Komentarz eksperta,Top news

O. Pietrewicz: Północnokoreańska kość niezgody

Czwarty test nuklearny Korei Północnej uwidocznił niepowodzenia wszystkich dotychczasowych prób powstrzymania północnokoreańskiego reżimu przed wejściem na nuklearną drogę. W obecnych uwarunkowaniach, naznaczonych pogłębiającą się rywalizacją Chin z USA, szansa na denuklearyzację Półwyspu Koreańskiego jest mniej prawdopodobna niż kiedykolwiek.

Od ponad 20 lat północnokoreański reżim umiejętnie niweczy wszelkie wysiłki pozostałych państw nastawione na doprowadzenie do denuklearyzacji. Różnego rodzaju formy zachęt, gróźb, sankcji, negocjacji dwu- i wielostronnych – wszystko na nic. Konsekwencja, z jaką północnokoreańskie władze realizują strategię rozwoju potencjału nuklearnego, musi dawać do myślenia. W 2003 r. Pjongjang wycofał się z Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT), w lutym 2005 r. poinformował o posiadaniu broni atomowej, w październiku 2006 r. przeprowadził pierwszy test nuklearny, w maju 2009 r. kolejny, w listopadzie 2010 r. ujawnił informacje na temat zakładów wzbogacania uranu, w lutym 2013 r. przeprowadził trzecią próbę nuklearną, a w grudniu 2015 r. oświadczył, że posiada broń wodorową. Mając na uwadze powyższą sekwencję zdarzeń, najnowsza próba z początku bieżącego roku nie może dziwić. I w sumie najmniej istotne jest, czy był to udany test bomby wodorowej (prawdopodobnie nie). Nawet jeśli Koreańczycy blefują lub zwyczajnie nie udało im się wejść na kolejny etap rozwoju potencjału nuklearnego, to po raz kolejny pokazali, że nie zamierzają schodzić z nuklearnej drogi.

Coś więcej niż szantaż

Przede wszystkim północnokoreańska strategia rozwoju broni nuklearnej służy czemuś więcej niż sądzono jeszcze parę lat temu. Powszechne były opinie, że w ten sposób Pjongjang pragnie szantażować społeczność międzynarodową, traktując broń nuklearną jako kartę przetargową w rozmowach na temat uzyskania pomocy gospodarczej. To prawda – broń nuklearna może być i do tego wykorzystywana, ale jej zastosowanie jest dużo szersze. Przede wszystkim służy ona nadrzędnemu celowi, jakim jest przetrwanie reżimu. Nie od dziś wiadomo, że podstawową funkcją broni nuklearnej jest zapewnienie odstraszania i tak też jest ona rozumiana przez Koreańczyków – gwarantuje odstraszanie przed ewentualną agresją. Korea Północna sumiennie odrobiła lekcje płynące z doświadczeń autorytarnych reżimów, które upadły w wyniku zachodniej interwencji (Irak, Libia). Dogłębnie zanalizowała również przypadek ukraiński, który pokazał, że niejednokrotnie porozumienia między mocarstwami (w tym przypadku memorandum budapeszteńskie) są warte mniej niż papier, na którym zostały spisane. Władze w Pjongjangu traktują broń nuklearną również jako element równoważący amerykańsko-południowokoreańską przewagę konwencjonalną na Półwyspie. Zdają sobie sprawę także z tego, że nie mogą polegać na Chinach, wobec których starają się usamodzielnić, a broń nuklearna jest tym, co dość skutecznie pozwala zdystansować się od Państwa Środka.

Konsekwentny rozwój potencjału nuklearnego sprawił, że broń nuklearna stała się nieodłącznym elementem tożsamości północnokoreańskiego państwa. Istotny jest jej propagandowy wymiar, legitymizuje bowiem rządy Kim Dzong Una, uzasadnia ogromne nakłady finansowe na program nuklearny i tłumaczy (mniej lub bardziej pokrętnie) obecną sytuację społeczno-gospodarczą kraju. Zgodnie z nowelizacją konstytucji z 2012 r. Korea Północna uznaje siebie za mocarstwo nuklearne. Broń nuklearna jest również fundamentem obecnej strategii kraju (linia Byungjin), która zakłada równoczesny rozwój potencjału nuklearnego i gospodarczego. Można więc przyjąć, że broń nuklearna to gwarancja nie tylko przetrwania, ale też podążania własną ścieżką (choćby nie wiadomo jaka ona była).

Niezależnie od wartościujących opinii na temat obranej strategii i stosowanych przez Koreę Północną metod, ciężko odmówić władzom w Pjongjangu niewątpliwej zręczności i skuteczności. Realizacja efektywnej strategii przetrwania w warunkach wrogiego środowiska międzynarodowego świadczy o dobrym rozeznaniu Korei Północnej w kalkulacjach państw regionu, a także umiejętnym wykorzystaniu ograniczonych zasobów, przy świadomości ogromnych kosztów takiego podejścia. Udany rozwój strategii nuklearnej byłby niemożliwy gdyby nie pogłębiające się sprzeczności między państwami zaangażowanymi na Półwyspie Koreańskim. Podstawowym problemem jest brak zgody co do tego, czego miałyby dotyczyć przyszłe negocjacje (ogólnikowe mówienie o denuklearyzacji do niczego nie prowadzi). Wśród państw zaangażowanych na Półwyspie Koreańskim dominuje brak zaufania, niechęć zrozumienia punktu widzenia pozostałych stron i brak woli politycznej, aby cokolwiek zmienić. Powtarzane przez lata hasła o tym, że Chiny są państwem, które trzyma klucze do rozwiązania północnokoreańskiego problemu, trywializują złożoność zjawisk na Półwyspie Koreańskim. Tym bardziej, że ostatnie lata dowodzą, że również chińskie władze napotykają poważne problemy w swojej polityce wobec Korei Północnej i najwyraźniej nie mają pomysłu na denuklearyzację.

Źródło: commons.wikimedia.org

Wang Yi i John Kerry. Źródło: commons.wikimedia.org

Sprzeczności amerykańsko-chińskie

Kluczowy wydaje się zwłaszcza brak porozumienia Chin z USA w sprawie północnokoreańskiej. Dobrą tego ilustracją było zeszłotygodniowe spotkanie sekretarza stanu Johna Kerry’ego z ministrem spraw zagranicznych Wang Yi w Pekinie. Po kilku godzinach dyskusji panowie zgodzili się wyłącznie co do tego, że trzeba przyjąć kolejną rezolucję (z sankcjami) na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Sekretarz stanu podkreślił, że chińskie powiązania z Koreą Północną mogłyby zostać wykorzystane dla rozwiązania problemu nuklearnego. Kerry wspomniał o szerokim spektrum obszarów, w których ChRL mogłaby nałożyć sankcje i ukarać KRLD. Chińczycy jednak bardzo sceptycznie podchodzą do takich sugestii, traktując je jako wyraz presji ze strony USA, a nie przemyślany sposób na rozwiązanie złożonego problemu. Wang stwierdził, że sankcje nie mogą być celem samym w sobie i nie powinny przyczyniać się do dalszych napięć. Dodał, że „nasze stanowisko nie będzie przechylało się w drugą stronę pod wpływem pojedynczych wydarzeń lub tymczasowego nastroju i atmosfery”. W ten sposób wskazał on nie tylko na kluczową rolę negocjacji jako sposobu na rozwiązanie problemu, lecz przede wszystkim stabilność jako podstawowy interes, wokół jakiego koncentruje się Pekin w polityce wobec Korei Północnej.

Choć od dłuższego czasu w chińskich mediach i wśród chińskich badaczy coraz głośniej mówi się o potrzebie „porzucenia” czy „ukarania” KRLD, to sytuacja geopolityczna w regionie sprzyja tradycyjnemu spojrzeniu na ten kraj. Chodzi więc o traktowanie Korei Północnej jako strategicznego bufora oddzielającego terytorium Chin od amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Korei Południowej, a tym samym gwaranta równowagi sił na Półwyspie Koreańskim. ChRL może więc wyrażać zaniepokojenie, a nawet irytację zachowaniami sąsiada – robi to zresztą od pierwszej próby nuklearnej – ale ciągle kluczową sprawą dla Pekinu jest stabilność Korei Północnej, a nie denuklearyzacja. Pekin obawia się, że nałożenie bardziej dotkliwych sankcji i wywarcie większej presji doprowadziłoby do takiego osłabienia reżimu, które mogłoby skutkować jego upadkiem. To z kolei miałoby katastrofalne konsekwencje z perspektywy Pekinu, gdyż skutkowałoby chaosem związanym z napływem setek tysięcy Koreańczyków na terytorium Chin czy też perspektywą interwencji amerykańsko-południowokoreańskiej w rozpadającej się Korei Północnej, a w konsekwencji zjednoczeniem Korei w wariancie proamerykańskim. Przykład współczesnej Syrii pokazuje zresztą czym kończą się próby rozmontowywania autorytarnych/totalitarnych reżimów w nieprzemyślany sposób.

Ze względu na powyższe niebezpieczeństwa dla Chin mniejszym złem jest nuklearna, ale stabilna Korea Północna. Oczywiście takie podejście wiąże się z wieloma problemami i naiwnością byłoby myślenie, że obecna sytuacja satysfakcjonuje chińskie władze. Dla Pekinu szczególnie problematyczne jest to, że w reakcji na północnokoreańskie prowokacje USA i ich sojusznicy podejmują działania na rzecz wzmocnienia współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa (przykładem są pomysły rozlokowanie w Korei Południowej elementów systemu przeciwrakietowego THAAD czy powrotu amerykańskiej taktycznej broni nuklearnej na Półwysep). W związku z powyższym uzasadnione jest opisanie relacji Pekinu z Pjongjangiem za pomocą starego powiedzenia: „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Chiny pozostają  zakładnikiem Korei Północnej, a Korea Północna zakładnikiem Chin – Pekin potrzebuje Pjongjangu jako strategicznego bufora i elementu równowagi, a Pjongjang potrzebuje Pekinu, aby nie upaść gospodarczo.

Odmienne stanowisko w odniesieniu do Korei Północnej prezentują USA. Sygnały płynące ze strony amerykańskich urzędników świadczą o tym, że dla USA priorytetem pozostaje denuklearyzacja KRLD. Według Waszyngtonu najlepszym sposobem na osiągnięcie tego celu jest doprowadzenie za pomocą sankcji do politycznej i gospodarczej izolacji reżimu w Pjongjangu, co sprawi, że Koreańczycy spokornieją do tego stopnia, że przystąpią do rozmów i zrzekną się ambicji nuklearnych. Zgodnie z amerykańskimi propozycjami USA byłyby gotowe zapewnić „wsparcie polityczne i gospodarcze” Korei Północnej pod warunkiem, że uprzednio zrezygnowałaby z broni nuklearnej. Problem w tym, że warunkowa oferta dialogu jest na stole od paru lat i nie przyniosła jakichkolwiek pozytywnych rezultatów. Co więcej, odkąd Amerykanie forsują takie stanowisko Korea Północna przeprowadziła trzy testy nuklearne. Widać więc, że taka strategia do niczego nie prowadzi, a traktowanie sankcji jako „panaceum na całe zło” wystawia fatalną notę Amerykanom. Ich postawa wobec Korei Północnej sprowadza się bowiem wyłącznie do doraźnego działania w imię „ukarania” KRLD za ostatnią prowokację i nie ma znamion jakiejkolwiek strategii świadczącej o faktycznej chęci rozwiązania problemu. Należy również dodać, że kolejny test nuklearny Pjongjangu jest gwoździem do trumny praktykowanej przez administrację Baracka Obamy „strategicznej cierpliwości”, która opierała się na założeniu, że trzeba przyjąć wyczekującą postawę, bo i tak niczego nie da się zrobić bez wsparcia Chin. Tymczasem okazało się, że z jednej strony Państwo Środka nie podziela amerykańskiego punktu widzenia (cóż za zaskoczenie!), a z drugiej Korea Północna umiejętnie wykorzystała bierność Amerykanów.

Kto odważy się rozmawiać z Kim Dzong Unem?

Największym beneficjentem sprzeczności istniejących między ChRL a USA jest Korea Północna. Umiejętne wykorzystywanie napięć i rywalizacji między mocarstwami w regionie pozwala reżimowi przetrwać i prowadzić taką, a nie inną politykę. Co więcej, brak współpracy w sprawie Korei Północnej tylko pogłębia rywalizację między Pekinem a Waszyngtonem. A problemów w stosunkach wzajemnych nie brakuje, co pokazują m.in. stałe napięcia na Morzu Południowochińskim. Z uwagi na nawarstwiającą się strategiczną rywalizację ChRL i USA w regionie Azji i Pacyfiku przynajmniej na razie nie należy oczekiwać współpracy obu mocarstw na Półwyspie Koreańskim. Bez tego z kolei trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek rozwiązania północnokoreańskiego problemu.

Równocześnie należy mieć świadomość tego, że Korea Północna nie zrezygnuje z polityki nuklearnej, a kolejne testy (nuklearne i rakietowe) są kwestią czasu. Mając na uwadze to, że program nuklearny jest dla północnokoreańskiego reżimu kwestią absolutnie priorytetową, naiwne jest założenie, że Kim Dzong Un i jego otoczenie zrezygnują z najistotniejszego (i jednego z niewielu) atutu. Można się zgodzić, że denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego powinna być długoterminowym celem zaangażowanych stron, ale żądanie rozbrojenia nuklearnego jeszcze przed rozpoczęciem rozmów ewidentnie skazuje je na niepowodzenie. W związku z tym uzasadnione jest zastanowienie się nad katalogiem tematów, które powinny pojawić się w trakcie ewentualnych negocjacji z Pjongjangiem. Wydaje się, że problem denuklearyzacji może być osiągnięty tylko wtedy gdy będzie elementem kompleksowego porozumienia, obejmującego znaczny zakres spraw dotyczących głównie ostatecznego rozliczenia się z dziedzictwem wojny koreańskiej (podpisanie traktatu pokojowego i normalizacja stosunków między zwaśnionymi stronami).

W obecnych uwarunkowaniach nie widać szans na rozpoczęcie rozmów z Koreą Północną. Najbliższe tygodnie prawdopodobnie upłyną w atmosferze kolejnych napięć związanych z przyjęciem rezolucji przez Radę Bezpieczeństwa i zbliżających się corocznych manewrów USA i Republiki Korei. Niezależnie od prawdopodobnej eskalacji zaangażowane strony stoją przed koniecznością przemyślenia planu dalszych działań. Decydenci w Waszyngtonie, Pekinie, Seulu, Tokio i Moskwie powinni się poważnie zastanowić nad posunięciami dyplomatycznymi, które mogą okazać się najrozsądniejszym rozwiązaniem w zaistniałej sytuacji. Równocześnie trzeba liczyć się z tym, że i przy stole rozmów Korea Północna może okazać się trudnym i wymagającym rywalem, co już wielokrotnie pokazała. I nie chodzi o to, żeby propozycje rozmów z KRLD traktować jako rodzaj nobilitacji i nagrody dla północnokoreańskiego reżimu. Zarówno USA, jak i Chiny oraz Korea Południowa, Japonia i Rosja powinny zrozumieć, że rozmowy leżą w ich własnym interesie. Chyba że za lepsze rozwiązanie uznają wzorowanie się na amerykańskiej „strategicznej cierpliwości” – czekanie i patrzenie, jak Korea Północna przeprowadza kolejne testy nuklearne.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: Północnokoreańska kość niezgody Reviewed by on 1 lutego 2016 .

Czwarty test nuklearny Korei Północnej uwidocznił niepowodzenia wszystkich dotychczasowych prób powstrzymania północnokoreańskiego reżimu przed wejściem na nuklearną drogę. W obecnych uwarunkowaniach, naznaczonych pogłębiającą się rywalizacją Chin z USA, szansa na denuklearyzację Półwyspu Koreańskiego jest mniej prawdopodobna niż kiedykolwiek. Od ponad 20 lat północnokoreański reżim umiejętnie niweczy wszelkie wysiłki pozostałych państw nastawione na doprowadzenie do denuklearyzacji.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

Pozostaw odpowiedź