BLOGOSFERA

„Newsweek”: Angkor u zmierzchu

Potężne suszeANgkor mogły stać za upadkiem jednego z najwspanialszych miast Dalekiego Wschodu.

Każdej wiosny monsun wiejący znad Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego przynosi nad kontynent azjatycki obfite opady deszczu. Od regularnych dostaw wody zależy los żyjących tam ludzi. Tak jest od tysięcy lat, ale od czasu do czasu owa klimatyczna pompa ulega awarii.

W XIV wieku mechanizm poważnie się popsuł aż dwa razy, doprowadzając do upadku stolicy potężnego państwa Khmerów – twierdzi dendrochronolog Brendan Buckley z Columbia University w Nowym Jorku. Jego praca ukazała się pod koniec marca tego roku w „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Angkor, założony przez khmerskich królów w IX w. w środkowej Kambodży, szybko stał się centrum prężnej i twórczej cywilizacji, promieniującej na całe Indochiny. Jego władcy, tocząc liczne wojny z sąsiadami, podporządkowali sobie kolejne terytoria.

U szczytu potęgi, która przypadła na wieki XII i XIII, ich państwo obejmowało znaczną część dzisiejszych Tajlandii i Wietnamu. Wtedy też powstały najpiękniejsze budowle – świątynia Angkor Wat i otoczona 12-kilometrowym murem królewska dzielnica Angkor Thom. Metropolia tętniła życiem i rozrastała się, zajmując nowe tereny. Naukowcy przypuszczają, że mogło w niej mieszkać nawet milion ludzi. Tworzyła prawdopodobnie największy zurbanizowany obszar świata swojej epoki. I wydawała się niezniszczalna.

Stało się jednak inaczej. W ciągu mniej niż stu lat miasto przestało istnieć. W schyłkowy okres weszło około połowy XIV wieku, a jego los przypieczętowała przegrana wojna z Tajami w 1431 roku. Pokonani Khmerowie w rok po klęsce przenieśli stolicę państwa kilkaset kilometrów na wschód – do Phnom Penh, założonego kilka dekad wcześniej. Opuszczony przez królów i zwykłych mieszkańców Angkor skazany został na wegetację i zapomnienie. W końcu zarósł dżunglą, podobnie jak wspaniałe miasta Majów.

Jak to się stało, że potężna cywilizacja przestała istnieć w tak krótkim czasie? Rozwiązania tej zdumiewającej zagadki nie znajdziemy w źródłach pisanych Khmerów, bo te kończą się na pierwszych dekadach XIV w. Także badania archeologiczne nie dały jak dotąd jasnej odpowiedzi.

Cztery lata temu na uniwersytecie w Sydney zorganizowano wielką konferencję, która podsumowała stan wiedzy na ten temat. Uczestniczący w niej naukowcy wymieniali rozmaite czynniki polityczne, społeczne i ekonomiczne, które mogły się przyczynić do upadku Angkoru. Zwrócili np. uwagę na rosnącą potęgę tajskiego królestwa Ayutthaya, które dzięki mądrej polityce jego władców szybko się bogaciło i zyskiwało znaczenie militarne.

Z kolei znany badacz Michael Vickery odnalazł w chińskich archiwach dokumenty wskazujące na to, że w drugiej połowie XIV w. położony w głębi lądu i odizolowany od świata Angkor szybko tracił znaczenie na rzecz khmerskich osad położonych nad Mekongiem, które prowadziły coraz bardziej ożywiony handel z Państwem Środka. Khmerowie przenosili się na wschód i w ciągu jednego lub dwóch pokoleń przeobrazili się z rolników w kupców. Zarówno Vickery, jak i wielu innych uczestników konferencji nie potrafiło jednak podać przyczyn tej nagłej migracji.

Organizator tego spotkania, Roland Fletcher, przewodniczy Greater Angkor Project(GAP), wielkiemu przedsięwzięciu naukowemu, które wystartowało w 1999 r. i potrwa co najmniej do 2015 r. Z dotychczasowych badań tej grupy wynika, że do osłabienia ekonomicznych fundamentów miasta – przede wszystkim jego zdolności wykarmienia rosnącej liczby ludzi – przyczyniły się: wycinanie lasu tropikalnego, degradacja gleb i przeludnienie. Natomiast nagłe zmiany klimatyczne ujawniły tę chorobę i przyspieszyły upadek. Ustalił to właśnie Brendan Buckley, który badał klimat Półwyspu Indochińskiego w okresie kluczowym dla wyjaśnienia tajemnicy katastrofy Angkoru.

Zdaniem Buckleya dobre czasy w tej części Azji skończyły się około roku 1330. Wcześniej wiosenny monsun przychodził regularnie, dzięki czemu rolnictwo Angkoru – podstawa jego potęgi – kwitło. Potem jednak wiatr gdzieś się zapodział. Przez trzy kolejne dziesięciolecia przynosił niewiele opadów. Nastała dotkliwa susza, kilka razy przerywana gwałtownymi powrotami monsunu. Przybywał on w asyście niszczycielskich nawałnic i zapewne silnych cyklonów tropikalnych, które sprowadzały katastrofalne powodzie.

Pogoda odzyskała nieco równowagi po 1360 r. Deszcze nie były już co prawda tak obfite jak dawniej, ale wydawało się, że kryzys klimatyczny minął. Stało się jednak inaczej. Na początku następnego stulecia natura znów poskąpiła ludziom wody. Ta kolejna susza była jeszcze cięższa od poprzedniej. Trwała 20 lat. W tym czasie Angkor już chwiał się w posadach, a wkrótce okazało się, że jest zbyt słaby, by oprzeć się tajskiej armii.Wszystkie te zmiany klimatu wyczytał Buckley ze słojów drzew iglastych z gatunku Fokienia hodginsii. Ich tysiącletnie okazy uczony odnalazł w Parku Narodowym Bidoup Nui Ba w południowym Wietnamie, 700 km na wschód od Angkoru. Jakimś cudem nie zostały ścięte i przerobione na meble. Uczony podkreśla, że Fokienia jest szczególnie cennym źródłem danych na temat wielkości opadów przed wiekami, ponieważ szybko reaguje na niedobór wody. – Jeśli monsun jest długi i wilgotny, drzewoszybko przyrasta. Jeśli deszcze zanikają, prawie nie przybywa go w obwodzie. Każde większe wahnięcie widać jak na dłoni – mówi naukowiec (dokładniej o pracach dendrochronologicznych można było przeczytać pod koniec kwietnia w „Science”).

Dla Angkoru taki koncert dwóch żywiołów – susz i powodzi – mógł mieć fatalne konsekwencje. Miasto, które zajmowało powierzchnię co najmniej tysiąca kilometrów kwadratowych, czyli było dwukrotnie większe od dzisiejszej Warszawy, funkcjonowało dzięki doskonale zorganizowanemu systemowi nawadniającemu. Khmerowie przegradzali rzeki spływające do jeziora Tonle Sap, a wodę z nich transportowali kanałami do poszczególnych dzielnic miasta, gdzie budowali zbiorniki retencyjne (dwa największe z nich mają powierzchnię ok. 15 km kw.). Kanały i zbiorniki zapewniały mieszkańcom dostatek wody w miesiącach suchych i chroniły przed powodziami w deszczowych. System ten stopniowo ulepszano, w miarę jak miasto się rozrastało. Jego ekspansji towarzyszyło karczowanie lasów pod nowe pola uprawne, potrzebne, by wykarmić coraz więcej osób.

Wszystko to funkcjonowało sprawnie, dopóki klimat zachowywał się w granicach normy. Gdy przeszedł raptowną metamorfozę, Angkor nie zdołał się do tej zmiany przystosować. Choć takie próby adaptacji jego mieszkańcy podejmowali. Badacze odnaleźli w obrębie kanałów i zbiorników ślady wielu przeróbek, których celem było zmagazynowanie większych ilości wody lub szybsze odprowadzanie jej nadmiaru. Inne znaleziska wskazują jednak, że powodzie okazały się zbyt wielkie i zniszczyły całą infrastrukturę, która miała przed nimi chronić. Na dodatek ulewy zmywały glebę, błyskawicznie zamulającą kanały. W końcu system irygacyjny, zaprojektowany na inne czasy, zaczął się rozpadać.

Zagadką – intrygującą także ze względu na to, co może się zdarzyć w przyszłości – jest przyczyna owych potężnych XIV-wiecznych susz. Objęły one, co warto podkreślić, nie tylko Półwysep Indochiński. To samo działo się choćby w Chinach, co w 2008 r. wyczytali ze stalagmitu w jaskini Wanxiang amerykańscy i chińscy naukowcy z zespołu pod kierownictwem Pingzhonga Zhanga z uniwersytetu w Lanzhou. Zwrócili oni uwagę na zastanawiającą zbieżność suszy z kryzysem ekonomicznym, który w 1368 r. doprowadził do upadku chińskiej dynastii Yuan. Niedawne badania innego stalagmitu znajdującego się w jaskini Dandak we wschodnich Indiach (autorem był Ashish Sinha z California State Univer-sity) wskazują, że monsun ulotnił się także z południowej Azji. Dokumenty historyczne mówią o wielkim głodzie, który w tym czasie nastał w Indiach.

Znawcy nie wiedzą, jaka dokładnie sekwencja zdarzeń doprowadziła do takiej wolty klimatu. Jedna z częściej powtarzanych hipotez mówi, że w XIV w. bardziej na południe przesunął się pas deszczów równikowych. Wraz z nim od Azji uciekł układ cyrkulacji atmosferycznej, dzięki któremu monsuny docierają na ten kontynent. – To mogło być związane z ochłodzeniem klimatu na całej planecie i początkiem małej epoki lodowej, która zakończyła się dopiero w XIX w. Temperatury na Ziemi spadły z powodu mniejszej aktywności słonecznej – tłumaczy Buckley. A to by znaczyło, że jednym z głównych sprawców katastrofy Angkoru było Słońce.

Artykuł ukazał się w Newsweeku, jego autorem jest Andrzej Hołdys.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
„Newsweek”: Angkor u zmierzchu Reviewed by on 13 maja 2010 .

Potężne susze mogły stać za upadkiem jednego z najwspanialszych miast Dalekiego Wschodu. Każdej wiosny monsun wiejący znad Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego przynosi nad kontynent azjatycki obfite opady deszczu. Od regularnych dostaw wody zależy los żyjących tam ludzi. Tak jest od tysięcy lat, ale od czasu do czasu owa klimatyczna pompa ulega awarii. W XIV wieku

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Avatar

Pozostaw odpowiedź