Komentarz eksperta,Polecane

O. Pietrewicz: Krwawy zmierzch antyamerykanizmu w Korei Południowej?

W czwartkowy poranek (5.03) w Seulu doszło do niecodziennego wydarzenia. Radykalnie nacjonalistyczny aktywista Kim Ki-jong zranił nożem Marka Lipperta, amerykańskiego ambasadora w Korei Południowej. Zdjęcia zakrwawionego dyplomaty obiegły cały świat, a w mediach zaczęto zastanawiać się nad motywacjami zamachowca.

Do ataku na amerykańskiego ambasadora doszło podczas spotkania poświęconego relacjom międzykoreańskim i stosunkom Korei Południowej z USA. Impreza miała miejsce w Sejong Center for the Performing Arts, którego siedziba mieści się nieopodal budynku ambasady USA w Seulu. Głównym gościem wydarzenia był 42-letni Mark Lippert, najmłodszy w historii amerykański ambasador w Korei Południowej, przybyły na placówkę jesienią ubiegłego roku. W latach 2011-2012 był asystentem sekretarza obrony ds. bezpieczeństwa w regionie Azji i Pacyfiku. Lippert szybko dał się poznać Koreańczykom jako osoba otwarta, bezpośrednia i szczerze zainteresowana koreańską kulturą. W styczniu urodził mu się syn: James William Sejun – nadanie potomkowi koreańskiego imienia zostało bardzo pozytywnie odebrane przez południowokoreańską opinię publiczną.

Już po zajściu 55-letni Kim Ki-jong powiedział dziennikarzom, że do ataku przygotowywał się od dziesięciu dni. Z rozbrajającą szczerością przyznał: „zaatakowałem ambasadora, ponieważ nie podoba mi się, jak kretyn, który ledwo skończył 40 lat, wtrąca się do polityki międzykoreańskiej”. Data ataku nie była przypadkowa i należy ją wiązać z niedawnym rozpoczęciem amerykańsko-południowokoreańskich manewrów wojskowych. Zresztą jeszcze przed zajściem we wpisie na swoim blogu Kim podkreślił, że Amerykanie przeszkadzają w zjednoczeniu Korei, a manewry uniemożliwiają przeprowadzenie kolejnej serii spotkań członków rodzin rozdzielonych w wyniku wojny koreańskiej.

Choć był to pierwszy raz, gdy amerykański ambasador został zaatakowany w Korei Południowej, to Kim Ki-jong już wcześniej zamierzał się na przedstawiciela obcego państwa. W 2010 r. usłyszał wyrok dwóch lat więzienia w zawieszeniu na trzy lata za próbę ataku na japońskiego ambasadora Toshinoriego Shigeia. Poza jednoznacznie antyjapońskimi i antyamerykańskimi poglądami Kim dał się poznać jako zwolennik dialogu z Północą w celu zjednoczenia Korei. Wystarczy wspomnieć, że kilkukrotnie odwiedził Koreę Północną, gdzie w ramach pojednawczej polityki brał m.in. udział w symbolicznym sadzeniu drzewek w Kaesongu. Ponadto w 2011 r. w centrum Seulu próbował wznieść okolicznościowy pomnik dla upamiętnienia zmarłego Kim Dzong Ila. Co ciekawe, w latach 2006-2009 był członkiem rady ds. edukacji na rzecz zjednoczenia pod auspicjami południowokoreańskiego Ministerstwa Zjednoczenia.

W swojej działalności Kim Ki-jong regularnie dawał wyraz przywiązaniu do skrajnie nacjonalistycznych poglądów, szczególnie silnie wyrażając sprzeciw wobec zaangażowania obcych państw na Półwyspie Koreańskim. Należy podkreślić, że radykalny nacjonalizm Kima jest postawą marginalną i nie oddaje nastrojów społecznych w Korei Południowej. W sondażu przeprowadzonym przez seulski Asan Institute for Policy Studies w marcu ubiegłego roku 93 proc. ankietowanych pozytywnie wypowiedziało się na temat sojuszu Republiki Korei z USA – poparcie to nigdy nie było tak wysokie.

Przejawy antyamerykanizmu w Korei Południowej

Choć zachowanie Kim Ki-jonga nie jest reprezentatywne dla znakomitej większości obywateli Korei Południowej, to postawy antyamerykańskie mają swoją historię i są dobrze opisane w literaturze (przykład). Do wystąpień o zabarwieniu antyamerykańskim zaczęło dochodzić na fali protestów prodemokratycznych w latach 80. – USA obarczano odpowiedzialnością nie tylko za podział Półwyspu, lecz także za popieranie autorytarnych władz Republiki Korei (w tym wspieranie tzw. masakry w Kwangju). Najaktywniejszym środowiskiem antyamerykańskim byli studenci, a symbolicznym przejawem ich sprzeciwu było m.in. podłożenie ognia pod amerykańskie centrum kultury w Busan w 1982 r.

Również w demokratycznej Republice Korei zdarzały się protesty przeciwko USA, które dotyczyły zwłaszcza obecności amerykańskich żołnierzy na Półwyspie, którym zdarzało się łamać prawo (w tym gwałcić Koreanki). Każdy tego typu incydent był wodą na młyn dla aktywistów, którzy dodatkowo podnosili, że amerykańska obecność militarna paraliżuje jakiekolwiek kroki na rzecz zjednoczenia. Warto wspomnieć, że nawet znany z przeboju „Gangnam Style” piosenkarz PSY swego czasu uległ antyamerykańskim nastrojom. Po amerykańskiej inwazji na Irak skomponował piosenkę „Dear America”, w której rapował o „Jankesach torturujących Irakijczyków”, a na koncertach zdarzało mu się manifestacyjnie niszczyć miniaturę amerykańskiego czołgu. Również były prezydent Roh Moo-hyun (2003-2008) nie krył swojego krytycznego stosunku do Amerykanów, choć w odróżnieniu od skrajnych aktywistów nie apelował o usunięcie wojsk amerykańskich z Korei Południowej.

Antyamerykańskie nastroje dały o sobie znać ponownie w 2008 r., gdy doszło do protestów w reakcji na wznowienie importu amerykańskiej wołowiny, zablokowanego kilka lat wcześniej w związku z chorobą szalonych krów. Trzy lata później na sali obrad parlamentu jeden z południowokoreańskich lewicowych polityków rzucił granat z gazem łzawiącym, starając się tym samym nie dopuścić do przyjęcia umowy o wolnym handlu z USA. Na nic zdało się poświęcenie godne Reytana – porozumienie zostało zatwierdzone i weszło w życie.

Ostatnie lata pokazały, że antyamerykańskie hasła nie tyle oddawały faktyczny stosunek Koreańczyków do USA, co raczej były instrumentalnie wykorzystywane w rywalizacji na południowokoreańskiej scenie politycznej. Chociaż antyamerykańskie sentymenty są coraz słabsze i wręcz marginalne, to jednak czasem dają o sobie znać, czego najlepszym dowodem był atak na ambasadora Lipperta.

Źródło: flickr.com, Ash Carter

Źródło: flickr.com, Ash Carter

Nie zmienia to tego, że stosunek południowokoreańskiego społeczeństwa do USA jest obecnie bardzo pozytywny. W zeszłorocznej ankiecie Asan Institute for Policy Studies Koreańczycy z Południa zapytani o stosunek do obcokrajowców najcieplej wypowiadali się właśnie o Amerykanach. Co ciekawe, w południowokoreańskim spojrzeniu na USA zauważalna jest pewna dwoistość. Z jednej strony spora część Koreańczyków uważa Amerykanów za jednych (obok ZSRR) z odpowiedzialnych za podział Półwyspu. Z drugiej strony większość społeczeństwa Republiki Korei zdaje sobie sprawę z tego, że amerykańska pomoc gospodarcza w znacznym stopniu przyczyniła się do rozwoju południowokoreańskiej gospodarki, a sojusz z USA jest gwarantem bezpieczeństwa Korei Południowej.

Zmiany ostatnich lat

Należy mieć również na uwadze, że stosunek do Amerykanów w południowokoreańskim społeczeństwie zdecydowanie zmienił się w ciągu ostatnich 15-20 lat. Dobrze obrazuje to przedstawione przez Asan Institute for Policy Studies porównanie wyników badań z 1996 r. i 2013 r. Jedno z pytań zadanych ankietowanym brzmiało: „Komu kibicowałbyś/kibicowałabyś w hipotetycznym meczu piłkarskim Korei Północnej z USA?”. W 1996 r. aż 83,2 proc. ankietowanych opowiedziało się za KRLD, a tylko 15,5 proc. za USA. Natomiast w 2013 r. wolę poparcia KRLD wyraziło zaledwie 43,5 proc., a USA aż 51,2 proc. Silniejsze poparcie dla Amerykanów to jedna strona medalu – druga to drastyczny spadek poparcia dla Północy. Wynika to z problemu, który zasługuje na odrębny komentarz, a więc zmian tożsamościowych w południowokoreańskim społeczeństwie, słabnącego poczucia wspólnoty z Koreańczykami z Północy i coraz mniejszego poparcia dla szybkiego zjednoczenia.

Reakcje południowokoreańskiego społeczeństwa po ataku na Lipperta wydają się jednoznaczne – dominuje potępienie Kim Ki-jonga i liczne wyrazy sympatii pod adresem ambasadora oraz poparcie dla więzi z USA. Jeśli zamachowcowi zależało na zasianiu fermentu w sojuszu i zakwestionowaniu manewrów wojskowych, to zdecydowanie mu nie wyszło – tego typu zajście może paradoksalnie wzmocnić poparcie społeczeństwa Republiki Korei dla sojuszu z USA. Pytanie, co stanie się z Kim Ki-jongiem. Tuż po ataku na Lipperta południowokoreańskie media przypomniały, że w maju 2006 r. podczas kampanii wyborczej do wyborów lokalnych zaatakowana nożem (i zraniona w twarz) została obecna prezydent Park Geun-hye. Prokuratorzy wnioskowali wówczas o 15 lat więzienia dla zamachowca, ostatecznie skończyło się na karze 10 lat pozbawienia wolności.

Na koniec warto wspomnieć o północnokoreańskim wątku całej sprawy. Agencja KCNA błyskawicznie poinformowała o zajściu, co nie powinno dziwić – każde tego typu wydarzenie na Południu jest wartościowe z punktu widzenia północnokoreańskiej propagandy. Nie da się ukryć, że działalność skrajnie nacjonalistycznego aktywisty niebezpiecznie zbliża go do linii prezentowanej przez władze KRLD. Zrozumiałe więc, że odpowiednie służby na Południu badają obecnie ewentualne powiązania Kim Ki-jonga z północnokoreańskim reżimem. Zarówno Kim, jak i władze w Pjongjangu zaprzeczają jakoby mieli ze sobą cokolwiek wspólnego. Taką ewentualność również trzeba brać pod uwagę, gdyż nie każdy skrajnie radykalny aktywista musi mieć od razu powiązania z władzami innego kraju. Tym bardziej, że korzenie koreańskiego nacjonalizmu są głębsze i sięgają czasów jeszcze sprzed podziału Półwyspu. 1 marca w Korei Południowej obchodzono rocznicę powołania Ruchu Pierwszego Marca z 1919 r., który był wyrazem narodowych dążeń Koreańczyków i oporu przed kolonialnymi władzami Japonii. Według badań przeprowadzonych przez Instytut Gallupa pod koniec lutego Koreańczycy z Południa za największy symbol dążeń niepodległościowych uważają Ahn Jung-geuna – aktywistę, który w 1909 r. na dworcu w Harbinie zastrzelił Hirobumiego Ito, gubernatora Korei i pierwszego premiera Japonii.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: Krwawy zmierzch antyamerykanizmu w Korei Południowej? Reviewed by on 8 marca 2015 .

W czwartkowy poranek (5.03) w Seulu doszło do niecodziennego wydarzenia. Radykalnie nacjonalistyczny aktywista Kim Ki-jong zranił nożem Marka Lipperta, amerykańskiego ambasadora w Korei Południowej. Zdjęcia zakrwawionego dyplomaty obiegły cały świat, a w mediach zaczęto zastanawiać się nad motywacjami zamachowca. Do ataku na amerykańskiego ambasadora doszło podczas spotkania poświęconego relacjom międzykoreańskim i stosunkom Korei Południowej z

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

Pozostaw odpowiedź