BLOGOSFERA

O Korei, chociaż się na niej nie znam: Kolejka do schodów

Zacznijmy od jednego, prostego, zrobionego telefonem i na szybko zdjęcia:

Fot. Krzysztof Iwanek

Fot. Krzysztof Iwanek

To nie jest kolejka za czymkolwiek. To po prostu ludzie wracający z pracy. Zdjęcie zrobiłem na końcowej stacji siódmej linii seulskiego metra. Zmęczonych, opuszczających wagony pasażerów jest w tej chwili tak dużo, że muszą się ustawić w kolejce przed prowadzącymi do wyjścia schodów. W chwilę po otwarciu drzwi metra przed schodami rośnie długi na kilkadziesiąt osób ogonek, mimo tego, że od razu kierują się one do różnych wyjść a schody są ruchome. Dopiero co pasażerowie wysiedli z jednej kolejki, a już znaleźli się w drugiej.

Owszem, wyjście, przy którym zrobiłem  to zdjęcie, jest akurat wyposażone tylko w schody ruchome i to bardzo wąskie. Może na nich stać jedna osoba jednocześnie i to jedna osoba według koreańskich gabarytów. Trzeba też dodać, że zwykłe, nieruchome schody, jeśli takie akurat występują, nawet w godzinach szczytu świecą pustkami, co tym bardziej tłumaczy ścisk na ruchomych. Poza tym, zdjęcie nie oddaje dynamiki – kolejka porusza się dość szybko. Ponadto, zdjęcie zrobiłem na ostatniej stacji, gdzie akurat może wysiadać więcej osób; część z nich będzie pewnie jeszcze kontynuować podróż. Tym niemniej, takie sceny widywałem na różnych stacjach metra w różnych chwilach.

I to właśnie pora, kiedy to zdjęcia powstało, jest tu drugą ciekawą kwestią. Pamiętam jeden z moich pierwszych przejazdów seulskim metrem. Tłok w nim nie był oczywiście czymś nowym – nowością  była pora, w którym na niego natrafiałem. Powyższe zdjęcie zrobiłem mniej więcej za kwadrans dziewiętnasta. W Seulu godziny szczytu nie przypadają, tak jak u nas, na 15-17. Wtedy w metrze będzie relatywnie luźniej. Wagony zaludniają się zmęczonymi Seulczykami bardziej po osiemnastej, dziewiętnastej i jeżdżą wypełnione jeszcze długo. W ścisku jeździ się jeszcze po dziesiątej wieczorem…

Według rządowych danych za rok 2012, w Republice Korei pracuje się średnio 44,6 godziny na tydzień[1]. To więcej niż w jakimkolwiek państwie europejskim, aczkolwiek różnica jest większa, gdy porównujemy z Zachodnią Europą a znacznie mniejsza, gdy porównujemy ze Środkowo-Wschodnią (w Polsce średnia ma wynosić 40-42 godziny, co włączą nas do czołówki, a według tych statystyk na pierwszym miejscu w Europie są… Grecy).[2] Z kolei pośród obywateli państw OECD w 2013 r. Koreańczycy mieli znaleźć się na drugim miejscu jeśli chodzi o średnią ilość godzin przepracowanych w roku (2163). Na pierwszym miejscu znaleźli się… Meksykanie (2237); przeciętny Polak miał ich przepracować 1918.[3] Kiedy jednak widzi się tych wycieńczonych, przysypiających w metrze Koreańczyków o dziesiątej w nocy i pamięta się, że zaczynają pracę równie wcześnie jak my, trudno uwierzyć, żeby średnia tygodniowa różnica między ich czasem pracy a naszym wynosiła tylko kilka godzin.

Bo też to są tylko statystyki – można je rozważać i podważać pod różnym kątem. A żeby rozważania byłyby naprawdę owocne, należałoby dodać wiele innych aspektów. Mógłbym na przykład zakończyć tę notkę pozytywnym akcentem: dzięki tej morderczej pracy Koreańczycy zbudowali imponujące państwo na kompletnym ugorze. Stworzyli trzecią gospodarkę Azji, w której są jednym z mniejszych krajów. Ale oczywiście sama ilość godzin pracy tego nie tłumaczy. Bo w przeciwnym razie Grecy powinni być najbogatszym narodem Europy, a Meksykanie – najmożniejszym pośród wspólnot należących do OECD. Ani tak nie jest ani też te dwa narody, oględnie i stereotypowo mówiąc, z tytanicznym wysiłkiem nam się nie kojarzą. Godzina wpisana w powyższe statystyki to tylko odcinek czasu; z tych akurat tabelek i wykresów nie dowiemy się, jak i na ile efektywnie spędzał ją dany pracownik i naród. Ani kto i w którym państwie pracy tego człowieka najwięcej zarobił – jak widać po danych europejskich, to właśnie w tych zamożniejszych krajach pracuje się krócej.

Kiedy jednak widzi się  tych ludzi w seulskim metrze, jedno czuje się na pewno: efektywnie czy nie, pracowali ciężko i za długo. Na koniec, mimo tego co napisałem powyżej, pokuszę się podać jeszcze jedne dane, choć uzyskane na niezbyt wielkiej próbce. Firma Jawbone śledzi tryb życia ponad 5000 osób z kilkudziesięciu wielkich miast świata. Okazuje się, że spośród zbadanych najkrócej śpią Tokijczycy – średnio 5 godzin i 44 minuty. Seulczycy znaleźli się jednak na drugim miejscu ze średnio 6 godzinami i 1 minutą dziennie[4] (,,Poświęćmy się bardziej! Niech każdy poświęci tę jedną nadwyżkową minutę dziennie dla dobra firmy!’’ – zawołał prezes). Stojąc w ogonku do wyjścia z metra, niejeden z tych przepracowanych ludzi marzy zapewne o zupełnie innej kolejce do schodów: takim pociągu, który zawozi wprost pod schody własnego mieszkania…


[1] http://edition.cnn.com/2013/11/27/travel/10-things-south-korea-does-best/index.html?eref=edition

[2] http://www.rynekpracy.pl/dla_mediow_1.php/wpis.230

http://tvn24bis.pl/informacje,187/ile-godzin-pracuje-sie-w-europie-polska-wsrod-krajow-w-ktorych-najwiecej,417623.html

[3] http://stats.oecd.org/Index.aspx?DataSetCode=ANHRS#

[4] https://jawbone.com/blog/jawbone-up-data-by-city/#seoul

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
O Korei, chociaż się na niej nie znam: Kolejka do schodów Reviewed by on 5 września 2014 .

Zacznijmy od jednego, prostego, zrobionego telefonem i na szybko zdjęcia: To nie jest kolejka za czymkolwiek. To po prostu ludzie wracający z pracy. Zdjęcie zrobiłem na końcowej stacji siódmej linii seulskiego metra. Zmęczonych, opuszczających wagony pasażerów jest w tej chwili tak dużo, że muszą się ustawić w kolejce przed prowadzącymi do wyjścia schodów. W chwilę

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź