BLOGOSFERA

„Newsweek”: Co wy wiecie o Chinach

800px-Flag_of_the_People's_Republic_of_China.svgWszystko, co wiesz o ekonomicznej potędze Chin, jest nieprawdą. „Newsweek” obala pięć mitów na temat chińskiej gospodarki.

W powszechnej opinii Chiny pędzą pełną parą przez globalny kryzys finansowy, wykorzystując dynamikę, jaką nadał im trwający od 30 lat boom. Większość autorów prognoz ekonomicznych zakłada, że chiński gospodarczy supertankowiec wyjdzie z tej burzy cało i utrzyma ten sam kurs, co przed nią. Ale ten kryzys jest inny – większy i groźniejszy niż jakikolwiek z tych, które świat przechodził w minionych kilku dekadach. Bezlitośnie obnaża ograniczenia chińskiego modelu rozwoju ekonomicznego, wymuszając zmiany w niemal każdym jego elemencie. To właściwy moment, by zdać sobie wreszcie sprawę, że większość potocznych wyobrażeń na temat gospodarczej potęgi Chin nijak nie przystaje do rzeczywistości.

Mit numer 1:
Komuniści błyskotliwie zarządzają gospodarką

Gdy we wrześniu 2008 roku upadł bank Lehman Brothers, Chiny natychmiast zaczęły wprowadzać pakiet stymulacyjny wart 600 mld dolarów, który miał się okazać największym (w stosunku do PKB), najszybciej wdrożonym i – zdaniem wielu – najskuteczniejszym tego rodzaju programem na świecie. W efekcie gospodarka Państwa Środka nadal rośnie w niedoścignionym tempie 8 proc. rocznie, co potwierdziło reputację partyjnej starszyzny jako ekonomicznych wirtuozów. Jednak choć większość analityków zgadza się, że Pekin świetnie poradził sobie z zachowaniem na tyle wysokiego wzrostu, by zapobiec masowemu bezrobociu i wiążącym się z tym niepokojom politycznym, to rosną obawy, jak ów potężny bodziec może zaburzyć gospodarkę w dłuższej perspektywie. Niepostrzeżenie Chiny stały się bowiem gospodarką napędzaną niemal całkowicie przez inwestycje państwowe, które w pierwszej połowie 2009 r. miały 88-procentowy udział we wzroście PKB – taki wskaźnik trudno znaleźć w jakimkolwiek innym kraju świata.

Zagrożenia wynikające z podtrzymywania ekonomicznego boomu tą metodą są realne. Liberalizacja rynków finansowych i prywatyzacja strategicznych sektorów, do których należy większość najbogatszych branż, takich jak banki, telekomunikacja czy budownictwo, mogą zostać odłożone na bliżejnieokreśloną przyszłość. Nastąpi za to prawdopodobnie wysyp księżycowych projektów infrastrukturalnych w stylu most donikąd.

Niektórzy analitycy będą wprawdzie przekonywać, że w Państwie Środka, gdzie 40 proc. wiosek wciąż nie ma utwardzonych dróg do najbliższego miasta, istnieje ogromny popyt na kolejne projekty drogowe. Warto jednak zapytać, ile Chiny zyskują na połączeniu biednych wieśniaków z rynkiem, skoro chiński PKB na głowę nadal wynosi zaledwie 2 tys. dol., a w rejonach wiejskich kilkakrotnie mniej. – Jadąc przez kraj którąś z nowych autostrad na prowincji, nie ujrzycie wielu samochodów – mówi Ming Huang, profesor finansów z pekińskiej szkoły biznesu Cheung Kong oraz Cornell University. – Minie sporo czasu, nim tego typu inwestycja przełoży się na jakikolwiek wzrost konsumpcji.

To zresztą niejedyne wątpliwości co do sensowności wykorzystania środków z gigantycznego pakietu stymulacyjnego. Nawet przedstawiciele rządu przyznają dziś, że 60 proc. pochodzących zeń pieniędzy, a może nawet więcej, trafiło na giełdę i w nieruchomości, wzmagając tylko ryzyko powstania kolejnych baniek spekulacyjnych. W niektórych miastach na wybrzeżu obroty na rynku nieruchomości wzrosły trzykrotnie w stosunku do sytuacji sprzed roku; szanghajska giełda urosła w tym roku o ponad 60 proc. – Cały pakiet stymulacyjny skoncentrował się wokół budowania nowej infrastruktury i ponownego rozgrzewania sektora nieruchomości – podsumowuje niezależny chiński ekonomista Andy Xie. Na dodatek 95 proc. środków trafiło do sektora państwowego.

Już wkrótce może to być źródłem poważnych kłopotów. Chiński dług publiczny, kiedyś symboliczny, dziś oficjalnie sięga około 30 proc. PKB. Ale niektórzy zachodni ekonomiści sądzą, że realnie może to być nawet 70 proc. Wprawdzie to i tak niewiele w porównaniu z krajami Zachodu (w USA stosunek długu publicznego do PKB sięgnie w przyszłym roku około 100 proc.), ale chińscy politycy już się niepokoją. We wrześniu premier Wen Jiabao powiedział grupie VIP-ów na spotkaniu Światowego Forum Ekonomicznego w Dalian, że odbicie gospodarcze w Chinach jest „niestabilne, niezrównoważone i nieskonsolidowane”.

Mit numer 2:
Kapitalizm w Chinach kwitnie

Liczba prywatnych firm w Chinach rzeczywiście się podwoiła z 20 mln w 1990 r. do 40 mln w 2008 r. Jednak zdaniem Johna Lee z Hudson Institute pod koniec tego roku firm będzie około 38 mln, bo wielu prywatnych przedsiębiorców bankrutuje. Państwowe kombinaty cieszyły się potężnymi preferencjami, jeszcze zanim za sprawą pakietu stymulacyjnego Pekin zaczął pompować w nie kolosalne pieniądze. Mają łatwy dostęp do oprocentowanych zaledwie na 3 proc. pożyczek z państwowych banków, podczas gdy firmy prywatne muszą płacić oprocentowanie czasem nawet dwucyfrowe. Nic zatem dziwnego, że często szukają finansowania na czarnym rynku. Od 1992 r. inwestycje trwałe sektora prywatnego rosły w tempie około 10 proc. rocznie, podczas gdy w sektorze państwowym ów wzrost wynosił 20-50 proc. Od lat 90. średnia wielkość zatrudnienia w prywatnych firmach w Chinach zatrzymała się na około 30 pracownikach, po części z powodu kłopotów z gromadzeniem kapitału. Nie zaskakują więc wyniki niedawnych sondaży rynkowych, w których firmy państwowe tryskają optymizmem, zaś przedsiębiorcy prywatni już zdecydowanie mniej.

Chińskie państwo jest właścicielem ponad dwóch trzecich wszystkich środków trwałych, takich jak linie telekomunikacyjne, elektrownie i nieruchomości. Akcje państwowych firm stanowią około 70 proc. papierów notowanych na głównych rynkach giełdowych. I choć prywatny sektor kontroluje ponad połowę gospodarki, to zdaniem większości obserwatorów pakiet stymulacyjny może odwrócić role. – Nie mam wątpliwości, że po kryzysie państwo będzie kontrolowało większą część gospodarki – mówi Wang Shuo, dyrektor wydawniczy chińskiego czasopisma ekonomicznego „Caijing”. – To złe wieści dla popytu krajowego. Gospodarstwa domowe już teraz swoimi oszczędnościami wspierają przeważnie nieefektywne państwowe koncerny za pośrednictwem państwowych banków udzielających bardzo nisko oprocentowanych kredytów.

Ten kryzys obnaża ukrytą rękę państwa. W 2007 r. rząd wprowadził na giełdę w Hongkongu trzy z czterech swoich największych banków. Wówczas przedstawiano to jako próbę uczynienia z nich instytucji bardziej komercyjnych niż politycznych. Ale gdy wybuchł kryzys, Pekin wydał szefom banków polecenia, jak i kiedy udzielać kredytów. W ten sposób zapobieżono kredytowemu zawałowi serca, jaki sparaliżował Zachód. Wielu analityków obawia się jednak, że w przyszłym roku doczekamy się przez to spiętrzenia złych długów.

Mit numer 3:
Chiny to gospodarka napędzana eksportem

Tak? A dlaczego mimo spadku eksportu w tym roku o 20 proc. Gospodarka nadal rośnie o 8 proc.? Rzeczywiście eksport stanowi prawie 40 proc. chińskiej gospodarki, ale zdaniem stratega grupy inwestycyjnej CLSA Andy’ego Rothmana ta liczba jest myląca, bo przeszacowuje chiński udział w wytwarzaniu produktów z etykietą „made in China”. Większość tych towarów jest jedynie składana w Chinach z części produkowanych w Korei Południowej, Tajwanie i innych bogatszych krajach. Spójrzmy na przykład na iPoda z ceną 299 dolarów, który w hurcie z chińskiej montowni kosztuje 150 dolarów. Zaledwie 5 proc. tej ceny (czyli 7,5 dolara) to chińskie części i praca. Owe 7,5 dolara to wartość eksportu netto i prawdziwy wkład gadżetu Apple’a w gospodarkę Chin. W skali całej gospodarki eksport netto przynosi tylko nieco ponad 7 proc. chińskiego PKB.

Mit numer 4:
Chińskie firmy zdominują świat

Owszem, wiele dużych chińskich przedsiębiorstw państwowych przeczesuje świat, szukając niedowartościowanych aktywów i tworząc iluzję, że kryzys wręcz zwiększa globalne ambicje ekonomiczne Państwa Środka. Ale nabywcami są głównie państwowe molochy wydobywcze i naftowe szukające tanich surowców w innych krajach rozwijających się. Żadna z tych firm nie ma potencjału, by stać się globalną marką. – W Chinach mamy niewiele prawdziwych innowacji, nie umiemy też budować marek – mówi profesor uniwersytetu w Pekinie Michael Pettis. Przeszkodami są słaba ochrona własności intelektualnej i umów oraz system oświatowy nastawiony raczej na wykuwanie na blachę niż kreatywność i innowacje.

Wprawdzie chińskie firmy państwowe dostają specjalne dotacje za liczbę nowych patentów, ale każdy ekonomista czy inwestor powie, że patenty rzadko przekładają się na niepowtarzalne technologie dające realną przewagę rynkową. W państwowych gigantach kontrolujących większą część krajowego rynku zwycięża logiczne skądinąd myślenie: po co wydawać pieniądze na zwiększenie globalnej konkurencyjności, skoro ma się monopol w najbardziej zaludnionym kraju na świecie?

Prywatnych firm też nic nie zachęca do długoterminowego myślenia, niezbędnego do tworzenia globalnych koncernów oraz badań i rozwoju na światowym poziomie. – Niejasne prawo i wszechobecna korupcja sprawiają, że przedsiębiorcy nie czują się bezpiecznie. Nie brakuje przykładów przejmowania prywatnych firm przez władze czy nagłych zmian ram prawnych, więc zamiast długofalowo planować, lepiej zgarnąć zyski najszybciej jak się da – mówi profesor Ming Huang. Zatem nawet największe chińskie kolosy nie zastąpią szybko zachodnich blue chipów.

Mit numer 5:
Ceną gospodarczego rozwoju Chin musi być katastrofa ekologiczna

Przez lata Chiny opierały się naciskowi, by ograniczać emisję dwutlenku węgla – rządzący twierdzili, że najpierw kraj musi się rozwinąć, a poza tym emisja w przeliczeniu na głowę jest tam znacznie niższa niż na Zachodzie. Dziś władze zdały sobie sprawę, że to właśnie obywatele Państwa Środka mogą najbardziej ucierpieć z powodu globalnego ocieplenia, więc mobilizują się tak, jak to możliwe tylko w Chinach. Jesienią chińscy przywódcy ogłosili nowe cele ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Jeśli uda się je osiągnąć, państwo do 2020 r. znajdzie się w czołówce krajów walczących ze zmianami klimatu.

Chiny uczyniły z ekologicznych technologii narodowy priorytet, wdrażając wielkie badania nad ogniwami słonecznymi i technologią wiatrową. Już dziś dzięki hojnym państwowym dotacjom firmy z Państwa Środka stały się liderami w produkcji ogniw słonecznych.

Pakiet stymulujący zielone inwestycje ma wartość 218 miliardów dolarów. To najwięcej na świecie, dzięki temu w ciągu ostatniego roku powstały dziesiątki firm zajmujących się alternatywnymi źródłami energii. Chiny już teraz produkują ze źródeł odnawialnych więcej energii niż jakikolwiek inny kraj na świecie. Tymczasem recesja i niepewność co do kierunku, w jakim podążają ceny ropy, spowolniły tempo zielonych inwestycji na Zachodzie. Nie oznacza to, że Państwo Środka będzie w stanie samo szybko się oczyścić, bo żeby sprostać popytowi na energię, nadal buduje się elektrownie opalane węglem. Co tydzień powstaje jedna! Ale i tak Pekin może stać się czołowym producentem czystych technologii energetycznych dla reszty świata.


Artykuł ukazał się na stronie newsweek.pl. Jego autorem jest Rana Foroohar.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Newsweek”: Co wy wiecie o Chinach Reviewed by on 17 listopada 2009 .

Wszystko, co wiesz o ekonomicznej potędze Chin, jest nieprawdą. „Newsweek” obala pięć mitów na temat chińskiej gospodarki. W powszechnej opinii Chiny pędzą pełną parą przez globalny kryzys finansowy, wykorzystując dynamikę, jaką nadał im trwający od 30 lat boom. Większość autorów prognoz ekonomicznych zakłada, że chiński gospodarczy supertankowiec wyjdzie z tej burzy cało i utrzyma ten

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

komentarze 4

  • ZYGGI ma pan racje żydźi którzy okradli banki zachodnie i banki europejskie mądrzą się na temat Chin bo chodzi im jedno żeby osłabić wzrost gospodarczy Chin. Martwią sie o przedsiembiorstwa państwowe biją ich na głowe w porównaniu z przedsiębiorstwami prywatnymi na zachodzie. Boli ich że gospodarka Chińska w dobie kryzysu napędzana jest państwowymi funduszami i wyszła z kryzysu obronną ręką. Gospodarka Amerykańska to bankrut w porównaniu z gospodarką Chińską. Zadłużenie ameryki wynosi ponad 13 BILIONÓW i muszą prosić o jałmużne Chińczyków

  • Hmm, ciekawe, czy autor artykułu był w Chinach, które tak tu nam mądrze opisuje. No, ale nie bądźmy czepialscy co do autora. Newsweek nie jest pismem dla znawców tematu, biznesmenów czy ekonomistów; a i autor pisze to, co „naczalstwo” oczekuje, ni mniej ni więcej.
    Interesujące w tym wszystkim jest, że guru neoliberałów, Milton Friedman, miał zgoła inne zdanie niż autor artykułu. Nie szczędził pochwał chińskim włodarzom za sukcesy reform ekonomicznych. I trudno mu się dziwić. Od początku reform Deng Xiaopinga, jakieś 500 milionów Chińczyków wydźwignęło się z ubóstwa – zjawisko bez precedensu w dziejach gospodarczych świata. Jeśli chodzi o USA to jest dziś tam kto wie, czy nie więcej socjalizmu niż w komuszych Chinach (vide: dopłaty do rolnictwa czy częściowa nacjonalizacja amerykańskich banków i firm motoryzacyjnych).
    Cóż, zachodnie (zwł. anglosaskie) media, jak zwykle pozując na poważne i wszechmądre, zamiast zająć się poważnie przyczynami kryzysu i recesji we własnych krajach, uparcie twierdzą, że model lansowany przez Bank Światowy i MFW jest „the best”. Mimo, iż tyle krajów, które je wdrażały, potem dotykał kryzys finansowy i ucieczka kapitału spekulacyjnego : Argentyna, Meksyk, Indonezja, Tajlandia, Rosja, kraje bałtyckie… Kierującv się swoim życzeniowym myśleniem, od 30 lat anglosascy mędrcy wróżą z fusów kryzys w Chinach i… nic. Kraj Środka rozwija się już 3 dekady w tempie 8-11 % rocznie.
    Zainteresowanym tematem Chin zamiast studiowania newsweekowych mądrości, poleciłbym raczej serię artykułów z „Opcji na prawo” z grudnia 2008.

  • „Niepostrzeżenie Chiny stały się bowiem gospodarką napędzaną niemal całkowicie przez inwestycje państwowe, które w pierwszej połowie 2009 r. miały 88-procentowy udział we wzroście PKB – taki wskaźnik trudno znaleźć w jakimkolwiek innym kraju świata.”

    To zart jakis? Co to za wskaznik? Oczywiscie, ze trudno znalezc, Stany i cala Europa nie moga miec takiego wskaznika, bo w ogole nie maja dodatniego wzrostu. Jesli PKB Chin wzrosl w pierwszej polowie, rok do roku, o 7,9% a 88% wzrostu jest pokryte z inwestycji panstwowych, to stanowia one jedynie 6,443% PKB. To chyba calkiem malo jak na komunistyczny kraj, czy moze jestem w bledzie?

    Ten artykul jest malo powazny…

  • Niezłe bzdury. Tutaj poprostu przemawia zawiść amerykańska, a nie rozsądek. I tyle w tym temacie.

Pozostaw odpowiedź