BLOGOSFERA

O Korei, chociaż się na niej nie znam: małe udogodnienia

Wciąż pamiętam, ile razy poczułem się jak troglodyta w pierwszych tygodniach pobytu w Korei Południowej. Stało się tak na przykład podczas mojej pierwszej lekcji. ,,Gdzie wasze słowniki i podręczniki?’’ – spytałem studentów, gdy okazało się, że nie znają pewnych słów, które chciałem zastosować w dialogu. ,,A czy nie możemy sprawdzić tych słówek, wchodząc na internetowy słownik przez telefony?’’ – spytała nieśmiało jedna ze studentek.

Oczywiście żadnemu nauczycielowi nie trzeba tłumaczyć, dlaczego jednak papierowe podręczniki i słowniki powinny usłużnie czekać na blatach i z czasem okazało się, że lekcja korzystania z wydrukowanego słownika jest niezbędna. Ale to jest zupełnie inny wątek. Po drugie, nie jestem oczywiście na tyle jaskiniowcem, by nie wiedzieć o istnieniu internetowych słowników czy dostępu do sieci w telefonach.  Jestem jednak na pewno mniej zorientowany niż przeciętny polski czy koreański licealista i na pewno reprezentanci młodego pokolenia byliby jeszcze mniej zaskoczeni Koreą niż ja. Owszem, Republika Korei jest bardziej zaawansowana niż nasz kraj pod wieloma względami. Sieci metra w Seulu i w Warszawie nie ma co porównywać (choć warto pamiętać, o tym, że Seul jest pięć razy bardziej ludny). Moja żona powtarza, że nasz zwykły osiedlowy lekarz w Seulu ma taki sprzęt, jaki w Polsce można zobaczyć dopiero w szpitalu. Ale wszystko to nie są rzeczy, których w Polsce zupełnie nie znamy. Mamy ich ,,tylko’’ znacznie mniej. Dla przeciętnego Polaka, jeśli chodzi o codzienne życie, Korea Południowa nie jest krajem, który zniewala jakimś niepojętym dla nas poziomem rozwoju technologicznego. To, co mnie na co dzień uderza, to nie to, co Korea już ma, a Polska jeszcze nie, ale to, czym Polska mogłaby spokojnie dysponować na obecnym poziomie swojego rozwoju. Chodzi o drobne, codzienne rozwiązania, które czasem bardzo ułatwiają życie. Im właśnie będzie poświęcony ten wpis.

T-money. Wszechobecna zbliżeniowa karta pozwalająca płacić w środkach transportu, w sklepach, taksówkach i budkach telefonicznych (i kto wie, gdzie jeszcze). Jej ogromna zaleta polega na tym, że można jej użyć zarówno w seulskim metrze, jak i w autobusie na koreańskiej prowincji (choć na pewno znajdą się wyjątki). Nie tak jak w Polsce, gdzie wszędzie muszę kupować inne bilety. Wbrew temu co napisałem wyżej, to akurat nie byłoby tak łatwe do wprowadzenia u nas – trzeba byłoby zlikwidować odrębne bilety wszystkich miast itd. Wadą i zaletą T-money zarazem jest to, że nie jest imienna czy połączona z kontem bankowym, więc jej strata nie jest zazwyczaj tak bolesna, ale też jej zastosowanie w sklepach, przynajmniej w naszym wypadku, nie jest takie częste. T-money ładuje się właśnie w niektórych sklepach, zatem płacenie nią potem w innym sklepie to byłaby kwadratura koła. Jako środek płatności za transport stanowi natomiast świetne udogodnienie.

t-money

fot. Krzysztof Iwanek

Rachunkomaty. Co najmniej z dwóch źródeł poznałem opinię, że w Korei nie stoi się w kolejkach na poczcie. Mnie dotąd również się nie zdarzyło, choć zaznaczam, że nie korzystałem z niej za często. Ale też nie muszę. Owszem, można  płacić rachunki przez Internet albo w banku (gdzie też dotąd na przesadną kolejkę nie trafiłem), ale dodatkową wygodną możliwość oferują maszyny, które nazywam rachunkomatami. Od strony użytkownika rozwiązanie jest dziecinnie proste. Zanoszę wszystkie moje rachunki – za prąd, gaz, wodę czy cokolwiek innego – do banku, wkładam odcinek każdego z nich do rachunkomatu, wsuwam kartę bankową i w minutę jest po sprawie. Nie ma porównania z płaceniem na polskiej poczcie, a tym bardziej z moim poszukiwaniem dźal nigam, biura do opłat za wodę, w czasie, gdy mieszkałem w Delhi…

Obrazkowy język na receptach. Wielkim wyzwaniem mieszkania w Korei jest z kolei fakt, że na dłuższą metę nie sposób tu funkcjonować bez znajomości koreańskiego (o, to też jest temat na osobny wpis!). Chociażby wyżej wymienione rachunkomaty, a raczej ten, który ja znam, obsługuje się najwyraźniej tylko po koreańsku (czy jako troglodyta nie znalazłem odpowiedniej opcji?). W wypadku recept od lekarza istnieje jednak bardzo wygodna pomoc. Recepcie towarzyszą obrazki tak uniwersalne, że zrozumiałby je każdy, kto miał kontakt ze współczesną medycyną, niezależnie z jakiego kraju pochodzi. Pokazują one na przykład, ile pigułek należy wziąć albo ziewającego człowieka (,,lek wywołuje senność’’) i tak dalej. To ogromna pomoc dla cudzoziemca, ale byłaby też bardzo przydatna nawet dla pacjenta, który teoretycznie posługuje się tym samym językiem, co lekarz. Kto z nas choć raz w życiu próbując odczytać receptę od polskiego lekarza, nie czuł się jak historyk pracujący nad ledwie czytelną kopią średniowiecznego manuskryptu?

obrazkowe recepty

fot. Krzysztof Iwanek

Udogodnienia dla rodzin z małymi dziećmi. Uchylmy rąbka z kotary prywatnego życia. Poza żoną, mam dwójkę małych dzieci i kiedy dostałem pracę w Seulu, zabrałem całą rodzinę ze sobą. Ze względu na wiek dzieci wykluczyliśmy od razu wiele azjatyckich państw (sorry, Indie, ale taka prawda), a Korea pod tym względem nie stanowi aż takiego wyzwania. Nie tylko pod względem infrastruktury, technologii i wygody życia jest na poziomie Europy (i to raczej zachodniej), ale znowu odnajdziemy tu garść prostych rozwiązań, które można byłoby równie dobrze wprowadzić w Polsce. Który samotnie podróżujący z dziećmi rodzic nie zna dylematu toalety? Podróżujesz pociągiem z, dajmy na to, półrocznym dzieciaczkiem. Co robić, kiedy odczuwa się potrzebę fizjologiczną? Zostawić dziecko obcym ludziom czy zanieść je ze sobą do łazienki? A tam co – trzymać na rękach? Wózek zazwyczaj się nie zmieści, chyba że ma się nosidełka… A w pociągu koreańskim czy wielu publicznych łazienkach na ścianie łazienki możemy często odnaleźć takie małe krzesełko z pasami. Można na moment usadowić w nim dziecko, przypiąć i zająć się sobą.

Opakowania na parasolki. Lipiec i sierpień są monsunowe, pada też niejednego dnia i teraz, na jesieni. I mowa nie o jakimś kapuśniaczku, ale o deszczu, który potrafi lać cały dzień. Każdemu znany jest problem ilości wody, którą potem wnosi się ze sobą do środków transportu czy pomieszczeń. Kolejne rozwiązanie, które oferuje nam Republika Korei to proste w konstrukcji stanowiska do opakowywania parasolek. Przed wejściem do metra czy do restauracji można często owinąć parasolkę w folię i znacznie zmniejszyć w ten sposób ilość rozsiewanej wody. Z drugiej strony, nie jest oczywiście rozwiązanie zbyt ekologiczne.

opakowania do parasolek

fot. Krzysztof Iwanek

Wątek koreańskiej dbałości o czystość jest zresztą znacznie szerszy. Te wszechobecne paczki z chusteczkami na restauracyjnych stołach, maszyny oczyszczające buty przy wyjściu z parku czy lasu… i niemal zupełny brak koszy na śmieci. Tak, to też bez wątpienia jest temat na osobny wpis i znak, że ten powinienem już kończyć.

Powyższa lista to oczywiście tylko subiektywna garść przykładów kogoś, kto mieszka w Korei dopiero od pół roku i przecież się na niej nie zna. Listę mógłbym wydłużyć, wymieniając choćby dostępne w niektórych miejscach publicznych i domach sedesy z interaktywnym pulpitem (można na przykład włączyć podgrzewanie deski klozetowej), możliwość łatwego dokonywania przelewów w bankomacie czy wysłania maila ze skanem pliku prosto ze skanera. Nie wymieniam ich tutaj nie tylko dlatego, że uczyniłoby to wpis za drugim, ale też dlatego, że, jako troglodyta, mogę nie być świadom, na ile te udogodnienia są dostępne w Polsce (wiem, że ostatnie jest, ale też chodzi o częstość występowania). Poza tym im więcej o nich piszę i się uczę, tym mniej mam prawo nazywać się troglodytą, a to przecież taka wygodna postawa. W każdym bądź razie nie piszę tego tekstu na telefonie komórkowym podczas jazdy metrem, ale kto wie, co będzie dalej…

Blog ,,O Korei, chociaż się na niej nie znam” ukazuje się w (prawie) każdy piątek. Poprzedni wpis znajduje się tutaj:

http://www.polska-azja.pl/2014/09/12/o-korei-chociaz-sie-na-niej-nie-znam-o-premierze-ktory-unikal-duchow/

Mój drugi blog to ,,Blog o Wymyślonym Kraju’’, który ukazuje  się w (prawie) każdy czwartek. Można znaleźć go tutaj:

http://wymyslonykraj.blog.pl/

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O Korei, chociaż się na niej nie znam: małe udogodnienia Reviewed by on 25 października 2014 .

Wciąż pamiętam, ile razy poczułem się jak troglodyta w pierwszych tygodniach pobytu w Korei Południowej. Stało się tak na przykład podczas mojej pierwszej lekcji. ,,Gdzie wasze słowniki i podręczniki?’’ – spytałem studentów, gdy okazało się, że nie znają pewnych słów, które chciałem zastosować w dialogu. ,,A czy nie możemy sprawdzić tych słówek, wchodząc na internetowy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź