Komentarz eksperta

Nicolas Levi: Atak na Koreę Południową to taktyczna prowokacja

nicolasWczoraj miała miejsce kolejna prowokacja ze strony Korei Północnej: W wyniku ostrzału przez Koreę Północną wyspy Yeongpjeong zmarł żołnierz z Południa. Korea Północna twierdzi, że Korea Południowa sprowokowała Koreę Północną, poprzez zorganizowanie ćwiczeń wojskowych. Co ciekawe w tym samym czasie ambasada Korei Północnej w Polsce opublikowała biuletyn na temat praw człowieka w Korei Północnej. Czy jest to  kolejny wyraz lekceważenia niepokojącej sytuacji na Półwyspie Koreańskim?

Kolejna prowokacja ze strony Korei Północnej ma na celu zaostrzenie sytuacji na Półwyspie Koreańskim. Z przyczyn oczywistych Korea Północna nie chce konfliktu, ale równocześnie pragnie szybko uzyskać od południowego sąsiada pomoc gospodarczą. Ten atak jest spektakularny, ponieważ jego celem były instalacje wojskowe oraz obiekty cywilne (według południowokoreańskiej agencji prasowej „Yonhap” spłonęło przynajmniej 70 domów), ale nie jest to bynajmniej najbardziej spektakularna prowokacja. W 1983 roku 17 polityków Korei Południowej zginęło na skutek północnokoreańskiego zamachu. W tym samym roku zestrzelony na terenie ZSRR został także samolot południowokoreańskich linii lotniczych.

Dlaczego Korea Północna sprowokowała Koreę Południową? Niedługo miało nastąpić wznowienie rozmów sześciostronnych w sprawie programu atomowego Korei Północnej. Ostrzał wyspy zmieni układ sił podczas rozmowy. Korea Północna wydaje się być teraz mocniejsza.

Kolejny, ważny element tego ataku to uwiarygodnienie władzy następcy Kim Jong Ila, obecnego przywódcy Korei Północnej. Elity północnokoreańskie chcą pokazać, że Kim Jong Un (następca Kim Jong Ila) się liczy i że pomimo zmian personalnych w kraju, dalej będzie prowadzona ta sama polityka szantażu wobec Korei Południowej.

Autor zgadza się z opinią profesora Waldemara Dziaka, który twierdzi, że nikt nie chce takiej wojny. Korea Północna by ją przegrała ze względu na swój stary sprzęt wojskowy. Z drugiej strony, jeśli Korea Południowa by wygrała wojnę, to wtedy musiałaby przyjąć ogromny napływ ludności z Północy, z czym nie dałaby sobie rady. Już na dzień dzisiejszy Korea Południowa nie jest w stanie poradzić sobie z 20 tysiącami uchodźców. Co byłoby z 200 tysiącami uchodźców?

Podsumowując, zgodnie z teorią profesora Edwarda Haliżaka, zachowanie Korei Północnej przypomina klasyczne zachowanie dyktatury, która chce poprzez szantaż (pomoc za pokój na Półwyspie Koreańskim) poprawić swoją pozycję przetargową i uwiarygodnić swoją pozycję geopolityczną nie tylko w Azji Wschodniej, ale i także na świecie.

Przynajmniej na krótki czas, Korea Południowa wstrzyma pomoc dla Korei Północnej, a według zapowiedzi prezydenta Korei Południowej, Lee Myung Baka, zareaguje jeszcze bardziej stanowczo na kolejny atak tego rodzaju.

Jednak warto podkreślić, że sankcje Korei Południowej nałożone na  sąsiada z północy nigdy nie trwały długo. Czy coś się zmieni tym razem? Czas pokaże, ale wydaję się, że nie. To nie pierwszy raz, gdy władze południowokoreańskie obiecują zaostrzenie sankcji. Zazwyczaj ma ono miejsce, ale jest krótkotrwałe. Oby nie tym razem.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Nicolas Levi: Atak na Koreę Południową to taktyczna prowokacja Reviewed by on 24 listopada 2010 .

Wczoraj miała miejsce kolejna prowokacja ze strony Korei Północnej: W wyniku ostrzału przez Koreę Północną wyspy Yeongpjeong zmarł żołnierz z Południa. Korea Północna twierdzi, że Korea Południowa sprowokowała Koreę Północną, poprzez zorganizowanie ćwiczeń wojskowych. Co ciekawe w tym samym czasie ambasada Korei Północnej w Polsce opublikowała biuletyn na temat praw człowieka w Korei Północnej. Czy

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 33

  • „Nie bardzo pojmuję czemu tak zależy Panu żeby wszędzie chodzić bez opiekuna? ”

    Akurat to pojmuję. Jesteśmy wolnymi ludźmi. Myślę, że zwykły obywatel KRLD bardzo chcieliby być wolnymi ludźmi

    Czy są turyści z KRLD ? Są, ale to są elity z głównych miast Korei Północnej. Nie ma za to biura turystycznego dla tych osób jak u nas (Rainbow itd.). Te elity jadą wyłącznie do Chin. Inni turyści, to osoby, które pracują w placówkach KRLD. Kiedyś, dyplomata z jednej z placówki opowiadał, że jedzie do Włoch i do Egiptu na urlop.

    „“Oczywiście, że w Polsce można czytać “co się chcę” tylko nie wszystko dostaje zezwolenie na publikację.” To dotyczy tylko mediów korporacyjnych (mainstreamowych).

    Także się zgadzam z tym. Media korporacyjne „cenzurują” bo po prostu nikt nie będzie czytał pewne publikacje…a to akurat, to można zrozumieć.

  • A po co sankcje gospodarcze? Czyz przyklady takich krajow, jak Irak i Kuba nie pokazuja, ze sankcje nie naruszaja porzadku politycznego, a jedynie prowadza do zubozenia spoleczenstwa? Czy Chiny i tak nie utrzymaja status quo? Czy moze sankcje powstrzymaja rozwoj zbrojen i programu nuklearnego KRLD? (to moze bardziej prawdopodobne, ale jesli tak, to tylko nieznacznie).

    • Co do sankcji, to jak kiedyś cynicznie stwierdził Jerzy Urban, „rząd się wyżywi”. Casus Iraku i Kuby pokazuje, że na restrykcjach ekonomicznych cierpi społeczeństwo, nie reżim.

    • Sankcje zostały prowadzone, ale pewne kraje nie uznają te sankcje. Handel technologii jądrowej kwitnie m. in między KRLD a Kazachstanem.

  • Nie chodzi o to co jest w Korei Północnej tylko o to, że USA musi w końcu zacząć coś produkować we własnym kraju. Po World War I raczej im nie przeszło. Po Wietnamie również nie odrobili lekcji. O ile mi wiadomo to amerykański przemysł zbrojeniowy nie został jeszcze przeniesiony do chińskich fabryk.

    Do tego zadziwiająca zmiana ministra obrony w Korei Południowej. Bardziej pro-Amerykański (Former Deputy chief of the US-South Korea Joint Forces Command)?

    Obama pilnie potrzebuje sukcesów patrząc na rankingi popularności. Przegrane wybory do senatu, rosnące bezrobocie w kraju, kryzys w sektorze opieki zdrowotnej i edukacji, itd.

    Ciekawe po co amerykański lotniskowiec USS George Washington wypłynął z Japonii i zmierza do Korei?

  • Witam !

    Na pytanie „Czy ChRL jest na rękę utrzymywanie sąsiada ?? ciekawe ile już pieniędzy poszło z budżetu ChRL na Kim’a i jego ekipę” odpowiedź brzmi następująco:

    Budżet chiński: 1000 miliardów dolarów
    PKB chińskie: 5000 miliardów dolarów
    Pomoc chińska do KRLD: 2 miliardy dolarów

    Inaczej mówiąc Chiny nadal mało tracą pomagając Korei Północnej. Takie kwoty są małe w porównaniu z kosztami wojny z Tybetem. Uważam, że jeśli Korea Północna zniknie z mapy politycznej (przynajmniej taka Korea Północna jaką mamy teraz) to wtedy możliwe są ruchy migracyjne w stronie Chin. Wtedy liczba Koreańczyków mieszkających w Chinach by się zwiększyła (Mamy już obecnie 2 miliony Koreańczyków) i mogli by mieć pretensje terytorialne. Kolejny Tybet ? Chiny nie chcą tego i wolą kupić sobie ubezpieczenie warte 2 miliardy dolarów rocznie.

    Biorąc pod uwagę, że reżim szybko nie upadnie, to dla mnie nie ma za wiele rozwiązań, poza atak na Korei Północnej. Najlepiej byłoby teraz zaatakować Koreę Północną. Owszem Atak na Koreę Północną kosztowałby życie setek tysięcy lub miliony osób, ale przynajmniej następne generacje zostaną oszczędzane. Później Korea Północna powinna być pod okupacją ONZ, i ruchy migracyjne powinne być pod kontrolą. Jest to oczywiście skrót myślowy, do którego niebawem wrócę w kolejnym tekscie.

    Ogólnie, twierdzę, że Korea Północna dalej będzie istnieć jako kraj suwereny, ale możliwe, że reżim polityczny się zmieni. Jedno za to jest pewne: Korea Północna nigdy się nie zjednoczy z Koreą Południową, przynajmniej nie w najblizszych latach. Uważam, że Korea Północna ma większe szansy być kolonią chińską.

    • Avatar Adam Izydorczyk

      Nicolas rocznie 2 mld $ ? Biorąc pod uwagę PKB NK, które na rok 2008 wynosiło aż całe 40 mld $ to te 2 mld to całkiem fajna kwota na kilka butelek whiskey dla Kim’a. :+)

      i zgadzam się z tą tezą, że lepiej dawać kasę i mieć mniejszą ilość emigrantów z NK niż przyjmować kolejnych, a chętnych nie brakuje (zresztą wiem ile u mnie na dzielni mieszka ludzi z NK .. mówi się, że na samym minhang district w SH będzie z 2000 osób

      • Avatar Piotr Badura

        W 2008 PKB Korei Północnej wynosił, wg danych ONZ, ok. 13,34 mld dolarów. Podane przez Pana 40 mld dolarów pochodzi zapewne z Factbooka CIA, ale tam jest mowa o PKB PPP, czyli PKB przeliczonym według siły nabywczej pieniądza w danym kraju. Upraszczając, za 13,34 mld dolarów można nabyć w Korei Północnej tyle, ile w USA za 40 mld dolarów.

  • Twierdzenie, że Korea Północna sprowokowała Koreę Południową jest przekłamaniem zaczerpniętym najprawdopodobniej z „zachodnich” mediów i prowadzącym do jednostronnej demonizacji tego kraju. Inny scenariusz nie byłby przecież po myśli USA i ich europejskich sojuszników. Proponowałbym więcej lektury na temat przynależności wyspy Yeongpjeong. Czy aby na pewno to Korea Północna chce zaostrzenia sytuacji? Nie rozumiem również dlaczego to Koreańczykom z południa trzeba pomóc i kto niby miałby to zrobić?

    Nie zgadzam się kompletnie z twierdzeniem, że nikt nie chce wojny. Ciekawym wydaje się zbieg okoliczności i przeprowadzanie ćwiczeń wojskowych przez Koreę Południową w coraz bliższym sąsiedztwie granicy z Koreą Północną w czasie, gdy gospodarka amerykańska zmierza ku głębokiemu załamaniu. Sytuacja zapewne rozwinie się w przeciągu najbliższego tygodnia i dużo zależy od tego jak bardzo Waszyngton będzie zdeterminowany i zaangażuje się w kryzys koreański. Na początku XX wieku amerykańska gospodarka dzięki dwóm wojnom światowym stała się światowym mocarstwem! Dla przykładu wpływy do federal government USA w latach 1916-1920 zwiększyły się ponad sześciokrotnie.

    Amerykanom w obecnej sytuacji wojna jest bardzo na rękę. Do tego aby nie być posądzanym o wywołanie jej bezpośrednio używają do tego swoim wpływów w Korei Południowej. W Iraku i Iranie to przecież nie wojna tylko światła demokratyzacja „terrorystów”.

    Mniej Wyborczej i pro-zachodnich mediów.

    • Avatar Adam Izydorczyk

      Eeee JG chyba sobie żartujesz ? komu jest na rękę ? co jest takiego w Korei Północnej na czym można zrobić biznes ? duże ilości kim chi ? wiesz ja też lubię hot pot, ale powątpiewam, aby Barack Obama był aż tak zagorzałym fanem tej potrawy :+)

      To jest jak wsadzenie patyka w mrowisko a tego nikt po jednej i drugiej stronie nie chce !! szczególnie w formie konfliktu .. każdy raczej preferuje rozwiązania pokojowe + przeprowadzenie niezbędnych reform w NK. Chińczycy już teraz mają dość NK (szczególnie emigrantów z NK) a tych jest troszeczkę w Chinach ( pół biedy jeśli wiedzą co ze sobą zrobić i założą własną restaurację etc.etc. ( mam znajomych, którzy preferują koreański hot pot nad chińskim), ale wielu z nich jednak kończy żebrząc !!
      Czy ChRL jest na rękę utrzymywanie sąsiada ?? ciekawe ile już pieniędzy poszło z budżetu ChRL na Kim’a i jego ekipę

      • Avatar Zyggi

        Cyt. „wielu z nich jednak kończy żebrząc”. Podobnie bywa z uciekinierami z Północy „lądującymi” na południe od DMZ, czyli bądź co bądź w ojczyźnie. Często snują się bez celu, popadają w depresję i alkoholizm… Takie są rezultaty życia w kraju, gdzie o wszystkim decyduje naczalstwo. Myślę, że północni Koreańczycy na skutek terroru oraz totalnej nacjonalizacji i kolektywizacji gospodarki są prawie zupełnie pozbawieni inicjatywy. Każdy, kto minimalnie odstaje od reżimowego strychulca (choćby fryzurą lub strojem), naraża się na poważne problemy. W tej sytuacji nie dziwi, że ci ludzie często zwyczajnie sobie nie radzą w innej rzeczywistości niż ta, jaką znają od kołyski. Innej zresztą nigdy nie znali, żyjąc w kraju, gdzie rozmowy telefoniczne z zagranicą są karane śmiercią…

    • czyli USA malo jest dwoch wojen? potrzebna trzecia? skad takie wiadomosci? z niezachodnich mediow?
      juz mielismy okazje na ich temat polemizowac. akurat z ta GW to nietrafiony argument, bo wiele o Azji nie pisza, a jesli to jakies odgrzewane tematy, wlasnych ludzi tam raczej nie maja.

      pokazanie silnego stanowiska USA to w moim odczuciu granie pod szersza publike, nie tylko odpowiedzenia Korei Pln, ale swoich azjatyckich sojusznikow i coraz bardziej rozpychajacych sie Chin. wiec wcale nie takie glupie zagranie

  • Czy to mi się śni?! Pan Nicolas Levi pisze, iż „Korea Północna twierdzi, że Korea Południowa sprowokowała Koreę Północną, poprzez zorganizowanie ćwiczeń wojskowych”. Jeśli ja dobrze rozumiem sytuację, to Korea Północna twierdzi, że Korea Południowa sprowokowała Koreę Północną, poprzez zorganizowanie ćwiczeń wojskowych na wodach terytorialnych Korei Północnej. Korea Północna nie ma nic przeciw ćwiczeniom, które Korea Południowa będzie prowadzić na swoich wodach lub na wodach międzynarodowych. Korea Północna nie może jednak pozostać bierna wobec ćwiczeń wojskowych prowadzonych bezprawnie na jej wodach, bo jej bierność tłumaczono by w przyszłości jako zgodę na to, że nie są to jej wody terytorialne (patrz przypadek chińskich wysp Diaoyu). Oczywistością jest w tej sytuacji, że trzeba uznać, iż Korea Południowa odpowiedziała na ostrzał Korei Północnej jeszcze przed tym ostrzałem, a nie po nim.
    Pogląd pana Nicolasa Leviego, że Korea Północna ostrzeliwuje Koreę Południową, by uzyskać od niej pomoc gospodarczą, ma chyba u podstawy pogląd, że Koreą Południową rządzą patentowane osły i takież patentowane osły czytają teksty pana Nicolasa Leviego w portalu CSPA.
    Pogląd pana Nicolasa Leviego, że ostrzał wojsk Korei Południowej miał uwiarygodnić Kim Jong Una jako następcę Kim Jong Ila, ma chyba u podstawy pogląd, że generalicja Korei Północnej (bo przecież Ukochanego Przywódcy nie wybiera się w powszechnym głosowaniu) to patentowane osły, które można nabrać na prymitywne sztuczki.
    Proponowałbym zapoznanie się z wypowiedzią prof. Haliżaka, dostępną pod adresem:
    http://www.tvncnbc.pl/bedzie-wojna-w-korei,7980071,23,klip.html#
    Warto przy tym pamiętać, że prof. Haliżak musi się wypowiadać „dyplomatycznie”. Mimo to na pytanie, o co chodzi Korei Północnej, odpowiedział wyraźnie, że „chodzi o to, by zjednoczyć Koreę, ale pod własnym przewodnictwem i wedle własnej koncepcji”. Prof. Haliżak powiedział też wyraźnie, że „zjednoczenie nie chce praktycznie rzecz biorąc nikt” (chodzi o Chiny, USA i Japonię). Profesor zwrócił także uwagę, że władze Korei Północnej nie są „mówiąc kolokwialnie, w ciemię bite, i prowadzą bardzo zręczną grę dyplomatyczną, lawirując między USA i Chinami. Mówi się o uzależnieniu od Chin, ale to nie jest do końca prawda”.
    W odróżnieniu od prof. Haliżaka, mnie nie obowiązuje „dyplomacja” i mogę pisać wprost. Północni Koreańczycy są twardego karku. Potrafią sami stanąć nawet przeciw całemu światu. Dla nich lepszy na wolności kąsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki. Pan Nicolas Levi, jeśli pisze szczerze, nie rozumie ni w ząb tego, co dzieje się w Korei i wokół niej.

    • Cyt. „Północni Koreańczycy są twardego karku. Potrafią sami stanąć nawet przeciw całemu światu. Dla nich lepszy na wolności kąsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki.”
      Drogi Panie, podejrzewam, że to był żart. Ale jeśli nie, to w sytuacji gdy za upuszczenie gazety ze zdjęciem „Ukochanego Wodza” można trafić do łagru, to ładna mi „wolność”. Ludzie jedzący trawę z głodu, dzieci żywiące się odpadkami (sfilmowane w dokumencie BBC „Dzieci złego państwa”), a nad tym wszystkim portrety i posągi współczesnego, opasłego faraona, który potajemnie sprowadza sobie whisky kosztem krwawicy ogłupianych od żłobka poddanych. Żony północnokoreańskich dyplomatów sikające w majtki, bo gdyby poszły do WC, mogłyby się spóźnić z powitaniem Wodza, który lada moment ma wylądować… Kobieta, która ma za zadanie w ciągu 3 minut doprowadzić do łez zwiedzających, bo jak nie to w najlepszym razie nagana, w najgorszym, strach myśleć co… Jednostka ludzka traktowana jak marny robaczek u stóp „ukochanego przywódcy”, który zakazuje obywatelom korzystania z internetu i telefonów komórkowych…
      Zupełnie abstrahuję tu od problematyki, kto kogo prowokował. To inny temat. Natomiast nie słyszałem, by ktokolwiek uciekł z Korei Pd. na Północ, do tej „wolności”, o której Pan pisze. :-)

      • Avatar Piotr Badura

        Szanowny Panie Zyggi
        Nie napisałem: „Lepszy w suwerenności kąsek lada jaki…”, bo brzmiałoby to niezręcznie, ale o tym właśnie myślałem. Chodziło mi o suwerenność Korei Północnej, a nie o osobistą wolność jej obywateli. Skoro pisałem „potrafią stanąć przeciw całemu światu”, to trudno przyjąć, że chodziło mi o indywidualnych obywateli. Moja wypowiedź nie była więc żartem, ale odnosiła się do Koreańczyków jako państwa. Zaszło więc nieporozumienie.
        Jeśli już jednak mowa o wolności obywateli, to sprawy wcale nie mają się tak prosto, jak czasem się mniema. Pani Marta Polkowska zamieściła tu 10 dni temu bardzo pouczający news na temat „wolności” w Korei Południowej. Może go Pan przeczytać pod adresem:
        http://www.polska-azja.pl/2010/11/16/sad-najwyzszy-korei-pd-zakaz-sluchania-muzyki-z-korei-polnocnej/
        Ten news to jest twardy fakt, czego nie można powiedzieć o podanych przez Pana informacjach na temat represyjności północnokoreańskiego reżimu, bo to są raczej bajki. Byłbym zobowiązany za podawanie wiarygodnych źródeł takich informacji.
        W kolejnym komentarzu zamieszczę trochę informacji o Korei Północnej, pochodzących z dość wiarygodnego źródła.
        Pozdrawiam serdecznie

      • Avatar Piotr Badura

        „Ludzie jedzący trawę z głodu” – głód w Korei Północnej wszedł już do klasyki propagandy. Czy prawdą jest, że Koreańczycy Północni tak strasznie głodują? Wydaje mi się, że są słabo odżywieni, ale słabo odżywiony to jeszcze nie głodujący.
        Wśród licznych informacji, które publikuje FAO, są też informacje o spożyciu żywności w różnych krajach świata. Polecam uwadze dwa adresy. Informację o spożyciu produktów zwierzęcych znajdziemy pod adresem:
        http://faostat.fao.org/site/610/default.aspx#ancor
        a dane o spożyciu produktów roślinnych pod adresem:
        http://faostat.fao.org/site/609/default.aspx#ancor
        Oczywiście nie namawiam nikogo do drobiazgowego studiowania tabel, chyba że ma na to ochotę. Mniej zainteresowanym wystarczy w dziale „country” wybrać „Democratic People’s Republic of Korea”, w dziale „year” wybrać sobie dowolne lata (dane są za lata 1961-2007), w dziale „item” wybrać pozycję u samego dołu „Grand Total + (Total)” (ta pozycja zarówno w przypadku tabeli pokarmów roślinnych jak i zwierzęcych obejmuje całość żywności, roślinnej i zwierzęcej) a na koniec w dziale „element” zaznaczyć „Food supply (kcal/capita/day)” oraz pozycję „Protein supply quantity (g/capita/day)”. Teraz możemy kliknąć „show data” i wyświetli się żądana informacja. Dowiemy się np., że w 2007 statystyczny Koreańczyk Północny miał w dziennej porcji żywności 2.087,04 kcal i 57,35 g białka. To jest rzeczywiście mało, ale byłbym ostrożny z nazywaniem tego głodem.
        W tym samym źródle możemy ustalić, że w 2007 statystyczny Boliwijczyk miał w dziennej porcji żywności 2.064,13 kcal i 55,47 g białka a statystyczny Tadżyk 2.117,52 kcal i 53,45 g białka. Czy ktoś słyszał o jedzących z głodu trawę Tadżykach i Boliwijczykach? Zwracam tu uwagę, że nie sięgnąłem do państw afrykańskich. Nie przywołałem też Haiti, w którym dzienna porcja żywności miała w 2007 tylko 1.869,77 kcal i 42,55 g białka, a o jedzących z głodu trawę Haitańczykach też nikt nie mówi.
        Zbyt niska kaloryczność jedzenia nie jest tak wielkim problemem jak niedobór białka. Jeśli przejrzymy szczegółowo dane FAO, to dowiemy się, że w 2007 poniżej 60 g białka dziennie (czyli tyle co w Korei Północnej lub jeszcze mniej) miały dziesiątki państw świata, m.in.: Indie (57,43), Indonezja (56,78), Pakistan (59,22), Bangladesz (50,53), Filipiny (59,98), Etiopia (56,66), Kongo (57,35), Tajlandia (56,18), Tanzania (49,10), Kenia (59,68) i Uganda (48,69). Wymieniłem tylko najludniejsze państwa, które mają łącznie 2,2 mld mieszkańców. Gdyby sumować wszystkie państwa mające poniżej 60 g białka dziennie na głowę, to objęlibyśmy blisko 40 proc. mieszkańców świata. Czy 40 proc. mieszkańców świata je z głodu trawę?
        Wypada też zwrócić uwagę, że 2007 był akurat słabym rokiem dla Korei Północnej. Pod adresem:
        http://faostat.fao.org/site/339/default.aspx
        znajdziemy dane o najważniejszych 20 produktach rolnych każdego państwa wg lat. Dowiemy się, że zbiory ryżu wyniosły w Korei Północnej:
        2001 – 2,1 mln ton
        2002 – 2,2 mln ton
        2003 – 2,2 mln ton
        2004 – 2,4 mln ton
        2005 – 2,6 mln ton
        2006 – 2,5 mln ton
        2007 – 1,9 mln ton
        2008 – 2,9 mln ton.
        Ryż to w Korei Północnej podstawa wyżywienia. Z podanych liczb widać, że rok 2007 był bardzo zły a 2008 szczególnie udany. Gdyby FAO opublikowała już dane o wyżywieniu w 2008, to byłyby one dla Korei Północnej korzystniejsze niż te za 2007. Można przypuszczać, że dane za 2009 będą jeszcze lepsze niż te za 2008.
        Należy z rezerwą podchodzić do bajek o jedzących z głodu trawę Koreańczykach Północnych. Prawdą jest tylko to, że są oni słabo odżywieni.
        Znacznie ciekawsze, niż opowiadanie bajek o jedzących z głodu trawę Koreańczykach Północnych, byłoby wyjaśnienie, dlaczego w latach 1992-1994 zbierano w Korei Północnej średnio 4,5 mln ton ryżu, a teraz, w udanym 2008, tylko 2,9 mln ton.

      • Avatar Zyggi

        Szanowny Panie Badura, zupę z trawy zachwalali kilka lat temu nawet w północnokoreańskiej TV, więc trudno znaleźc by było lepsze potwierdzenie. :-)
        Nie wiem, na czym FAO opiera swoje dane. Jeżeli polegają na danych KRL-D to można to skwitowac uśmiechem politowania. W czasach Ceausescu rumuńskie statystyki też były fałszowane na potęgę. Ale nawet gdyby dane były prawdziwe i wyglądały lepiej niż w Boliwii czy na Haiti, to pamiętajmy, że te kraje nie kreują się na „raj”, jak to czyni z uporem godnym lepszej sprawy reżim w Phenianie.
        Co do represyjności reżimu Kima, o niej napisano tomy. Nie mam linków do informacji które podałem, bo nie pamiętam źródeł. Ale mam inne, budzące nie mniejszą grozę i niedowierzanie. Na początek z czołowego polskiego portalu o tematyce północnokoreańskiej:
        http://www.northkorea.pl/czytelnia/38-prawa-czlowieka/1367-korea-ponocna-piekem-praw-czowieka
        W KRL-D karę śmierci można „zaliczyc” za kontakt z rodziną lub przyjaciółmi na południu podzielonej ojczyzny, co potwierdza kolejny link: http://www.dailymail.co.uk/news/worldnews/article-1255375/North-Korean-man-executed-calling-friend-South-Korea-mobile-phone.html
        A tu przyczynek na temat „tolerancji religijnej” jaką chwali się KRL-D, gdy pokazuje 2 czy 3 mnichów buddyjskich „na krzyż’:
        http://www.huffingtonpost.com/2009/07/24/north-korea-christian-exe_n_244340.html
        Osobna sprawa to, iż chyba nie ma kraju bardziej trudnego do zwiedzania, w dodatku ogarniętego obsesją tajności.
        Co do zakazu słuchania muzyki z KRL-D, Pański argument przypomina chruszczowowskie „a u was biją Murzynów”. Byc może władze w Seulu są zbyt rygorystyczne, ale pamiętajmy, że i u nas jest zakaz upowszechniania treści wychwalających totalitaryzm. Tak więc strony takie jak krld.pl lawirują na granicy legalności. Ciekawi mnie natomiast, jak dalece tolerancyjny byłby reżim w Phenianie, gdyby ktoś chciał sobie obejrzec któryś z filmów Kim Ki-duka albo posłuchac jak śpiewa południowokoreański wokalista Rain…

      • Avatar Piotr Badura

        Szanowny Panie Zyggi
        Powinien Pan wnikliwiej zbadać sprawę „zupy z trawy”. Często mówi się u nas, że Koreańczycy Północni jedzą z głodu trawę. Napisał Pan, że „zupę z trawy zachwalali kilka lat temu nawet w północnokoreańskiej TV”. Niech więc Pan spróbuje znaleźć w sieci ten materiał. Myślę, że się to Panu nie uda. A przecież trudno przyjąć, że agenci KRLD wyczyścili sieć. Z propagandowymi bajkami jest często tak, że nie można dojść do wiarygodnego źródła. Jeśli w sprawie „zupy z trawy” nie dotrze Pan do wiarygodnego źródła, to powinien Pan uznać to za propagandową bajkę.
        Inna sprawa, że Koreańczycy Północni są istotnie skromnie odżywieni, więc porada, jak wzbogacić dietę roślinami uznawanymi za chwasty, a będącymi wartościowymi odżywczo, byłaby rozsądna. U nas też można by zalecić wykorzystanie w kuchni młodych liści pokrzywy, owoców dzikiej róży etc. Byłoby to na pewno z korzyścią dla naszego zdrowia, ale np. mnie szkoda na to czasu i wolę kupić w sklepie warzywa i owoce.
        Pana uwagi na temat danych FAO trudno zaakceptować. ONZ i wszystkie jego agendy są pod kontrolą międzynarodowej społeczności. Czy wyobraża Pan sobie, że FAO publikuje nieprawdziwe dane o Korei Północnej, ukazujące ten kraj w lepszym świetle niż to ma miejsce w rzeczywistości, a USA, UE, Japonia etc. siedzą cichuteńko i nie protestują przeciw publikowaniu za ich składki tej propagandy? Przypuszczam, że gdyby FAO opublikowała propagandowe materiały na korzyść Korei Północnej to światowe media w oparciu o dane dostarczone natychmiast przez wywiady USA, UE, Japonii etc. rozdarłyby na strzępy odpowiedzialnych za publikację propagandy urzędników FAO.
        ONZ i jego agendy muszą publikować informacje w miarę możliwości rzetelne, bo inaczej straciłyby rację bytu. ONZ istnieje przecież jako porozumienie różnych państw świata. Korzystanie z informacji ONZ jest dziś najbezpieczniejsze, co nie oznacza, że trzeba wszystko przyjmować bezkrytycznie. Wszędzie są tylko ludzie. Jednak wiarygodność innych niż ONZ źródeł wydaje się na ogół mniejsza.
        Podany przez Pana link do strony northkorea.pl nie działa (do northkorea.pl odniosę się w następnym komentarzu).
        Kolejny link odsyła do czystej propagandy. Brytyjski tabloid „Daily Mail” powołuje się na informacje z założonej przez Amerykanów rozgłośni radiowej (Open Radio dla Korei Północnej), która z terenu Korei Południowej ma oddziaływać na Koreańczyków Północnych. Owo wątpliwej wiarygodności źródło podaje, że mężczyzna, o którym jakoby wiadomo, iż nazywał się Jung, zatrudniony był przy amunicji i mieszkał w Hamhung (drugie co do wielkości miasto KRLD i port) został aresztowany i poddany brutalnemu przesłuchaniu po tym, jak podczas rewizji w jego mieszkaniu znaleziono nielegalny (tj. niezarejestrowany) telefon komórkowy. Jung zeznał, że z tego telefonu informował swego kolegę w Korei Południowej (zbiegłego tam z KRLD w 2001) o ciężkich warunkach życia w komunistycznym państwie, o tym jak ludzie walczą, by żyć, i o cenach ryżu. Podobno Junga rozstrzelano. Open Radio zastrzega jednak, że informacja o wykonanym wyroku może być celowym przeciekiem od władz KRLD obliczonym na zastraszenie Koreańczyków Północnych, którzy mają nielegalne telefony komórkowe (przemycane z Chin).
        Przyzna Pan, Panie Zyggi, że w artykule, na który Pan się powołał, nie chodzi o „karę śmierci za kontakt z rodziną lub przyjaciółmi na południu podzielonej ojczyzny”. Z artykułu, do którego link podałem Panu już wcześniej, jasno wynika, że mieszkaniec Korei Południowej nie ma prawa bez zgody władz rozmawiać przez telefon z mieszkańcem
        Korei Północnej. Jeśli zatem Jung (o ile to wszystko jest w ogóle prawdą) rozmawiał z mieszkańcem Korei Południowej, to zapewne miał świadomość, że ten jego kolega z Korei Południowej zbiera informacje o charakterze wywiadowczym. Trudno przecież zakładać, że Jung myślał, iż służby Korei Południowej nie są w stanie namierzyć, kto z jej terytorium rozmawia nielegalnie przez telefon komórkowy z mieszkańcem Północy. Nie chodziło więc o zwykłą rozmowę z przyjacielem. A poza wszystkim źródło jest niewiarygodne, a cała informacja nieprawdopodobna i nie dająca się w żaden sposób zweryfikować.
        Podobnie wątpliwa jest informacja z kolejnego podanego przez Pana linka, ale niech mi Pan nie każe robić kolejnej analizy.
        Przesadza Pan pisząc o „kraju trudnym do zwiedzania, w dodatku ogarniętym obsesją tajności”. Jest trochę biur podróży organizujących wycieczki do i po Korei Północnej. Jest też dostępna informacja o KRLD, tyle że bardzo rozproszona i często oklejona propagandą. Podaję Panu linki do dwóch materiałów. Pierwszy to fotorelacja pary młodych ludzi, którzy pojechali na tydzień (24-31.05.2005) turystycznie do KRLD. Zdjęcia (blisko 400) i dyskusję (niestety pełną propagandy) znajdzie Pan pod adresem:
        http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,91,24924207,25253677,0.html?v=2
        Drugi link prowadzi do obszernego materiału na temat ludności KRLD:
        http://unstats.un.org/unsd/demographic/sources/census/2010_PHC/North_Korea/Final%20national%20census%20report.pdf
        Na koniec przypomnę, że ja podzielam dość powszechny pogląd, iż mieszkańcom Korei Północnej zrobiono pranie mózgów i wtłoczono im do głowy propagandę. Tu jest moja zgoda. Ale uważam też, że u nas (podobnie jak w całej UE, USA etc.) ludzie mają podobnie wyprane mózgi i też wtłoczono im do głowy absurdalną propagandę, tyle że inną niż północnokoreańska. Nasi są identyczni z Koreańczykami Północnymi. Będą się upierać, że są w tym jedynym obszarze jedynej prawdy, a tymczasem są tylko w innym matriksie.
        Poznawanie prawdy wymaga wysiłku, a propaganda przychodzi łatwo, lekko i przyjemnie.
        Pozdrawiam serdecznie

      • Avatar Zyggi

        Szanowny Panie Badura, pisze Pan: „Przesadza Pan pisząc o “kraju trudnym do zwiedzania, w dodatku ogarniętym obsesją tajności”. ”
        Cóż, wobec tego proponuję się tam wybrac i chodzic sobie bez „opiekuna”. Ciekawe, czy taka „sztuka” się Panu uda. :-)
        Co do trzeciego linka, odnośnie kwestii religijnych. Ciekawi mnie, jaki los spotkałby osobę, która zamiast portretów Kimów zawiesiłaby sobie inne przedmioty kultu? Czy takie „odstępstwo” byłoby tolerowane? A przecież kult Kimów ma wszelkie znamiona kultu religijnego i to żarliwego. W związku z tym oczywiste jest, że żadna „konkurencja” nie będzie tolerowana. Wystarczy posłuchac ich propagandy o przymiotach „ukochanych przywódców”. Chocby tego, co sami mówią w znanym dokumencie Andrzeja Fidyka „Defilada”: tu wódz przeprowadził staruszkę, tam się zadumał… Oczywiście i u nas zdarzają się jednostki gotowe czcic w niemal podobny sposób JP2 ale to są wyjątki, nie ogół.
        Widz polski nie potrzebuje komentarza, by pojąc absurdalnosc i groteskowosc tego reżimu.
        Cyt. „Nasi są identyczni z Koreańczykami Północnymi. Będą się upierać, że są w tym jedynym obszarze jedynej prawdy, a tymczasem są tylko w innym matriksie.”
        Wie Pan, u nas może Pan czytac co tylko Pan chce, chocby w internecie. W KRL-D nawet nie mają pojęcia o najbliższej zagranicy, nie mają szansy jej zobaczyc, już reżim pieczołowicie dba o to, by obywatele za wiele się nie dowiedzieli… A internetu i telefonii komórkowej na razie „nie nada”. Dlatego oni ciągle myślą, że Korea Pd. i Japonia to piekło klasy robotniczej (w „Defiladzie” np. mówią, że na Południu zmuszają Koreańczyków” do mówienia po „amerykańsku”). :-D Tylko dziwne, że wszędzie można spotkac turystów z tego „piekła”, a czy widział ktoś turystę z KRL-D? A może Pan takie „zjawisko” widział? Pewnie nie, bo nawet gdyby zdarzył się cud i daliby mu paszport, to za co by wyjechał skoro posiadanie twardej waluty w KRL-D jest zakazane, a pokątny handel nią tym bardziej? A nawet gdyby znalazł się jakiś „cinkciarz”, to podejrzewam, że niewiele dolarów dałoby radę u niego kupic za zarobione w fabryce lub kołchozie pieniążki, najwyżej kilka % tego, co zarabia południowokoreański robotnik. Jak Pan widzi, północni Koreańczycy żyją w całkiem innym „matriksie”, a innych rzeczywistości po prostu nie znają. Ich życie przypomina raczej pańszczyźniany feudalizm, tyle że zelektryfikowany i z telewizorami wypełnionymi propagandą.
        Gorąco pozdrawiam.

      • Avatar JG

        Nie bardzo pojmuję czemu tak zależy Panu żeby wszędzie chodzić bez opiekuna? Jedzie Pan w gości do innego kraju i chce cię panoszyć? Myśli Pan, że ktokolwiek z Korei Północnej mógłby sobie swobodnie chodzić w Polsce czy US bez opiekuna?

        Oczywiście, że w Polsce można czytać „co się chcę” tylko nie wszystko dostaje zezwolenie na publikację.Nawet nie chce mi się wymieniać listy tematów, na które nałożono BANA w Polsce.

      • Avatar Zyggi

        Albo żarty się Pana trzymają albo zwyczajnie lubi Pan byc wodzony za nos. To, że ja tego nie lubię, nie znaczy, że mam zamiar się panoszyc. Nie wiem, czy obywatel KRL-D mógłby jeździc po Polsce bez opiekuna. Wiem natomiast, że obywatele innych krajów, mogą, bo sam ich spotykałem, w tym samotnie podróżującą Chinkę. I zapewniam Pana, że nie wyglądała na kogoś, kto się u nas panoszy. :-) Tymczasem w KRL-D nawet obywatele tego kraju mają ograniczenia w swobodnym poruszaniu się, co potwierdzi Panu każdy, kto zna realia tego kraju.
        Cyt. „Oczywiście, że w Polsce można czytać “co się chcę” tylko nie wszystko dostaje zezwolenie na publikację.”
        To dotyczy tylko mediów korporacyjnych (mainstreamowych). Swego czasu „Najwyższy Czas” pisał o kontrowersjach wokół 11 września i jakoś żadna cenzura w tym nie przeszkodziła. Życzę więcej obiektywizmu i dystansu wobec „zdobyczy ludu pracującego” Korei Pn.
        Pozdrawiam.

    • nie bardzo wiem czemu sluza osobiste wycieczki do autora tekstu i strony CSPA. jesli cytowany przez Pana prof. Halizak moze dyplomatycznie, to niech i Pan sprobuje. naprawde warto.

      • Avatar rysiek

        ta wypowiedz odnosi sie do ponizszej, napisanej przez JG

      • Avatar rysiek

        cos sie pomylilo z formatowaniem. to jednak jest napisane do Pana Piotra Badury

    • Szkoda tracić czasu na dyskusję czy jedzą trawę czy nie, bo to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że Korea Północna jest rządzona przez rodzinę bandytów, wspieranych przez Pekin i uprawiających agresywną politykę.

      „Ale uważam też, że u nas (podobnie jak w całej UE, USA etc.) ludzie mają podobnie wyprane mózgi i też wtłoczono im do głowy absurdalną propagandę”

      Zachodnia propaganda (serwowana przez media) jest przynajmniej zróżnicowana, a słuchacze poddają się jej dobrowolnie. Nie ma tu czego nawet porównywać. Ludzie Zachodu poddają się nie tylko swojskiej propagandzie, ale również tej z Dalekiego Wschodu. Ile ja to czytałem, również na tej stronie, o prozachodnich mediach (trudno, żeby media utrzymujące się z zachodnich czytelników/widzów/słuchaczy czy ze skierowanych do nich reklam, nie były prozachodnie !). Niektórzy ludzie zafascynowani obcymi wzorcami, nie tylko bezkrytycznie je pochwalają, ale także plują na krąg kulturowy z którego się wywodzą. Kończąc temat Zachodu chciałbym podkreślić, że Zachód rozwijał się przez 500 lat, a przez 200 bardzo intensywnie, natomiast „nowe potęgi” rozwijają się 30 (Chiny), czy 20 lat korzystając zresztą z osiągnięć cywilizacyjnych zachodu. Nie ma jeszcze takiego państwa, które rozwijając się próbowałby odrzucić wszystkie zdobycze tej cywilizacji. Chciałbym jeszcze podkreślić, że w niemalże każdym państwie na świecie najbardziej atrakcyjną kulturą, oprócz rodzimej jest właśnie kultura zachodnia.

      „Poznawanie prawdy wymaga wysiłku, a propaganda przychodzi łatwo, lekko i przyjemnie.”

      Uważam, że to jest rozumowanie błędne. Na świat można patrzeć przez okulary, które co prawda skrzywiają obraz, ale są niemalże jedynym sposobem na jego poznanie. Okularami są media, które są koniecznym pośrednikiem między widzem, a rzeczywistością gdyż fizycznie nie jest możliwe uczestniczenie w każdym wydarzeniu na świecie. Szczególnie skrzywiony może być obraz Chin, gdzie z jednej strony mamy okulary bardzo przyciemnione przez cenzurę, a drugie, naszej rodzimej produkcji obraz skrzywiają, gdyż Chinom są z powodów ideologicznych niechętne. Napisałem na początku akapitu, „niemalże”, ponieważ jest jeden sposób na ominięcie pośredników jakimi są media. Tym sposobem jest wizyta w Chinach i skonfrontowanie własnej opinii ukształtowanej przez w/w pośredników z rzeczywistością.

      • Avatar Zyggi

        Cyt. „Chciałbym jeszcze podkreślić, że w niemalże każdym państwie na świecie najbardziej atrakcyjną kulturą, oprócz rodzimej jest właśnie kultura zachodnia.”
        Pojęcie „kultura zachodnia” jest równie pojemne jak „kultura Wschodu”. Gdyby operowac takimi uogólnieniami, to gdzie ulokowac takie kraje jak Rosja, Turcja, Filipiny itd.? Należą kulturowo do Wschodu czy Zachodu?
        Myślę, że bardziej celowe byłoby traktowanie każdej kultury osobno. Zwłaszcza, że tacy np. Francuzi niekoniecznie byliby zachwyceni, gdyby zrównac ich kulturę z np. kulturą Teksasu. Myślę zresztą, że niektóre kultury azjatyckie są bardziej przyjazne i atrakcyjne dla przybysza z zewnątrz niż niektóre kultury Europy czy obu Ameryk. I przypuszczam, że Słowianina chetniej jako „swojego” zaakceptowaliby nawet Indonezyjczycy niż np. Niemcy czy Austriacy. A to z powodu braku uprzedzeń i faktu, że w kulturze indonezyjskiej rodowód etniczny nie ma większego znaczenia. Znam niezbyt zamożną rodzinę z Dżakarty, która ma rodowód jawajsko-sundajsko-chińsko-holenderski. Ani razu nie spotkali się z niczyją niechęcią czy agresją. Czy taka sytuacja byłaby możliwa np. w byłym NRD albo w Austrii?…

  • Chiny potrzebują Korei Północnej, ale co ważne Korea Południa potrzebuje także Korei Północnej, dlatego to Korea Północna, która decyduje o układzie geopolitycznym na Półwyspie Koreańskim. Zjednoczenie to tylko utopia, mimo, że istnieje w Korei Południowej ministerstwo ds. zjednoczenia.

  • Jaki jest powód utrzymywania przy życiu koreańskiego reżimu przez ChRL ?

    • Bo ChRL bardzo, ale to bardzo nie potrzebuje zjednoczonej Korei. W zasadzie to nikt jej nie potrzebuje, poza Koreańczykami, a i oni nie zawsze zdają sobie z tego sprawę.

      • Avatar ciekawy

        Być może występuje tu analogia do Niemiec. Zjednoczenie potraktowano jako konieczność, ale gdyby sąsiedzi mogli decydować to do dzisiaj sąsiadowaliśmy z hybrydą. Chiny są gwarantem reżimu Kimów, tak samo jak ZSRR był gwarantem sztucznego tworu zwanego NRD. Niektórzy miłośnicy czy entuzjaści Chin nie dostrzegają tego faktu, dlatego przewrotnie zadałem to pytanie, aby rozruszać dyskusję na ten temat.

  • Prowokacja? To nie wydaje się najbardziej istotne jak się to nazwie. Bardziej istotna jest reakcja. W zasadzie Zyggi ma rację, to byłaby adekwatna odpowiedź i może oczekiwana przez wielu na świecie. Ale ponieważ ja tam nie pojadę i tego nie zrobię, a tym bardziej syna nie wyślę, to cenne byłyby i inne pomysły jak Koreańczykom południowym pomóc …

    • Dziś jest za późno, dlatego napisałem „trzeba było” – w czasie przeszłym. Bush i jego klika nafciarzy woleli najechac pod fałszywym pretekstem spacyfikowany sankcjami Irak niż podjąc trudniejsze, ale o wiele bardziej palące zadanie poskromienia Kima. Dziś KRL-D ma już prawie na pewno bombę „A”, a reszta świata ma trudny orzech do zgryzienia…

  • Kim za nic nie dopuści do zjednoczenia, bo się boi południowokoreańskiego stryczka. :-) Myślę, że trzeba było zawczasu ośrodek w Yongbion zbombardować z powietrza aż by blachy fruwały – tak jak Izraelczycy zrobili z irackim reaktorem Osirak w 1981 r. Następnie zagrozić, że każda militarna odpowiedź spotka się z uderzeniem nuklearnym i upokorzyć sk****syna przed własnym narodem. Do takiej kanalii tylko taki język dociera, głaskanie nic nie da! Łajdacy i wariaci muszą się bać, tylko to powstrzymuje ich od szaleństw.

Pozostaw odpowiedź