Artykuły,Korea Pn news

O. Pietrewicz: Dyplomatyczna niewiadoma Korei Północnej

Choe Ryong-hae i Xi Jinping; źródło: fmprc.gov.cn

Choe Ryong-hae i Xi Jinping; źródło: fmprc.gov.cn

Północnokoreański reżim przyzwyczaił świat do tego, że po okresie wzmożonych prowokacji przechodzi do fazy mniej lub bardziej pozorowanego dialogu. Dlatego też nie powinno dziwić, że po grudniowej próbie rakietowej, lutowej nuklearnej i miesiącach deklaracji wojennych Korea Północna spuściła z tonu. Jednak czy coś z tego wyniknie?

Japońska niespodzianka

Niespełna dwa tygodnie temu miała miejsce zaskakująca wizyta doradcy premiera Japonii w stolicy Korei Północnej. Przyjazd japońskiej delegacji był o tyle wymowny, że stojący na jej czele Isao Iijima był nie tylko sekretarzem w gabinecie premiera Jun’ichirō Koizumiego, ale także jednym z większych orędowników dialogu z Koreą Północną, którego ukoronowaniem były spotkania charyzmatycznego premiera Japonii z (mniej charyzmatycznym) Kim Dzong Ilem w 2002 i 2004 r.

Choć szczegóły wizyty Iijimy nie zostały ujawnione, to niemal na pewno w trakcie rozmów poruszona została ciągle nieuregulowana sprawa japońskich obywateli porwanych przez północnokoreańskie służby w latach 70. i 80. Ocenia się, że w ten sposób Japonia po raz kolejny chciała podkreślić, że traktuje problem porwanych na równi z denuklearyzacją i północnokoreańskimi programami rakietowymi. Bardziej przekonujące wydają się jednak komentarze mówiące o tym, że misja Iijimy miała w rzeczywistości zaspokoić nacjonalistyczne oczekiwania japońskiego społeczeństwa, a tym samym zwiększyć poparcie dla rządzącej LDP przed lipcowymi wyborami do wyższej izby japońskiego parlamentu.

Czy to oznacza, że Korea Północna nie ma planu „skonsumowania” wizyty japońskiej delegacji? Teoretycznie północnokoreańskie władze ponownie mogłyby starać się wciągnąć Japonię do dialogu, w ramach którego w zamian za niewiele kosztujące gesty (tj. ujawnienie kolejnych szczegółów na temat porwanych) oczekiwałyby korzyści materialnych. Wydaje się jednak, że dużo większych szans Korea Północna może upatrywać w próbie wykorzystania sprzeczności w trójkącie Seul-Tokio-Waszyngton. Należy bowiem wiedzieć, że wizyta Iijimy spotkała się z krytyką zarówno Korei Południowej, jak i USA. Koreańczycy uznali samodzielne posunięcie Tokio za „niepomocne w rozwiązaniu problemów na Półwyspie Koreańskim”, a Amerykanie wyrazili dezaprobatę, że Japonia nie raczyła z wyprzedzeniem poinformować ich o wizycie.

Międzykoreański mix

W ostatnich dniach Korea Północna postanowiła również zagrać na froncie międzykoreańskim. W środę (22.05) północnokoreańskie władze wysłały na Południe propozycję organizacji wspólnych obchodów 13. rocznicy podpisania historycznej deklaracji z Pjongjangu (15 czerwca 2000 r.), która zapoczątkowała okres zbliżenia w relacjach obu Korei. Warto zaznaczyć, że uroczystości rocznicowe odbywały się regularnie aż do 2008 r., kiedy władzę w Seulu objął prezydent Lee Myung-bak, zwolennik twardego stanowiska wobec Północy.

W przesłanym faksie Korea Północna zasugerowała, aby uroczystość odbyła się w Górach Diamentowych lub Kaesŏngu, czyli miejscach będących jeszcze do niedawna namacalnym dowodem współpracy między Północą a Południem. Pojawił się jednak drobny haczyk – otóż Pjongjang zwrócił się z propozycją nie do rządu w Seulu, lecz do „grup obywatelskich”, czyli południowokoreańskich podmiotów prywatnych zaangażowanych w proces zbliżenia międzykoreańskiego. Tym samym Korea Północna ponownie pokazała, że (przynajmniej na razie) nie jest zainteresowana dialogiem z władzami Republiki Korei. Co więcej, w sobotnim (25.05) oświadczeniu północnokoreańska Komisja Obrony Narodowej jednoznacznie skrytykowała Park Geun-hye (wymieniona z imienia i nazwiska pierwszy raz od czasu objęcia władzy w lutym br.), nazywając ją „marionetkową prezydent Korei Południowej”. Natomiast we wtorek (28.05) Korea Północna podtrzymała zainteresowanie rozmowami z sektorem prywatnym, zachęcając południowokoreańskie firmy do negocjacji na temat otwarcie kompleksu przemysłowego w Kaesŏngu.

Różne obrazy tej samej wizyty

Nie ulega jednak wątpliwości, że najistotniejszym wydarzeniem w ostatnim czasie była zeszłotygodniowa wizyta przedstawicieli północnokoreańskiego reżimu w Chinach, będąca pierwszym od pół roku spotkaniem na tak wysokim szczeblu między oboma państwami. Na czele północnokoreańskiej delegacji, jako specjalny wysłannik Kim Dzong Una, stanął wicemarszałek Choe Ryong-hae – jedna z ważniejszych figur północnokoreańskiego reżimu, zasiadający zarówno w najważniejszych gremiach cywilnych, jak i wojskowych (jest m.in. dyrektorem Departamentu Politycznego Koreańskiej Armii Ludowej i członkiem Prezydium Biura Politycznego Komitetu Centralnego Partii Pracy Korei).

Warto zaznaczyć, że północnokoreańscy delegaci rozmawiali z wysoce postawionymi przedstawicielami chińskich władz. Niedługo po przybyciu do Pekinu Koreańczycy spotkali się m.in. z Liu Yunshanem (nr 5 w chińskiej hierarchii partyjnej) oraz Wang Jiaruim (szef Międzynarodowego Departamentu Łączności Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin), który w ostatnich latach był jednym z najczęściej odwiedzających Koreę Północną chińskich oficjeli. Wymowna była również rozmowa z gen. Fan Changlongiem (wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej), która została w diametralnie inny sposób przedstawiona przez chińskie i północnokoreańskie agencje informacyjne.

Zgodnie z przekazem północnokoreańskiej KCNA spotkanie wojskowych służyło podkreśleniu tradycyjnych „więzi przyjaźni i współpracy między partiami, narodami i armiami”. Natomiast chińska Xinhua nie dość, że ani słowem nie wspomniała o „więzach przyjaźni i współpracy”, to w dodatku nakreśliła obraz spotkania zupełnie nieprzystający do północnokoreańskiej wersji. W chińskich mediach cytowano wypowiedź, w której gen. Fan otwarcie stwierdził, że nierozwiązana kwestia nuklearna przyczyniła się w ostatnich latach do zaognienia sporu, co zagraża pokojowi i stabilności na Półwyspie Koreańskim. W związku z tym chiński wojskowy zaapelował do północnokoreańskiej strony o „dialog i konsultacje”. W odpowiedzi Choe Ryong-hae miał powiedzieć, że „Korea Północna jest gotowa współpracować z innymi stronami na rzecz znalezienia sposobu rozwiązania problemów za pomocą dialogu”.

Zupełnie inaczej przedstawione zostało również wieńczące trzydniową wizytę spotkanie z przewodniczącym ChRL. W chińskim przekazie medialnym obowiązkowo przytaczano wypowiedź Xi Jinpinga o tym, że „niezależnie od zachodzących zmian wspólnym celem wszystkich zaangażowanych stron powinna być denuklearyzacja Półwyspu Koreańskiego, dążenie do pokoju i stabilności oraz rozwiązywanie problemów na płaszczyźnie dialogu i konsultacji”. Co ciekawe, Choe miał przystać na chińską propozycję, mówiąc, że „Korea Północna jest gotowa zaakceptować chińskie sugestie i rozpocząć dialog w ramach rozmów sześciostronnych”. Warto jednak zaznaczyć, że nawet w chińskich depeszach nie pojawiła się informacja o tym, że Pjongjang zamierza zrezygnować z programu nuklearnego. Tak czy inaczej, w świat poszła wiadomość o tym, że Korea Północna jest gotowa wrócić do zawieszonego w 2009 r. dialogu wielostronnego.

Tymczasem KCNA nawet nie zająknęła się na temat rozmów sześciostronnych. Zamiast tego północnokoreańska agencja skupiła się na dostarczonym przez Choe Ryong-hae ręcznie napisanym liście Kim Dzong Una do Xi Jinpinga. Koreańczycy oświadczyli, że w liście przywódca KRL-D podkreślił „potrzebę popierania i skonsolidowania tradycyjnych więzi przyjaźni między dwoma narodami i kultywowania rewolucyjnego ducha starszych pokoleń”. Natomiast Chińczycy nie przedstawili szczegółów listu, co stwarza możliwość snucia domysłów. Południowokoreańskie media twierdzą, że w osobistej korespondencji Kim Dzong Un mógł potwierdzić gotowość wznowienia wielostronnego dialogu. Warto bowiem zwrócić uwagę na kalendarz – na początku czerwca Xi Jinping spotka się z Barackiem Obamą w USA, a pod koniec miesiąca do Pekinu zawita prezydent Park Geun-hye. Kim Yong-hyun z Dongguk University w Seulu twierdzi, że podczas spotkań z przywódcami USA i Republiki Korei Xi Jinping potwierdzi gotowość Pjongjangu do wznowienia rozmów sześciostronnych.

Niepewna przyszłość rozmów

Pytanie jednak, czy młody Kim faktycznie wyraził chęć dialogu? Nie ulega bowiem wątpliwości, że stroną, której najbardziej zależy na ożywieniu wielostronnych negocjacji, nie jest Korea Północna, lecz Chiny – pomysłodawca całej inicjatywy. Dlatego nie można wykluczyć, że ostatnie sygnały są wyłącznie produktem chińskiego przekazu medialnego, a nie wyrazem aspiracji Korei Północnej. Zdają sobie z tego sprawę władze w Seulu i Waszyngtonie, które z rezerwą odniosły się do medialnych zapowiedzi o gotowości wznowienia dialogu. Tym bardziej, że we wtorek (28.05) północnokoreański „Rodong Sinmun” jednoznacznie stwierdził, że Korea Północna nie zamierza zrezygnować z broni nuklearnej, co według Republiki Korei i USA powinno być warunkiem wstępnym rozpoczęcia negocjacji.

Jonathan D. Pollack z Brookings Institution ocenia, że faktycznie w najbliższym czasie nie należy spodziewać się wznowienia rozmów. Zwraca jednak uwagę, że ostatnie napięcia na Półwyspie skłoniły Pekin i Waszyngton do rozpoczęcia poważnych i szczerych konsultacji na temat Korei Północnej. Jego słowa zdaje się potwierdzać oświadczenie zastępcy rzecznika Departamentu Stanu USA Patricka Ventrela, który powiedział, że Chińczycy z wyprzedzeniem poinformowali Amerykanów o ostatniej wizycie północnokoreańskiej delegacji.

Mając na uwadze dotychczasowe rządy Kim Dzong Una, nie należy raczej optymistycznie zapatrywać się na szanse dialogu. Należy bowiem pamiętać, że wkrótce po objęciu władzy przez młodego Kima Korea Północna porozumiała się z USA w sprawie zamrożenia programów nuklearnego, rakiet dalekiego zasięgu i wzbogacania uranu. Ostatecznie z porozumienia nic nie wyszło, gdyż niespełna dwa miesiące później Pjongjang przeprowadził próbę rakietową (co prawda nieudaną, ale jednak). Podobnie sprawa wyglądała w relacjach z Japonią – jesienią ubiegłego roku pierwszy raz od dłuższego czasu doszło do spotkania delegacji KRL-D i Japonii, a już w grudniu miał miejsce, tym razem udany, test rakiety dalekiego zasięgu.

Groźbą czy prośbą?

Jeśli przyjmiemy, że w istniejącej sytuacji Korei Północnej nie chodzi o wznowienie dialogu, to zastanówmy się, po co w takim razie północnokoreańska delegacja fatygowała się do Chin? Cai Jian z szanghajskiego Fudan University ocenia, że wizyta Choe Ryong-hae miała na celu przede wszystkim naprawę nadwątlonych w ostatnim czasie relacji Pjongjangu z Pekinem. Choć za wcześnie, aby mówić o istotnej zmianie polityki Chin wobec KRL-D, to nie ulega wątpliwości, że ostatnimi czasy Pekin wysyłał jasne sygnały świadczące o niezadowoleniu z poczynań Północy. Wystarczy tylko wspomnieć o tym, jak Bank of China wstrzymał transakcje i zamknął rachunek północnokoreańskiego Banku Handlu Zagranicznego, oskarżanego przez USA o finansowanie programów nuklearnego i rakietowego. Do tego należy dodać krytyczne uwagi Xi Jinpinga, który m.in. w kwietniu stwierdził, że „nikt nie powinien dla realizacji egoistycznych interesów narażać regionu i świata na chaos”.

Z drugiej strony w połowie maja pojawiły się informacje, że ChRL zwiększyła dostawy żywności i nawozów sztucznych do Korei Północnej. Co więcej, postanowienia w tej sprawie miały zostać podjęte jeszcze przed decyzją o zamknięciu rachunku północnokoreańskiego banku. Zresztą prawdopodobnie Pekin i tak sporo wcześniej poinformował Pjongjang o planowanym ruchu Bank of China, aby Koreańczycy mieli odpowiednio dużo czasu na wycofanie aktywów. Wydaje się więc, że Chiny nadal podtrzymują dwutorową strategię wobec Korei Północnej, gdyż najpewniej do końca same nie wiedzą, co lepiej działa na północnokoreański reżim – groźba czy prośba.

Nie jest wykluczone, że ostatnie zachowanie KRL-D jest taktycznym ruchem – władze w Pjongjangu prawdopodobnie zdały sobie sprawę z zauważalnego pogorszenia relacji z Chinami i w celu uniknięcia chińskiej presji podjęły stosowne kroki. Natomiast nieustający kryzys w stosunkach międzykoreańskich i rozmowy z Japonią mogą sugerować, że Korea Północna nie jest jeszcze gotowa na pełnowartościowe rozmowy na temat denuklearyzacji, a zamiast tego poszukuje różnych sposobów dla zdobycia czasu i podjęcia innych tematów, które mogą umocnić jej pozycję negocjacyjną.

Warto pamiętać również o jednym szczególe – to nie pierwszy raz, gdy Korea Północna wysyła do Pekinu delegację tuż po kryzysie. W 2010 r. Kim Dzong Il odwiedził Pekin zaledwie półtora miesiąca po zatopieniu południowokoreańskiej korwety Cheonan. Północnokoreański przywódca wyraził wówczas nadzieję na jak najszybsze wznowienie rozmów sześciostronnych. Tyle, że wtedy pisały o tym nie tylko chińskie, lecz także północnokoreańskie media. Czyżby więc Kim Dzong Un był dla Chińczyków trudniejszym rozmówcą niż jego ojciec?

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych Notabene.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: Dyplomatyczna niewiadoma Korei Północnej Reviewed by on 30 maja 2013 .

Północnokoreański reżim przyzwyczaił świat do tego, że po okresie wzmożonych prowokacji przechodzi do fazy mniej lub bardziej pozorowanego dialogu. Dlatego też nie powinno dziwić, że po grudniowej próbie rakietowej, lutowej nuklearnej i miesiącach deklaracji wojennych Korea Północna spuściła z tonu. Jednak czy coś z tego wyniknie? Japońska niespodzianka Niespełna dwa tygodnie temu miała miejsce zaskakująca

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

Pozostaw odpowiedź