Artykuły

O. Pietrewicz: Broń nuklearna w rękach Kimów

Północnokoreański program nuklearny jest jednym z najbardziej niepokojących fenomenów współczesnego świata. O jego wyjątkowości świadczy zarówno droga do uzyskania statusu mocarstwa nuklearnego, jak i rola, jaką odgrywa broń nuklearna w polityce zagranicznej Korei Północnej.

Początki dążeń do uzyskania broni nuklearnej

Początki północnokoreańskich działań na rzecz uzyskania broni masowego rażenia sięgają czasów powstania Koreańskiej Republiki Ludowo Demokratycznej. Wskazuje się, że impulsem do zainteresowania się bronią nuklearną były wydarzenia w Hiroszimie i Nagasaki. Północnokoreańscy komuniści dostrzegli wówczas ogromne znaczenie tego rodzaju broni i doszli do wniosku, że z jednej strony może stać się ona istotnym elementem wzmacniającym nowopowstały reżim, a z drugiej stanowić narzędzie dla zdobycia władzy nad całym Półwyspem. W ówczesnych warunkach nie było jednak realnej możliwości, głównie z powodu ograniczeń technologicznych, aby Pjongjang uzyskał broń nuklearną. Aczkolwiek pod koniec lat 40. przy współpracy z sowieckimi ekspertami Korea Północna zapoczątkowała rozbudowę kopalń monazytu (pierwiastek zawierający tor i tlenek uranu, eksportowany do ZSRR, gdzie wykorzystywano go do produkcji stosu atomowego) w północnej części Półwyspu Koreańskiego.

Wojna koreańska utwierdziła Kim Ir Sena w przekonaniu, że broń nuklearna jest najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa, tym bardziej, że od 1958 r. Amerykanie zaczęli rozmieszczać głowice nuklearne w Korei Południowej. Odpowiedzią Pjongjangu było rozpoczęcie wstępnych badań nad technologią jądrową. Współpraca z Chinami i ZSRR w dziedzinach fizyki jądrowej, nukleoniki i technologii chemicznych, na czele z podpisaniem w 1959 r. protokołów w sprawie pokojowego wykorzystania energii nuklearnej, zaowocowała powstaniem w 1964 r. pierwszego północnokoreańskiego ośrodka nuklearnego w Jongbion. Korzystając ze współpracy z Chinami, pod koniec lat siedemdziesiątych Kim Ir Sen polecił rozpocząć prace nad programem budowy broni jądrowej oraz rozbudowy instalacji nuklearnych w Jongbion. Warto podkreślić, że chociaż północnokoreański program budowy broni nuklearnej pełnymi garściami czerpał z doświadczeń i wsparcia z ZSRR, Chin i Pakistanu, to propaganda północnokoreańska nieustannie przekonuje o rodzimej technologii.

Niezależnie od prowadzonych prac nad bronią nuklearną, 12 grudnia 1985 r. Korea Północna podpisała Układ o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT). Pomimo wielokrotnych deklaracji o braku zainteresowania produkcją broni nuklearnej, w drugiej połowie lat 80. amerykańskie i południowokoreańskie źródła wywiadowcze informowały, że reaktor w Jongbion uzyskał pełną moc produkcyjną. Władze w Pjongjangu pozostały niewzruszone na te doniesienia i najpierw parafowały porozumienie z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej (MAEA) (16 lipca 1991 r., ratyfikowane rok później), a następnie (30 lipca 1991 r.) zaproponowały Korei Południowej utworzenie strefy bezatomowej na Półwyspie Koreańskim, której gwarantami byłyby Chiny, USA i ZSRR. Zwieńczeniem tego pomysłu było podpisanie 20 stycznia 1992 r. Deklaracji o strefie bezatomowej na Półwyspie Koreańskim. Jednak wkrótce okazało się, że północnokoreański reżim nie zamierzał wywiązywać się z podjętych zobowiązań.

Pierwsze poważne ostrzeżenie

Już podczas pierwszej inspekcji MAEA w 1992 r. pojawiły się informacje o prawdopodobnej współpracy Korei Północnej z Pakistanem, Syrią i Iranem w dziedzinie programów rakietowego i nuklearnego. Kolejne inspekcje dowiodły, że Korea Północna produkuje pluton z zużytych prętów paliwowych. Nie chcąc narażać się na kolejne inspekcje, w marcu 1993 r. Pjongjang ogłosił zamiar wystąpienia z NPT, a w czerwcu 1994 r. zrezygnował z członkostwa w MAEA. Odpowiedzią na powstały impas było amerykańsko-północnokoreańskie Porozumienie ramowe podpisane w Genewie 21 października 1994 r., na mocy którego przy współpracy z inspektorami MAEA Korea Północna miała zrezygnować z ambicji nuklearnych w zamian za budowę i sfinansowanie przez specjalnie powołane konsorcjum (KEDO) dwóch lekkowodnych reaktorów jądrowych.

Kolejne lata pokazały jednak, że, pomimo początkowej współpracy, podejmowane działania okazały się nieskuteczne. Natomiast prowokacyjna postawa Pjongjangu sprawiła, że zaczęły pojawiać się obawy dot. potencjału nuklearnego Korei Północnej. Szczególnie zauważalna była rola ośrodków amerykańskich, które najprawdopodobniej świadomie przeszacowywały (aby skłonić Waszyngton do zmiany polityki względem KRLD) rozmiary północnokoreańskiego arsenału nuklearnego (mówiono nawet o kilkunastu bombach). Pod wpływem narastającej presji na reżim w Pjongjangu 29 stycznia 2002 r. prezydent G.W. Bush zaliczył Koreę Północną do „osi zła”.

Prowokacyjna droga do mocarstwowości

Na reakcję Koreańczyków z Północy nie trzeba było długo czekać. W październiku 2002 r., podczas pobytu w Pjongjangu Jamesa Kelly’ego, zastępcy sekretarza stanu USA ds. Azji i Pacyfiku, północnokoreańscy przedstawiciele oświadczyli, że od kilku lat Korea Północna realizuje tajny program wzbogacania uranu na potrzeby wojskowe. Opublikowany w tym czasie raport MAEA stwierdzał, że Korea Północna posiada ok. 24 kg plutonu, co skłaniało do konkluzji, że północnokoreański reżim dysponuje 1-2 bombami. W odpowiedzi na zarzuty pod koniec grudnia północnokoreańskie służby przystąpiły do zrywania plomb i usuwania kamer, a inspektorzy MAEA otrzymali polecenie natychmiastowego opuszczenia kraju. Potwierdzeniem ostatecznego zerwania Korei Północnej z dotychczasowymi zobowiązaniami było wycofanie się (zgodnie z przewidzianym w układzie trybem) z NPT w styczniu 2003 r., a także poinformowanie o zerwaniu porozumienia z Republiką Korei z 1992 r. o strefie bezatomowej na Półwyspie Koreańskim.

Próbą odpowiedzi na kolejny kryzys nuklearny były rozmowy trójstronne w marcu 2003 r., a od sierpnia 2003 r. cykl spotkań sześciostronnych. Pewne oznaki koncyliacyjnej postawy Korei Północnej dawały nadzieję na rozwiązanie problemu. Jednak z czasem rozmowy wielostronne pokazały, że północnokoreańska dyplomacja do perfekcji opanowała taktykę nuklearnego szantażu, czego najlepszym przykładem było poinformowanie w lutym 2005 r. o posiadaniu broni nuklearnej. Chociaż informacja ta wywołała poruszenie, to reżim w Pjongjangu zorientował się, że werbalna prowokacja nie zmusiła pozostałych stron dialogu do istotnych ustępstw. Aby podgrzać atmosferę Korea Północna najpierw przeprowadziła test rakiety dalekiego zasięgu Taepodong-2 (5 lipca 2006 r.), a następnie (9 października 2006 r.) zrealizowała wcześniejsze zapowiedzi i przeprowadziła podziemną próbę nuklearną. Tym samym Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna została oficjalnie ósmym mocarstwem atomowym (bez Izraela). Od tego momentu negocjacje z północnokoreańskim reżimem stały się jeszcze trudniejsze niż dotychczas. Dlatego też strony dialogu doszły do wniosku, że poza rozmowami konieczne jest wprowadzenie istotnych sankcji na Pjongjang. Chociaż brakowało co do tego jednoznacznej zgody (zwłaszcza sprzeciw Pekinu i Moskwy), to już sam pomysł ukarania nuklearnych zapędów Korei Północnej zmobilizował reżim do kontynuowania prowokacyjnej polityki.

Trwały impas w rozmowach sześciostronnych sprawił, że w 2009 r. Korea Północna postanowiła powtórzyć scenariusz sprzed trzech lat. Najpierw w kwietniu 2009 r. ponownie przeprowadzono próbę Taepodong-2. Apogeum prowokacyjnej polityki Korei Północnej zostało osiągnięte 25 maja 2009 r., kiedy w prowincji Hamkyong przeprowadzono podziemną próbę nuklearną, a wraz z nią kilka prób rakietowych. Północnokoreańskie zachowanie spotkało się z ogólnoświatowym potępieniem, a zazwyczaj ostrożni przedstawiciele chińscy wyrazili zdecydowany sprzeciw wobec północnokoreańskiej próby atomowej. Niezadowolenie i zaniepokojenie społeczności międzynarodowej przybrało formę rezolucji Rady Bezpieczeństwa (nr 1874 z 12 czerwca 2009 r.), która stanowi wzmocnienie dotychczasowych nacisków na Koreę Północną.

Od czasu drugiego testu nuklearnego sytuacja na Półwyspie Koreańskim pozostaje właściwie bez zmian. Próby dotkliwego ukarania reżimu okazują się nieskuteczne, gdyż władze w Pjongjangu w dalszym ciągu obstają przy prowokacyjnej postawie. Wydarzenia z 2010 r. (zatopienie Cheonan i ostrzelanie Yeongpyeong) pokazują, że Korea Północna nie ogranicza się do agresywnej retoryki. Chociaż od maja 2009 r. nie została przeprowadzona kolejna próba, to kwestia broni nuklearnej pozostaje niezmiennie kluczowym narzędziem w polityce zagranicznej Pjongjangu. Dlatego nadal co jakiś czas Korea Północna stara się potwierdzać, że posiada broń nuklearną i ją udoskonala. 12 maja 2010 r. Korea Północna oświadczyła, że przeprowadziła syntezę termojądrową, która umożliwia produkcję bomb termojądrowych (jednak żadne z państw poza KRLD dotychczas nie potwierdziło tych rewelacji). Ponadto, w połowie listopada Sigfried Hecker, amerykański fizyk atomowy ze Stanford University, został zaproszony przez północnokoreańskie władze do złożenia wizyty w ośrodku nuklearnym Jongbjon. W raporcie po zakończeniu wizyty ekspert nie krył zaskoczenia, jakie wywołał u niego zaprezentowany potencjał nuklearny (skala i nowoczesność).

Nie ulega wątpliwości, że broń nuklearna ma dla północnokoreańskiego reżimu kluczowe znaczenie. W tym miejscu wypada się zastanowić, co tkwi u źródeł motywacji Pjongjangu, czemu przyjął taką, a nie inną politykę.

Znaczenie broni nuklearnej dla północnokoreańskiego reżimu

Zainteresowanie Korei Północnej bronią nuklearną od samego początku powstania państwowości świadczy o tym, że północnokoreańskie elity traktują broń jako element prestiżu i wzmocnienia reżimu. Za potwierdzenie tego można chociażby uznać komunikat wydany po próbie z 2006 r., w którym północnokoreańskie władze nie kryły dumy i zadowolenia z uzyskania statusu mocarstwa nuklearnego. Najważniejszą konsekwencją posiadania broni nuklearnej jest jednak jej wpływ na j bezpieczeństwo północnokoreańskiego reżimu, który od czasów wojny koreańskiej przyznaje zresztą, że funkcjonuje w realiach nieustannego zagrożenia militarnego ze strony USA. Reżim w Pjongjangu często przekonuje, że gdyby nie dysponował odstraszaniem nuklearnym, to stałby się nieuchronnie obiektem ataku USA. Tym samym broń nuklearna wpisuje się w północnokoreański nacjonalizm, budowany w oparciu o nienawiść do USA.

Obranie polityki szantażu nuklearnego stanowi także odpowiedź na osamotnienie, w jakim znalazła się Korea Północna po zimnej wojnie. Utrata wsparcia ze strony ZSRR, a także coraz większe wątpliwości co do gwarancji sojuszniczych Pekinu sprawiły, że północnokoreańskie władze zrozumiały, jak ważne dla utrzymania reżimu jest samodzielne zagwarantowanie bezpieczeństwa państwu. Z uwagi na brak możliwości sfinansowania modernizacji sił zbrojnych Korea Północna zrozumiała, że nie jest w stanie przeciwstawić się militarnie potencjalnej agresji przeciwnika (w tej kwestii przykładem, który utwierdził Koreańczyków w tym przekonaniu była klęska irackiej armii w starciu z Amerykanami w 2003 r.). W tej sytuacji północnokoreańskie władze uznały za najlepsze rozwiązanie rozwój broni nuklearnej, gwarantującej odstraszanie.

Powyższy argument potwierdza podstawowe założenie, że elementarnym celem północnokoreańskiego reżimu jest przetrwanie. Kurczowe trzymanie się kimirsenowskiego projektu północnokoreańskiej państwowości, który gwarantuje obecnym elitom pozostanie przy władzy, sprawia, że Korea Północna nie zamierza reformować systemu politycznego. Efektem tego jest ideologicznie motywowane trwanie w izolacji, która negatywnie wpływa na gospodarcze fundamenty reżimu. W celu utrzymania państwowości Korea Północna stara się pozyskiwać wsparcie gospodarcze w dwojaki sposób. Po pierwsze, Pjongjang świadomie gra pogarszającą się sytuacją gospodarczą – perspektywa klęski humanitarnej (w przypadku upadku reżimu) stanowi prawdopodobnie największe źródło zaniepokojenia sąsiadów, gdyż jej skutki odczułyby wszystkie państwa regionu. W takiej sytuacji nie powinno więc dziwić wspieranie gospodarcze północnokoreańskiego reżimu przez Pekin, ani systematycznie wznawiana przez Seul współpraca gospodarcza. Po drugie, taktyka permanentnego szantażu nuklearnego stanowi doskonałe uzupełnienie północnokoreańskiej polityki – o ile obawy przed konsekwencjami implozji systemu dotyczą głównie Chin i Korei Południowej, o tyle gra bronią nuklearną pozwala Korei Północnej utrzymać kontakty z USA. Władze w Pjongjangu są świadome, że gdyby nie kwestia nuklearna, to Waszyngton z pewnością nie podchodziłby tak poważnie do problemu koreańskiego. Takie zachowanie Korei Północnej pokazuje, że chociaż Amerykanie są wrogiem nr 1, to dialog z nimi jest dla Koreańczyków dowodem najwyższego uznania. Nic tak bowiem nie buduje wizerunku silnego i potężnego państwa, jak trzymanie w niepewności głównego mocarstwa światowego.

Pytanie o strategię nuklearną Korei Północnej

Rola, jaką odgrywa broń nuklearna w państwie Kimów, sprawia, że strategia nuklearna Pjongjangu jest nieodłącznie związana ze strategią polityki zagranicznej Korei Północnej. Instrumentalne poruszanie kwestii broni nuklearnej stanowi podstawowy element wymuszania realizacji potrzeb gospodarczych przez stosowanie szantażu. Lawirowanie między groźbą użycia broni a deklaracjami denuklearyzacji służy podtrzymywaniu dialogu tak, aby perspektywa powrotu do rozmów była możliwa nawet w najbardziej skrajnej sytuacji. Dlatego też Pjongjang skłania się ku doprowadzaniu negocjacji do ekstremum i zasianiu ziarna niepewności w obozie przeciwnika. Jeśli dostrzeże się, że w niemal każdej dziedzinie (na czele z gospodarczą, ale także w militarnej) Korea Północna posiada istotne ograniczenia, to staje się zrozumiałe, że prowadzenie agresywnej dyplomacji ze wsparciem nuklearnym jest najrozsądniejszym i jedynym rozwiązaniem. Co istotne, prowokacyjna i agresywna natura północnokoreańskiej polityki nie idzie w parze z pośpiechem i paranoją. Wręcz przeciwnie, ciągłe istnienie północnokoreańskiego reżimu w warunkach, pomimo wielu przeciwności, potwierdza, że Koreańczycy z Północy są bardzo racjonalni i przenikliwi. Źródeł ich sukcesu należy szukać prawdopodobnie w tym, że doskonale przyswoili zachowania pozostałych stron i celnie punktują ich słabości.

W kwestii samej strategii nuklearnej Korei Północnej pojawiają się pewne problemy. Wynika to z nieoficjalnego statusu doktryny nuklearnej. Jednak na podstawie zachowań północnokoreańskiego reżimu można dojść do następujących wniosków: przede wszystkim północnokoreańska strategia nuklearna ma charakter defensywny i ma odstraszać każdego potencjalnego przeciwnika. Tym samym, chociaż północnokoreański reżim wielokrotnie zapowiadał użycie broni nuklearnej, to w rzeczywistości jest świadomy, że taka decyzja oznaczałaby jego koniec. Dlatego też można stwierdzić, że strategia nuklearna Korei Północnej opiera się na praktyce, w której słaby (Korea Północna) odstrasza silnego (USA). Istnieje jednak obawa, że w stanie poczucia skrajnego zagrożenia północnokoreańskie władze mogłyby być skłonne użyć broń nuklearną. Co ważne, taki stan nie musiałby być równoznaczny z bezpośrednim zagrożeniem. Kluczowa rola percepcji zagrożenia w podejmowaniu istotnych decyzji przez władze w Pjongjangu sprawia, że część ekspertów stoi na stanowisku, że należy za wszelką cenę unikać sytuacji, w której Koreańczycy zostaliby postawieni pod ścianą.

Należy również podkreślić, że północnokoreańska strategia nuklearna nie opiera się na wiarygodnym arsenale. Nie stanowi to jednak o jej słabości, lecz o sile. Brak potwierdzonych informacji na temat potencjału ilościowego stwarza bowiem możliwość ciągłego manipulowania i blefowania. Można więc dojść do wniosku, że nieprzejrzystość arsenału nuklearnego Korei Północnej jest prawdopodobnie największym atutem północnokoreańskiej strategii.

Jeśli chodzi o stosunek do nieproliferacji broni masowego rażenia, Korea Północna jest wręcz klasycznym przykładem państwa, które nie przestrzega w tym zakresie żadnych umów. Koreańczycy z Północy podkreślają, że broń nuklearna jest przywilejem, który uprzywilejowani próbują zakazać innym. Chociaż władze w Pjongjangu podkreślają, że broń nuklearna służy ich bezpieczeństwu, to jednak nie omieszkają się one dzielić swoimi doświadczeniami z pozostałymi państwami. Zainteresowanie proliferacją broni masowego rażenia podyktowane jest kwestiami materialnymi – Korea Północna postrzega handel sprzętem wojskowym i technologią jako poważny zastrzyk finansowy dla poturbowanej gospodarki.

Nowa praktyka odstraszania nuklearnego

Polityka nuklearna Korei Północnej stanowi doskonały przykład wielu problemów w sferze bezpieczeństwa międzynarodowego, z jakimi musi zmierzyć się społeczność międzynarodowa. Przede wszystkim zachowanie reżimu w Pjongjangu pokazuje, jak nierozprzestrzenianie broni masowego rażenia jest nadal aktualnym problemem. Korea Północna nie jest ani potęgą gospodarczą, ani militarną, ale posiada argumenty, które skutecznie oddziałują na znacznie potężniejsze państwa. Efektem tego są niezmiennie trudne negocjacje z północnokoreańskimi władzami.

Ponadto, prowokacyjna postawa Korei Północnej zapoczątkowała pewną praktykę odstraszania nuklearnego. Nie jest istotne posiadanie niezaprzeczalnie istniejącego arsenału nuklearnego, lecz stwierdzenie takiego faktu i doprowadzenie w ten sposób do trzymania w niepewności całej społeczności międzynarodowej. Należy również podkreślić, że pomimo swojej działalności Korea Północna pozostaje bezkarna, a próby skłonienia władz w Pjongjangu do zmiany postawy za pomocą sankcji są nieskuteczne. Tym samym można zaryzykować tezę, że północnokoreański kazus demaskuje nieefektywny reżim nieproliferacji, a także liczne sprzeczności w gronie mocarstw, które nie potrafią sobie poradzić z jednym z najbiedniejszych państw świata.

Powyższe wnioski skłaniają do poruszenia kwestii o znaczeniu globalnym. Po pierwsze, należy się zastanowić, czy przykład Korei Północnej nie jest wzorem dla innych państw zainteresowanych pozyskaniem broni nuklearnej. Po drugie, funkcjonowanie części mocarstw nuklearnych poza NPT sprawia, że konieczna jest głęboka refleksja nad przyszłością reżimu nieproliferacji.

Jak długo może trwać nuklearny szantaż?

Uzyskanie w 2006 r. statusu mocarstwa nuklearnego przez Koreę Północną zapoczątkowało dyskusję na temat przyszłości północnokoreańskiego programu nuklearnego. Zastanawiano się, czy Korea Północna faktycznie dąży do uzyskania wiarygodnego odstraszania nuklearnego. Przytoczone powyżej argumenty wskazują, że reżim w Pjongjangu obrał zupełnie inną drogę. Oparcie strategii na prowokacji i szantażu rzutowało na decyzję o ponownej próbie nuklearnej w 2009 r. Dostrzegając aktualność podstawowych założeń północnokoreańskiej strategii z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że kolejne próby nuklearne są kwestią czasu. Z drugiej strony Korea Północna dostrzega w programie nuklearnym pewne korzyści materialne, wynikające z możliwości proliferacji. W tej kwestii społeczność międzynarodowa od wielu lat podejmuje próby przeciwdziałania tego typu praktykom, lecz skuteczność owych rozwiązań budzi poważne zastrzeżenia.

Jednak chyba najważniejszym wnioskiem, jaki płynie z północnokoreańskiej lekcji, jest dostrzeżenie, że Korea Północna potrafiła zbudować wizję polityki zagranicznej niemal w całości oparty na broni nuklearnej. Fakt, że w obecnej sytuacji każda z zaangażowanych stron najwyraźniej wydaje się być zainteresowana utrzymaniem status quo, sprawia, że trudno oczekiwać w najbliższym czasie drastycznych zmian na Półwyspie Koreańskim. Poza tym, wiele wskazuje, że obecnie dużo poważniejszym problemem niż program nuklearny Korei Północnej jest obawa sąsiadów o implozję systemu północnokoreańskiego.

Skoro więc konfrontacja militarna jest mało prawdopodobna, sankcje nie spełniają swojej roli, a Korea Północna trwa przy swojej strategii, to czy rozwiązań problemu nie należy szukać gdzie indziej? Być może najrozsądniejszą opcją byłoby uznanie Korei Północnej za mocarstwo nuklearne, a następnie podjęcie próby normalizacji stosunków i skłonienie północnokoreańskiego reżimu do otwarcia na świat, głównie w kwestiach gospodarczych. Istnieje jednak istotny problem – przez ostatnie 20 lat północnokoreański reżim bezwzględnie rozprawiał się z tak idealistycznymi i naiwnymi pomysłami.

W 2003 r. Colin Gray w artykule „Maintaining Effective Deterrence” napisał: „kłopotem nie jest irracjonalny przeciwnik, lecz raczej idealnie racjonalny wróg, który wykazuje determinację i ogromną dozę racjonalności w dążeniu do swoich celów, które wydają się nam całkowicie irracjonalne. Problem stanowią wrogowie, którzy zachowując się absolutnie racjonalnie, posługują się irracjonalnym instrumentarium politycznym dla osiągnięcia swoich celów będących policzkiem dla naszych wartości, w tym międzynarodowych norm prawnych i moralnych”. Wydaje się, że te słowa najlepiej oddają charakter działań Korei Północnej.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O. Pietrewicz: Broń nuklearna w rękach Kimów Reviewed by on 6 grudnia 2011 .

Północnokoreański program nuklearny jest jednym z najbardziej niepokojących fenomenów współczesnego świata. O jego wyjątkowości świadczy zarówno droga do uzyskania statusu mocarstwa nuklearnego, jak i rola, jaką odgrywa broń nuklearna w polityce zagranicznej Korei Północnej. Początki dążeń do uzyskania broni nuklearnej Początki północnokoreańskich działań na rzecz uzyskania broni masowego rażenia sięgają czasów powstania Koreańskiej Republiki Ludowo

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Oskar Pietrewicz

Doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent studiów pierwszego i drugiego stopnia (specjalizacja wschodnioazjatycka) w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Główne obszary zainteresowań: polityka zagraniczna państw koreańskich, bezpieczeństwo i stosunki międzynarodowe w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna Chin w Azji Północno-Wschodniej, polityka zagraniczna USA w regionie Azji i Pacyfiku, stosunki chińsko-koreańskie i amerykańsko-koreańskie. W CSPA jako ekspert zajmuje się Koreą Południową i Koreą Północną.

komentarzy 6

  • Jeszcze panie Zyggi odnośnie Trumana zaraz potem zorientowałem się o pomyłce ale już tak nie lubię Roosevelta za tą jego naiwność polityczną nieodpowiednią do piastowanego stanowiska za anachroniczne błędy które popełniał a kosztowały nasz kraj bardzo wiele że wszystko jak to się mówi chciałem zwalić na niego.

    • Dla mnie ten pan chyba na zawsze pozostanie w pamięci jako ten, który
      powiedział mniej więcej w tym stylu „Polska od 500 lat sprawia kłopoty” .

      Ale z drugiej strony znajomość wśród Amerykanów problemów Europy,
      nazizmu i komunizmu była niemal zerowa. Niech za przykład posłuży
      odpowiedź amerykańskiego oficera, który wyzwalał jeden z obozów
      koncentracyjnych na terenie Niemiec. Wysłuchawszy relacji więźniów
      jak wyglądało „życie” w takim obozie, odpowiedział:
      „Jeśli Wam tak było tutaj źle, to dlaczego nie braliście adwokatów.?”

      • Panie Wute dziękuję za porównanie a jeśli chodzi o obozy koncentracyjne to nie kto inny tylko Karski kurier z Warszawy przedstawił uwczesnemu prezydentowi Rooseveltowi sytuację w tych obozach i co z tego wynikło ,wszyscy wiemy.Nie mogą zasłaniać się niewiedzą tak jak i w wielu innych przypadkach.Nie jestem wrogiem Ameryki a wręcz raczej przeciwnie ale ignorancja ich decydentów do dziś nie podoba mnie się -to mało powiedziane.

  • Swojego czasu gen Mac Artur chciał rozwiązać sprawę Koreańską i dziś nie byłoby problemu ale słynny prezydent Roosevelt zafascynowany Stalinem odwołał go ze stanowiska.Konferencja w Jałcie i wiele innych sukcesów byłego prezydenta daje nam się we znaki we współczesnym świecie.

    • Co do charakteru Roosevelta to trafna uwaga. Tylko, że w czasie podziału a potem konfliktu w Korei, prezydentem USA był już Harry Truman. Jest tylko jedno drobne „ale”. Otóż MacArthur postulował zrzucanie bomb atomowych na Chiny. Truman nie wydał na to zgody w obawie że wciągnie to do konfliktu ZSRR i doprowadzi do III wojny światowej. Zawiedziony brakiem pozwolenia, rozżalony MacArthur zaczął donosić prasie, że wojna zakończy się amerykańską klęską, co było oczywistą nieprawdą.
      MacArthur najwyraźniej przeoczył fakt, że prezydent może błądzić, ale pozostaje prezydentem, że to on „trzyma kierownicę” i to on kreuje politykę, nie wojskowi. Jakby tego było mało, gdy w marcu 1951 r. Truman powiadomił MacArthura o swojej intencji rozpoczęcia negocjacji w sprawie rozejmu (co wykluczało rozszerzenie wojny na teren Chin), MacArthur swoje własne ultimatum dla Chin, w którym groził uderzeniem, które „doprowadzi czerwone Chiny na próg całkowitego krachu militarnego”. Taka dwoista retoryka kompromitowałaby każdy kraj na arenie międzynarodowej. Nic więc dziwnego, że zirytowany Truman zdymisjonował zasłużonego generała, któremu najwyraźniej blask chwały i orderów zaczął na starość uderzać do głowy.
      Cała sprawa ma jeszcze aspekt etyczny. Gdyby MacArthur użył broni atomowej przeciw chińskim cywilom, nie różniłby się zbytnio od swoich komunistycznych adwersarzy. A poza tym dałby im polityczne punkty na arenie międzynarodowej. Założenie, że „cel uświęca środki” z reguły prowadzi do eskalacji przemocy i nienawiści. A bezmyślna kowbojszczyzna to często najkrótsza droga do klęski. Tak militarnej jak i moralnej.

      • Istotnie przyznaję panu rację panie Zyggi nie byłoby to etyczne i Chińczycy /piszę specjalnie Chińczycy a nie Chiny/ na to sobie nie zasłużyli.Wobec cierpień jakich doznali w przeszłości nie należało tego robić przyznaję .Jednak nie zmienię swojego zdania na temat polityki amerykańskiej nie tylko w tamtym rejonie .Istotnie prowadzenie wojny metodą konwencjonalną z kolei prowadziłoby do wielkich ofiar po stronie amerykańskiej.Użycie broni nuklearnej nie musiałoby oznaczać bombardowania miast Chińskich a jedynie rażenia nacierających wojsk komunistycznych z północy Korei ale to też wiązałoby się ze skażeniem środowiska i ofiarami również wśród ludności cywilnej a broń jądrowa w uwczesnym świecie nie była na takim poziomie technologicznym jak dziś.Nie mniej jednak amerykanie sami sobie wytrącili broń z ręki,niezależnie od aspektów moralnych.Ciekawi mnie jak by zachowali się w ich przypadku Rosjanie lub Chińczycy.Co do eskalacji przemocy i nienawiści odchodząc już od tematu nie uważa pan iż do niektórych przemawia jedynie siła i zdecydowanie a ci którzy mają skrupuły to z natury przegrywają.W całym tym przypadku jednak nie popierałbym użycie broni jądrowej.

Pozostaw odpowiedź