Birma,Polecane

Naypyidaw, myanmarski projekt ideologiczny

naypyidaw8Miasto na bezludziu, niezaznaczone na mapach[1], którego topografia po dziś pozostaje tajemnicą, i do którego większej części wciąż nie można wjechać[2]. To Naypyidaw, nowa stolica Birmy i przyszłe metropolis jednego z najbiedniejszych krajów świata. Nastrój tajemniczości potęguje fakt, iż miasto to powstało dzięki wskazaniu astrologów. Rząd przeniósł się tam w optymalnym z punktu widzenia układu gwiazd momencie i o szczęśliwej numerologicznie godzinie.  Naypyidaw to także dzieło życia generała Than Shwe. Człowieka, który uważa się za inkarnację XVIII-wiecznego birmańskiego króla i który podobno cierpi na paranoiczny strach przed amerykańską interwencją. Patrząc na historię powstania Naypyidaw można dojść do wniosku, że ma się do czynienia z absurdem[3].

Jednak pozory mogą mylić. Powstanie Naypyidaw jest na swój sposób logiczne i ma swoje uzasadnienie (to że z punktu widzenia naszej cywilizacji dosyć osobliwe, to już inna sprawa[4]) . Wiąże się bowiem ściśle z wizją świata i koncepcją państwa rządzącej tym krajem birmańskiej junty. Jest architektonicznym pomnikiem jej ideologii, wyrazem jej marzeń i pragnień.

Przyczyny powstania Naypyidaw można, za Dulyapakiem Preecharushem, podzielić na: bezpieczeństwa (polityczno-militarne), ekonomiczne i kulturowe[5]. Z wyżej wymienionych najważniejsze są względy bezpieczeństwa, nimi też zajmiemy się w pierwszej kolejności.

Birma, od 1989 roku zwana oficjalnie Myanmarem[6], jest od 1962 roku rządzona przez juntę wojskową. Po zamachu stanu generała Ne Wina rozpoczęła tzw. Birmańską Drogę do Socjalizmu[7], wybrała całkowitą samoizolację, mającą w zamierzeniu dyktatora chronić jej kulturę i pozycję na świecie[8]. Rządy Ne Wina zakończyły się w 1988 r., gdy wybuchła wielka rewolta społeczna, na której czele stanęła Aung San Suu Kyi, córka założyciela nowożytnego państwa, generała Aung San. Z początku Ne Win nie podejmował żadnych działań, a potem, jak pisze Bogdan Góralczyk, „ot tak, dla kaprysu zrezygnował”[9] z przywództwa, co tylko pogłębiło chaos w państwie. Wreszcie władzę przejęła, masakrując protestujących, młodsza ekipa junty, na której czoło na początku lat 90-tych wysunął się generał Than Shwe. Władza pozostała w rękach junty, zmieniła się tylko jej ekipa. W jej szeregach zagościł jednak strach przed utratą władzy w wyniku protestów społecznych.

Brzemiennym następstwem dyktatury Ne Wina było to, co podkreśla Thant Myint U, a mianowicie, że armia stała się w zasadzie jedyną sprawnie działającą organizacją w kraju – i pozostaje nią do dziś [10]. Między innymi dlatego, że skutecznie nie dopuściła do powstania jakichkolwiek konkurencyjnych ośrodków władzy[11]. Niczym partie komunistyczne w byłym bloku wschodnim, doprowadziła do stworzenia paralelnych struktur władzy (państwowych i wojskowych), z których realne znaczenie mają tylko te drugie. Można, parafrazując klasyka, powiedzieć, że junta przejęła państwo i raz zdobytej władzy nie zamierza oddać nigdy[12].

Najważniejszym wyzwaniem dla junty (a tym samym dla jej państwa Myanmar) jest kwestia bezpieczeństwa. Junta wielokrotnie deklarowała, że jej trzy główne cele to: walka z dezintegracją Unii i z dezintegracją narodowej solidarności oraz utrzymanie narodowej suwerenności[13]. Junta uważa, że jedyną drogą dla Birmy jest centralizacja i wzmocnienie roli wojska. Armia uważa się za jedynego gwaranta porządku i stabilności kraju. W oczach junty jakikolwiek podział władzy doprowadzi do upadku znaczenia armii, a co za tym idzie – rozpadu Unii. W ujęciu wojskowych „bezpieczeństwo państwa, reżimu i wojska są scalone. Zagrożenie jednej instytucji jest zagrożeniem wszystkich”[14]. Dla wojskowych silna armia równa się silna Birma.

Pluralizm i demokracja są zatem śmiertelnie groźne dla państwa, stanowią prostą drogę do anarchii i rozpadu Unii. Wszystkich swoich przeciwników, w tym Aung San Suu Kyi, junta traktuje jako zdrajców, serwilistów wobec Zachodu i niebezpiecznych dla jedności kraju dywersantów[15].

W takich okolicznościach władza potrzebuje siedziby – symbolu. Rangun, poprzednia stolica, z jej kolonialną przeszłością, rolą „okna na świat” Birmy, a przede wszystkim miejscem największych protestów społecznych i domem Aung San Suu Kyi, był dla junty nie do przyjęcia. Symbolizował dwie niedopuszczalne dla wojskowych cechy: otwarcie na obce wpływy oraz opór społeczny[16]. To nie było miejsce na stolicę państwa scentralizowanego i ujednoliconego pod przewodnią rolą armii. Juncie była potrzebna nowa stolica. Taka, która wyraża ideologię wyznawaną przez armię i wizję sposobu rządzenia krajem.

Stąd też Naypyidaw zaprojektowano tak, by siedziba władzy była oddzielona od społeczeństwa. Dlatego kolejne sektory miasta są przedzielone systemem blokad i kontroli, obowiązują również zony dostępu[17]. Ponadto, ponieważ wszystko jest tajne, nie wiadomo, gdzie mieszczą się najważniejsze urzędy – tym samym jakiekolwiek protesty mogą być zgniecione w zarodku, a nawet jeśli hipotetycznie nastąpią, można je będzie bardzo łatwo zatrzymać na rogatkach i odpowiednio spacyfikować[18]. Urbanistyczny układ Naypyidaw dobrze wyraża cechę władzy birmańskiej – jest nią nowoczesna odmiana Wittfogelowskiego „orientalnego despotyzmu”, którego na dodatek nawet nie widać[19].

Drugim głównym zagrożeniem dla junty, oprócz przeciwników politycznych, są mniejszości etniczne. Birma, kraj zamieszkały przez około 135 narodowości, jest istnym tyglem narodowościowym, w którym Birmańczycy (Bamar) stanowią 68 proc.[20]. Reszta (m.in. Shanowie, Karenowie, Kachinowie, Arakańczycy i in.) znalazła się w Birmie nie na własne życzenie: wiele z mniejszości prowadziło i prowadzi (np. Karenowie) walkę o niepodległość – Birma pozostaje krajem o najdłużej na świecie toczącej się wojnie domowej[21]. To właśnie niestabilność wewnętrzna była przyczyną porażki rządu pierwszego premiera Unii Birmańskiej – U Nu, a spacyfikowanie oddziałów mniejszości i tym samym uratowanie jedności państwa wyniosło do władzy generała Ne Wina[22]. Obecna junta traktuje wszystkie mniejszości z podejrzliwością i pogardą[23], są one „ekonomicznie marginalizowane, a ich społeczne, kulturowe i religijne prawa – tłumione”[24]. W Birmie mamy do czynienia z jawną dyskryminacją nie-birmańskich mieszkańców kraju, gdzie każdy sprzeciw jest automatycznie uznawany za bunt. Armia uważa mniejszości za gorsze od Birmańczyków, tak socjalnie, jak i kulturowo, i opiera swą wizję państwa na etnocentryzmie birmańskim (albo raczej wielkobirmańskim szowinizmie), czego efektem jest asymilacja mniejszości[25] (czyniona zazwyczaj siłą), czyli birmanizacja”[26]. Podstawowym celem junty jest rozmycie mniejszości etnicznych w kulturze birmańskiej, a tym samym wzmocnienie państwa.

W takim kontekście zmiana stolicy jest ruchem strategicznym zaplanowanym dla lepszej kontroli i synchronizacji działań przeciwko armiom powstańczym. Naypyidaw leży blisko zapalnych terenów Kareńskich, Shanowskich i Kachinowskich, stąd o wiele łatwiej wysyłać armie i kontrolować przebieg kampanii wojennych niż z odległego Rangunu[27]. Ponadto, budując silny ośrodek władzy w centrum kraju władza ma nadzieję, że zadziała on jak magnes przyciągający liczne mniejszości (dzięki możliwościom bytowym, ekonomicznym i socjalnym jakie daje stolica) i doprowadzi do ich scalenia i asymilacji[28]. Naypyidaw symbolizuje proces „birmanizacji”.

Wreszcie ostatni czynnik: zagrożenie z zewnątrz. Trauma kolonializmu brytyjskiego, który w XIX wieku zniszczył III Imperium Birmańskie i niczym Lewiatan pożarł wszystkie sfery życia kraju[29], odcisnęła wyraźne piętno na mentalności wojskowych[30]. Od tego czasu, jak pisze David Steinberg, „przywódcy zawsze dokładali dokładnych starań, by uniknąć sytuacji, które mogłyby dać najmniejszą wymówkę agresji z zewnątrz albo interwencji w sprawy wewnętrzne”[31]. Obawy junty o agresję z zewnątrz zaczęły się po protestach w 1988 r., a zwiększyły się, gdy w 2003 r. George Bush nazwał Birmę „siedliskiem tyranii” i podpisał Burmese Freedom and Democracy Act, który miał być planem pomocy gospodarczej i politycznej dla Birmy po obaleniu reżimu[32]. Lęki junty sięgnęły zenitu po operacji w Iraku, która przypomniała im I Wojnę Anglo-Birmańską, rozpoczętą od desantu morskiego na Rangun i zdobycia miasta. Myśląca paranoicznymi kategoriami junta już widziała amerykańskich marines robiących desant na Birmę i miała świadomość, że w Rangunie będą witani jak wyzwoliciele[33]. Była to koszmarna wizja, na którą trzeba było odpowiedzieć.

Przeniesiono więc stolicę do otoczonego górami, będącego daleko od Irawadi[34] i położonego w centrum kraju Naypyidaw, na które nie da się przeprowadzić inwazji morskiej.  Sprzyjające pod tym względem warunki geograficzne znalazły uznanie wojskowych, choć przecież nie obroniłyby władzy przed agresją amerykańską[35]. Junta jednak myśli wciąż kategoriami konwencjonalnych wojen, gdzie stolica w centrum daje znacznie większe oparcie i poczucie bezpieczeństwa, pozwala skonsolidować siły w sercu kraju, a w najgorszym razie umożliwia prowadzenie wojny partyzanckiej[36].

Reasumując: w kontekście względów bezpieczeństwa, przeniesienie stolicy miało być wynikiem reakcji na zagrożenia wewnętrzne (przeciwnicy polityczni, społeczny ruch oporu, separatystyczne mniejszości etniczne), jak i (realne bądź iluzoryczne) zewnętrzne (interwencja amerykańska).

Wymienione powyżej względy bezpieczeństwa najlepiej pokazują, że koncepcja Naypyidaw jest owocem myślenia wojskowych: „ustanawianie nowego centrum dowodzenia i kontroli jest odbiciem geostrategicznego i geopolitycznego myślenia, charakteryzującego organizacje wojskowe”[37]. To właśnie wojskowi zwracają szczególną uwagę na takie zagadnienia jak: teren, przestrzeń, czy krajobraz[38]. Rezultatem wojennego myślenia jest przenoszenie stolicy, gdy poprzednia wydaje się zagrożona. Thant Myint U pisze słusznie, że „armia birmańska tworzona jest przez ludzi, którzy wstąpili do niej jako nastolatkowie i nigdy jej nie opuścili, walczyli w górach i lasach przez lata, zabijając i widząc śmierć swoich towarzyszy, żyjąc całkowicie poza światem społeczeństwa birmańskiego. Stworzyli oni sobie coś w rodzaju wojskowego świata fantasy, gdzie wszystko się toczy wokół tworzenia sobie wrogów i zabawy w wojnę”[39].  Tymczasem codzienność to nie wojna.  Przykład birmański pokazuje najlepiej, jaką anomalią są rządy wojskowych w trakcie pokoju.

Zdaniem autora najważniejszej (i dotychczas jedynej) pracy poświęconej Naypyidaw, Dulyapaka Preecharushha, przy przenosinach stolicy równie ważne jak bezpieczeństwo były względy ekonomiczne. Badacz ten wymienia powody gospodarcze, dla których zdecydowano o przeniesieniu stolicy. Ma to więc być przede wszystkim chęć ożywienia interioru, uczynienia tej kolebki birmańskości ponownie centrum gospodarczym kraju[40]. Zagwarantować to ma sieć transportowa (drogi, koleje, mosty) krzyżująca się w nowej stolicy. Przez Naypyidaw ma biegnąć Trans Asia Highway, która ma połączyć Chiny, Indie i Azję Południowo-Wschodnią[41]. W zamierzeniach junty (przyznać trzeba, dość utopijnych) sieć ta ma się stać czymś w rodzaju nowego Jedwabnego Szlaku[42]. Dalej, Naypyidaw jako węzeł komunikacyjny położony znacznie bliżej terenów obfitujących w surowce naturalne, ma pozwolić na znacznie lepszą ich eksploatację i dystrybucję[43]. Wreszcie, Naypyidaw ma balansować wpływy kapitału zagranicznego (zogniskowanego w Rangunie), z inwestycjami chińskimi (których centrum stanowi Mandalay), a także wpływy Dolnej Birmy (Rangun) z tymi z Górnej Birmy (Mandalay)[44]. Junta zintegrowała plany rozwoju rolnictwa, eksploatacji surowców i energii oraz projekty transportowe z Naypyidaw jako sercem rozwoju kraju[45].

Nowa stolica symbolizuje prosperity kraju i wzmocnioną władzę junty (rozwój gospodarczy Birmy odbywać się może tylko przy ścisłej kontroli wojskowych). Birma ma więc pójść drogą Chin. Problem polega na tym, że Birma to nie Chiny, a tym bardziej junta to nie KPCh. Władza w Chinach cieszy się popularnością, bo jest skuteczna, podczas gdy birmańska armia jest znienawidzona[46]. Poza tym na rządzeniu, a już szczególnie na ekonomii, junta się nie zna, co dobrze pokazuje obecne miejsce Birmy wśród najuboższych krajów świata. Wreszcie: chociaż dane na temat kosztów przenosin stolicy do Naypyidaw są utajnione, dysponując danymi dotyczącymi przenosin stolicy Kazachstanu z Ałma-Aty do Astany (400 milionów USD oficjalnie, a prawdopodobnie znacznie więcej)[47] można pokusić się o analogię. Ponadto, jeśli by nawet każdy z 800 tys. robotników pracujących na budowie Naypyidaw otrzymał minimalną zapłatę 1,500 kyata na dzień, to samo opłacenie siły roboczej kosztowałoby około 32 milionów dolarów[48] (przy założeniu, że nie było tam przymusowej siły roboczej, np. więźniów, co nie jest wykluczone). Co więcej, informacje z Economist Intelligence Unit pokazują, że od momentu rozpoczęcia budowy Naypyidaw Birma w dwójnasób zwiększyła dług wewnętrzny[49]. Słowem: jakiekolwiek by nie były koszty przeniesienia stolicy Birmy, świadczą o tym, że rachunkiem ekonomicznym to tu się raczej nie kierowano…

Stąd też uważamy, że chociaż czynniki ekonomiczne z pewnością grały pewną rolę przy przenosinach stolicy, to znacznie ważniejsze od nich były względy kulturowe.

Naypyidaw to po birmańsku „królewska stolica” i sama ta nazwa już daje wiele do myślenia. W historii Birmy przyjęła się dość kosztowna – trzeba przyznać – tradycja, że ilekroć na tron wstępował nowy władca, przenosił stolicę do nowego miasta. W efekcie stolica zmieniała się aż 14 razy[50]. W większości władcy umieszczali swe siedziby w interiorze, z dala od Delty Irawadi, gdzie skupiał się handel i gdzie często pojawiali się obcokrajowcy. To właśnie znad morza przybyli Brytyjczycy, którzy w XIX w. położyli kres III-emu Imperium Birmańskiemu.

Rangun – kolonialna stolica z czasów panowania brytyjskiego – był nie tylko symbolem XIX wiecznego upokorzenia, ale i – szerzej – kontaktów Birmy ze światem zewnętrznym. Te, zdaniem rządzącej junty, na których trauma epoki kolonialnej odcisnęła wyraźne piętno, nie prowadzą do niczego dobrego. Dlatego należało je ograniczyć do minimum.

Pozbawiając Rangun miana stolicy, junta pragnie zmienić tożsamość i charakter Birmańczyków z tych narzuconych przez obcokrajowców, na te właściwe, które należycie rozumieją wzorce własnej historii[51]. Przeniesienie stolicy z Rangunu ma być w oczach junty swoistym myanmarskim „powrotem do normalności”.

Lansowany przez birmańskich wojskowych projekt ideologiczny ma na celu odbudowę dumy narodowej oraz ochronę tożsamości kulturowej. Kluczowe jest w nim odwołanie się do przeszłości i imitacja modelu władzy dawnych królów birmańskich, co ma budzić dumę narodową na bazie etnocentryzmu birmańskiego, a także symbolizować i legitymizować władzę absolutną junty[52]. To świadome zwrócenie się do historii ma na celu zbudowanie państwa na dawnych wzorach, z juntą niczym dawną królewską armią, a jej przywódcą generałem Than Shwe – jak królem. Dyktator mówi o tym explicite: „Duch Unii jest bardzo ważny dla narodu. Gdy wszystkie narody (Birmy –przyp. M.L. i R.P.) były zjednoczone i prowadzone przez rasę birmańską nasz naród był wielki, potrafiliśmy zdobyć szacunek sąsiadów. Dlatego duch Unii jest tak ważny. Jednocześnie, gdy duch ten słabnie, jedność narodowa staje się zagrożona, co może doprowadzić do utraty suwerenności. Stąd też trzeba dokładać nieustannych wysiłków, by ożywiać ducha Unii, dla uwiecznienia i dobrobytu naszego kraju”[53]. Nowa stolica jest symbolem owego „ducha Unii”.

To kolebka birmańskości i miejsce uznawane od kilkuset lat, według ludowych wierzeń,  za środek świata. Miejsce święte. To z tego obszaru wyszła iskra, która po upadku Paganu, przyczyniła się do odbudowy imperium birmańskiego. To tutaj rozpoczęły się działania armii generała Aung Sana mające doprowadzić Birmę do wyzwolenia od japońskiej okupacji w 1945 roku[54]. Tym samym jest to oczywiste nawiązanie do historii i wzorów kulturowych.

Dlatego nie dziwią też trzy gigantyczne posągi, które stanęły na centralnym placu Naypyidaw, przedstawiające królów Anawrahtę, Bayinnaunga i Alungpayę – twórców trzech imperiów birmańskich (notabene każdy z nich też zaczynał rządy od zmiany stolicy) Oznaczają one wizję państwa, opartego na wzorach z przeszłości, z absolutnym, wszechpotężnych i silnym władcą na czele.

Kolejną imitacją wzorca monarchicznego było publiczne oświadczenie o odnalezieniu i złapaniu 3 białych słoni[55]. W kulturze birmańskiej (podobnie jak tajskiej czy laotańskiej), biały słoń był zawsze zwierzęciem świętym, symbolizującym uniwersalnego władcę[56]. Jego pojawienie się było znakomitym znakiem, biały słoń był gwarantem pokoju, stabilności i dobrobytu dla kraju. Oznaczał też inkarnację poprzedniego króla, co dodawało aktualnie panującemu silnej legitymizacji. Nie przypadkiem więc junta powiązała odkrycie białych słoni z przenosinami do Naypyidaw. Są one obecnie trzymane naprzeciwko głównej pagody Naypyidaw (będącej kopią, zresztą koszmarną, Shwedagonu). Zbudowano dla nich małą platformę, gdzie, trzymane w klatce, spętane łańcuchami, spoglądają na pagodę i robiących im zdjęcia turystów. Paradoks polega na tym, że zniewolone białe słonie stanowią wymowny symbol dzisiejszego losu Birmy. Dla wielu, ale nie dla junty.

Dyktator Birmy, Than Shwe, wierzy – jak głosi często powtarzana wieść – że jest inkarnacją króla Bodawpayi[57] (1782-1819), który przeniósł stolicę do nowo wybudowanej przez siebie Amarapury. Po 7 dniach powrócił do byłej stolicy, Awy, by zabrać wszystkich swoich poddanych. Z dnia na dzień musieli oni porzucić wygodne pałace i rezydencje i zamieszkać na gołej ziemi w podmokłym, malarycznym terenie[58]. Co ciekawe, przenosząc się do Naypyidaw, Than Shwe uczynił…. podobnie. Oficjalna zmiana stolicy nastąpiła 6 listopada 2005 roku, zaś 5 dni później dyktator wrócił do Rangunu, by zabrać ze sobą do nowej siedziby ministrów, urzędników i wszystkich innych biurokratów: „dostali oni nakaz opuszczenia rodzin na czas nieokreślony i przeniesienia się do Naypyidaw. Ci, którzy zrezygnowali, bądź odmówili, otrzymali wyroki więzienia od 3 do 5 lat”[59]. Nie trzeba dodawać, że na miejscu nowej stolicy w momencie przenosin urzędników administracji też jeszcze nic nie zostało zbudowane.

Co więcej, według plotek, całe grupy ludności zostały zmuszone, by przejść (sic!) z Rangunu do Naypyidaw (250 mil w jedną stronę!) – tak jak to miało miejsce za czasów królów birmańskich[60]. Całe szczęście Than Shwe nie wskrzesił innej dawnej tradycji związanej z przenosinami stolicy: grzebania żywcem tysięcy ludzi pod fundamentami nowego miasta, by ich dusze stawały się „duchami opiekuńczymi” nowych obiektów[61].  Znając wszakże sposób, w jaki junta traktuje więźniów politycznych, to i tego nie można być do końca pewnym.

Wszystkie te decyzje mają nie tylko zbudować dumę narodową, ale przede wszystkim – tworzyć obraz Than Shwe jako charyzmatycznego przywódcy, posiadającego pełnię władzy niczym dawni królowie. Tym samym przenosiny do Naypyidaw to nie tylko odbicie tworzonej myanmarskiej tożsamości, czy nawiązywanie do kulturowego i spirytualistycznego budowania poczucia bezpieczeństwa, lecz przede wszystkim demonstracja władzy absolutnej Than Shwe w Birmie[62].

Nieodłącznym składnikiem kultury politycznej Birmy jest wiara w astrologów i numerologię. Wspomniany wcześniej Ne Win zmienił za swoich rządów pieniądze na banknoty podzielne przez szczęśliwą dlań liczbę 9 (miały one nominały takie jak 45 czy 90)[63], a obecni przywódcy, zanim dokonali zamachu, skonsultowali się z wróżbitą i zaatakowali według jego wskazówek dokładnie 18 września 1988 roku[64]. Przenosząc w 2005 stolicę także zasięgnięto rady astrologów i  uczyniono to 6 listopada o 6.37 rano (szóstka to szczęśliwa liczba generała Than Shwe). Ceremonia otwarcia nowej stolicy to z kolei trzy jedenastki, czyli 11 listopada 11 ministerstw o 11 rano[65]. Przeniesienie stolicy to nie tylko numerologia, ale także astrologia. Than Shwe, którego nazwisko znaczy po birmańsku „milion złota”, miał usłyszeć w 2005 roku od swojego astrologa, że nadciąga katastrofa i „milion złota” wkrótce zniknie. Jak pisał kiedyś Terzani, dla Birmańczyków przepowiednia to coś, co właściwie już się wydarzyło naprawdę i co należy w dalszych działaniach po prostu wziąć pod uwagę[66]. Przerażony przywódca natychmiast podjął decyzję o przeniesieniu, ogromnym kosztem, stolicy do Naypyidaw. Przepowiednia faktycznie się spełniła. Miliony znikły z kasy państwa!  ale nie z kieszeni Than Shwe, który dzięki tym działaniom oszukał los, zachował władzę i ocalił swój majątek.

To nie tylko fanaberie orientalnego despoty, ale strategia głęboko wpisująca się w tradycję tego kraju. Okultystyczna otoczka ma dodać przenosinom atmosfery świętości, symbolizować dobry omen i przekonać głęboko zabobonne społeczeństwo o zdeterminowaniu jego losu przez gwiazdy[67].

Than Shwe w swej wizji państwa umiejętnie łączy przeszłość z przyszłością. Nawiązanie do czasów świetności ma służyć budowaniu przekonania, że armia będzie rządzić w sposób despotyczny Birmą zawsze, co zagwarantuje krajowi nie tylko jedność i dalsze istnienie, ale również siłę i potęgę. Tym samym narodzi się wymarzone przez Than Shwe IV Imperium Birmańskie. Naypyidaw symbolizuje ten wielki projekt ideologiczny.

Król Bodawpaya (1782-1819), za którego reinkarnację uważa się Than Shwe, także znany był z monumentalnych budowli. Swego czasu chciał zbudować największą pagodę na świecie, w założeniach przewyższającą nawet egipskie piramidy. Gdy w projekt ten zaangażował cały majątek państwa, nieoczekiwane trzęsienie ziemi całkowicie unicestwiło jego plany. Stąd birmańskie powiedzenie, które głosi: „pagoda (nie) ukończona, państwo zrujnowane”[68]. Ruiny pagody Bodawpayi w Mingunie nazywane są dziś „największą stertą cegieł na świecie”[69].

Patrząc na Naypyidaw trudno oprzeć się wrażeniu, że historia znów może się powtórzyć…

Michał Lubina


[1] Po dzisiejszy dzień jedyną dostępną „mapą” Naypyidaw pozostaje Google Maps.

[2] Off limits są m.in. budynki ministerialne, siedziba parlamentu, czy główny plac, jak również, co już dziwić nie może, kompleks rezydencji urzędników.

[3] Tak też sądził jeden z autorów tego tekstu podczas swojego pierwszego pobytu w Naypyidaw, por. http://www.mojeopinie.pl/naypyidaw_absurdalna_stolica,3,1291855876

[4] Nakamura powiedziałby, że jest to racjonalizm, ale zupełnie inny niż ten europejski, por. Hijime Nakamura, Systemy myślenia ludów Wschodu. Indie. Chiny. Tybet. Japonia, Wydawnictwo UJ, Kraków 2005.

[5] Dulyapak Preecharushh, Naypyidaw. The New Capital of Burma, White Lotus Press, Bangkok 2009, s. 49.

[6] Nazwa Myanmar również może być uznana za przykład opisywanej w tekście „birmanizacji”, jej zmiana łączy się z koncepcją ideologiczną państwa rządzącej junty.

[7] Ne Winowskie rozumienie socjalizmu najlepiej oddaje chyba komentarz Pascala Khoo Thwe mówiący o nim „voodoo socjalizm”, por. Pascal Khoo Thwe, From The Land of Green Ghosts. A Burmese Odyssey. Harper-Collins Publishers, London 2002, s. 54.

[8] Założenia Ne Wina w najbardziej prosty i klarowny sposób oddał, niepozbawiony do niego nutki sympatii Tiziano Terzani, por. Tiziano Terzani, Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie, Zysk i s-ka, Warszawa 2008, s. 58.

[9] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia roni łzy. Esej birmański, Rambler books, Warszawa 2010, s. 211.

[10] Thant Myint U, The River of Lost Footsteps. A Personal History of Burma, Farrar, Straus and Giroux, New York 2006, s. 345.

[11] David S. Steinberg, The State of Myanmar, Georgetown Uniwersity Press, Washington 2001, s. 69.

[12] Z całą pewnością zgadza się też z innym klasykiem, mówiącym, że „władza pochodzi z lufy karabinu”.

[13] Our Three Main National Causes, Myanmar Today 4/2001, s. 2

[14] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 51.

[15] By się o tym przekonać wystarczy wziąć do ręki jakiekolwiek wydanie The New Light of Myanmar i zajrzeć na ostatnią stronę, gdzie znajdują się hasła propagandowe; dobrą ilustracją tychże haseł jest zdjęcie w albumie Kobusów „Birma. Złota łza”, por. Anna Olej-Kobus, Krzysztof Kobus, Birma. Złota łza, TerraQuest, Warszawa 2008, s. 39.

[16] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 56.

[17] Wizyty w Naypyidaw wrzesień 2010 i październik 2011; także por. Dulyapak Preecharushh, Naypyidaw. The New Capital of Burma, White Lotus Press, Bangkok 2009, ss.110-116.

[18] http://www.mojeopinie.pl/naypyidaw_absurdalna_stolica,3,1291855876

[19] Por. Karl August Wittfogel, Władza totalna. Studium porównawcze despotyzmu wschodniego, Toruń, Wydawnictwo Adam Marszałek 2003.

[20] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., s. 54.

[21] Thant Myint U, op. cit, s. 258.

[22] Ibidem, s. 264.

[23] http://www.polska-azja.pl/2010/12/09/wywiad-z-prof-bogdanem-goralczykiem-o-jego-ksiazce-%E2%80%9Ezlota-ziemia-roni-lzy-esej-birmanski%E2%80%9D/

[24] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 56.

[25] Burma (Myanmar): Time for Change, Minority Rights Group International, May 2002 [w]: Dulyapak Preecharushh, Naypyidaw. The New Capital of Burma, White Lotus Press, Bangkok 2009, s. 58.

[26] Terminu tego używa wielu badaczy, m.in. Martin Smith, czy Dulyapak Preecharushh, z którego korzystaliśmy w opracowaniu tego tekstu w największym stopniu, a w Polsce: Bogdan Góralczyk.

[27] Spotkanie z Bogdanem Góralczykiem w Warszawie, 12.01.2011.

[28] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 58.

[29] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., ss. 99-130.

[30] Pogłębiona została jeszcze przez doświadczenie kilkuletniej okupacji pogranicza birmańsko-chińskiego przez oddziały Kuomintangu, wspierane przez USA.

[31] David S. Steinberg, s. 292.

[32] Boontiem Playchompu, Myanmar: History, Civilisation and International Relations, Odeon Store, Bangkok 2006, s. 257.

[33] Pyinmana on Hold, The Irrawaddy, 13/2005, s. 4

[34] By nie powtórzyła się sytuacja z 1885 roku, gdy Anglicy zdobyli ówczesną stolicę, Mandalay, docierając do niej statkami po Irawadi.

[35] Która była i jest bardzo mało prawdopodobna, gdyż USA nie mają szczególnych interesów w Birmie.

[36] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 64.

[37] Ibidem, s. 69.

[38] Ibidem.

[39] Thant Myint U, op. cit, s. 341.

[40] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 71.

[41] http://www.unescap.org/ttdw/index.asp?MenuName=AsianHighway.

[42] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 71.

[43] Ibidem, s. 76.

[44] Ibidem.

[45] Udom Kerdphibul, Myanmar in Foreign Economic Relations, Chotabaprint Chiang Mai, 2006, [w]:  Dulyapak Preecharushh, Naypyidaw. The New Capital of Burma, White Lotus Press, Bangkok 2009, s. 71.

[46] http://www.polskatimes.pl/opinie/forumautorow/331435,bogdan-goralczyk-zachod-nie-ocali-przekletej-ziemi,id,t.html?cookie=1

[47] Naypyidaw: A Dusty Work in Progress, The Irrawaddy 14/2006, s. 22.

[48] Ibidem, s. 21.

[49] Ibidem, s. 22.

[50] Dokładne wyliczenie podaje Dulyapak Preecharushh; należałoby nadmienić, że przedostatnia zmiana, z Mandalay na Rangun, została dokonana przez Brytyjczyków.

[51] Aung Saw, Behold a New Empire, The Irrawaddy 14/2006, ss. 24-25.

[52] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 87.

[53] Union Spirit, Myanmar Today 4/2001, s. 1

[54] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 91.

[55] Ibidem, s. 89.

[56] Jest to nawiązanie do buddyjskiej kosmologii.

[57] http://www.irrawaddymedia.com/print_article.php?art_id=5941

[58] Vincenzo Sagermano, The Burmese Empire a Hundred Years Ago, Orchid Press, Bangkok 1995, s. 68.

[59] http://www.rebound88.net/sp/junta/sHQ-move10.html.

[60] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 91.

[61] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., s. 119.

[62] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 92. Świadczą o tym również szczegóły, np.. to, że wszystkie budynki ministerstw w Naypyidaw są budowane w kształcie skorpiona, który w kulturze birmańskiej jest symbolem władzy i podboju, por. Ibidem, s. 114.

[63] Jego inne zagrywki, takie jak zmiany ruchu na drogach na prawostronny i latanie na krańce kraju z drewnianym koniem dobrze opisał Tiziano Terzani, por. Tiziano Terzani, Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie, Zysk i s-ka, Warszawa 2008, s. 58.

[64] http://www.irrawaddymedia.com/print_article.php?art_id=5941

[65] http://www.rebound88.net/sp/junta/sHQ-move10.html.

[66] Tiziano Terzani, op. cit., s. 58.

[67] Dulyapak Preecharushh, op. cit, s. 95.

[68] Bogdan Góralczyk, Złota ziemia… op. cit., s. 101.

[69] Ibidem.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
Naypyidaw, myanmarski projekt ideologiczny Reviewed by on 21 kwietnia 2011 .

Miasto na bezludziu, niezaznaczone na mapach[1], którego topografia po dziś pozostaje tajemnicą, i do którego większej części wciąż nie można wjechać[2]. To Naypyidaw, nowa stolica Birmy i przyszłe metropolis jednego z najbiedniejszych krajów świata. Nastrój tajemniczości potęguje fakt, iż miasto to powstało dzięki wskazaniu astrologów. Rząd przeniósł się tam w optymalnym z punktu widzenia układu

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

O AUTORZE /

Michał Lubina

Doktor nauk społecznych UJ, pracownik w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, magister rosjoznawstwa oraz studiów dalekowschodnich UJ, absolwent Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich UJ. Kilkukrotny stypendysta Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (m.in. w latach 2009/2010 w Pekinie). Laureat grantu Narodowego Centrum Nauki na badanie współczesnych stosunków rosyjsko-chińskich. Oprócz tego w kręgu jego zainteresowań badawczych znajduje się przede wszystkim Azja Południowo-Wschodnia, w szczególności zaś Birma. Jest autorem czterech książek. Pierwszej w Polsce historii Birmy („Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”, Trio, Warszawa 2014) oraz monografii „Birma: centrum kontra peryferie. Kwestia etniczna we współczesnej Birmie 1948-2013″; (Kon-Tekst, Kraków 2014), pierwszego poświęconego temu zagadnieniu opracowaniu w języku polskim oraz – również pierwszej w Polsce – książki o współczesnych stosunkach rosyjsko-chińskich („Niedźwiedź wcieniu smoka. Rosja-Chiny 1991-2014″, Akademicka, Kraków 2014), która stała się naukowym bestsellerem. Niedawno wydał „Panią Birmy. Biografię polityczną Aung San Suu Kyi” (Wyd. PWN, Warszawa 2015). Ponadto jest autorem dwóch przewodników turystycznych po Litwie i Rosji (współautorstwo) oraz internetowych przewodników po Chinach, Hongkongu, Laosie i Bangladeszu. Publikował artykuły m.in. w „Rzeczpospolitej”(Plus/Minus), „Tygodniku Powszechnym”, „Wprost”, „Do Rzeczy”, „Nowej Europie Wschodniej”, „Nowej Konfederacji” i "National Geographic Traveller". Znajomość języków: angielski, rosyjski, ukraiński, chiński(komunikatywnie). Mieszka w Krakowie. Ekspert CSPA: Birma, Chiny-Rosja.

komentarzy 9

  • Niestety, brak łatwego dostępu do archiwum jest jedną z bolączek tej bazy danych na której oparta jest strona CSPA. Wspominałem już o tym dawno p. Pyflowi. Niestety tego się ponoć nie da łatwo zrobić. A szkoda. Bo np. chętnie poczytałbym sobie jeszcze raz artykuły np. p. Pyfla, ale jak dotrzeć do tych z zeszłego roku? Na pewno traci na tym przejrzystość strony CSPA.

  • Właśnie brak dostępu (wygodnego, a nie polegającego na czasochłonnym przeszukiwaniu archiwum) do starszych, aczkolwiek bardzo cennych artykułów to bardzo duża wada portalu.

  • Przy okazji tego znakomitego tekstu chciałem przypomnieć zapomniany już zapewne b. dobry tekst p. Ziggiego o Bangladeszu. W bardzo ciekawy sposób omawiał społeczne i ekonomiczne uwarunkowania tego biednego państwa. Niestety nie mogę podać linka, Panie Ziggi, proszę go przypomnieć. W ten sposób, sporo osób miałoby szanse na przeczytanie podobnie ciekawego tekstu jak ten powyżej.

    • To było tu (mam nadzieję, że wyświetli się link powyżej). Ze swej strony bardzo dziękuję za pochlebną opinię na temat tego artykułu. Czuję się wyróżniony, że tak Pan go ocenił, wydobywając go przy tym ze swoistej „otchłani zapomnienia”. :-)

      • Avatar Zyggi

        Ściślej mówiąc „tu” tzn. oczywiście na moim nicku.

    • Szanowni Państwo!

      Serdecznie dziękuję za tak ciepłe przyjęcie mojego artykułu! Te słowa to miód na serce, gdyż zazwyczaj moja sympatia do Birmy i próby propagowania tematyki birmańskiej spotykają się z co najmniej lekceważeniem. Więc wielkie dzięki!
      Natomiast za te wszystkie wtręty, chyba rzeczywiście niepotrzebne, biorę odpowiedzialność. Wierze w siłę uproszczenia, choć czasem rzeczywiście może to być, nieintencjonalnie, krzywdzące. Zapewniam jednak, że w żadnym razie nie mam kolonialnej postawy wobec Azjatów, co więcej – szczerze jej nie znoszę.
      Pozdrawiam serdecznie,
      Michał Lubina

  • To rzeczywiście znakomity artykuł. Gratulacje dla autorów. Taki poziom rzadko się
    spotyka nawet w czasopismach zajmujących się problematyką międzynarodową.

  • Uważam ten tekst za jeden z najlepszych jakie miałem okazję przeczytać na CSPA od zawsze. Wszystkie trzy warstwy stanowiące kanwę tego tekstu są wyczerpująco przeanalizowane. Uderza mnie wielkie ciepło płynące z niego. Widać że autor utożsamia się z materią o której pisze. Lubi ten kraj, tych ludzi, ten sposób myślenia. Oczywiście mogę tylko domniemywać „co poeta miał na myśli”, ale sądzę, że te niepotrzebne wtręty charakterystyczne dla naszej mentalności czyli traktowanie w niektórych miejscach birmańczyków jak dzikusów nie są autorstwa p.Lubiny. Cyżby ten tekst też ukazał się w prasie popularnej i trzeba go było uczynić bardziej strawnym dla przeciętnego czytelnika? W każdym razie ta łyżka dziegciu nie zniszczyła mi smaku tekstu. Życzyłby sobie czytywać jak najczęściej takie klasy teksty jak ten.
    Gratuluję.

  • Ciekawy artykuł o mało znanym i słabo rozwiniętym kraju jakkolwiek jednym z wiekszych w Azji Pd.-Wsch., w dodatku o bujnej historii i ciekawej kulturze.
    Co zwraca uwagę, o iż reżim nawet się nie kryje ze swoim wielkobirmańskim nacjonalizmem. Określenia typu „zjednoczone i prowadzone przez rasę birmańską” mówią same za siebie. Smutnym faktem jest też dyskryminacja mniejszości religijnych, np. chrześcijan i muzułmanów. Wszystko to w myśl starorzymskiej zasady „divide et impera”.

Pozostaw odpowiedź