O. Pietrewicz: Po co Donald Trump podgrzewa napięcia na Półwyspie Koreańskim?

 ›  ›  › O. Pietrewicz: Po co Donald Trump podgrzewa napięcia na Półwyspie Koreańskim?

Komentarz eksperta,Top news

O. Pietrewicz: Po co Donald Trump podgrzewa napięcia na Półwyspie Koreańskim?

Ostatnie działania administracji Donalda Trumpa na odcinku północnokoreańskim można traktować jako demonstrację siły, wybadanie reakcji pozostałych stron i skłonienie do ustępstw. Na obecnym etapie wydaje się, że polityka nowych władz w Waszyngtonie nie stanowi „nowej jakości” w odniesieniu do Korei Północnej.

Decyzja o wysłaniu grupy uderzeniowej amerykańskiej floty na czele z lotniskowcem USS Carl Vinson w kierunku Półwyspu Koreańskiego wpisuje się w ostatnie deklaracje administracji Donalda Trumpa. Zarówno amerykański prezydent, jak i sekretarz stanu Rex Tillerson sygnalizowali, że w kwestii północnokoreańskiej „wszystkie opcje są brane pod uwagę, włącznie z użyciem siły”. Ponadto prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa narodowego H.R. McMaster stwierdził w niedzielę (9.04), że Trump wydał polecenie „przygotowania pełnego zakresu działań” w odniesieniu do Korei Północnej. Zgodnie ze słowami McMastera decyzja o wysłaniu okrętów w pobliże Półwyspu jest „rozważna” w obliczu rosnącego zagrożenia nuklearnego i rakietowego ze strony Korei Północnej. Warto brać pod uwagę również niedzielne słowa Tillersona o tym, że amerykańskie uderzenie na Syrię powinno być traktowane jako ostrzeżenie dla innych państw, w tym Korei Północnej, które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa USA lub jawnie łamią zobowiązania międzynarodowe. Warto dodać, że sekretarz stanu stwierdził, że celem USA jest denuklearyzacja, a nie zmiana północnokoreańskiego reżimu. We wtorek na Twitterze zaktywizował się Donald Trump, który ćwierknął: „North Korea is looking for trouble. If China decides to help, that would be great. If not, we will solve the problem without them! U.S.A.” (uznałem, że lepiej tego nie tłumaczyć – „klasyków” najlepiej czytać w oryginale).

Wydaje się, że wysłanie okrętów w pobliże Półwyspu stanowi uzupełnienie dotychczasowych deklaracji amerykańskich władz. Demonstracja siły w połączeniu z odważnymi słowami Trumpa może świadczyć o tym, że Amerykanie starają się „przemówić do rozsądku” Kim Dzong Unowi i odwieść go od pomysłów kolejnych prób nuklearnych i rakietowych. O ile krótkoterminowo takie posunięcia mogą sprawić, że władze w Pjongjangu nie zdecydują się na żadne inne działania poza głośnymi hasłami propagandowymi, o tyle długofalowo taka polityka nie przybliża do osiągnięcia tego, czego oczekują USA: porzucenia przez Koreę Północną programów nuklearnego i rakietowego. Władze w Waszyngtonie najpewniej zdają sobie z tego sprawę, ale mimo to w zaistniałej sytuacji uznały, że należy przyjąć bardziej asertywną postawę.

Niewykluczone, że ostrzejsza retoryka i pokaz siły służą nie tylko tymczasowemu powstrzymaniu Korei Północnej przed kolejnymi próbami rakietowymi i nuklearnymi, lecz także wypracowaniu odpowiedniego klimatu dla przyszłych rozmów amerykańsko-północnokoreańskich. Należy pamiętać, że administracja George’a W. Busha wielokrotnie sięgała po argument siły, aby w ten sposób skłonić Koreę Północną do negocjacji na własnych warunkach. Działania te były tylko częściowo skuteczne. Każda manifestacja siły przez USA stanowiła argument dla władz w Pjongjangu, że należy wzmacniać odstraszanie i rozwijać potencjał nuklearny na wypadek amerykańskiego uderzenia. Podobnie może być teraz. Po amerykańskim uderzeniu rakietowym na Syrię północnokoreańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystosowało komunikat, w którym jednoznacznie stwierdzono, że konieczne jest wzmacnianie potencjału nuklearnego i rakietowego na wypadek amerykańskiej inwazji. W związku z tym działania Waszyngtonu mogą doprowadzić do usztywnienia stanowiska Pjongjangu.

Ostatnie posunięcia administracji Trumpa wydają się również sygnałem wysłanym Chinom. Przeprowadzenie uderzenia na Syrię w trakcie spotkania Donalda Trumpa z Xi Jinpingiem mogło zakomunikować ChRL, że w sytuacjach awaryjnych Amerykanie nie zawahają się użyć siły. Należy mieć jednak świadomość, że sytuacja geopolityczna wokół Półwyspu Koreańskiego jest zupełnie inna niż w Syrii. W związku z tym prawdopodobieństwo użycia siły przez USA wobec Korei Północnej wydaje się bardzo niewielkie. Przede wszystkim należy mieć świadomość, że opcja militarna (przykładowo wspominanego w ostatnich tygodniach uderzenia wyprzedzającego) nie rozwiązałaby żadnego problemu, a co najwyżej przyniosłaby kolejne. Szacuje się, że na terytorium Korei Północnej rozsianych jest ponad 100 instalacji związanych z programem nuklearnym, a do tego niezliczona sieć instalacji podziemnych. Jeśli do tego dodamy wiele stanowisk rakietowych i rozwijane przez KRLD zdolności przemieszczania pocisków rakietowych na mobilnych wyrzutniach, staje się oczywiste, że uderzenie wyprzedzające nie przyczyniłoby się do rozwiązania problemów nuklearnego i rakietowego.

Amerykańscy wojskowi zdają sobie również sprawę, że zbyt gwałtowne posunięcia mogłyby spotkać się ze zbrojną reakcją KRLD. Ofiarą północnokoreańskiej odpowiedzi, choćby konwencjonalnej, padłaby najpewniej przede wszystkim sojusznicza Korea Południowa. Nie bez powodu zresztą w ostatnich dniach południowokoreańscy politycy apelują, aby jakiekolwiek działania Waszyngtonu wobec Pjongjangu były uprzednio jak najdogłębniej konsultowane z Seulem. Koreańczycy z Południa mają w pamięci doświadczenia unilateralnej polityki administracji George’a W. Busha, która nie raczyła informować sojuszników o wielu zamiarach. Pod tym względem administracja Trumpa przynajmniej na razie wyróżnia się na plus – następnego dnia po spotkaniu z Xi Jinpingiem amerykański prezydent zadzwonił do p.o. prezydenta Republiki Korei Hwang Kyo-ahna i poinformował o szczegółach rozmów na temat Korei Północnej.

Oficjalne komunikaty po spotkaniu Trumpa z Xi w kwestii północnokoreańskiej sprowadzały się przede wszystkim do tego, że USA i Chiny dostrzegają potrzebę rozwiązania problemu nuklearnego na Półwyspie Koreańskim. Zgodnie ze słowami Rexa Tillersona spotkanie nie przyniosło żadnych konkretnych rozwiązań w tej kwestii. Tymczasem co najmniej dwa wydarzenia mogą świadczyć o tym, że spotkanie na szczycie było bardziej owocne.

W niedzielę do Seulu udał się Wu Dawei, specjalny przedstawiciel Chin ds. Półwyspu Koreańskiego, dawniej szefujący chińskiej delegacji w trakcie rozmów sześciostronnych. Wysłanie tak ważnej osoby do Korei Południowej na konsultacje w sprawie polityki wobec Korei Północnej może świadczyć o tym, że Chiny zdecydowały się na zintensyfikowanie aktywności dyplomatycznej w regionie. Dodatkowo we wtorek (11.04) pojawiła się informacja, że ChRL odesłała stacjonujące w chińskich portach północnokoreańskie statki z transportem węgla. Odczytywane jest to jako przejaw wywiązywania się Chin z wcześniejszych postanowień – pod koniec lutego władze w Pekinie oświadczyły, że do końca roku wstrzymują import północnokoreańskiego węgla, co jest zgodne z postanowieniami rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Czy najnowsza aktywność dyplomatyczna i presja ekonomiczna ChRL na KRLD to efekt nacisków Trumpa czy może przejaw skoordynowanych działań USA i Chin w kwestii północnokoreańskiej? Na tym etapie można wyłącznie spekulować. Być może Chińczycy zdecydowali się na powyższe działania, aby uciszyć nieco amerykańskie głosy apelujące o wywarcie większej presji na Koreę Północną. Nie można jednak wykluczyć, że ostatnie wydarzenia są elementem transakcyjnej polityki administracji Trumpa. Do takich przemyśleń skłania wtorkowy tweet amerykańskiego prezydenta: „I explained to the President of China that a trade deal with the U.S. will be far better for them if they solve the North Korean problem!”.

Jeśli najnowsze posunięcia administracji Donalda Trumpa służą przede wszystkim wywarciu presji na Chiny w kwestii północnokoreańskiej, to nijak mają się do deklarowanego odejścia od nieskutecznej polityki „strategicznej cierpliwości” Baracka Obamy. Poprzedni prezydent USA również wywierał presję na Chiny i sięgał po argument siły, choćby w sytuacji kryzysu po próbie nuklearnej KRLD w 2013 r. (sytuacja wtedy wydawała się zresztą dużo bardziej napięta niż obecnie). Taka postawa nie rozwiązała żadnego problemu, a już na pewno nie skłoniła Korei Północnej do porzucenia broni nuklearnej. Na razie nie widać, aby polityka Trumpa – poza warstwą retoryczną – była jakąkolwiek „nową jakością” na odcinku północnokoreańskim. Aby tak się stało, władze w Waszyngtonie powinny rozważyć równolegle prowadzoną politykę zaangażowania i dialogu w stosunku do Korei Północnej. Wszakże „kij” i „marchewka” nie muszą się wykluczać.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: Po co Donald Trump podgrzewa napięcia na Półwyspie Koreańskim? Reviewed by on 11 kwietnia 2017 .

Ostatnie działania administracji Donalda Trumpa na odcinku północnokoreańskim można traktować jako demonstrację siły, wybadanie reakcji pozostałych stron i skłonienie do ustępstw. Na obecnym etapie wydaje się, że polityka nowych władz w Waszyngtonie nie stanowi „nowej jakości” w odniesieniu do Korei Północnej. Decyzja o wysłaniu grupy uderzeniowej amerykańskiej floty na czele z lotniskowcem USS Carl Vinson

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

ODPOWIEDZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. ( wymagane )