Komentarz eksperta,Polecane

O. Pietrewicz: (Nie)ludzki wymiar dyplomacji Korei Północnej

Zgoda Korei Północnej na uwolnienie w sobotę (8.11) dwóch amerykańskich obywateli wpisuje się w szereg działań podejmowanych przez północnokoreańskie władze na rzecz poprawy trudnej sytuacji międzynarodowej. Może również świadczyć o woli wznowienia negocjacji z USA.

Wbrew medialnej narracji uwolnienie amerykańskich obywateli nie jest zupełnym zaskoczeniem. Zanosiło się na to od co najmniej kilku tygodni. We wrześniu Korea Północna zezwoliła zachodnim mediom na przeprowadzenie wywiadów z trzema więzionymi Amerykanami, w trakcie których zaapelowali oni do władz USA o podjęcie starań na rzecz ich uwolnienia. Trzy tygodnie temu został uwolniony jeden z nich: 56-letni Jeffrey Fowle, przetrzymywany od czerwca za celowe zostawienie biblii w restauracyjnej toalecie w portowym mieście Chongjin. W odróżnieniu od Fowle’a na dwóch pozostałych Amerykanach ciążyły poważniejsze zarzuty. 42-letni Kenneth Bae, przetrzymywany od listopada 2012 roku, w maju 2013 roku usłyszał wyrok 15 lat ciężkich robót za działalność antypaństwową. Natomiast 24-letni Matthew Todd Miller, zatrzymany w kwietniu bieżącego roku, we wrześniu został skazany na 6 lat ciężkich robót za działalność szpiegowską.

Misja Jamesa Clappera

Uwolnienie pozostałej dwójki Amerykanów było kwestią czasu, wątpliwości budziło tylko, kiedy Korea Północna zdecyduje się na ten krok. Aresztowania i uwalnianie amerykańskich obywateli to stały element dyplomatycznej rozgrywki, jaką Pjongjang prowadzi z Waszyngtonem. Wystarczy wspomnieć, że w ostatnich latach w celu wyswobodzenia rodaków do Korei Północnej przylatywali choćby byli prezydenci Bill Clinton i Jimmy Carter. Co ważne, do wizyt dochodziło w momentach szczególnych z punktu widzenia napięć na Półwyspie Koreańskim. Przykładowo wizyta Clintona odbyła się kilka miesięcy po północnokoreańskim teście nuklearnym i służyła m.in. wybadaniu dalszego kierunku polityki Pjongjangu.

Odpowiedzialnym za sobotnie uwolnienie amerykańskich obywateli jest James Clapper, szef amerykańskiego wywiadu (Director of National Intelligence), który odpowiada za koordynację prac 16 agencji wywiadowczych. Wizyta Clappera w Korei Północnej była niecodziennym wydarzeniem, gdyż po raz pierwszy szef wywiadu został zaangażowany w negocjacje na wyższym szczeblu z Koreańczykami z Północy. Złośliwi podkreślają, że zdecydował o tym charakter Clappera – szorstki i małomówny emerytowany generał jest niekiedy postrzegany jako żyjący relikt zimnej wojny, co mogło być dodatkową zachętą dla Koreańczyków. Ważniejsze jest jednak to, że Clapper to najwyższy przedstawiciel amerykańskiej administracji, który odwiedził Koreę Północną, od czasu wizyty sekretarz stanu Madeleine Albright w Pjongjangu w 2000 roku.

Według informacji CNN, bazujących na rozmowach z anonimowymi urzędnikami Departamentu Stanu, Clapper przybył do Korei Północnej jako „bezpośredni wysłannik Baracka Obamy” i miał przekazać stronie północnokoreańskiej krótki list od amerykańskiego prezydenta zaadresowany do Kim Dzong Una. Treści listu nie ujawniono, natomiast poinformowano, że Clapper nie spotkał się z północnokoreańskim przywódcą. Mimo tego misja uwolnienia dwóch amerykańskich obywateli zakończyła się sukcesem.

Źródło: flickr.com, I Corps America's Corps

Kenneth Bae, jeden z uwolnionych Amerykanów; źródło: flickr.com, I Corps America’s Corps

Motywacje północnokoreańskich władz

Wydaje się, że północnokoreański reżim wybrał optymalny moment na uwolnienie dwóch Amerykanów. Na dniach do Azji przyleci Barack Obama, który weźmie udział w szczycie APEC w Pekinie, a ponadto odwiedzi Birmę i Australię. Intencją północnokoreańskich władz było więc prawdopodobnie zwrócenie uwagi Amerykanów (i nie tylko) tuż przed wizytą prezydenta USA, którą będą śledzić media z całego świata. Celem północnokoreańskich władz było również doprowadzenie do tego, aby problem uwięzionych Amerykanów został rozwiązany przy udziale wysokiego przedstawiciela amerykańskiej administracji. Według informacji urzędników Departamentu Stanu, cytowanych przez CNN, Korea Północna od ok. dwóch tygodni zabiegała o wizytę amerykańskiej delegacji wyższego szczebla. Problem ten podnosili zresztą sami uwięzieni, którzy w udzielanych wywiadach (za zgodą północnokoreańskich władz) podkreślali, że jedyną szansą na ich uwolnienie jest zaangażowania wysokich rangą przedstawicieli.

Zainteresowanie Koreańczyków wizytą bezpośredniego wysłannika amerykańskiego prezydenta nie powinno dziwić. Jednym z powodów są kwestie prestiżowe, chętnie uwypuklane przez północnokoreańską propagandę. Chociaż Amerykanie są wrogiem nr 1, to dialog z nimi jest dla Koreańczyków dowodem najwyższego uznania. Nic tak bowiem nie buduje wizerunku silnego państwa, jak trzymanie w niepewności największego mocarstwa światowego. Wystarczy wspomnieć, że w przekazach propagandowych misje Clintona i Cartera były opisywane jako wyraz „dobrodusznej postawy Korei Północnej, która po błaganiach USA zgodziła się uwolnić amerykańskich obywateli”. W oficjalnym oświadczeniu dotyczącym sobotniej wizyty północnokoreańskie władze stwierdziły, że otrzymały „szczere przeprosiny” od Obamy za zachowanie jego rodaków.

Choć przedstawiciele Departamentu Stanu podkreślają, że celem wizyty było wyłącznie uwolnienie przetrzymywanych Amerykanów, to należy ją wiązać z szerszym kontekstem stosunków amerykańsko-północnokoreańskich, które od dłuższego czasu znajdują się w impasie. Nie brakuje głosów, że decydując się na uwolnienie amerykańskich obywateli, Korea Północna stara się zachęcić USA do rozpoczęcia rozmów w innych kwestiach. Szczególnie dużo spekuluje się na temat możliwego wznowienia negocjacji dotyczących północnokoreańskiego programu nuklearnego. Amerykańskie władze podkreślają, że ostatnie uwolnienia nie zmieniają ich stanowiska wobec zbrojeń nuklearnych KRL-D, a jedyną szansą na dialog jest „szczere zaangażowanie” Pjongjangu na rzecz denuklearyzacji i poprawy sytuacji praw człowieka. Wstrzemięźliwość i ostrożność Amerykanów nie powinna dziwić. Ostatnie oficjalne rozmowy przedstawicieli obu państw odbyły się w lutym 2012 roku. Wówczas w wyniku porozumienia KRL-D zgodziła się na moratorium na wzbogacanie uranu oraz testy nuklearne i rakietowe w zamian za pomoc żywnościową. Jednak już w kwietniu Pjongjang przeprowadził próbę z rakietowym pociskiem balistycznym dalekiego zasięgu, przekreślając tym samym szanse na dalsze rozmowy. Uwolnienie przetrzymywanych Amerykanów może być próbą nawiązania do porozumienia sprzed ponad dwóch lat.

Innym z motywów, którymi mogły kierować się północnokoreańskie władze, jest troska o międzynarodową reputację i próba wyrwania się z pogłębiającej izolacji. Korea Północna nigdy nie miała dobrej prasy, ale w ostatnim czasie znajduje się pod jeszcze większą presją społeczności międzynarodowej. Spowodowane jest to próbą przeforsowania na forum ONZ rezolucji obarczającej północnokoreańskie władze odpowiedzialnością za łamanie praw człowieka. Niezależnie od szans na ostateczne przyjęcie rezolucji atmosfera kolejnych oskarżeń wysyłanych pod adresem władz w Pjongjangu nie jest dla nich sprzyjająca. Niewykluczone więc, że uwolnienie Amerykanów może być kolejnym – po wznowieniu negocjacji z Koreą Południową, rozmowach z Japonią w sprawie uprowadzonych japońskich obywateli i przyznaniu się do istnienia obozów pracy – przejawem przemyślanej kampanii dyplomatycznej Korei Północnej na rzecz ocieplenia wizerunku i poprawy trudnej sytuacji międzynarodowej.

Mimo wielu wątpliwości ostatni krok KRL-D można ocenić jako deklarację otwarcia na dialog z USA. W ten sposób Korea Północna stara się zademonstrować, że nie jest skazana na rozmowy wyłącznie z jednym państwem i może działać na wielu frontach. Dlatego też uwolnienie Amerykanów to nie tylko sygnał wysłany USA, lecz także pozostałym państwom zaangażowanym na Półwyspie Koreańskim. Szczególnie wyczuleni na tego typu zachowania są Chińczycy, którzy w ostatnich kilkunastu latach podejrzliwie spoglądali na negocjacje KRL-D z USA. Choćby z tego względu północnokoreański problem z pewnością będzie jednym z tematów rozmowy Baracka Obamy i Xi Jinpinga podczas zbliżającego się spotkania w Pekinie.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: (Nie)ludzki wymiar dyplomacji Korei Północnej Reviewed by on 9 listopada 2014 .

Zgoda Korei Północnej na uwolnienie w sobotę (8.11) dwóch amerykańskich obywateli wpisuje się w szereg działań podejmowanych przez północnokoreańskie władze na rzecz poprawy trudnej sytuacji międzynarodowej. Może również świadczyć o woli wznowienia negocjacji z USA. Wbrew medialnej narracji uwolnienie amerykańskich obywateli nie jest zupełnym zaskoczeniem. Zanosiło się na to od co najmniej kilku tygodni. We

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

Pozostaw odpowiedź