyki, stare idee). Lipcowa decyzja jest krokiem w dobrym kierunku, ale będzie realizowana w zupełnie
    nowych warunkach z pokoleniem dzieci i wnuków przyzwyczajonych do brania a nie dawania.

    2. „Z jednej strony zyskali swobodę działania i samodzielność, a z drugiej stanęli przed koniecznością wykształcenia przekonania, że są
    kowalami swego losu, i zrozumienia, że za wszystko trzeba płacić.”
    Swoboda działania i samodzielność w ogromnym procencie nie dotyczyły chińskiego społeczeństwa, szczególnie starszego
    pokolenia, ludzi wychowanych w bierności i karanych za przejawy indywidualnej aktywności. Miliony ludzi nie należących do KPCh
    (poza wyjątkami) nie miały żadnych szans, w pierwszych dekadach przemian, na „ustawienie się w życiu”. Po prostu nie mieli
    możliwości. Na tej zmianie systemu wygrali przede wszystkim ludzie systemu. Po pierwsze mieli władzę, po drugie mieli pieniądze,
    po trzecie mieli doświadczenie w zarządzaniu, po czwarte stanowili grupę powiązaną wzajemnymi relacjami. Dodatkowo milionom
    ludzi, przede wszystkim chłopom zaoferowano pracę w specjalnych strefach ekonomicznych, w prowincjach na wybrzeżu gdzie jako
    półniewolni robotnicy stanowili nisko opłacaną siłę roboczą. Mówienie, że jest się „kowalem swojego losu” w przypadku chińskiego
    społeczeństwa jest co najmniej dyskusyjne.

    3. „Należy również pamiętać, że w konfucjańskim społeczeństwie chińskim miejsce kobiety było konkretnie uregulowane – musiała być
    ona posłuszna wobec ojca, męża i najstarszego syna po śmierci męża”
    Z tym posłuszeństwem jest tak jak z prawem jednego dziecka. Wiemy, że istnieje ale jak się zgłębimy w szczegóły to okazuje się, że
    dotyczy ca. 1/3 ludności kraju.
    Dziewczynka, dziewczyna a potem kobieta była początkowo podporządkowana nie tylko ojcu ale i matce. Po wyjściu za mąż rodzice
    tracili władzę nad nią, która w pierwszej kolejności przechodziła na teściów. Władza teściów była ważniejsza niż władza męża.
    Jednak zamężna kobieta miała bardzo silną broń. Jeśli otrzymała posag, był on zazwyczaj w wysokości 1/2 udziału jej brata, to mogła
    zarządzać tym majątkiem, oraz kontrolować na co jest on używany. Po rozwodzie mogła zabrać ten majątek i wnieść go do drugiego
    małżeństwa. Inaczej też układały się relacje z najstarszym synem, który po śmierci ojca obejmował władzę w rodzinie. Syna
    obowiązywała w stosunku do matki Powinność Synowska (Xiao), toteż pozycja matki była zupełnie inna. Nie brakowało przykładów,
    że to matka a nie najstarszy dorosły syn obejmowała władzę w rodzinie. Dochodziło do sytuacji, że matka skazywała na śmierć syna,
    który przeciwstawił się jej woli i władza państwowa musiała taki wyrok sądu rodzinnego wykonać. Nawet cesarz nie miał prawa
    anulować takiego wyroku, jeśli nie był rezultatem jakiejś błahostki.
    Trzeba też jasno powiedzieć, że te relacje dotyczące podporządkowania kobiet przez większość istnienia cesarstwa dotyczyły
    tylko elity. Konfucjanizm w Chinach został stworzony przez elitę i przez nią stosowany. Przyjęcie tych wartości przez miliony
    chłopów oraz przez mniej liczną rzeszę pospólstwo miejskie co kwestia długiego procesu trwającego co najmniej kilkanaście
    wieków od II B.C. do epoki dynastii Sung (960 – 1279). Z tego powodu przez długi okres pozycja kobiet z ludu, szczególnie w
    miastach była inna niż kobiet z elity. Te pierwsze często pracowały zawodowo: prowadziły restauracje, pomagały mężom w handlu
    jako księgowe lub sprzedawczyni. Zajmowały się też nielicznymi profesjami dozwolonymi kobietom: położne, swatki, pielęgniarki,
    służące. Inne też były obyczaje kobiet z ludu. Te, które miały biednych mężów miały nawet po kilku kochanków. Mężowie zazwyczaj
    przymykali oczy na ten proceder.
    Pozycja kobiet w dawnych Chinach, to temat rzeka. Im dalej się zagłębia, tym bardziejj jej obraz staje się odległy od powszechnie
    znanego.

    • Wute,

      bardzo dziękuję za celne uwagi, które są wartościowym uzupełnieniem tekstu – zwłaszcza z punktu 3. sporo się dowiedziałem.

      Dzięki również za krytyczne spojrzenie na „kowali swojego losu” – to było zbyt duże uproszczenie z mojej strony, gdyż faktycznie zwłaszcza pierwsza dekada reform była drogą przez mękę dla społeczeństwa i skorzystali głównie ci, o których napisałeś. Dobrą ilustracją tego, jak różni ludzie odnajdowali się w nowych realiach, jest świetna książka Johna Pomfreta „Lekcje chińskiego”.

      Pozdrawiam

Pozostaw odpowiedź